RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2010

Dusza bieszczadzkiego zakapiora

28 cze

 

Bieszczadzkie rzeźby Stanisława Wiechecia: grubo ciosane, ale pełne autentyczności - jak dusza tutejszego zakapiora…

      Pewna rozmowa skłoniła mnie do poświęcenia większej uwagi bieszczadzkim zakapiorom. Co takiego szczególnego kryje się w tej na wskroś bieszczadzkiej duszy, że tak bardzo pociąga współczesnego człowieka? Często jest pijakiem, innym razem włóczęgą, czasem artystą lub pustelnikiem. Jego dusza nie mieści się w żadnym współczesnym szablonie tego świata…

      Jednak w Bieszczadach zakapior to słowo niemal święte, jak islamski derwisz, który nie znajduje nigdzie swej nory, a mistyczna wędrówka przez życie jest jego „domem”. Dlatego mocno wpisuje się w tutejszą duchowość, kształtując świętą mitologię tych gór. Nie każdy może być zakapiorem – to swoisty „zakon”, w którym składa się niepisane śluby, że człowiek zawsze będzie tylko sobą, zapomni o zegarze i portfelu, nie założy nigdzie trwałego gniazda…

      Dlatego zakapiora nigdy nie dosięga zaraza społecznego awansu, nie może go nikt okraść z czasu, a tym bardziej z majątku. Zakapior idzie za słowami Ewangelii, rozdając wszystko co dotychczas posiadał, a nabywając jedną drogocenną perłę – własną autentyczność, którą dzieli się z każdym napotkanym. Jest jak wiecznie otwarta koliba pasterska. Cieszy się jak dziecko z deszczu, żaby i każdej ludzkiej twarzy. To w nim najczęściej przychodzi Jezus – przez swą zwyczajność zwykle nie zauważony…

 
Komentarze (22)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Słyszeć nie znaczy USŁYSZEĆ…

15 cze

Wnętrze cerkwi gekokatlickiej z 1844 r.  – Olchowce koło Sanoka (widoczny ikonostas i ścięte brzózki na święto Zesłania Ducha)

      Wolter błyskotliwie zauważył, że „jeśli Bóg stworzył człowieka na podobieństwo swoje, to człowiek oddał mu z nawiązką”. Jest w tym stwierdzeniu ważne ziarno prawdy o antropomorfizacji Boga. Błąd ten nieustannie zakrada się do religii (nie tylko chrześcijańskiej), sprowadzając przestrzeń duchową do relacji cielesnych, sadowiąc nieskończoność w ramach skończoności, używając języka fizyki do spraw metafizycznych…  Nowy Katechizm KK dostrzega ten problem, zwracając się w stronę teologii negatywnej, tj. takiej, która wskazuje czym Bóg NIE JEST, bo tego czym JEST, określić nie sposób…

      Gdy Abraham odpowiadał Bogu na Jego wezwanie, czuł w sobie eksplozję wdzięczności – już był pewien, że wyraźnie słyszy, co Bóg do niego mówi. Dlatego chciał ofiarować to, co dla niego było najważniejsze - życie swego syna. Ale czy Patriarcha, choć faktycznie słyszał, potrafił USŁYSZEĆ głos Boga? Czy w tym słuchaniu uwolnił się od swoich wyobrażeń, które ukształtowała w nim kultura sakralizacji ofiary ZEWNĘTRZNEJ?

      W usłyszeniu każdego głosu bardzo ważne jest poddanie go procesowi oczyszczania z własnych wyobrażeń, spekulacji, emocji – wszystkiego, co stanowi szum zniekształcający przesłanie. To oczyszczanie zachodzić może jedynie w ogniu miłości i nadziei, na którym stawiamy tygiel naszej wiary, aby z wydobytej „rudy” wytopić czysty kruszec. Wytopione w ten sposób „złoto” potrafi odbijać blask „Słońca”. Owa zdolność odbijania światła jest niezwykle ważnym probierzem autentyczności wiary. Blasku nie można zatrzymać dla siebie - trzeba go przekazywać dalej.

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wolność, zdrada i nadzieja

05 cze

 

Ruiny klasztoru Karmelitów w Zagórzu – miejsce niezwykle tajemnicze, bo też w tajemniczych okolicznościach przez pożar strawione; obraz zmiennej postaci determinizmu (ruiny) i wciąż żywej nadziei życia (brzózki i osiki na murach)…

      Tylko wewnętrzna wolność jest przestrzenią, w której człowiek dostrzec może nadzieję, a przez nią odnaleźć SIEBIE w drugim i DRUGIEGO w sobie. Nadzieja umożliwia nam zarówno przezwyciężenie naszej niemocy, jak również daje zdolność do przyjęcia postawy heroicznej, wychodzącej poza ramy instynktu (tj. ślepej determinacji).  Ale też nadzieja poddawana jest nieustannej próbie przez samo życie. Ewangelicznym obrazem takiej próby jest ucieczka św. Piotra i zdrada Judasza.

      Jednak tylko ten może zdradzać, w kim złożyliśmy nadzieję – jak pisał ks. Tischner. Zdrada jest wyrazem wolności i ceną, którą się płaci za chwilową radość (lub ucieczkę od chwilowej trwogi), kiedy wizja trwałego szczęścia wydaje się być poza naszą nadzieją… Człowiek pozbawiony nadziei staje się często pasożytem cudzych nadziei, co budzi w nim żądzę posiadania drugiej osoby na własność. Z kolei człowiek żyjący nadzieją sprawia, że jego egzystencja jest zdolna nieustannie przybierać postać bytu stwarzającego – w nawiązywaniu żywych relacji z otoczeniem wciąż na nowo tworzy siebie i otaczającą rzeczywistość.

      Nadzieja kierowana ku człowiekowi może jednak przynieść głębokie rozczarowanie, a w konsekwencji stać się przyczyną duchowego upadku. Dzieje się tak, gdy osoba żyjąca taką nadzieją w swej wyobraźni reżyseruje życie powiernika swej nadziei. Prowadzi w ten sposób do uprzedmiotowienia drugiej osoby, czyniąc z niej przedłużenie obszaru własnej woli. I w tym punkcie można wrócić do pierwszego zdania tej wypowiedzi, bo znowu wkraczamy w sferę wolności.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zagubiony wśród procesji…

02 cze

      Jutro Boże Ciało – święto najbardziej dla mnie niezrozumiałe. Dlaczego nie potrafię dostrzec Boga w procesjach, adoracjach i ołtarzach? Może jestem ślepy? Może za mało się modlę? Sam już nie wiem. Niech to moje wyznanie pozostanie zwykłym zwierzeniem, nie krytyką – nie chcę niczego podważać, z nikim polemizować. Nie chciałbym też w żaden sposób osłabiać czyjejś wiary, bo rozumiem, że ona w różny sposób się wyraża.
      Osobiście Boga widzę wyłącznie w żywym człowieku i w nieogarniętej naturze stworzenia. Tylko takie relacje potrafią wzbudzić we mnie autentyczne pragnienie doświadczenia Jego osoby. Tylko to niesie prawdziwe uwielbienie płynące z zadziwienia Jego stworzeniem – również tym światem, który jest na wskroś materialny – i w jako takim zawarte jest WCIELENIE Boga Żywego. W takim sensie potrafię ogarnąć istotę święta Bożego Ciała. Wspaniale ilustruje to nietrwałość kwiecistych dywanów (ulotność materii), idąca wespół z duchową adoracją (trwałością ducha).

      Spotkałem się już nieraz z zarzutem, że powielam „błędy” protestantów, nie dostrzegając Bożego wcielenia w sakramencie - a nawet, że nie mam prawa wypowiadać się jako katolik. Czasem zastanawiam się, czy w takim razie powinienem przyjmować Komunię? A jednak ten sakrament nie jest mi obojętny. Czuję obecność Jezusa za każdym razem gdy przystępuję do Stołu Pańskiego. Tylko czy Jego Osoba może być tożsama z materialną i bezosobową istotą chleba?… To nie jest pytanie na dyskusję – to pytanie, które sam sobie głośno zadaję, bo jedynie w głębi ducha można dać odpowiedź.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii