RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2012

Chleba naszego powszedniego…

20 lip
 Wypas w Berehach pod Połoniną Caryńską – to dziś szczątkowa pozostałość dawnej gospodarki pasterskiej w Bieszczadach

W naszych mediach jakby coraz słabiej słyszalny jest problem głodu i braku dostępu do wody na całym świecie.  Często ów temat pojawia się jako „mały dyskomfort” w naszym zabieganiu za coraz to bardziej wyszukanymi luksusami. W najnowszym numerze „Znaku” publikowany jest wywiad z Janiną Ochojską, która tezę o rzekomo zbyt małej produkcji żywności tak skomentowała: „To nie jest prawda. Na świecie jest o wiele więcej żywności, niż potrzebujemy. Tylko, że ona nie zawsze trafia do wszystkich. Znaczne jej ilości są marnowane. Sami Polacy wyrzucają rocznie około 9 milionów ton jedzenia. Zdarza się też, że surowce rolne, czy nawet produkty spożywcze niszczy się świadomie po to, żeby np. utrzymać ich wyższe ceny.” 

 

Podoba mi się podejście do rozwiązywania problemu głodu zaproponowane przez panią Janinę Ochojską, prezentowane na stronach PAH, a polegające na idei wspomagania małych gospodarstw w kierunku osiągnięcia nadwyżki plonów. Idea ta stwarza podwójnie korzystną sytuację: 1) produkcja żywności odbywa się metodami najbardziej zbliżonymi do naturalnych, 2) przywrócony jest szacunek dla pracy i chleba poprzez świadomość własnej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dzisiejsze programy są tak silnie zbiurokratyzowane i zinstytucjonalizowane, że relacja człowiek-człowiek gubi się gdzieś w statystycznych liczbach. Natomiast samopoczucie odpowiedzialności w warunkach zachodniej polityki jest tak bardzo nadwątlone, że większość naszej aktywności obraca się w marnotrawstwo.

 

Spójrzmy dziś na ziemie leżące odłogiem – nie tylko dlatego, że nie opłaca się ich uprawiać (bo fiskus zabierze większość dochodu), ale również dlatego, że rolnik gubi się w zawiłych procedurach unijnych. To dlatego padła wszędzie hodowla. Kiedyś Bieszczady, w których mieszkam, były jednym wielkim pastwiskiem – dziś częściej można tu spotkać sterty gnijącego siana (łąki koszone dla samych dopłat unijnych), niż żywą owcę lub krowę. Doraźnie pojmowana korzyść, jak również bezsilność wobec zawiłych mechanizmów dzisiejszej polityki, przysłoniła ideę odpowiedzialności za głodujących. Sumienie uspokaja się, gdy słyszymy o jakimś kolejnym transporcie żywności dla Trzeciego Świata. Jak bardzo jednak zmieniło się nasze podejście do chleba? (który jeszcze moja Babcia całowała, gdy upadł i w żadnym przypadku nie pozwalała go wyrzucać). Jak zmieniło się podejście do pracy?(której owocem stały się pieniądze, nie chleb). Oczywiście mówiąc „chleb” mam na myśli o wiele szerszą wartość, niż samo pieczywo, czy nawet żywność – to owoc WYSIŁKU i OFIARY, który ma SŁUŻYĆ drugiemu.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Car” jako panorama historyczna i wejście w rosyjską duszę…

12 lip

Film „Car” (Ros. 2009) jest pełną rozmachu ekranizacją, która przedstawia nie tylko panoramę XVI-wiecznej Rosji, ale pozwala wejść w niezwykle trudny problem rosyjskiego mariażu między cerkwią a rosyjskim dworem, życiem duchowym a polityką. Zawsze bardzo trudno mi było zrozumieć prawosławie, jednak po obejrzeniu filmu jakby coś do mnie dotarło – co nie znaczy, że zbliżyło mnie to do prawosławnej duchowości. Głównym założeniem moskiewskiej cerkwi było twierdzenie, że wszelka władza pochodzi od Boga, co pozwalało na wyjęcie władzy spod wszelkiej krytyki i ustawienie jej na pozycji domagającej się boskiego uwielbienia, na dawny wzór bizantyjskiej hegemonii. Film stanowi również obnażenie upiornych skutków, jakie niesie zespolenie władzy świeckiej z religijną, gdy patriarcha swą obecnością legitymizuje okrucieństwa cara. I choć zwierzchnik cerkwi okazuje się człowiekiem prawym, to jednak za czas naiwnej wiary w możliwość pokierowania władcą przyjdzie mu srogo zapłacić – jemu i całej Rosji. Obsesja religijna cara jest w dwójnasób niebezpieczna: doprowadza Rosję do ruiny politycznej, społecznej i militarnej, ale także podcina korzenie samego chrześcijaństwa, zamykając je w najkoszmarniejszej karykaturze, jaką sobie można wyobrazić.

 

            Oprycznicy, czyli powołana przez Iwana carska gwardia, która sieje wszędzie paniczny lęk i spustoszenie, obsesyjnie tropiąc zdradę, do złudzenia przypomina praktyki z późniejszej historii Rosji carskiej, jak też tej najnowszej – sowieckiej. Władca po dziś dzień wyjęty jest spod wszelkiej krytyki i utożsamiany z władzą pochodzącą z nieba. To odsłania pewien niezrozumiały dla człowieka Zachodu aspekt rosyjskiej mentalności, skorej do absolutnego podporządkowania się, niezależnie od poczucia wolności i sprawiedliwości. Tutaj istnieje głęboka przepaść między duszą polską i rosyjską. Niemniej istnieje też coś, co nas łączy – i to również doskonale odsłonił przed nami reżyser: skłonność do dramatycznego przeżywania własnej egzystencji. Nie liczy się pragmatyczne podejście do wygodnie ułożonego życia, ale na pierwszy plan wysunięte zostaje mistyczne przeżywanie rzeczywistości. W przypadku Iwana ta „mistyka” penetruje najmroczniejsze stany jego duszy – być może za sprawą choroby (schizofrenia?), religijnej obsesji, czy wręcz opętania. Ale cząstkę takiej obsesji nosi chyba w sobie każdy z nas – oczywiście w bardzo różnej postaci (zwykle dalekiej od skłonności psychopatycznych). Mistyczne przeżywanie rzeczywistości to chęć nadania życiu sens poprzez wymiar doświadczanej tragedii i wewnętrznego rozdarcia. I tu właśnie znajduję psychologiczny wymiar filmu.

 

            Trudno byłoby mi jednak odczytać klimat i przesłanie „Cara”, gdybym się wcześniej nie zetknął z literaturą Dostojewskiego. To ona wprowadziła mnie w mroczny świat rosyjskiego dramatu, który rozgrywa się zawsze bardziej na wewnętrznych deskach teatru, niż na scenie publicznej, gdzie mamy już tylko do czynienia ze skutkami duchowych zmagań. Zachodnia mentalność zwykła wyraźnie rozgraniczać świat materii od sfery ducha – natomiast w prawosławiu te elementy są tak silnie zespolone, że nie sposób ich oddzielić. Ikona dla człowieka prawosławnego jest jednocześnie obrazem i obecnością żywego Boga, władza jest ludzką siłą i Bożą wolą, patriarcha staje się pasterzem i żywym Słowem Bożym. Piszę to, nie wdając się w aksjologiczną ocenę tego zagadnienia, bo – tak jak już wspomniałem – świat prawosławia pozostaje mi nadal obcy i nieprzenikniony. Chwilami wydaje mi się jakimś zaprzeczeniem ewangelicznego przesłania, innym zaś razem pozostawia po sobie niepokój przenikania się świata widzialnego i niewidzialnego. Historia Rosji, jak też całego prawosławia, pozostanie dla nas na zawsze wielką zagadką. A jednak obejrzany film inspiruje do dalszych poszukiwań.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii