RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2010

Czym dla mnie jest Boże Narodzenie?…

26 gru

Dzieci z lampionami w jednym z bieszczadzkich kościołów…

      Święta Bożego Narodzenia są czasem refleksji o narodzinach NADZIEI, która przyszła na świat w kruchym i bezbronnym Dzieciątku. Gdyby Bóg był wyłącznie „Bogiem Mocy”, pewnie inaczej by się światu objawił. Z obrazem betlejemskich narodzin wiąże się bogata symbolika. Jezus rodzi się w nocy – tak jak dopiero w ciemnościach otwiera się przed nami prawdziwie głęboka nadzieja. Bóg przychodzi w postaci małego, bezbronnego Dzieciątka, które łatwo zabić, zagłuszyć lub po prostu przeoczyć. Można chcieć to uczynić celowo (jak Herod), można odwrócić się mimowolnie (jak gospodarz przepełnionej gospody).. Jednak Dzieciątko rodzi się dla wszystkich – dla nie znających Pisma prostaczków, bezwzględnych faryzeuszy, okrutnych władców, czy bezmyślnych i zabieganych gospodarzy. Rodzi się dla wszystkich, bo jest Miłością, a miłość nie stawia warunków.

      Jezus jako wcielone Słowo jest żywą Nadzieją, która cichutko czeka w sercu każdego z nas, aż wyciszymy w sobie wszelki zgiełk tego świata, szum wchłoniętych mądrości, dźwięk religijnej dewocji – czeka na Jego odkrycie i przyjęcie, czeka na całkowite ZAWIERZENIE Jego obietnicy. Nadzieja jest cicha i pozbawiona mocy, a jednak nigdy nie pozwala się zniewolić. Mówimy czasem „wiążę z tym wielką nadzieję” – ale Nadziei nie można wiązać z żadną wartością przemijającą! Ona jest zawsze otwartą Bramą ku wartościom niezniszczalnym, jest Horyzontem, za którym zawsze wschodzi słońce…

      Nadzieja nie daje się zamknąć w żadnym słowie (rozumianym w sensie werbalnym), bo zwykłe słowo, choćby uświęcone stronicami Biblii, jest tylko NOŚNIKIEM żywej Prawdy, w której przejawia się niewyrażalne Słowo (rozumiane jako Logos i równoznaczne z wcielonym Bogiem objawionym w Jezusie). Tego Słowa nie sposób ogarnąć żadną literą Prawa. Nie da się Go też zmieścić w żadnej świętej księdze, czy całych bibliotekach mądrości). Człowiek nieustannie próbuje objąć całą Prawdę, ująć całą Sprawiedliwość, wyrazić całą Miłość – na próżno. Bo litera może tylko wskazywać w stronę Prawdy, tak jak obraz odsłania tylko cząstkę Piękna czy Miłości…

      Jeśli postawimy OBRAZ lub LITERĘ na ołtarzu jako wartość samą w sobie, stają się one złotym cielcem, bo oderwane są wówczas od żywego Boga (którego imienia nie można było wymawiać właśnie dlatego, że jest niewyrażalny). Jednak absurdem byłoby całkowicie usuwać z naszej przestrzeni litery czy obrazy – one są jakimś OKNEM (otwarciem) na Tego, który jest Niewyrażalny (pod warunkiem, że nie są z Nim mylone). JESTEM KTÓRY JESTEM – to święte Imię pozostanie chyba do końca naszych dni tajemnicą, która wymyka się zupełnemu poznaniu. Jednak tej Tajemnicy można dotknąć – właśnie w Dzieciątku, w które się wcieliła. Żłobek uczy mnie, że każda istota krucha i potrzebująca jest odbiciem Najwyższego.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tajemnica wigilijnej STAJENKI

24 gru

Szałas pod Tarnicą – dzisiaj niech będzie pełną życia „stajenką”, niosącą nadzieję dla każdego poszukującego wędrowcy…

 

      Kiedy podążam do Boga samą mądrością lub religijną gorliwością – bez udziału drugiego człowieka, często dochodzi do OŚLEPIENIA. Kiedy zaś zbliżam się do człowieka z pominięciem drogi przez Boga – bywam ofiarą ZAŚLEPIENIA.  Objawienie transcendentnego Boga właśnie przez narodziny Jezusa staje się dla nas światłem przyjaznym, nie oślepiającym swą mocą, a jednocześnie chroniącym przed zaślepieniem w uznaniu wartości przemijającej jako dobra absolutnego…

      Niech dzisiejsza wigilia Bożego Narodzenia będzie dla nas odnową pielgrzymowania do stajenki, w której znajdziemy Dzieciątko pośród Świętej Rodziny – najpiękniejszy znak tego, że Bóg jest obecny w człowieku i właśnie ten człowiek stanowi drogę do Stworzyciela. Zaś miłość do osoby bliskiej spełnia się tylko w zawierzeniu wobec nieprzeniknionych planów samego Boga. W przeciwnym razie stajenka może będzie piękna, ale zawsze pusta…

 

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W pętach zmysłowości

18 gru

Jerzy Duda-Gracz: „Zmysły”

 

Pożądanie od samego zarania filozofii postrzegane było w kontekście namiętności wychodzącej poza samą wolę. Według Arystotelesa wymyka się ono działaniom świadomym, zakradając się w różne postacie uczuć i pragnień: erotyzmu, gniewu, zemsty, a nawet lęku i męstwa! Wszędzie bowiem, gdzie motywuje nas pożądanie, natrafiając na przeszkodę, usiłuje ją przełamać w sposób bezwzględny. Co ciekawe – już Arystoteles dostrzega tu błędne koło: pożądanie prowadzi bezpośrednio do czynu, ten wywołuje przyjemność, która wygasając prowadzi do niedosytu, a ten znów rodzi pożądanie. Jednak Arystotels wyłącza pożądanie ze sfery moralności, dopatrując się w nim jedynie natury zwierzęcej – niższej, lecz nie przeciwnej człowiekowi.

Przejście od Arystotelesa do Hegla polega na pokonaniu drogi od teorii bytu do teorii świadomości – innymi słowy: coś o tyle istnieje, o ile nasza świadomość nadaje mu znaczenie. Hegel więc również wskazuje na „bezrozumność” pożądania, lecz wyłącza je z kategorii bytu, widząc w nim atrybut świadomości. Świadomość „pożądawcza” jest w pełni subiektywna (odnosi się tylko do własnych braków, pomijając istnienie innych podmiotów. W świadomości tej obiekty zewnętrzne (rzeczy lub osoby) o tyle dla mnie istnieją, o ile spełniają kategorię przydatności, wpisując się w mój „projekt” pożądania. Zaś same pożądania generują wyobraźnię (np. obraz chleba przy odczuwaniu głodu), która staje się źródłem cierpienia, gdyż w ten sposób zostaję zamknięty w więzieniu własnego subiektywizmu.

Kiedy chleb zaczynamy postrzegać wyłącznie w kategoriach nasycenia, a przyczynę jego braku wiążemy z drugim człowiekiem, wtedy strach przed głodem staje się strachem przed innymi – zauważa Tischner. Strach ten łatwo wykorzystać w instrumentalnym traktowaniu człowieka jako źródła własnego pożądania władzy: „tylko ja mogę zaspokoić twój głód, ale zrobię to pod warunkiem, że uznasz mnie za swoją władzę”. Obserwujemy to od zarania niewolnictwa po współczesne ustroje totalitarne, a szczególną formą takiego zniewolenia jest komunizm. Zdawałoby się rzeczą odległą jest pożądanie władzy od pożądania erotycznego, a jednak i one mają wspólny mianownik: panowanie nad drugą osobą. Podczas gdy pierwszy typ zniewolenia wynika z nienasyconego uznania własnej wartości, drugi również do tego dąży, pragnąc z kolei czyjegoś pożądania. Tak więc pożądanie domaga się tu pożądania, co stwarza samonakręcającą się spiralę wzajemnego zniewolenia.

Pożądania zawsze zataczać będą błędne koło, ciążąc ku przeszłości. Wspominam ulotną przyjemność i pragnę ją powtórzyć, choć wiem, że jest jak iskra nad ogniskiem – może zaistnieć jedynie przez moment, między żarem ognia a nicością popiołu. Jednak pożądanie wciąż na nowo się odradza – jest w nim (nigdy nie spełnione) pragnienie wyzwolenia przyjemności z lochu teraźniejszości.  Stąd wychodzenie poza chwilę obecną, a jednocześnie paniczny lęk przed śmiercią, która w tym „zamknięciu” jest postrzegana jako koniec własnych możliwości. Cielesność domaga się w ten sposób nadania jej sensu wykraczającego poza jej materialność. Taki konflikt musi prowadzić do głębokiego rozdarcia osobowości.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Symbole jak chmury …czyli chwila zadumy nad naszym językiem

04 gru

Brzoza i owocująca kalina – dwa głęboko zakorzenione symbole, odnoszące się do kobiecości, ale też do przedwczesnej śmierci (Ustrzyki Dolne)

      Mowa nasza jest wyrażaniem ducha przez bogatą symbolikę pojęciową. Symbol zaś rodzi się często na poziomie podświadomego „dotykania” mądrości. Tak jak muzyka nie może być komponowana przez logiczną analizę nut, lecz odwrotnie – logiczny zapis staje się odzwierciedleniem alogicznego procesu twórczego. Kiedy próbujemy dziś odczytać niektóre symbole naszej kultury, stajemy nie tylko wobec problemu wieloznaczności (bo w różnych społecznościach ten sam symbol może być wyrazem różnych tresci). Kłopot jest również w tym, że dokonujemy wówczas operacji na żywym organizmie, bo przecież ten symbol w nas ciągle żyje…

      Po dziś dzień szopeniści spierają się, jak właściwie interpretować muzykę Chopina. Choć sam jestem za tradycyjnym jej wykonaniem, nie wiem, czy dla samego Autora ta „tradycja” nie byłaby nazbyt nowatorska. Podobnie jest z symbolem – trudność w jego tłumaczeniu bierze się właśnie z kontekstu historycznego, który zmienia się wraz z każdą kolejną epoką.

      Druga ważna rzecz to „otwartość” znaczenia symbolicznego. Żaden obraz językowy nie jest do końca domknięty, bo wtedy traciłby swą dynamikę – przestawałby pełnić żywotną funkcję w naszej kulturze. Symbole więc w nas żyją, wciąż poszerzając swoją głębię znaczeniową – są jak chmury na niebie, których nie sposób zatrzymać, jak śnieg, który dzisiaj nas cieszy, jutro będzie martwił, a pojutrze zamieni się w wodę…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dokąd dalej, Europo?…

01 gru

 

Szlak na Szerokim Wierchu – z widokiem na Krzemień… Coraz więcej turystów z Zachodu chce zobaczyć Bieszczady.

 

Czy istnieje możliwość, aby powstał jeden naród europejski? Teoretycznie tak, ale musiałoby nas czekać ogromne przewartościowanie w sferze mentalnej, już nie wspomnę o kwestiach językowych, kulturowych i historycznych. Czy jednak chcemy tej narodowej unifikacji?

 Myślę, że jedność możliwa jest z zachowaniem Europy wielonarodowej – poprzez kształtowanie czegoś takiego, jak patriotyzm europejski. A osiągnąć to można przez odwoływanie się do wspólnych korzeni – w zakresie kultury, religii, filozofii, a zarazem przez rezygnację z pewnych nastawień pragmatycznych. Moje zdanie może wydawać się dziwne w epoce, kiedy wszystko nastawione jest na rozwiązania praktyczne, ale zastanówmy się przez chwilę nad inną perspektywą…

 Bruksela kładzie dziś nacisk na rozwiązania rynkowo-finansowe (według mnie wychodząc daleko poza zdrowe pojmowanie rynku i przejmując pewne praktyki totalitarne, ale to już inny temat). Jednak zarówno regulacje prawne i finansowe czy też rozwiązania wolnorynkowe, nie rozwiążą problemu „wieży Babel”. Uważam, że rynek jest najmniej stabilnym fundamentem łączenia społeczeństw, a tym bardziej narzucanie im jakichkolwiek sztywnych norm i zachowań. Cóż więc pozostaje? Myślę, że kluczem do jedności jest szkolnictwo (bo tylko nowe pokolenia mogą tę jedność osiągnąć).

 Przezwyciężanie różnic możliwe jest przez mozolne kształtowanie w młodych ludziach umiejętności prowadzenia dialogu (że z tym mamy największe problemy, świadczy nie tylko polityka, ale choćby przestrzeń wirtualna). Jako Europejczycy mamy na tej płaszczyźnie wspaniałe tradycje, zakorzenione w odległej starożytności.

 Tak więc według mnie konieczne jest wyjście zarówno poza partykularne ideologie, jak też bezideowy pragmatyzm. Nadanie wartości samemu procesowi POSZUKIWAŃ winno być naczelnym zadaniem każdej szkoły. Umieć zmieniać swe stanowisko pod ciężarem argumentu, a nade wszystko nie traktować partnera dysputy jako przeciwnika. Podejście idealistyczne? Być może, ale uważam, że dziś kompletnie zaniedbywane…

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii