RSS
 

Archiwum - Październik, 2011

Dwa oblicza samotności…

22 paź


Samotność nagrobnych aniołów daleka jest osamotnieniu…

Samotność bywa konsekwencją zerwania, odejścia, zatrzaśnięcia, wreszcie zranienia i wzgardzenia. Samotność rodzi ból, poczucie bezsensu i beznadziei, otępienia i apatii, lęku i depresji. Samotność bywa śmiercią relacji – letargiem duszy, który w skrajnych przypadkach prowadzi do śmierci fizycznej. Człowiek ucieka przed samotnością – w wir pracy lub przyjemności, w gwar towarzystwa lub oszołomienie zmysłów. Człowiek tak łatwo zadowala się atrapą życia – niby-pełnego, a tylko zakrywającego samotność plandeką słów i aktywności.

Ale przecież to właśnie w samotności odnaleźć można lepiej samego siebie – poprzez autentyczność (bo w niej łatwiej być sobą), przez wyciszenie (bo wtedy nawet w zgiełku jest słyszalna cisza), przez dotknięcie mądrości (w której rodzi się dystans do wszystkiego, co przemijalne), wreszcie poprzez samą nadzieję (bo doświadczeniu osamotnienia jest ona najbardziej wypatrywana). Samotność jest więc nauczycielką bycia pozbawionego pozorów – wirtuozem wewnętrznej muzyki, słyszalnej nawet pośród kakofonii pychy, próżności i pożądań. Samotność jest przestrzenią, w której to, co odległe, staje się bliskie (bo w nocy tylko poza miastem widać gwiazdy). W samotności jest cisza, a w ciszy nie potrzeba krzyczeć – tu słychać każdy szept i nawet własny puls.

Tam gdzie w sercu gra muzyka, nie trzeba drogiego sprzętu, ani płyty, ani prądu – ona gra na strunach mojego najgłębszego „ja”… Kto gra? Ktoś, kto już od dawna zamieszkał w ciszy i w osamotnieniu. Tam gdzie można dotykać mądrości, nie trzeba żadnych książek ani nawet słów. Tam, gdzie nadzieję oczyszczono z oczekujących roszczeń i pożądań, tam właśnie wyrastają skrzydła Miłości – cudownego motyla, który szczególnie upodobał sobie przysiadać na kwiatach samotności.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czy globalizacja prowadzić może do nowego totalitaryzmu?

19 paź

Bieszczadzkie owady-drewnojady - od lewej: CIOŁEK MATOWY, NADOBNICA ALPEJSKA i RZEMLIK PUNKTOWANY – przykłady różnorodności chrząszczy.

      Różnorodność genetyczna stanowi podstawowy atrybut przyrody, pozwalający przetrwać w warunkach nieustannej zmienności środowiska. Każda konsolidacja genów zapewnia życiową stabilność, ale też może prowadzić do braku przystosowań wobec potencjalnych zmian środowiska. Tyle biologia. A gdyby przełożyć to na grunt cywilizacji?… 

      Czy różnorodność kulturowa nie stanowi podobnego mechanizmu, zabezpieczającego przed zatraceniem potencjału obronnego? Żyjemy w dobie powszechnej unifikacji, w której giną nie tylko drobne grupy etniczne z ich tradycjami i językami, ale zanikają też różnice mentalnościowe. Czy w procesie tym nie zmierzamy w stronę wyrównania wszystkiego pod jeden prawomocny szablon? Czy bezkrytyczny program globalizacji nie grozi nam totalitarnym zrakowaceniem prawodawstwa i całej kultury? Czy niebawem nie wkroczymy w rzeczywistość „jedynie uprawnionej myśli”?…

      W tej chwili scenariusz ten wydaje się mało prawdopodobny, bo żyjemy w epoce przejściowej, kiedy wszystko fermentuje, więc różne koncepcje jeszcze mają prawo się ścierać. Co jednak będzie, gdy krok po kroku zacznie się przyjmować jeden, narzucany wszystkim, system norm i wartości? Czy znajdzie się wówczas miejsce na poszukiwanie prawdy i na przyjmowanie jej w różnych aspektach?  Leszek Kołakowski pisał kiedyś, że nawet obiektywna prawda, kiedy jest siłą narzucana, przestaje być prawdą. Bo któż z nas może ją posiąść w całej rozciągłości? Zawsze dotykamy tylko pewnej cząstki. Co więc by się stało, gdyby ten, kto jej dotknął – a pozostał w przekonaniu, że ją posiadł – chciał uczynić z tego dotknięcia pełny obraz, narzucając go innym?…

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Istota relacyjności …czyli efekt lustra

07 paź

                    Bieszczadzkie żubry (zdjęcia z przedwczoraj) – silna więź nie pozwala im nawet na krótkie rozstania (podczas leśnego popasu i spłoszone w galopie)…

W rozmowie z osobą, doświadczoną przez życie - ale i prosto z życia czerpiącą refleksję, usłyszałem dziś takie oto słowa: „Olbrzymią rolę w naszym rozwoju odgrywają inni ludzie – bo tylko w nich odnajdujemy rodzaj lustra w którym możemy się przejrzeć”. Jeszcze raz okazało się, że nie trzeba wiele filozofować, żeby dojść do samej głębi mądrości. Słowa te oddają coś niezwykle ważnego – mianowicie, że jedyną istotną kategorią wartości jest przestrzeń RELACJI.

Wiele o tym pisał ks. Józef Tischner (który niestety przez wielu nie był właściwie rozumiany i przez to wśród postmodernistów bywał często szufladkowany). Na marginesie można zauważyć, że przypisanie Tischnerowi uproszczonej wersji poglądów jest równe łatwe, co pomylenie RELACYJNOŚCI z RELATYWIZMEM – a przecież między tymi pojęciami istnieje prawdziwa przepaść aksjologiczna! To właśnie wejście w przestrzeń tej pierwszej uwalnia nas od relatywizmu moralnego, w którym zatraca się współczesny świat.

Fundament oparty na relacjach w moim odczuciu najskuteczniej wprowadził we współczesną filozofię Emmanuel Levinas. Koncepcję transcendencji drugiej osoby (człowieka, jak i samego Boga) zawarł on w pojęciu „Innego”, który dotyczy tej osobowej rzeczywistości, w jaką nieustannie wchodzimy, ale której nigdy do końca nie potrafimy przeniknąć… Dlatego użyta metafora „lustra” jest niezwykle trafiona! Właśnie w drugim człowieku i w żywym Bogu znajduję prawdę o samym sobie – jest to niesamowity paradoks, bo przecież tej drugiej osoby ogarnąć nigdy nie zdołam…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Duchowa jesień Europy?

03 paź

Wczorajszy przelot gęsi nad Ustrzykami – moment połączenia się dwóch dużych kluczy – ptaki donośnym gęganiem wyrażały radość ze spotkania… 

 

W niedzielne przedpołudnie oglądałem ciekawy film o początkach cywilizacji – była tam ciekawostka o mało znanej kulturze Galamantów, którzy w zmyślny sposób nauczyli się czerpać wodę z podziemnych złóż Sahary – podziemne sztolnie zapewniły im dobrobyt na długie lata. Jednak zabrakło przezorności, że nie są to źródła niewyczerpalne – woda nie była szanowana, kres dobrobytu był zatem przesądzony… Co dzisiaj dzieje się z europejskim chrześcijaństwem? Niedawna wizyta Benedykta XVI w Niemczech odsłoniła tylko czubek góry lodowej: prowokacje, manifestacje i wszelkiego rodzaju kontestacje (w mediach aż huczało od antykatolickich wystąpień)…. Niedawno czytałem nowy raport o liczebnej dynamice Kościoła na różnych kontynentach – tylko Europa jawi się w kategoriach głębokiej erozji. Afryka, Azja i Ameryka Południowa przeżywa prawdziwą eksplozję chrześcijaństwa – mimo, że w wielu miejscach wiara natrafia tam na prześladowania. Daje to odpowiedź na pytanie, w czym tkwi siła duchowa – nie w dobrobycie (w którym zanika czujność i wrażliwość), lecz w warunkach codziennego zmagania się z trudem i ryzykiem. Tam, gdzie wiara służy jako dywanik tradycyjnego komfortu i ołtarz triumfalizmu,  źródła szybko ulegają wyschnięciu.

Wczorajsze czytania w kościele bardzo jednoznacznie odnoszą się do takiej sytuacji – Księga Izajasza roztacza obraz narodu wybranego (ale można go odnieść również do współczesnych chrześcijan – szczególnie tych, co pozostali nimi jedynie z wygody i przywiązania do tradycji) – obraz pokazany przez samego Boga: Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody? Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. (Iz 5,4) …i śpiewany dzisiaj Psalm – również o winnicy – Psalm, który tym razem jest jakby lamentem i prośbą kierowaną ze strony człowieka: Dlaczego jej mury zburzyłeś, tak że zrywa z niej [grona] każdy, kto przechodzi drogą, że ją niszczy dzik leśny, a polne zwierzęta obgryzają? Powróć, o Boże Zastępów! Wejrzyj z nieba, zobacz i nawiedź tę winorośl… (Ps 80,13) …czy wreszcie czytana tej niedzieli Ewangelia, w której przypowieść tłumaczy uczniom, czego konsekwencją jest sytuacja klęski, jaka następuje po okresie dostatku: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna… (Mt 21,33-37).

Czasem odnoszę wrażenie, że przeżywanie nieuświadomionego głodu w sytuacji absolutnego dostatku może prowadzić do postawy odrzucającej wszelki pokarm. To stan swoistej duchowej anoreksji – patologiczna niechęć do pożywiania się w sytuacji permanentnego wygłodzenia… Niechęć, która prędzej czy później prowadzić musi do całkowitego wyjałowienia winnicy. Czyżby to była jesień Europy, po której nastąpi wiosna i lato krajów tzw. „trzeciego świata”?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii