RSS
 

Archiwum - Październik, 2009

Pańszczyzna wieży Babel, czyli totalizm według Ricoeura…

26 paź

 

Jedna z kapliczek pańszczyźnianych w Bieszczadach (Jałowe) – to tu chłopi w 1849 r. zakopali swe akty pańszczyźniane, czyniąc to w uroczystych ceremoniach pogrzebowych (tzw. „pogrzeby pańszczyzny”)

     Dotąd starałem się w tym blogu unikać polityki, ale doszedłem do wniosku, że refleksyjność jest w pewien sposób okrojona, gdy nie dotyka każdej sfery naszego życia. Odważę się więc wyjawić swoje osobiste odczucia na temat naszego obecnego porządku, mając świadomość, że są dalekie od politycznej poprawności…

      Kiedyś ze zdumieniem obserwowałem zjawisko,  z jaką łatwością dotychczasowi stróże sowieckiego ładu bezproblemowo przechodzą na stronę europejskiego liberalizmu. Z czasem zrozumiałem, że ich nadzieją stał się nowy twór socjalistycznego megapaństwa – podobnie jak obóz sowiecki – wyzutego z tożsamości narodowych, duchowych tradycji, a przede wszystkim z wartości o charakterze nienaruszalnym.

      Francuski filozof Poul Ricoeur przestrzegał przed nadzieją, którą człowiek usiłuje przedwcześnie dopełnić w oparciu o ludzkie struktury, z pomijaniem wartości podstawowych. Pisał, że taka sytuacja prędzej czy później musi prowadzić do totalizmu. Mam wrażenie, że Unia Europejska właśnie weszła w takie iluzjonistyczne „nadzieje”, które mają stworzyć socjalistyczny raj na ziemi (zwłaszcza dla biurokratów!) – plutokratycznie zarządzany „papierowy porządek”, od reszty świata odgrodzony murem obojętności.

      Prawo stanowione na wartościach relatywnych z góry skazane jest na rosnącą komplikację zapisów. Wynika to z usilnych prób usprawiedliwienia i uporządkowania czegoś, co jest wewnętrznie sprzeczne. W ten sposób powstają megadokumenty, w których nieustannie przejawia się element centralnego sterowania megaspołeczeństwem. W takich zapisach gubi się już nie tylko zwykły obywatel, ale nawet politycy i prawnicy, którzy tylko tym się zajmują.

      Mamy do czynienia z niezrozumiałymi i niezmienrnie skomplikowanymi mechanizmami dopłat wobec sektorów, które po prostu winny być uczciwie opłacane za swój produkt (np. rolnictwo). Jest też strona przeciwna takiego sztucznego sterowania – podcinanie gałęzi, które wciąż rodzą soki (np. kopalnie, huty, stocznie). Oto strategia współczesnej międzynarodówki, opartej na pozorach wolnego rynku i demokracji.

      Pozostaje pytanie, na ile my, normalni ludzie, dla których ośrodki decyzyjne są daleko poza zasięgiem, możemy w tym nowym „porządku” świata uczestniczyć? Co nam pozostaje? Wewnętrzna alienacja czy walka? Praca u podstaw tego kolosa czy może uległość chłopów pańszczyźnianych – ze swiadomością, że to wszystko i tak przeminie?…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ślady na błocie, czyli słowo o konstytuowaniu sensu i …nauczaniu religii

19 paź

Niedawno spotkane ślady misia nad jednym z dopływów Jeziora Solińskiego (Zatoka Teleśnicka) 

     Widzę czyjeś ślady i nadaję im jakieś znaczenie – wyobraźnia podsuwa mi obraz niedźwiedzia, całkiem sporych rozmiarów (widzę jeszcze jego kluczenie po nadbrzeżu, choć już go tu nie ma). Żyjemy w sferze zjawisk i to one nam są jedynie dostępne w sposób bezpośredni – dopiero na ich podstawie, zgodnie z założeniami fenomenologii, budujemy wizję istoty „samej w sobie”.

      Edmund Huserl zwracał uwagę na zjawisko oswajania świata zjawisk poprzez nadawanie im sensu. Ślad przestaje być bezkształtną plamą na błocie – nabiera konkretnego znaczenia poprzez jego poznawczo-emocjonalną interpretację. Obce mi zrazu doświadczenie zaczyna się konstytuować w jakiś ważny sens.

      Człowiek jest na tyle uzależniony od tego procesu, że gdy brakuje bodźców do takiego przyswajania sensów, odczuwamy duchowy „ból” w postaci nudy. Ciągła potrzeba nadawania sensu otaczającym zjawiskom chroni nas przed niszczącym działaniem egzystencjalnej pustki. Świat przestaje być rzeczywistością „samą-w-sobie”, zaczyna być przestrzenią „całą-dla-mnie” (w znaczeniu możliwości jej przyswojenia, a nie zawładnięcia).

      Ten nieustanny głód przyswajania wykorzystuje dobry nauczyciel, nadając swym lekcjom ciekawą formę. Nie zawsze jednak tak jest. Ostatnio ze smutkiem stwierdziłem, że przekazywana dzieciom wiedza z dziedziny, którą powinno się chłonąć całym sobą (chodzi o religię), nadal często nosi znamiona średniowiecznej scholastyki. Czy wobec tak suchej i bezkrytycznej metody podawczej, młodzież jest w stanie przyswoić te prawdy jako własne i nadać im sens, który będzie ich przez całe życie pociągał?…

      I znowu wracam do moich śladów – przecież gdyby ktoś pokazał mi tego samego misia na doskonale zrealizowanym filmie, nie wzbudziłby on we mnie takiego zaangażowania, jak te zwykłe ślady na błocie…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bezkrytyczna emocjonalność i efekt Plastusia…

06 paź

  

      Czy bliskość może być destrukcyjna? Słowo „kochać” kojarzone jest z przebywaniem blisko siebie, jednak bliskość emocjonalna nie zawsze sprzyja bliskości duchowej. Zarówno proces wzajemnego poznawania się i dialogu, jak też akt duchowego spotkania wymaga pewnego dystansu (którego nie należy mylić z oziębłością).

      Człowiek, który nie ma skłonności do ślepego przywiązania, potrafi być prawdziwym przyjacielem i przewodnikiem. Przywiązanie rodzi uzależnienie, a miłość polega na uszanowaniu wolności drugiej osoby – oczywiście nie poprzez obojętność, ale przez ciągłe otwieranie się na jej zrozumienie. Te zaś możliwe jest tylko we współodczuwaniu (współprzeżywaniu) świata zewnątrznego, a nie w ślepym zapatrzeniu na siebie.

      Istnieje jeszcze jeden aspekt deformującego wpływu bezkrytycznej emocjonalności. Chodzi o możliwość niszczenia osobowości człowieka, wobec którego chce się być bardzo blisko. Efekt ten przypomina sytuację czułego przytulania plastelinowego ludzika – żaden Plastuś nie wytrzyma tego na dłuższą metę… :-)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii