RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2009

Wolność a przeznaczenie

14 kwi

  

Mój ulubiony motyw ikony „Zstąpienia do otchłani”, a po bokach: PRZESZŁOŚĆ – bojkowska chata ze smotrawą (kwiat na wzór słońca symbolicujący Chrystusa) i TERAŹNIEJSZOŚĆ – wracający miejszkaniec nie istniejących wsi na pustkowiu dawnego życia.

      Wchodzimy w tydzień miłosierdzia, którego tradycja jest bardzo świeża, lecz wymowa stała się już na tyle głęboka, że te „łagiewnickie” dni niemal zrosły się już z okresem wielkanocnym… Istnieje jakaś porażająca tajemnica między pojęciem miłosierdzia i sprawiedliwości, wolności i ślepego determinizmu. Chcę akceptować przeznaczenie, czy jednak znaczy to, że muszę tolerować zawarte w nim zło?…

     W życiu człowieka istnieje splot przeznaczenia (jako drogi z góry każdemu danej) i powołania (jako możliwości spełniania się w tej drodze przez realizację własnych aktów wolności). Trzeba zauważać granice między jednym a drugim, by wiedzieć dokąd posunąć się z akceptacją rzeczywistości, a gdzie zaczyna się moja rola, jako osoby mającej wpływ na to, co się dzieje.

      Obok tych dwóch pojęć jest jednak coś jeszcze, co wykracza poza sztywną moc przeznaczenia i elastyczną zadaniowość powołania. Ta trzecia sfera to rzeczywistość MODLITWY. Nie rozumiałem jej (i chyba do końca nadal nie rozumiem), a jednak w głębi siebie czuję, czym ona NIE JEST (z pewnoscią nie jest ofiarą, bo jakże tak można nazywać żywą relację między kochającymi się osobami). Czym więc ona JEST?…

      Czy nie jest pomostem do nowej rzeczywistości? Drzwiami do pełnej wolności, która istnieć może jedynie w Bogu. Wolności, która niczym Morze Czerwone jest zdolna zalać wszelkie „dołki” naszego życia. Skoro zło – jak chciał św. Augustyn – jest brakiem dobra i wszelkie cierpienie ma źródło w tymże BRAKU, to czy wypełnienie „czarnych dziur” GRZECHU (jako skutku odrzucenia własnych powołań) oraz PRZEZNACZENIA (tego, które zawiera również wiele zła w postaci osobowej) nie stanowi totalnej przemiany naszego świata?…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Święty ze starej kapliczki

07 kwi

 

      W moich wędrówkach po Górach Słonnych, na północ od Sanoka, w krainie tysiąca kapliczek, spotykam mężczyzn remontujących jedną z nich. Nikt ich nie musiał do tego namawiać – pracę traktują jak spontaniczną powinność. Mówią, że kapliczka ma 300 lat, ale nie chcą, by ktoś ją wciągał w rejestr zabytków, bo wtedy stracą do niej prawo… Wyobraziłem sobie sterty papierów, jakie musiałyby poprzedzić taką prostą renowację i …przyznaję im rację.

      Jeden z mężczyzn, widząc moje zainteresowanie, niemal za rękaw prowadzi mnie do swej stodoły, gdzie wśród polan narąbanego drwa, końca remontu dostojnie wyczekuje mieszkaniec kapliczki – Jan Nepomucen. Postać kamienna i grubo ciosana, a jednak jakby tylko na chwilę zadumana. Patrzy na mnie w jakimś naiwnym zdziwieniu, skąd się tu wziąłem… 

      Ludzie z ożywieniem opowiadają historię niedawnej kradzieży Nepomucena. Ponoć zaraz po jej dokonaniu złodziej stracił rękę. Mówią o tym jak o prawdziwym cudzie. Przez chwilę zastanawiam się nad granicą między chrześcijaństwem i jakimś echem prapogaństwa. A jednak mimo teologicznych wątpliwości z sympatią spoglądam na Świętego, który im bardziej naiwny, tym jakoś bliższy jest człowiekowi…

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii