RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2006

Perełki wśród dzikiej natury skryte

24 kwi

Niedawno pokazałem Wam próbki bieszczadzkich chałup, które jeszcze w oryginalnym stanie sprzed wojny się zachowały. Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić stare nagrobki i dwie cerkwie, które odwiedziłem na wczorajszej wycieczce rowerowej.

Niestety zarówno kapliczki jak i zabytkowe nagrobkli – podobnie jak chaty – giną w oczach. Kruszeje kunsztowna metaloplastyka…

Rozpadają się stare krzyże…

Całe szczęście minął już czas totalnego rabowania i niszczenia tych samotnych bieszczadzkich cerkwi… Piękna, hełmiasto wysklepiona cerkiew w Hoszowczyku znowu lśni z daleka na słońcu:

I jeszcze bardziej malownicza, jedna z najstarszych drewnianych cerkwi – w Równi, kojarząca mi się osobiście z arką Noego…

Ściany o zrębowej konstrukcji:

Drzwi z oryginalną kowalską robotą:

A na odrzwiach zachowane znaki solarne – symbole przedchrześcijańskiego kultu słońca:

Prawdziwe to perełki i nic to, że czasem trzeba przełajem przedzierać się przez bagna, knieje i górskie rzeki, aby je dotknąć…

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przekaz i piękno naszych snów

18 kwi

     Tej nocy miałem sen. Był dziwny nie tyle przez swą treść, ile przez formę – był jak przepięknie wyreżyserowany film. Treść spisałem, ale teraz widzę, jak banalnie się przedstawia bez tych obrazów, które jej towarzyszyły…

     Czym jest nasza podświadomość? Skąd wyczarowuje tak zaskakujące i cudne obrazy, których niesposób nijak przekazać?…

                                                                      ***

     Goran był mężczyzną rosłym i pełnym energii. Nonszalancka pewność siebie nie umniejszała osobistego uroku, jaki wokół siebie roztaczał. Pracował jako pielęgniarz w domu opieki. Złośliwcy zwali to miejsce „poczekalnią śmierci”. Staruszkowie bardzo go lubili. W rozmowach był zawsze taki bliski i bezpośredni. Żartował z wszystkiego. Szczególnie jednak z samej istoty życia i śmierci oraz spraw ostatecznych. To czasem napawało otuchą – lekki zdawał się w takich chwilach balast życiowych doświadczeń i niepokój przed ostatnią drogą.

     Słowa wychodziły z ust Gorana z taką prędkością i swadą, z jaką zwykł jeździć na swym sportowym motocyklu. Zarówno jednak wielomównością, jak i hukiem motoru, zdawał się w sobie coś zagłuszać. Tej karty dziejów nigdy na wierzch nie wyciągał. Dziwne okoliczności śmierci jego rodziców tkwiły cierniem głęboko w jego podświadomości. Bo ze świadomych wspomnień mrok ten został już dawno wyparty.

     Kiedy tym razem odpalał maszynę, wydawało się, że świat cały ma u swych stóp, łącznie z prawami fizyki, które zdawał się, jak zwykle w takich chwilach, ignorować. Pisk opon, parę efektownych wirażów, imponujący wjazd po parkowych schodach i… krótki, głuchy huk, po którym parę blaszanych fragmentów bagażnika z łoskotem osunęło się po betonowych stopniach…

                                                                      ***

     Ocknął się w otoczeniu zielonkawych kitlów. Wodząc oczyma po bieli ścian, raz po raz napotykał niewyraźną twarz operującego. Jakby z daleka dochodził do niego krzyk lekarza o wybudzaniu. Jakaś dłoń poprawiła mu ustnik i znów zapadł się w ciemną otchłań. Czuł bolesne szarpanie, jakby go sfora wściekłych psów rozszarpywała. Wtem znów odzyskał widzenie – tym razem jednak było bardzo ostre, od bezwładnego ciała zupełnie niezależne. Bez problemu rozejrzał się po sali.

     Przez krótki czas beznamiętnie obserwował zmagania lekarzy, nachylonych nad stołem w mocno zakrwawionych fartuchach. Nagle obok dostrzegł znajomą twarz staruszka. Leżał na kozetce. Usiłował sobie przypomnieć, skąd go zna… Taaaak, to ten, co zawsze trzymał go tak kurczowo za rękaw, w strachu przed rychłą śmiercią! Zwykle żartami udawało się go uspokoić. Wówczas starzec wracał do swych wspomnień, zamieniając się w małe dziecko. Teraz właśnie miał taką dziecięcą twarz. Jak mu dobrze… Ale zaraz! Skąd ta kartka między palcami u nogi? Czyżby…

- Tak, on już przeszedł ten PRÓG. Ty również zaraz tam pójdziesz – odezwała się jakaś istota. Głos był tak przyjazny, jakby od zawsze znajomy.

- Ale najpierw spójrz tutaj. – Ujrzał łąkę pełną kołyszących się na lekkim wietrze kwiatów. Maria siedziała na niej uśmiechnięta. Ręką dawała mu znak, aby podszedł. Bez trudu znalazł się blisko dziewczyny, której zawsze unikał. Zawsze bał się kobiet. Jego dziwaczność i samotność była powodem wielu plotek.

- Jesteś. Wiedziałam, że przyjdziesz. Widzisz ten potok? Wpatrz się niego przez chwilę. Zasłuchaj się w ten szum. Nie zagłuszaj go więcej.

     Patrzył. Siedział tak razem z nią i patrzył. Widział swe życie w takim świetle, w jakim sam nie zdołałby sobie nigdy wyobrazić. Wszystko nabrało sensu. Po raz pierwszy był prawdziwie szczęśliwy.

                                                                       ***

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A domy umierają stojąc…

03 kwi

Wsie w okolicy Ustrzyk Dolnych. Niektóre budynki sięgają XIX wieku. Podczas gdy na odnowę cerkwi i historycznych dworów można jeszcze uzyskać jakieś dotacje, to rozwalające się chałupy nie mogą liczyć na żadne wsparcie. A przecież ich gospodarzami są zwykle ludzie mało zamożni – a ich domy dzięki temu właśnie przetrwały w mało zmienionej postaci. Dziś przydałby się jakiś program dofinansowania, który pozwoliłby na modernizację przy jednoczesnym zachowaniu zewnętrznej bryły…

Całe szczęście nie brakuje też i takich gospodarzy, których stać na odnowę domów, a którzy nie robią tego przy pomocy blachy i pustaków…

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii