RSS
 

Archiwum - Luty, 2009

Sacrum a sanctum

23 lut

Moje szklane miniaturki – „sanctum wobec sacrum” 

 

      Jeden ze współczesnych myślicieli poczynił ciekawe rozróżnienie między terminami SACRUM i SANCTUM. Pierwsze odniósł do pogańskiego rodowodu, w którym pobrzmiewa nadludzka władczość, domagająca się bezwzględnej czci ze strony człowieka – niezależnie od jego duchowej kondycji. Z kolei w pojęciu drugim dopatrzył się rodowodu ewangelicznego, wypływającego z wewnętrznej przemiany.

      Takie rozróżnienie prowokuje do pójścia w tym temacie nieco dalej. Sacrum w imię „świętego zgorszenia” jest w stanie ukamienować każdego, kto nie zegnie przed nim kolan. Tymczasem to właśnie przemoc (obojętnie czy będzie wymuszeniem fizycznym czy psychicznym) jest początkiem upadku świętości. W ten sposób sacrum wkracza w przestrzeń ideologii, gdzieś po drodze gubiąc swój święty rdzeń.

      W naturę człowieka wpisana jest skłonność do błądzenia. Każdy człowiek musi też przejść przez różne szczeble duchowej dojrzałości. Dlatego Bóg wchodzi w ludzką przestrzeń obnażony i bezbronny, aby nie deptać naszej wolności …aby nie rozwijać pąków kwiatowych na siłę. To On mówi, że „nie człowiek dla szabatu”. Niemiłe Mu są ofiary ludu pozbawionego wrażliwości.

      O ile sacrum zawiera tęsknotę za doskonałością (i w samej tęsknocie nie ma jeszcze nic złego, ale kryje się to niebezpieczeństwo religijnego doktrynerstwa), o tyle sanctum jest żywym i bezbronnym wcieleniem dobra. Dlatego sanctum przedzierać się musi samotnymi ścieżkami, spotykając się często z odrzuceniem. W istocie jednak zawsze jest pełne ciszy, oddania i zrozumienia.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powrót do dzieciństwa, czyli formatowanie wewnetrznego dysku

05 lut

„Kraina dzieciństwa” (jak zwykle na miniaturowym formacie malowane – wybaczcie więc toporność linii)

      Dzieciństwo – jest nie tylko krainą ciepłych wspomnień, do której chętnie wracamy, ale stanowi też swoistą, wewnętrzną „broń” wobec presji tego świata. Nie mam tu na myśli jakiejś psychoterapii, polegającej na retrospektywnych wędrówkach wgłąb siebie. Chodzi mi raczej o pewien element postawy życiowej…

    Nie nadążamy intelektualnie za geometrycznym postępem nauki i techniki.  Emocjonalnie coraz bardziej czujemy się zagubieni wobec alienacji wywołanej przez globalizację i życie w mega-społecznościach (ekonomicznych, kulturowych czy nawet religijnych). Nie odnajdujemy się też w monstrualnej machinie polityki, finansów i biurokracji. Podświadomie pragniemy redukcji tych wszystkich skomplikowanych mechanizmów do poziomu bezpośredniej relacji międzyosobowej.

      Człowiek dzisiejszych czasów ma dwa wyjścia – być ze wszystkim na bieżąco, rezygnując tym samym z wewnętrznego rozwoju (bo na to już nie wystarcza czasu), bądź też pozostać w pewnym poczuciu wyłączenia. Pierwszy wybór prowadzi często w rezultacie do frustracji, czy osobowościowych zaburzeń. Z kolei wybór drugi – rezygnacja – wcale nie musi wiązać się  z wewnętrzną emigracją i kompleksami.

      Właśnie tu istnieje wielka szansa, by na powrót odkrywać w sobie dziecko, a tym samym uczynić swoje życie pełniejszym. Być dzieckiem w skórze dorosłego to nie poddawać się szablonom, stereotypom… nie ulegać urojonym lękom i ambicjom… mieć poczucie swej zależności, ale też wszystko sprowadzać do dziecięcej świeżości, zaczynając w każdym calu od podstaw.

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Bez kategorii