RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2008

Lekarstwo na cierpienie?…

11 sty

 

      Poprzednie Wasze refleksje pobudziły mnie do zasatanowienia się nie tylko nad wartością cierpienia, ale także nad jego miarą. Podobnie, jak warto zatrzymać się też trochę nad miarą szczęścia…

      Psychologia utrzymuje, że każdy z nas posiada swój indywidualny „strop” szczęścia i cierpienia, powyżej którego bodźce przyjemne, jak i bolesne przestają działać. Uzupełniłbym to jeszcze o swoistą przestrzeń cierpienia i szczęścia …bo przecież nie tylko natężenie, ale również jego pojemność jest określona…

      Jeśli np. poziom bodźców sprawiających ból (fizyczny lub psychiczny) jest niski, człowiek jest wówczas bardziej wrażliwy na każdy bodziec fizyczny, a także podświadomie chłonie problemy z zewnątrz, dążąc w ten sposób do wypełnienia osobistej „pojemności cierpienia”.

      Jest też odwrotnie – gdy zewnętrzne problemy, z którymi się spotykamy mają odpowiednio wysokie natężenie, wewnętrzne dylematy milkną. Ciekawym tego przejawem jest np. mniejsza liczba samobójstw odnotowywanych podczas wojnen. W takich warunkach silniej działa mechanizm współodczuwania – problemy innych na tyle wypełniają naszą wewnętrzną przestrzeń, że osobiste bóle słabną…

     Czyż nie jest to odpowiedź na nurtujące pytanie, dlaczego mimo zdecydowanej poprawy warunków życia, nie jesteśmy szczęśliwsi od naszych dziadków? Czy np. rozwinięta medycyna może zapewnić człowiekowi szczęście? Chyba jednak najlepszym lekarstwem na własne cierpienia okazuje się współuczestniczenie w bólu drugiej osoby…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed nieuchronnym zachodem…

09 sty

 

      Świadomość nieuchronności śmierci stała się dziś dla wielu myślicieli jedynym zaczepieniem. „Sein zum Tode” – to co egzystencjaliści postrzegali jako tragizm autentyczności bytu, jedyny pewnik istnienia, stało się punktem wyjścia dla Heideggera, który upatrywał w tym swoistego uwolnienia „bycia” z bezosobowego „bytu” (oczywiście w zupełnie innym wymiarze niż czyniła to filozofia średniowieczna).

      Zmierzając jednak tym śladem musimy mieć świadomość, że istenieje również droga odwrotna. Człowiek łatwo ulega złudzeniom i omamom, które potrafią całe życie wodzić nas jak w hipnozie. Rozmaite oblicza namiętności – żądze, pożądania, nienawiści – stają się substytutami sensu. Zatapiamy się w nich jak mieszkańcy Pompei w gorących popiołach.

      Ludzkie żywioły, które Dostojewski osadził w tak barwnych charakterach, tkwią głęboko zakorzenione w każdym z nas. Gdy tylko zostają uwolnione, człowiek tracąc panowanie nad poczuciem owego podążania ku śmierci, staje się cząstką bezosobowego bytu. To tragedia o wiele większa niż śmierć. To skazanie siebie samego na totalne nieistnienie i zaprzeczenie sensu wszelkich cierpień.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kolęda… jak wizyta „trzech Króli”?…

07 sty

   

               Kolęda, czyli odwiedziny duszpasterskie. W tym roku wypadły u nas w wigilię Objawienia Pańskiego, zwanego uroczystością Trzech Króli, stąd trochę silniej nasuwają się pewne skojarzenia. Nie dlatego, że był jeden ksiądz i dwóch ministrantów. Okoliczności zupełnie odmienne, również cel i czas wędrówki inny. Ale jest coś, co powinno łączyć te dwie wizyty – droga, spotkanie i obdarowanie. O jakiej jednak drodze, jakim spotkaniu i o jakich darach myślę?…

                W niedzielne południe katolicka redakcja TVP podjęła dyskusję na temat odwiedzin duszpasterskich. Szkoda tylko, że wymiana zdań miała charakter zbyt kurtuazyjny, a echo faktycznych dylematów przebijało się jedynie w wypowiedziach internautów. Podczas, gdy w studio zachwalano istotę kolędy (ubolewając co najwyżej nad tym, że nie wszyscy księdza do domu wpuszczają), wśród widzów już nie było takiej świetlanej jednomyślności. Pominę tu komentarze złośliwe, skupiając się jedynie na tych, z których dało się wyczuć prawdziwą troskę o życie wspólnotowe. Powtarzały się głównie trzy dylematy: czas odwiedzin, forma kontaktu i pieniężna ofiara.

                Dawno już zastanawiałem się nad tym, dleczego odwiedziny duszpasterskie nie mogą być rozciągnięte na cały rok i zapowiedziane na konkretną godzinę (aby nie zmuszać rodziny do całodziennego dyżurowania)? Tylko wówczas spotkanie mogłoby trafić na „świeży” grunt i zaskutkować w pogłębiony dialog. Liczne wypowiedzi internautów podkreślały właśnie to, że obecna forma od strony duchowej nic nie daje, zatem po co kultywować pustą tradycję?            

Wreszcie sprawa delikatna, a dla niektórych bardzo drażliwa – tzw. „kopertówka”. Kilkakrotnie zdarzały mi się przepychanki w dawaniu zwyczajowej ofiary, gdy trafiłem na jakiegoś wrażliwego księdza, który nie chciał, by kolęda kojarzona była ze zbieraniem pieniędzy. Znam też przypadki, kiedy ministranci walczyli ze sobą o kolędowe „łupy”. Wówczas doszedłem do refleksji, iż wszelkie ofiary winno się ZANOSIĆ do kościoła, a wizyta w żadnym wypadku nie powinna być kojarzona ze zbiórką. Mędrcy ze Wschodu również NIEŚLI swe dary, a nie czekali aż ktoś po nie przyjdzie.

Gdyby kolęda miała charakter żywej ewangelizacji – pogłębionej rozmowy, pozbawionej otoczki finansowej, spotkaniu towarzyszyłby klimat o wiele bardziej otwarty, a każdy duszpasterz miałby sytuację o wiele bardziej komfortową. Tylko w takiej atmosferze można mówić o wzajemnym obdarowaniu – parafianin mógłby liczyć na czerpanie wartości duchowych, zaś ksiądz z pewnością obdarowany by został większym zaufaniem (i w dalszej konsekwencji również finansowym wsparciem na potrzeby parafii).

Do kogo jednak można się zwrócić z taką propozycją? Czy w Kosciele istnieje otwartość na podejmowanie szczerego dialogu? Kiedyś próbowałem ten temat poruszać na szczeblu parafialnym, ale okazało się, że nie jest to takie proste. Może jednak warto zainicjować taki dialog (nie tylko w tej sprawie) na znacznie szerszym forum? Może dopiero szczera i życzliwa wymiana pragnień i oczekiwań między wiernymi a duchowieństwem przyniosłaby owoce w postaci prawdziwego przeżycia drogi, spotkania i obdarowania – na wzór Trzech Króli?…

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii