RSS
 

Archiwum - Marzec, 2010

Wplecione w metaforę czasu

23 mar

 

Od lewej: JESION – przy cerkwi w Jałowem, ORZECH WŁOSKI - sadzony przy domostwach i LIPA - typowe drzewo „cerkiewne”

      Pędy drzew, które właśnie zbierałem na zajęcia, stały się dla mnie pretekstem do rozmyślań nad przemijalnością. Stanowią bowiem wyrazisty symbol teraźniejszości jako łącznika przeszłości z przyszłością.

      Pąki jako, PRZYSZŁOŚĆ nieistniejących jeszcze liści, osadzone są nad śladami liściowymi, sięgającymi w PRZESZŁOŚĆ liści zeszłorocznych. Jedne i drugie osadzone są na tej samej osi czasu – gałązce, która wyrasta z pnia, o tej porze roku przepełnionego sokami. 

      Soków nie widać, a jednak to właśnie one pozwalają wierzyć, że nabrzmiewające pąki znów wystrzelą obfitością liści i kwiatów, za sprawą których jesienne gałęzie ponownie staną się brzemienne od ciężkich owoców. Są niczym duch wypełniający zakamarki naszego serca i umysłu.

      I kolejny raz mamy do czynienia z cudowną przemianą. Minione życie, którego proch kształtuje żyzną glebę przeszłości, teraz w postaci wody wysyconej minerałami (terażniejszości przedwiośnia) napełnia każdą gałązkę drzewa, niosąc budulec dla odwiecznych projektów narodzin. To dzięki tej mistycznej przemianie nieustannie aktualizuje się tajemnica życia…

 
Komentarze (18)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W poszukiwaniu twarzy Drugiego

15 mar

 

Góry są naturalną pustelnią, gdzie obecność drugiej osoby staje się bardziej upragniona i odczuwalna

      Immanuel Kant redukując religię do etyki, sprowadzając osobowe relacje Bóg-człowiek do prawa moralnego, przyczynił się do odczłowieczenia samej etyki, w której prawo zostało postawione nad osobą. Tak pojmowane prawo wpisuje się nie tylko w ówczesny, pruski porządek świata, ale doskonale wpasowuje się we współczesne formy etyki ateistycznej.

      Bóg kantowski zaczyna więc być wartością funkcjonalną (tj. zredukowaną do funkcji), istniejąc jako mechanizm samonagradzającej się moralności. Według współczesnych personalistów (np. Levinasa) wiara objawiona jest wyjściem w stronę Drugiego, czyli nie jest możliwa poza relacją osobową. Dlaczego w dzisiejszej filozofii obserwuje się tak silny zwrot w kierunku osoby i podmiotowości?…

      Humanizm oświeceniowy bardzo szybko obrócił się przeciwko temu, kogo postawił w centrum – przeciwko samemu człowiekowi. Wyzwolona nauka popędziła na bezludne pastwiska, tak odległe od naszych potrzeb. Etyka zaczęła obejmować przestrzeń zupełnie człowiekowi obcą, prawo stało się kolczastym drutem splecionych paragrafów… Tylko w samotności człowiek czasem zaczyna tęsknić za „twarzą Drugiego”…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wszystko przez wodę…

10 mar

Biała kołdra na Małym Królu – mojej górze Synaj… 

      Dlaczego właśnie woda stała się tak ważnym medium między światem ducha i materii? Rytualne kąpiele w hinduizmie, święcenie wodą w katolicyzmie, czy wreszcie chrzest w całym chrześcijaństwie…

      Jednego dnia może płynąć śmierdzącym ściekiem nieczystości, by nazajutrz wejść w chmurę dającą krystalicznie czysty deszcz lub oślepiająco biały śnieg. Parując, unosi się w górę - jak duch pragnący zjednoczenia z Bogiem.

      Jest przejrzysta, by nie zatrzymywać na sobie uwagi, lecz przepuszczając przez siebie światło, dokonuje tęczowego cudu! A jednocześnie na co dzień służy nam do obmywania z codziennego brudu. Potrafi przenikać każdą materię, lecz ma szczególne powinowactwo do tego, co żywe.

      Odznacza się dużym ciepłem właściwym, więc jest odporna na zmienne kaprysy zewnętrznej aury. Kryjąc w sobie tajemniczą siłę przemiany, potrafi rozsadzić ciasną butelkę, a nawet skałę - gdy tylko wejdzie w strefę mrozu. Każdego roku przemienia nasz świat, okrywając jedną kołdrą to co piękne i brzydkie, bogate i biedne – czyniąc nasze życie bielszym, niż stronice Świętego Pisma…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Blask ciemnej nocy…

01 mar

  

Snop światła nad cerkiewnym wzgórzem Jałowego (koło Ustrzyk Dolnych)

      „Wola Boża nie jest czymś zewnętrznym wobec naszego bytu. Podporządkowując się jej, wchodzimy w głąb samego siebie” – te niedawno wypowiedziane słowa Benedykta XVI zapadły mi w pamięci.

      Dopiero w pozaintelektualnej głębi ducha dochodzi do pełnego spotkania z Bogiem. Czy pobrzmiewa w tym jakieś echo średniowiecznego „principialis affectio” (pierwszeństwa uczuć), które stoi na samym szczycie władz umysłowych – „apex mentis”?

      Kiedy dusza wchodzi w przestrzeń samego Boga, pozostawia za sobą intelekt jako narzędzie, które na tym etapie już jest bezużyteczne. Jan od Krzyża określa ten stan „ciemną nocą”, gdyż dusza zostaje ogołocona z dotychczasowych obrazów i pojęć. Straciwszy pod nogami ten namacalny grunt, mamy tylko jedną drogę – rzucić się w przepaść bezwarunkowej ufności.

      Może stosowne byłoby tu porównanie do wyjścia z jaskini Platona, gdzie dotąd swe wizje świata opieraliśmy o grę cieni rzutowanych na ściany? Mrok groty rozświetlony pochodnią zdaje się mniej ciemny niż to, co następuje po wyjściu na zewnątrz – oślepiający blask słońca poraża naszą zdolność widzenia i rozprasza wszelkie, dotychczas funkcjonujące, cienie naszych wyobrażeń…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii