RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2009

Mój bunt pod wieżą Babel

16 lip

Nasze bieszczadzkie hucuły – walka ogierów.

      Współczesnemu człowiekowi zdaje się, że wszystko można zmierzyć, policzyć, na wszystko znaleźć sposób – w nauce, medycynie, technice, wszystko uregulować prawem i ekonomią. Rosnąca pycha czyni ślepemi sprawujących władzę (na każdym jej szczeblu), a zagubionymi i bezbronnymi – podlegających tejże władzy.

      Nie potrafię powstrzymać biurokratycznego tsunami, zaplątałem się w gordyjskich węzłach jurysdykcji, czuję się tępym wołem w złożonej machinie technokracji. Wszechobecne i wszechpanujące – urzędnicze miecze Damoklesa, prawnicze labirynty Ariadny, polityczne stajnie Augiasza… Dokumenty, numery, paragrafy, techniczne zawiłości – narzędzia, którymi Zły próbuje do reszty obedrzeć mnie z resztek podmiotowości.

      A jednak jestem! I czuję jak kruchy ten porządek, stanowiony na piaszczystych fundamentach wieży Babel. Jego strażnicy mogą mnie pozbawić pracy, mieszkania, wolności – nie mogą jednak odebrać mi buntu! To właśnie on jest bastionem, do którego się wycofuję, oczekując co dalej. Mogą mnie zrównać z ziemią, ale wówczas posiądą jedynie garść prochu…

      Piszę „oni” – skąd ta trzecia osoba liczby mnogiej? Czyżby schizofrenia? Teoria spiskowa? Nie – ci „oni” są również we mnie. A mój bunt to również negacja zła, któremu sam ulegam. Jest w nim jakieś mocowanie się z samym sobą. Walka o przejrzystość intencji i prostotę relacji.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii