RSS
 

Archiwum - Maj, 2010

Klucze do „głupiej” (?) bajki

25 maj

Bieszczadzka krowa (nie taka chuda jak w bajce, ale za to jaka dzisiaj już rzadka w naszym krajobrazie!) i chałupa w Łobozewie 

      Kolejny już raz czytałem swej córeczce bajkę „Jaś Fasola”, która zawsze budziła we mnie jakiś wewnętrzny opór wobec gloryfikacji sprytu, łatwego wzbogacenia i kradzieży. Tym razem jednak przyszło mi na myśl, że musi istnieć jakiś klucz do tego przekazu. I nagle – olśnienie! Przecież wystarczy do określonych obrazów podstawić wartości pozamaterialne, a bajka staje się niezwykle życiowa i budująca!

      Jak to wygląda w wersji bezpośredniej? Jaś zostaje wysłany z ostatnią, chudą krową do miasta, by ją sprzedać. Tam nabywa za nią kilka ziaren fasoli. Po powrocie dostaje mu się od matki, która w złości wyrzuca ziarno za okno. Gdy Jaś budzi się rankiem, w oknie widzi ogromne pnącze, sięgające nieba – wspinając się po nim, dociera do pałacu olbrzymów, gdzie znajduje obfitość złota. Zgarnia tyle bogactwa, ile się tylko da, pośpiesznie schodząc do swej nędznej chaty i odcinając za sobą pnącze…

      A teraz słowa-klucze do wejścia w inny wymiar przekazu tej baśni: nędzna chata - ubóstwo duchowe, chuda krowa - akt wolnej woli (jedyne co naprawdę posiadamy), ziarno fasoli - słowa Prawdy, gniew matki - niezrozumienie ze strony najbliższych, pnącze - wzrost duchowy, pałac - wewnętrzne oświecenie, złoto - mądrość, olbrzym strzegący złota - zazdrosny o człowieka Lucyfer, zejście na ziemię - wcielenie mądrości w życie, odrąbanie pnącza - rezygnacja z pokusy pozostania na „wyżynach” mądrości (zawłaszczonej tylko dla siebie) – czyli odrzucenie pychy…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Diabeł tkwi w szczegółach, czyli o wieży Babel – zbudowanej na symbolu

18 maj

 

Znaki solarne (archaiczny symbol słońca) na cerkwi w Równi …i diabeł z wąsami na drzewie pod połoniną Rozsypańca

      Znaki solarne (przedstawienia słońca), wypalane na deskach starych cerkwi i symbolika lunarna (półksiężyc), zamieszczana pod cerkiewnym krzyżem - symbole, które w czasach przedchrześcijańskich odnosiły się do pierwiastka męskiego i żeńskiego, nabrały dziś zupełnie innej wymowy: wyrażają Chrystusa (słońce) i Maryję (księżyc).

      To jeden z wielu przykładów niezwykle trwałych, a w swej wymowie wciąż zmieniających się znaków o charakterze wizualnym. A ileż takich przypadków mamy w symbolice werbalnej! Ulegają one nie tylko ciągłej ewolucji, ale też nabierają wymowy wieloznaczeniowej lub wielopoziomowej. Weźmy choćby słowo ”diabeł”: można je rozważać na poziomie baśniowo-mitycznym (ten z powyższego zdjęcia), teologicznym (ten z Biblii), filozoficznym (jako pierwiastek podziału świata; diabolos=dzielący), wreszcie czysto symbolicznym (np.”diabeł tkwi w szczegółach”).

      Odnosząc każde z tych znaczeń do jednego tylko poziomu, łatwo wchodzimy w zarzewie sporu, który wynika z budowania odmiennych wyobrażeń. Jesteśmy skazani na używanie języka ekspresji, jednak na ogół nie zdajemy sobie sprawy, ile stąd wynika nieporozumień. Może to właśnie stanowi zaprawę, na której wzniesiono wieżę Babel?… Tylko, że tu znowu wkraczam we wszechobecny język symbolu.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bunt przeciwko religii – walka o autentyczność wiary…

06 maj

      Wprowadzenie młodego człowieka w świat wiary napotyka na różne bariery, które często stwarzają sami dorośli. Ks.Tischner o wychowaniu religijnym tak pisał: „Jeżeli dziecko nie miało świadomości, że otacza je symbolika religijna i że wiara to domena tajemnicy, a nie dosłowności, wkrótce odrzuci nauczanie Kościoła”.

      Inną barierą jest przymus, ograniczający sferę wolności wewnętrznej. „Być wolnym to być u siebie” – mawiał Tischner. Tymczasem przestrzeń religijną obudowuje się tyloma nakazami i zakazami, że młody człowiek rzadko czuje się w niej „u siebie”.  Może dlatego Zygmunt Freud dostrzegał w religii „obsesyjną neurozę ludzkości”? A przecież tam, gdzie stwarza się twierdzę budowaną na lęku, tam nie ma miejsca na dojrzałą odpowiedzialność – tam też stwarza się poważną zaporę dla pełnego dojrzewania miłości.

      Co więc robić, gdy młody człowiek buntuje się przeciwko praktykom religijnym? Może wystarczy na początek uświadomić mu, że bunt jest reakcją naturalną w poszukiwaniu autentyczności? Ale może także warto wskazać, że wiara nie jest pilnie strzeżoną konstrukcją o misternej złożoności (którą trzeba chronić, aby się w drobiazgi nie rozsypała).

      Wiara jest DROGĄ, a czasem nawet pionierskim wytyczaniem tej drogi przez knieje tajemnicy. Wiara kryje w sobie zawsze coś niedokończonego i nieodkrytego – jest nieustanną przygodą, która wydarza się wewnątrz człowieka, a więc nikt nie może nas jej pozbawić. Młody człowiek będzie uciekał od zamkniętego i w każdym szczególe już wykończonego gmachu, natomiast chętnie będzie podążał za przygodą w otwartej i niezbadanej przestrzeni.

 
Komentarze (32)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W oczekiwaniu na jedność chrześcijan

03 maj
Drzewa pod Połoniną Bukowską wciąż oczekują „wystrzału zieleni” – zupełnie jak chrześcijaństwo wyczekuje eksplozji ekumenii…
 
Postawa ekumeniczna zawsze była dla mnie warunkiem duchowego wzrastania. Ostanio, dzięki zaglądającemu na ten blog Toudeuszowi (któremu przy okazji dziękuję za ciekawe wypowiedzi), przybliżyłem sobie postać ks. Wacława HryniewiczaChciałem tu w zarysie odnieść się do głośnego artykułu tego teologa - „Zbawiciel jest polifoniczny”.

      Ks. Hryniewicz przestrzega przed pychą „posiadania prawdy”. Zaznacza, że poznanie prawdy – czy to w oparciu o Biblię czy o tradycję – jest zawsze cząstkowe, bo pełnia prawdy jest tylko w Bogu:

Kościoły nadużywają języka religijnego, kiedy mówią o posiadaniu już teraz „pełni prawdy”. Powinniśmy powrócić do większej skromności i ostrożności poznawczej, której najlepszym przykładem są słowa apostoła Pawła o cząstkowym charakterze ziemskiego poznania, pozostawiającego zawsze miejsce na nadzieję i zaufanie Bogu (por. 1 Kor 13,9.12).

Przestrzega jednocześnie przed doktrynerstwem chrześcijańskim, przedkładającym wypracowane idee i tradycje ponad żywego Boga:

Najważniejszy jest wspólny zwrot w stronę Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie chodzi o szukanie zwycięstwa jednej tradycji kościelnej nad drugą. Chodzi o zwycięstwo Chrystusa i Świętego Ducha Bożego nad ludzkimi podziałami wewnątrz jednego Kościoła. [...]  Szkodliwą iluzją byłoby przekonanie, że inni muszą korygować swoją doktrynę, a nam pozostaje tylko czekać na ich nawrócenie. Iluzja ta – bezkrytycznie podtrzymywana – może przynieść jeszcze większe napięcia, rozczarowania i podziały.

Autor rozróżnia „historyczną” pełnię objawienia, zawartą w Biblii i późniejszych tradycjach, od „pełni ostatecznej”, zwracając jednocześnie uwagę na charakter objawionej prawdy – nie może ona służyć do budowania ontologicznego gmachu wiedzy teologicznej, gdyż dotyczy wyłącznie RELACJI między OSOBAMI:

Pełnia objawienia Boga w Chrystusie jest pełnią historyczną, możliwą do asymilacji dla świadomości ludzkiej, ale nie pełnią ostateczną. Prawdy nie można pojmować na sposób rzeczy. Ma ona przede wszystkim charakter personalistyczny. Kiedy Chrystus mówi o sobie, że jest Prawdą, oznacza to, że Prawda Boża ogarnia nas i bierze w swoje posiadanie. To ona tworzy relację między żywymi osobami.

Ks. Hryniewicz rozróżnia Kościół Chrystusowy – niewidzialny, ponadstrukturalny i ponadwyznaniowy, od kościołów ziemskich, które zawsze stanowić będą jedynie materialną „emanację” duchowo eklezjalnej jedności:

Kościół Chrystusowy realizuje się na różnych płaszczyznach, w sposób mniej lub bardziej pełny, ale rzeczywisty. Jeżeli nawet Kościół rzymskokatolicki uważa się za pełną realizację Kościoła Chrystusowego, nie może tym samym odsądzać innych Kościołów od określania się tym samym mianem. Pod pewnymi względami mogą one, jak uczy Sobór, przewyższać nawet Kościół katolicki.
Refleksja ks. Hryniewicza nad prawdziwą postacią ekumenii niesie w sobie uznanie własnej ułomności wspólnotowej i poszukuje pełni w oparciu o czerpanie tego co dobre z innych wspólnot chrześcijańskich:

Ekumenia jest wymianą darów i nawróceniem ku Chrystusowi wszystkich Kościołów. Wymaga to wzajemnego uznania, że w każdym Kościele jest obecny i urzeczywistnia się w konkretnej postaci prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa, mimo wszelkich ludzkich niedostatków i ułomności.

Wreszcie Autor konkluduje swój artykuł głęboką nadzieją, że nawet w tym bolesnym podziale Kościoła może tkwić ogromne bogactwo, z którego należałoby czerpać przystępując do odbudowywania jedności obejmującej wszystkie chrześcijańskie wspólnoty:

Istnieją takie drogi zbawienia, które zna tylko Bóg. Nie spierajmy się, która z nich jest najlepsza czy jedynie słuszna. Nie spierajmy się o pełnię prawdy i środków zbawienia. Bóg ma ich więcej, niż nam się wydaje. Jest Bogiem wszystkich, Bogiem prawdziwie ekumenicznym. Jakże mądre słowa wypowiedział na przełomie II i III wieku Klemens Aleksandryjski: „Zbawiciel jest polifoniczny i działa na wiele sposobów dla zbawienia ludzi”.
 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii