RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2011

Kryjówki mojego bytowania …i skok w nieznane

27 sty

 

Leśne kryjówki, jakich nie brakuje w bieszczadzkiej kniei…

      Tylko zło posługuje się przemocą, więc jedyną przestrzenią dobra może być wolność. Żaden przymus nie rodzi dobra, gdyż jego cel osadzony jest w przestrzeni bytu, a byt i dobro działają na zupełnie innych płaszczyznach celowości i przyczynowości. Dobro rośnie gdy się spełnia, byt zaś „zużywa się” w miarę swego działania. Dobro jest wartością niewymierną i niepodzielną – byt daje się dzielić i przeliczać. Gdy rodzi się jeden byt, niszczy inne byty – rodzące się dobro może tylko rodzić następne dobro.

      Byt broni się lub atakuje, w ciągłym lęku szuka swej „kryjówki”, dobro jest zawsze odsłonięte, bo jego ugodzenie sprawia, że może się jeszcze bardziej powiększyć. Dobro nie potrzebuje atakować i nie wymaga „kryjówek”. Gdy w imię dobra wyrzekam się swej zewnętrznej wolności – pisał Mistrz Eckhart – otrzymuję wielokroć większą wolność wewnętrzną. Dopóki człowiek ma coś do stracenia, nie będzie do końca wolny – jeśli musi bronić swej wolności zewnętrznej lub stale ją sobie wywalczać, działa pod presją nieustannego lęku, który jest domeną bytu przemijającego.

      Pełne zanurzenie w Bogu, w nieskończonym Dobru, to z pewnością skok w nieznane. Każdy skok polega na oderwaniu się od jednego brzegu, by z nadzieją szybować do następnego. Ten czas „szybowania” jest pewnym zawieszeniem, w które wpisane jest ryzyko zatracenia się bez reszty (bo przecież straciłem jedyny grunt pod swymi nogami). Ale tylko ten skok niesie nadzieję przekroczenia rzeki bytowania – rzeki przemijającego czasu i rzeki niszczącego żywiołu. Skok to akt zawierzenia, w którym już nie ma szans zawrócić, nie ma też miejsca na doraźne „kryjówki” – jest tylko szybująca nadzieja.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wychodzenie POZA siebie, czyli SURSUM ponad SUM

16 sty

Podejście na Tarnicę – często pojawiają się chwile tak mozolne, jak to „wychodzenie POZA siebie” w życiu codziennym… 

      Według Gabriela Marcela dotykanie Prawdy polega nie tyle na wchodzeniu w siebie, co wychodzeniu POZA siebie. Bo dla człowieka drogą transcendowania jest nie tyle bytowanie – SUM, co wznoszenie się – SURSUM. Tylko przekraczając samego siebie staję się sobą, a jednocześnie dotykam tajemnicy życia. To nieustanne przekraczanie siebie wcale nie musi być procesem widowiskowym – najczęściej mieści się ono w naszej szarej codzienności. Bywa więc, że owo „wznoszenie się ponad siebie” zachodzi w poczuciu bezsilności, czy też „jałowości” własnego bytowania – jest to bowiem wykraczanie poza swe pragnienia, poza idealizowaną wizję świata, poza własną, wymarzoną rolę…

      Znamienne w tym procesie jest to, że każde wejście w przestrzeń Tajemnicy nie jest zależne tylko od nas – jeśli już dochodzi do intelektualnego olśnienia, duchowego zachwytu czy twórczego natchnienia, zawsze ma w tym udział nieuchwytny Transcendens – żywy i współdziałający z nami Bóg. Poczucie Prawdy, Piękna czy Miłosci jest jak nurt rzeki, która czasem płynie przez nas z impetem nieogarnionego żywiołu, a czesem sączy się jak strużka wyschniętego koryta. Bywa też tak, że staje się lodową czy też  piszczystą pustynią…

      Gdy braknie wówczas nadziei, człowiek rychło zostawia w tym piasku czy lodzie swoje zbolałe kości. Pustynia potrzebuje nadziei – ale też nadzieja potrzebuje pustyni! Nasza poznawalność Transcendensu jest ograniczona, ale przecież nie poznawanie stanowi cel życia, lecz STAWANIE SIĘ – to właśnie przez nie nasze życie może wkraczać w prawdziwe ISTNIENIE. Dzieje się tak dzięki nieustannemu przezwyciężaniu relacji „JA-ON” i wchodzeniu w prawdziwie autentyczną przestrzeń „JA-TY”.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielobok Mikołaja i Gwiazda Rosenzweiga

09 sty

 

Nagrobki w Wołosatem pod Tarnicą i fasada synagogi w Lesku – dwa symbole, mocno ze sobą splecionych, bieszczadzkich kultur.

      Mikołaj z Kuzy (katolicki filozof i kardynał, 1401-1464) wysunął ciekawą koncepcję dążenia do prawdy, którą widział w postaci okręgu. Otóż człowiek odkrywa jej różne aspekty, dotykając Prawdy na podobieństwo wieloboku wpisanego w ten okrąg. Im więcej kątów, tym bardziej ów wielobok zbliża się do koła, ale go nigdy nie osiągnie – bo też Prawdy nie da się posiąść w sposób pełny. Można jej dotykać, ale każde dotknięcie będzie inne, stąd pozorna relatywizacja. Jednak każdy punkt będzie równoprawny i z każdego miejsca będzie ta sama odległość do Boga, którego można w tej metaforze przedstawić jako centrum Prawdy, czyli środek okręgu. Obraz ten pozwala też intuicyjnie pojąć istotę paradoksów – przeciwstawnych punktów okręgu, które choć zdają się być we wzajemnej opozycji, w istocie tylko dopełniają obraz Prawdy. Wizja ta nie tylko kruszyła podwaliny średniowiecznej scholastyki, ale także stworzyła fundament pod otwarty dialog z reformacją …na 100 lat przed jej eksplozją!

      Franz Rosenzweig (żydowski filozof dialogu 1886-1929) przedstawił inną metaforę geometryczną, wpisującą się w symbolikę judaistyczną – tzw. „gwiazdę zbawienia”. Była to zwykła gwiazda Dawida, której jeden trójkąt zamyka się między BOGIEM (Transcendencją), CZŁOWIEKIEM(podmiot mojego „ja”) i ŚWIATEM (rozumianym tu jako wszystkie osoby, rzeczy i zjawiska, z którymi łączą mnie jakieś relacje). Między tymi trzema wierzchołkami tworzą się szczególne rodzaje więzi, kształtujące drugi trójkąt gwiazdy: STWORZENIE (pochodzenie wszelkiego bytu z „odciśniętą twarzą” Stwórcy, OBJAWIENIE (wszelkie „odsłonięcia” Transcendencji, które zawsze są cząstkowe, a jednak stanowią niezwykle ważny fundament wewnętrznej orientacji) oraz ZBAWIENIE (które rodzi się w naszej relacyjności do reszty stworzenia, gdyż tylko w drugiej osobie mogę „dotknąć” twarzy Boga, tylko przez oddanie się drugiej osobie mogę być przez Boga zbawiony, sam również stanowiąc dla innych drogę do zbawienia.

      Co łączy te dwie teorie, wywodzące się z odmiennych kultur, innych religii?… Nie tylko sama geometria. Osobiście czuję w nich jakąś olśniewającą jasność i uniwersalność. Jest też przesłanie bardzo jednoznaczne – Bóg stanowi Transcendencję ponadreligijną (co nie znaczy, że obydwie myśli w jakikolwiek sposób godzą w religię). Jednocześnie oblicze Boga dostępne jest wszędzie – w każdym punkcie jest do Niego równie blisko, bo objawia się ono w drugiej istocie, która została mi „powierzona” – jedna w doraźnej sytuacji, inna przez jakiś typ okresowej relacyjności, jeszcze inna – na całe życie…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mędrcy Wschodu i symbolika darów

06 sty

 

Trzech mędrców bieszczadzkich (według wyobrażeń bieszczadzkiego artysty – rzeźby w drewnie olchowym, z moich zbiorów)…

      Święto Trzech Króli, a dokładniej Święto Ofiarowania Pańskiego – dzień ten wnosi ze sobą nie tylko przedłużenie świętowania okresu Bożego Narodzenia. Wschodnia tradycja głosiła tzw. EPIFANIĘ (gr. επιφάνεια = epifaneia) jako trzecie z najważniejszych świąt chrześcijańskich. Od III wieku dzień ten wytyczał początek kalendarza liturgicznego, a nawet wśród niektórych gmin był obchodzony jako Boże Narodzenie (u Ormian tak jest do dzisiaj). Pół wieku temu (w 1960 r.) święto to zostało zniesione przez komunistów i dopiero w tym roku przywrócone.

      Warto zatrzymać się nad symboliką trzech mędrców (zwyczajowo określanych królami). Szczególnie mocnym przesłaniem jest otwarcie Chrystusa na świat pozażydowski, czyli na „niewierzących”, których przedstawiają mędrcy ze Wschodu. Niosą oni trzy, równie wymowne dary: ZŁOTO – dar obfitości, a jednocześnie atrybut władzy (ofiarowanie siebie w wymiarze materialnym). MIRRĘ  – dar dla ciała; żywica balsamowca miała znaczenie lecznicze, ale używano jej też do namaszczenia zwłok (troska i szacunek dla cielesności drugiego człowieka). KADZIDŁO – dar dla duszy, pragnienie duchowego wzrostu i obecności Boga w naszym życiu (znak wejścia człowieka w wymiar pozamaterialny).

      Dawniej w tym dniu poświęcano kadzidło, którym była żywica z jałowca, a następnie okadzano nim domy, co symbolicznie polecało je Bogu przed chorobami i nieszczęściami. Od XVIII wieku w kościołach katolickich święci się również kredę, by nakreślić nią trzy litery na drzwiach: CMB – Christus Mansionem Benedictat (Niech Chrystus błogosławi temu domowi), przez Augustyna skrót ten jest adekwatniej do niniejszego święta tłumaczony: Christus Multorum Benefactor (Chrystus dobroczyńcą wielu). Później zwyczajowo przyjęło się te litery odnosić do trzech imion, stąd ich modyfikacja do KMB: Kacper, Melchior, Baltazar.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wejście w Nowy Rok …czyli „ucieczka do przodu”

01 sty

 

Przywitanie Nowego Roku na grzbiecie Króla…

      Człowiek lubuje się w symbolice przekraczania granic – dlatego świętuje np. przepłynięcie równika czy wejście w nowy rok. W tym celu tradycyjnie wdrapaliśmy się na okoliczną górę. Kiedy przez drzewa prześwitywały eksplozje fajerwerków, a wystraszona zwierzyna pozostawiała na śniegu chaotyczne ślady ucieczki, pomyślałem sobie, jak dobrze jest mieć dystans do zgiełku ludzkich szaleństw…

      Mocno podkręcona w ostatnich dniach presja, że trzeba się dobrze bawić, odpowiednio wcześnie zamawiając salę lub egzotyczny wyjazd pod palmy - zrobić oryginalną fryzurę, założyć niepowtarzalną kreację… A potem już tylko głośna muzyka, szaleńczy taniec i huk wystrzałów… Słowem święto blichtru i szaleństwa! Co motywuje ludzi do takich zachowań?… 

      Chyba kryje się w tym wszystkim jakaś potrzeba zagłuszenia lęku przed przemijaniem. Głośne odliczanie przed północą to nie żadna kontemplacja czasu, ale próba jego przeciągnięcia na swoją stronę. Podjęcie szaleńczej „ucieczki do przodu” od teraźniejszości - miarowo i bezwzględnie płynącej ku starości, ku śmierci… Miałem kiedyś męcząco powtarzające się sny o wspinaczce, w której nie było szans na zejście, ani na osiągnięcie szczytu – marzyłem w tym śnie, aby jak najszybciej odpaść od zimnej skały i zderzyć się wreszcie z ziemią! To również był objaw „ucieczki do przodu” – przejaw tego, że nie radzimy sobie z teraźniejszością.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii