RSS
 

Archiwum - Listopad, 2007

Bieszczadzki Majster Bieda

27 lis

 

Skąd przychodził, kto go znał? Kto mu rękę podał kiedy?…

Nad rowem siadał, wyjmował chleb, serem przekładał, dzielił się z psem…

Tyle wszystkiego, co z sobą miał…  Majster bieda 

 

Tak śpiewało się kiedyś hymn bieszczadzkich zakapiorów. Pieśń tęskną, wzdychającą do prostoty i prostoduszności… Szukającą w człowieku człowieczeństwa, a w drodze – sensu samego podążania, umiejętności zatrzymania …i radości z każdej chwili trwania.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dusza umierającego domu…

22 lis

Budynek stał na mojej ulicy i nigdy obojętnie koło niego nie przechodziłem – zawsze jakbym żywego człowieka mijał. Dach zaopatrzony był w dwie duże klapy, które ponoć kiedyś na wielkim kołowrocie otwierały się, by w ten sposób zapewnić jego mieszkańcom dochowanie zakonu – wszak święto namiotów musiało być pod gwiazdami obchodzone.

Niejedno dom ten zapewne widział, niejednego doświadczył. Był przy narodzinach każdego domownika. Drzwi z radością otwierały się gdy tylko chłopcy ze szkółki żydowskiej w ferworze przybiegali. Ustrojoną werandą nowożeńców każdego pokolenia witał.

Zroszoną szybą w oknie staruszków wiezionych na pobliski kirkut żegnał… Był też zapewne świadkiem szczególnych aktów nienawiści, gdy hitlerowcy wywlekli z niego całą rodzinę, aby zbiorowej egzekucji dokonać…

Może przygarnął później jeszcze kogoś przelotnie, aby swój ból po stracie dawnych gospodarzy utulić… Później długie lata stał opuszczony. Ostatnio miłosierdziem otaczał wszystkich bezdomnych naszego miasteczka, zapraszając ich pod swój sterany dach szeroko wybitymi oknami…

 

Właśnie w tej chwili jestem świadkiem śmierci domu Żyda. Przyjechały ciężarówki. Na dachu pojawili się robotnicy. Ktoś numerował belki, nim brutalnie zostały rozczłonkowane. Resztkami sił próbował się opierać, ale nic nie pomogło – z ostatnim przeraźliwym wyciem poddały się sploty ścian i dachu…

          Dusza domu na moich oczach w niebo ulatywała. Jeszcze na chwilkę zawisła nad miastem, by popłynąć tam, gdzie zmarli domownicy z utęsknieniem jej wyczekiwali. I pewnie teraz znów z podniesionymi klapami w dachu, łzami wzruszenia cieknącymi po szybach, napełnia się gwarem i zapachami pieczonej macy…

Czy stare domy mają swoją duszę? Czy ta dusza ponownie zasiedli te same deski, jeśli zostaną one pieczołowicie złożone na nowym miejscu, w sanockim skansenie?…

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Małe światy równoległe

22 lis

 

     Wuj Konrad był pasjonatem akwarystyki. To od niego dostałem pierwsze ryby, od niego uczyłem się podstaw hodowli (i w zasadzie na tych podstawach osiadłem). Nigdy nie byłem hodowcą o wielkich aspiracjach. Wkrótce jednak odkryłem, że nie jest to takie zwyczajne hobby.

      Akwarium wciąga w swój wewnętrzny świat harmonii. Choć jego krucha stabilność w pełni zależy ode mnie, wydaje się być rzeczywistością całkowicie niezależną. Wystarczy chwila, by wejść wzrokiem w jego wnętrze i napawać się integralną harmonią tego małego świata… stworzonego jakby na wzór światów równoległych istniejących w naszej wyobraźni.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wartości pajęczyną spowite?…

13 lis

         Wczoraj obejrzałem teatr. Przedstawiono w nim dość luźną interpretację postaw znanych postaci historycznych, m. in. Wyspiańskiego, w obliczu walki o wspólną sprawę, która nie do końca okazała się taka „wspólna”. Ale nie problem narodowego porozumienia zwrócił moją uwagę, lecz sam fakt przedstawiania wielkich ludzi, z których reżyser zrobił totalne karykatury. Gdy na ekranach pokazał się portret Chopina w filmie „Pragnienie miłości” miałem to samo odczucie. Jakiś posmak goryczy i buntu zarazem. Dlaczego?…

          Od chwili wyzwolenia się spod sowieckich oków, po okresie burzenia materialnych pomników narzuconej władzy, przyszedł czas na niszczenie innych symboli – tych, które na trwale wpisane były w serca Polaków. Często mówi się, iż bohaterów należy „odbrązowić” (słowo-klucz, które daje sposobność deptania wszystkiego, co dotąd uważane było za wartość).

Autorytety nie istnieją, a patriotyzm trzeba odłożyć do skansenu (w przeciwnym razie może zagrażać szowinizmem). Czy nasi dziadkowie potrafiliby się w takiej rzeczywistości odnaleźć?… Czy niszcząc (nawet tą mocno wyidealizowaną) pamięć o wielkich ludziach i czynach, nie odcinamy się od swych korzeni? Czy nie depczemy w sobie jakiejś tęsknoty za pięknem, czystością i bezgranicznym oddaniem?

 

           Znajomy z Niemiec powiedział mi kiedyś, że „tylko wy, Polacy, zdolni jesteście do takich pustych sentymentów i z tego powodu tak trudno Wam wyjść z wieku XIX-go i wejść do współczesnej Europy”. Jeśli nawet tak jest, to wolę nadal tkwić w tym dawnym świecie, obrosłym już może pajęczynami, niż wkraczać na wytworne salony zimnego blichtru…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii