RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2009

EUTANAZJA – „w stronę morza” …czy w stronę nicości?

26 cze

 

      W niedzielę TVP emitowała franc.-hiszp. film „W stronę morza”. Problematyka eutanazji zdawałoby się głęboko trafiała w istotę rzeczy. Jakże cieńka jest jednak granica między kinem psychologicznym a propagandowym…

      W filmie dało się wyczuć misterną konstrukcję przeciwstawieństw. Oto po jednej stronie znajdujemy inteligentną aktywistkę, walczącą o prawo do „godnej śmierci”, po drugiej - bratową chorego, w pełni oddaną, lecz „nazbyt prostą” by do końca zrozumieć istotę problemu. Tu śledzimy losy mądrej prawniczki, która przez rozum i serce odnajduje pełne zrozumienie dla woli samobójstwa, tam zaś pojawia się Rosa – infantylna kobieta, która zdecydowanie opiera się idei wspomaganej śmierci, dopiero po dłuższym czasie dojrzewa do jej akceptacji…

      Wreszcie najbardziej jaskrawe przeciwieństwa obserwujemy w osobie głównego bohatera, prawdziwego mędrca – pełnego wrażliwości i stoickiego dystansu do życia oraz księdza, również od lat sparaliżowanego, który w trakcie próby przekonywania przyszłego samobójcy zdolny jest tylko do płytkiej retoryki zaczerpniętej z seminaryjnych salek wykładowych. Kontrastem jest także apodyktyczny brat chorego, niezdolny do zwykłej rozmowy, za tp pryncypialnie traktujący nienaruszalność życia.

      Przyznam, że początkowo sam dałem się złapać na haczyk. Kto nie dostrzeże w tym filmie (skądinnąd bardzo dobrze zrealizowanym!) delikatnej sieci psychologicznej, musi wpaść w zastawioną pułapkę: „życie jest prawem, a nie obowiązkiem” (hasło kilkakrotnie przewija się w różnych kontekstach fabuły).

      Nigdy nie oceniałbym żadnego samobójcy, bo desperacja często wynika z braku realizacji podstawowych potrzeb, bólu i lęku – stanów którech sam nigdy dotąd nie doświadczyłem. Jestem jednak przekonany, że otwieranie zakazanej furtki w płocie prawa i etyki prędzej czy później uruchomi lawinę grzebiącą nie tylko ludzką nadzieję, ale i wszystko inne co związane jest z sensem naszego życia.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Post scriptum do tematu o genach i rodzicielstwie

19 cze

      Zastanawiająca jest reakcja Internautów na mój ostatni post. Tytuł – przyznam – dość prowokacyjny. Jeśli jednak ktoś wczytał się w intencję treści – wie, że bynajmniej nie chciałem tu deptać istoty biologicznego rodzicielstwa, lecz wyrazić niebezpieczeństwo, jakie kryje się w ślepym traktowaniu dziedziczenia genów.

      Zostałem okrzyknięty mącicielem, ignorantem, chorym na umyśle, a nawet bolszewikiem (!?) – atakujące wypowiedzi zajmowały zdecydowaną większość komentarzy. Dlaczego?…

      Doszedłem do wniosku, że nasze społeczeństwo silnie przywiązane jest do świadomości „dawania” ludzkości SIEBIE w postaci przekazywania ”dobrodziejstwa” własnego genotypu. Innym powszechnym motywem jest wiara w siłę i słuszność instynktów. W jednym i drugim przypadku pachnie mi to swoistą formą „religii”, dla której najwyższą wartością jest kod genetyczny lub biologiczne mechanizmy władające naszym życiem.

      Być może popełniam tu jakiś błąd, lecz jeśli tak jest, oczekiwałbym merytorycznej dyskusji, a nie obraźliwych epitetów. Tym, którzy na taką dyskusję się zdobyli, serdecznie dziękuję – wszak nie brakowało wypowiedzi kulturalnych i szanujących odmienność poglądów.

 
Komentarze (37)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czy biologiczne rodzicielstwo może być formą bałwochwalstwa?

18 cze

 

      Zaskakuje mnie determinacja, z jaką niektórzy ludzie potrafią dociekać prawdy o biologicznym ojcostwie. Często prowadzi to w konsekwencji do odrzucenia dziecka (przynajmniej w wymiarze duchowym), albo też do dramatycznej walki o uzyskanie „prawa” do własnego biologicznego dziecka wychowywanego dotąd w innej rodzinie – a wszystko dlatego, że nosi ono w sobie inną lub podobną nitkę DNA.

      Geny zostają tu wyniesione ponad wszelkie inne wartości – stają na ołtarzu sensu życia i śmierci. Rzecz godna podziwu w świecie zwierząt, lecz u człowieka staje się to rodzajem bałwochwalstwa. Dziecko poczyna się bowiem nie z łączenia komórek i nitek jakiegoś kwasu, lecz z duchowego oddania, a rodzi się przez każdy akt rodzinnej wspólnoty życia.

      Ktoś mi kiedyś zadał pytanie, co byłoby wówczas, gdyby to moje dziecko zostało podmienione przy porodzie? Zastanowiłem się tu głębiej – nie nad dylematem ojcostwa, lecz nad tym, że u kogoś może się rodzić wątpliwość… Oczywiście rzeczą naturalną jest to, że w takim przypadku ktoś zainteresuje się obecną sytuacją biologicznego potomka, ale nie ma prawa do walki o jego odebranie rodzinie, która go dotąd wychowywała. Z kolei dziecko, które z jakichś względów okazałoby się biologicznie „obce” i przez lata było wychowywane w tej rodzinie, ma pełne prawa do dalszego jej traktowania jako WŁASNĄ.

      Jeśli Bóg (lub – jak kto woli – los) sprawił, że trafiło do mnie dziecko z innymi genami, to dlaczego miałbym je odrzucić? A jeśli z tego samego powodu moje biologiczne dziecko trafiło do innej rodziny jeszcze przed jego duchowymi narodzinami (w świetle tego, co powyżej napisałem) to dlaczegóż miałbym je odbierać? …depcząc to, co w tamtej rodzinie przez lata zdołało się w miłosci ukształtować?

 
Komentarze (162)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Żegluga przez ocean czasu …niedokonanego

08 cze

     

- Czy jesteś spełniony?

- Nie.

- Czy jesteś szczęśliwy?

- Tak.

- Jak sprzeczności te ze sobą pogodzić?…

            Człowiek jest istotą czasu niedokonanego. Spełnienie wpisane być może dopiero w kres życia. Trwanie to żegluga. Ktoś mógłby się użalać nade mną „siedzisz w jednym miejscu, tak mało widziałeś – jak ubogie jest twoje życie”. A ja mu powiem: ubogi ten, kto goni za spełnieniem.

            Bogaty jesteś właśnie mocą trwania. Nawet wówczas gdy przykuty jesteś do łóżka - płyniesz! Przed tobą wciąż nowe wody i archipelagi. Kiedy poczujesz to kołysanie fal, przybijesz do wielu odległych portów, których inni na swych mapach nie mają…

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii