RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2010

W kleszczach kataklizmu

01 wrz

  

Polska w kleszczach kataklizmu (1939 r.) - niemieckie i ukraińskie oddziały w Bieszczadach (z archiwów IPN i dokum. niemieckich)

      Czytam Księgę Jeremiasza i napotykam na słowa przepełnione tyleż lękiem, co poczuciem winy (14, 18-20). Prorok wymienia kataklizmy jakie dotknęły jego lud. Skarży się nawet na to, że są to „klęski bez możliwości uleczenia”, co wyraża pewien stan apatii, która znana jest każdemu grzesznikowi po uświadomieniu sobie duchowego upadku. Poprzez te lamentacje Jeremiasz w rezultacie dochodzi jednak do wyznania grzechu, w czym odnajduje zagubioną nadzieję…

      Dziwne może wydawać się zestawienie tej refleksji z dniem, który zawsze będzie kojarzył się nam z największą klęską narodu. Myślę jednak, że gdy człowieka spotyka jakiś kataklizm zewnętrzny, może go odczytywać dwojako: w kategoriach próby i powołania do szczególnej misji …lub przez pryzmat kary za grzechy (nawet niewierzący szukać będzie skutku własnej winy połączonej z ignorancją). Pierwsza interpretacja jest możliwa dla ludzi zatopionych w ufności przez żywą wiarę, druga – dla osób żyjących w trwodze oczekiwania konsekwencji popełnionego zła…

      To samo nieszczęście może mieć więc skrajnie różny wymiar – dla jednego będzie chwalebną próbą ognia, dla drugiego sądnym dniem spustoszenia. Ks.Tischner pisał o piekle, jakiego doświadcza żyjący człowiek w uświadomieniu sobie wewnętrznej klęski. To ono sprawia, że każde nieszczęście zewnętrzne wiązane jest z wewnętrznym złem, moralnym nieuporządkowaniem… Ale jest też drugi biegun tego zagadnienia – gdy człowiek na co dzień karmi się nadzieją sięgającą poza materię, niespodziany kataklizm bywa okazją do jeszcze pełniejszego otwarcia się na rzeczywistość nieba.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii