RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2011

Tajemnica Bożego Ciała – symbol i misterium Święta

23 cze

  

Dzisiejsza procesja na ulicach mojego miasteczka…

 

Przyznam, że nigdy nie przepadałem za procesjami Bożego Ciała, co wynikało ze słabego rozumienia istoty tego Święta. Dusił mnie tłum, ale jeszcze bardziej „duszny” wydawał mi się religijny wymiar celebracji. Gdzieś głęboko odzywały się echa protestanckich zarzutów dotyczących bałwochwalstwa, kultu materii… Biorąc dziś udział w procesji, zupełnie inaczej na to spojrzałem. Nie wiem, czy potrafię to przekazać słowem, ale sprowadzając swą myśl do jednego zdania, mógłbym powiedzieć, że w tajemnicę Bożego Ciała dane mi było wejść przez wymiar ciała ludzkiego.

Jezus mówił: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Głęboko wierzę w to, że ten wymiar doświadczenia Bożej obecności odsłania się niezależnie od kultury i religii. I właśnie po tej myśli przyszła następna: cały katolicyzm jest jak to dzisiejsze święto Bożego Ciała, które z jednej strony można traktować w kategoriach folkloru i płytkiej, ludowej religijności, z drugiej zaś strony mówi do mnie głębokimi znaczeniami słów, gestów i materii.

Bóg obecny w Chlebie, który daje się człowiekowi „jeść” – staje się dla nas „żywym Darem”, jest też „żywą Krwią” – ofiarą, której wyrazem jest mszalne wino. Skoro mam naśladować Jezusa, sam również w jakimś sensie pragnę stawać się dla innych tymże „chlebem i winem” – „ciałem i krwią”. Tu właśnie odsłania się przede mną tajemnica, której nie sposób objąć, można ją tylko „dotknąć” – w wymiarze doświadczenia wewnętrznego, ale przede wszystkim w wymiarze przeżycia egzystencjalnego.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czy żyjące SŁOWO daje się chronić w murach ortodoksji?

22 cze

 

Najstarsza polska cerkiew (z końca XIV wieku), budowana w typie obronnym - Posada Rybotycka na Pogórzu Przemyskim

 

Tradycyjna teologia przestrzega przed odczytywaniem Biblii w kategoriach subiektywnych lub czysto symbolicznych. Tymczasem Paul Ricoeur utrzymywał, że symbol na pewnym etapie jego odczytywania „odrywa się od autora” i niejako zaczyna żyć własnym życiem. Oczywiście można w tym znaleźć pewne zagrożenia – relatywizacją i zatraceniem pierwotnego sensu przez narastająca wieloznaczność odczytu. Czy jednak nie jesteśmy skazani na mimowolną ewolucję pierwotnych sensów? Przywołany już Ricoeur stosował też obrazowe powiedzenie, że „szczep przemienia dziczkę”. W świetle tych słów można się spodziewać, że nadawanie nowych znaczeń dawnym tekstom, jeśli tylko czynione jest w duchu Ewangelii, owocować będzie coraz szlachetniejszym gronem, bo przecież wierzymy, że i Duch Święty wieje stosownie do czasów (co nie znaczy, że się do nich „dopasowuje”).

Nic nie stoi w miejscu – nowe odszyfrowanie symbolu nie musi nieść zmiany samego Słowa, ani jego głębokiej intencji. W 1 Liście do Tesaloniczan czytamy: „głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania.” (Tes 1,5). Kiedy więc czytam Pismo, staram się je odbierać najpierw tak, jak mogli je odczytywać bezpośredni adresaci (tłum słuchający przypowieści Jezusa czy  uczniowie odczytujący listy apostołów) – z ich świadomością, ich religijnością, ich perspektywą widzenia rzeczywistości. Jednak zaraz potem przychodzi powtórne odczytanie – w kontekście naszych czasów i przez pryzmat całej historii Kościoła. Widać w tym ogrom przebytej drogi i widać w wielu miejscach rozległy dorobek reinterpretacyjnej przebudowy (lub dobudowy) pierwotnych znaczeń – oczywiście z zachowaniem samego rdzenia znaczeniowego, który jest zakorzeniony w Duchu.

W dziejach odczytywania Biblii to samo słowo niosło więc nieco odmienne skojarzenia, wyobrażenia, a nawet konkluzje – bo wraz z wędrówką pokoleń zmieniały się horyzonty. Inaczej dziś patrzymy na rolę kobiety, na relację do dzieci, na znaczenie sacrum w życiu Kościoła. Zmieniło się traktowanie innowierców, nieco inną optykę przykładamy do wglądu w przestrzeń wiary i nadziei. Myślę, że to wszystko dzieje się za sprawą nieustannej reinterpretacji słów Biblii, które wciąż pozostają tym samym Fundamentem. Tylko zewnętrznie Kościół się zmienia – tak jak na grubych murach romańskich wzrosły strzeliste wieże surowego gotyku, a ten z czasem wypełnił się bogactwem baroku i ludzkim sercem renesansu… Fundament pozostaje ten sam – jest nim Ewangelia odczytywana w Jezusie Chrystusie, dzięki czemu ta sama budowla od wieków stoi bez większych pęknięć, choć z pewnością ci co ją wznosili mogliby mieć kłopot z jej rozpoznaniem.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Korzenie modlitwy

16 cze

Historyczna chrzcielnica i zarośnięte krzyże na spalonym cerkwisku w Beniowej (obecnie Bieszczadzki P.N.)

 

W rozważaniach nad istotą modlitwy zaakcentować można trzy sprawy: 1) niepowtarzalność każdej relacji modlitewnej (nikt z nas nie modli się tak samo); 2) „ewolucyjny” charakter modlitwy (modlitwa jest DROGĄ, po której zmierzamy, nie znając nieodsłoniętych jeszcze horyzontów), 3) bezinteresowność modlitwy (czuję, że w pełni się modlę dopiero wtedy, kiedy moje prośby stają się zespolone z postawą pełnej akceptacji tego, co się dzieje – w zasadzie nie ma już wówczas potrzeby artykułowania tych pragnień, bo wiem, że wszystko zanurzone jest w Bogu).

W dzieciństwie wpajano we mnie modlitwę w postaci wyuczonych formułek – może za mało się wówczas mówiło, że nie powinno się na tym poprzestawać, ale myślę, że również te pamięciowe modlitwy miały sens – stanowiły jakąś „bramę” pozwalającą wejść głębiej… W młodości zetknąłem się z modlitwą spontaniczną (również tą „na językach”) – pamiętam swoją bezsilność, kiedy inni próbowali mi pomóc w „przełamaniu oporów”, abym również zaczął tak się modlić, a ja czułem, że to nie byłoby z mej strony autentyczne (choć jestem przekonany, że ci, którzy się w takiej modlitwie odnajdywali, byli szczerzy i chcieli dobrze).

Trzeba było 40 lat poszukiwań, żeby pewien katolicki ksiądz (czeski duchowny – Tomaś Halik, autor niezwykle ciekawych książek) wskazał mi na coś niezwykle ważnego, co głęboko już wcześniej odczuwałem: „To, co zazwyczaj rozumiemy przez słowo MODLITWA, jest tylko artykulacją, jednym z przejawów modlitewnego życia – podobnie jak fizyczna czułość między małżonkami, która jest ważną, lecz nie jedyną formą wyrażania miłości.” Tak więc w pełni uświadomiłem sobie, że korzeń modlitwy nie tkwi w słowie, ani w zewnętrznej postawie, lecz głęboko w sercu. Tam rodzi się moje doświadczenie egzystencjalne, duchowe pragnienie i akt woli – tam dochodzi do spotkania z Bogiem. Nie znaczy to, że lekceważę modlitwy słowne, jednak one stają się już tylko OWOCEM czegoś, co rodzi się i żyje znacznie głębiej, nie zawsze wychodząc na powierzchnię słowa.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Być u siebie” – słowo o naturze i autentyczności

14 cze

Zagubiona kapliczka na buku w lesie pod Tarnicą – tutaj wiara pozbawiona jest ideologicznych podtekstów, a człowiek czuje się „u siebie” 

 

      W sztuce Karela Čapka „Matka” dwaj bracia prezentują skrajnie różne postawy ideologiczne. Socjalista Piotr mówi, że wszystkie rzeczy należy ustawić tam, gdzie powinny stać. Konserwatysta Kornel oponuje, twierdząc, że trzeba im przywrócić dawną pozycję. W spór włącza się matka, która z prostotą życiowej mądrości wyznaje, że wszystkim rzeczom należy się takie miejsce, gdzie jest im najlepiej.

      Jeśli wierzymy w to, że natura ludzka wraz z całym stworzeniem jest dobra – podobnie jak dobra jest wszelka tendencja do jej niewymuszonej zmienności – zbyteczne jest zarówno ZAWRACANIE, jak i PONAGLANIE dziejów. Wystarczy tylko się dobrze przyjrzeć, gdzie mi jest najlepiej, czyli w jakiej postaci odnajduję swą naturalność i autentyczność. Jednak przyjrzeć się trzeba naprawdę dobrze, aby „lepiej” nie znaczyło „łatwiej” lub „chwilowo przyjemniej”.

      Kiedy pozwolimy człowiekowi „być u siebie”, nie tylko powtórzymy za Bogiem biblijną ocenę stworzenia „i było dobre”, ale też wyrazimy ufność wobec słów Chrystusa, że będzie z nami do skończenia świata. Potrzebny jest wysiłek w pracy nad sobą i mądra ufność, że wszystko to, co poza mną, jest również pod Jego opieką. Żadnej rośliny nie mogę zmusić do zakwitnięcia i owocowania, mogę tylko o nią dbać, sprawiając, by czuła się „u siebie” …szanować i cierpliwie czekać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ekspresja miłości „ziemskiej” i „duchowej”

07 cze

Kwiaty zawsze były wyrazem miłości do kobiety, lecz sadzone niegdyś na bieszczadzkich cmentarzach, wyrażały też miłość ”agape”, która wchodzi już w przestrzeń transcendentalną - od lewej: chaber miękkowłosy, smotrawa okazała i barwinek.

 

      Miłość ziemska bywa przeciwstawiana miłości skierowanej ku Bogu (lub ku człowiekowi w wymiarze miłości Bożej). Pewnie jest w tym jakiś schematyzm, jednak samo rozdzielenie miłości „eros” od „agape” nie jest rzeczą sztuczną. Zadaję więc sobie pytanie, czym tak naprawdę jest owa „miłość ziemska”? Przenika ją ZMYSŁOWOŚĆ, ale czy zawsze? Nie, przecież istnieje też miłość platoniczna, poza tym w samej sferze pełnej miłości damsko-męskiej też mieści się warstwa zachwycenia pozacielesnego. Szukam więc dalej: nakierowana jest na WZAJEMNOŚĆ. Ale i to nie jest regułą, bo przecież znamy wiele miłości nieodwzajemnionych, które z tego powodu nie gasną, a przeciwnie – jeszcze bardziej się wzmacniają! Może więc jej swoistą cechą jest to, że chce osiągnąć WYŁĄCZNOŚĆ? I tutaj chyba są wyjątki.

      Biorąc jednak wszystkie te atrybuty razem wzięte, ujmują one dość dobrze charakter miłości erotycznej (w naszych czasach wulgarnie sprowadzanej do samego seksu!) – miłości, która sięga znacznie wyżej, niż tylko zaspokojenie zmysłowe, estetyczne, czy nawet uczuciowe. Jednak czuje się wyraźną barierę między nią, a sferą „agape”. Czym zatem jest ta ostatnia? Z pewnością obca jest jej sfera zmysłowego POŻĄDANIA – choć już same cielesne gesty (objęcie, przytulenie, dotyk) stanowią ważną część jej ekspresji! Pragnienie WZAJEMNOŚCI oczywiście i tutaj istnieje, ale nie stanowi nigdy warunku – jest tylko zapraszającym otwarciem do wspólnego uczestnictwa w tej uczcie duchowej wzajemności. Dążenie do WYŁĄCZNOŚCI – to właśnie jest jej całkowicie obce!

      I chyba tutaj znalazłem najbardziej decydujący punkt rozróżnienia obydwu miłości. Agape jest przeciwieństwem zawłaszczenia drugiej osoby tylko dla siebie, otwierając się zawsze na osobę „trzecią”. Doskonale ilustruje to doświadczenie Boga w Trójcy Świętej. Na starych ikonach (np. u Rublowa) Trójca przedstawiona jest symbolem ucztujących przy jednym stole i wzajemnie w siebie zapatrzonych Postaci. Agape jest więc otwarciem na każdą przybywającą osobę, realizując tym samym przedsmak nieba już „tu i teraz” – w urzeczywistnianiu tego, ku czemu zwrócona jest cała nasza Nadzieja.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Duchowy potencjał wycofania …czyli staw pełen ryb

01 cze

 

Łowisko pstrąga na Przełęczy Przysłup w Bieszczadach – od złowienia do chrupiącej konsumpcji J

 

Bieszczady słyną z licznych łowisk pstrąga – można tu sobie samemu rybę złapać i przekazać do smażenia, po czym spokojnie czekać na finalne danie, z błogim zatopieniem się w swobodnych rozmyślaniach. Siedząc nad brzegiem stawu, przez który z pluskiem przepływała woda z pobliskiego potoku, próbowałem dokonać krytycznego wglądu w stan swojej wiedzy. I tak zaczęła się snuć refleksja…

Jeśli potraktujemy WIEDZĘ jako panowanie nad przeszłością (zaistniałymi myślami i faktami) …jeśli spojrzymy na WŁADZĘ jako formę panowania nad teraźniejszością …jeśli weźmiemy OCZEKIWANIA jako pewność tego, co ma nastąpić, czyli rodzaj władania nad przyszłością – jako jedyna możliwość otwarcia w tym wszystkim nowej perspektywy zaczyna się jawić swoiste WYCOFANIE. Zaraz postaram się wytłumaczyć ten duży skrót myślowy…

Wycofanie wobec WIEDZY otwiera przede mną rozległy horyzont WIARY, okrojenie własnej WŁADZY otwiera mnie na przestrzeń MIŁOŚCI, zaś wycofanie wobec OCZEKIWAŃ wprowadza w wymiar NADZIEI. Oczywiście mam świadomość, że konstrukcja ta opiera się na pewnej tradycji trójdzielności, która stanowi dość sztywny schemat. W istocie mamy do czynienia z jednym aktem „wycofania” – rozważanym tu w jego trzech aspektach względem czasu.

Gdy ogarnia mnie świadomość niewiedzy, automatycznie redukuję obszar swej władzy, co uszczupla zakres moich oczekiwań. W ten sposób wycofanie prowadzi mnie w pewien stan zawierzenia, który jednak nie musi być zagubieniem. Kiedy staw jest pełen ryb, musi być zamknięty na przepływający potok, aby te ryby nie rozeszły się po okolicy. Gdy staw jest pusty – potok może przez niego swobodnie przepływać, niosąc doń życie w jego obfitości i pełni niespodzianek.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii