RSS
 

Archiwum - Marzec, 2013

Co nam chcą powiedzieć mrozy Wielkiej Nocy?

27 mar

Widok z mojego okna odsłania coraz głębszą zimę… Czy to nie znak, że czas Zmartwychwstamnia domaga się od nas naprawdę gorącego serca?

W moim domu znajduje się stary przekład Biblii – kupiłem go jeszcze na studiach, nawet już nie pamiętam gdzie, nigdzie też nie można się doczytać wydawcy (wyrwana strona?) – jest tylko tytuł: „Biblia, to jest całe Pismo Święte z hebrajskiego i greckiego na polski pilnie i wiernie przetłómaczona” (pisownia oryginalna). Rzadko sięgam do tej wersji, ale bywa, że mam wielką ochotę – choćby ze względu na staropolski język. I wczoraj czytałem Ewangelię św. Mateusza, fragment dotyczący ostatniej wieczerzy: „Albowiem jest to krew moja nowego testamentu, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów. (…) Tedy rzekł Jezus: wy wszyscy zgorszycie się ze mnie tej nocy (…) A odpowiadając, Piotr rzekł mu: choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja się nigdy nie zgorszę”…

I choć w dalszej części Jezus mówi już o ZAPARCIU Piotra, zastanawiające jest wcześniejsze użycie słowa „ZGORSZYĆ”, które mogłoby sugerować świadomość Jezusa, że pewne zgorszenia są nieuniknione, niejako z góry wkalkulowane w duchową drogę ludu Bożego – nawet tam, gdzie w istocie chodzi o najwyższą świętość. Zgorszeniem były przecież słowa „bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje”. Ale warto tu również zauważyć, że wspomniany przekład u żywa czasu teraźniejszego (jak tę formę określić, chyba Present Simple?), pisząc o „Krwi, która się za wielu WYLEWA”. Tysiąclatka ten werset tłumaczy „która za wielu będzie wylana”, odnosząc te słowa raczej do eschatologicznej przyszłości. Zastanowiłem się nad różnicą, bo to staropolskie tłumaczenie mogłoby w ten sposób sprowadzać ofiarę Krwi Pańskiej nie tylko do samej śmierci krzyżowej. Zdawałoby się obejmować również mistycznie cierpienie Chrystusa w każdym człowieku. Nie umniejszałoby to w niczym samej męce naszego Pana – przeciwnie, rozciągałoby ją na wszelkie istnienie, podkreślając Boży charakter WSPÓŁCIERPIENIA. I tu doszliśmy do kolejnego pojęcia…

W ogrodzie Getsemani Jezus mówi do zasypiających uczniów – pozwólcie, że znowu sięgnę do starego przekładu: „zostańcież tu, a czujcie ze mną” (nie „czuwajcie”, lecz „czujcie”). Akcent postawiony więc został na współodczuwaniu. I dalej Jezus powtarza: „Czujcież, a módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie.” Słowa te podkreślają rolę współodczuwania jako stanu „bezpiecznego” od pokusy. Jezus wzywa nas przez to do czegoś znacznie większego niż rytuał czuwania (znowu nie ujmując niczemu, co w naszym Kościele rozumiemy pod tym pojęciem). Czuwanie ma bowiem wymowę trwania wobec sacrum, podczas gdy CZUCIE odnosi się tutaj do pełnej empatii, duchowego uczestnictwa w wewnętrznej rzeczywistości drugiej osoby… Wsłuchałem się w dzisiejsze słowa papieża Franciszka, który mówił, że „trzeba wychodzić zawsze z miłością i czułością Boga”. Powiedział także: „Jezus nie ma domu, bo jego domem jesteśmy my”. Czy słowa te nie współgrają ze starym przekładem Biblii?…

 
Komentarze (34)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inauguracja pontyfikatu – wiara wobec różnych form uwikłania

19 mar

Po lewej: Przed konklawe (!) jeden z dziennikarzy zrobił to zdjęcie, podpisując: „Spotkałem tego człowieka przy wejściu na Plac Świętego Piotra. Miał baner z napisem: Papież Franciszek I”.  A było to w dniu, kiedy media wciąż spekulowały, lecz nikt nie podejrzewał, kto zostanie papieżem – tutaj wywiad z tym człowiekiem (11 marca !)

  
Po prawej: Franciszek rozmawiający ze sparaliżowanym. W tle - zamarznięte meandry Sanu koło Zatwarnicy.

Biblia często wskazuje na niewierność Izraela w kategoriach cudzołóstwa. Oczywiście cudzołóstwo w tym aspekcie nabiera już wyłącznie znaczenia symbolicznego, jako forma zdrady samego rdzenia relacyjności. To zresztą odnoszone jest również do wszelkiego uzależnienia duchowego życia od zewnętrznej władzy i bogactwa. W takich sytuacjach nie liczy się już duchowa jedność z Bogiem, lecz lojalność wobec władcy, który pretenduje do godności Bożego pomazańca – cesarza, króla, biskupa… Przestaje się liczyć osobista przestrzeń modlitwy, z czasem zastępowana różnymi płatnościami (nadużycia w kwestii odpustów) czy fizycznie pojmowaną walką (krucjaty, wojny, tępienie „kacerzy”). Bogactwo ducha zostaje zamienione w blichtr tronów i ołtarzy…

Nie chcę tu występować w roli rewolucjonisty, który w każdej władzy i każdym materialnym bogactwie widzi zło. Pragnę tylko wskazać, że we wszelkim mariażu chrześcijaństwa z przemocą, godnością czy bogactwem kryje się poważne niebezpieczeństwo. Przechodząc od tych biblijnych wątków do historycznego wydarzenia, które właśnie rozgrywa się na naszych oczach - do inauguracji pontyfikatu nowego Papieża, mimowolnie zacząłem się zastanawiać, czy Franciszek jest w stanie zmienić rozbudowany ceremonializm i blichtr życia kościelnego? Jeszcze raz podkreślam, że nie chcę potępiać ani bogactwa, ani godności Kościoła – bo wiem, że jeśli mówić o grzechu, to nie w zewnętrznych sprawach go należy szukać, ale w naszym wewnętrznym stosunku do władzy, bogactwa i godności.

Przyglądając się pierwszym gestom i przysłuchując się słowom Franciszka, mam głęboką nadzieję, że coś istotnego zostanie tu przełamane. Widać to po dzisiejszym wzdraganiu się Papieża przed nadmiernym hołdownictwem, nawet przed całowaniem pierścienia. Widać też autentyczną troskę o konkretnego człowieka – kiedy np. w drodze na mszę inauguracyjną, Franciszek stanął przed sparaliżowanym mężczyzną, długo do niego coś mówił i czule go ucałował. Wiem, że nie sposób radykalnie zerwać schedę zewnętrznych tradycji – ale też nie o to chodzi. Bo najważniejsza będzie zmiana w duchowym postrzeganiu takich symboli jak tron Piotrowy (i władza biskupa), pierścień Rybaka (i godność biskupa), czy całe bogactwo i władza Kościoła. Zmiana, która musi dokonać się w sercu każdego z nas – wtedy będzie ona trwała i dogłębna.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiosna idzie?… Czyli o rachunku WŁASNEGO sumienia.

18 mar

Ciepło i bezpośredniość Franciszka potrafi roztopić wszelkie lodowce – również te, które przez wieki narosły w naszym Kościele (a w Bieszczadach nadal mróz, spadający w nocy do -20C, choć słoneczko już jakby wiosenne)

Jeszcze nie ostygł entuzjazm po wybraniu nowego papieża, a już w mediach rozgorzały doniesienia o jego rzekomym uwikłaniu w argentyńską juntę z lat 1976-83. Podobnie jak większość katolików, jestem za transparentnością osób pełniących ważne funkcje w Kościele, mam też duży szacunek do osób, które zdobyły się na ujawnienie przykrej prawdy o swojej przeszłości. Jedna rzecz mnie tu jednak niepokoi. Jeśli ktoś rzuci bezpodstawne podejrzenie, którym potem żyją media, i które wykorzystywane jest do celów propagandowych przez politycznych przeciwników, to czy dowody ma przedstawiać oskarżony? Czy nie powinno być raczej odwrotnie – że to osoba oskarżająca musi ujawnić dowody na haniebną współpracę tego, którego oskarża? Tymczasem czegoś takiego w tym przypadku nie było. Dlatego dobrze się stało, że w tej sprawie zabrali głos sami sędziowie badający zbrodnie junty – a chyba są to ludzie najbardziej kompetentni:
http://ekai.pl/wydarzenia/swiat/x64787/oskarzenia-wobec-bergoglio-sa-falszywe/

Zastanowiłem się przez chwilę, czy w takiej sytuacji Papież powinien w ogóle zabierać głos. Myślę, że rzucane z zewnątrz błoto lepiej po prostu przemilczeć, niż odpierać zarzuty – bo wtedy człowiek sam wikła się w zastawione przez oszczercę sidła. Nie istnieje już potem kwestia „czy był winny”, ale pozostaje w przestrzeni publicznej podświadome przekonanie „był w coś uwikłany”. I tutaj stajemy przed dylematem uniwersalnym: czym jest uwikłanie?… W czasach komuny uwikłani byliśmy w jakiś tam sposób wszyscy – przynajmniej ci, którzy wtedy musieli żyć w PRL-owskiej rzeczywistości. Nie trzeba było donosić – wystarczyła bierność wobec krzywdy – pokrzywdzonych i krzywdzicieli, bierność wobec kłamstwa i przyzwolenie na przemoc. Byłem świadkiem pałowania człowieka przez milicję – patrzyłem biernie, bo bałem się reagować. Czy przez ten fakt byłem uwikłany w zło? Pewnie w jakimś zakresie tak. Gdy wpadłem z ulotkami, nie doniosłem na kolegów – ale też nie wiem, czy nie złamałbym się, gdyby wobec mnie i mojej rodziny zastosowano bardziej brutalne metody…

Przez to krótkie rozważanie chciałem tylko wskazać, że stan uwikłania często jest rodzajem winy nieuchwytnej. Winy, która pojawić się może jedynie w mglistym zarysie, gdzieś na dnie sumienia. Czy o wszystkich niepokojach sumienia winien Papież nas informować? Myślę, że tego rodzaju poczucie winy może znajdować wyraz jedynie między winowajcą a pokrzywdzonym, między penitentem a spowiednikiem. Dlaczego? Bo jest to materia tak subtelna, że nie sposób jej wyjawić w kategoriach jednoznacznych – takich jak oczywisty fakt, że kogoś np. zabiłem lub zadenuncjowałem. Byłem wobec zła bierny, bo …był we mnie lęk, bo …brakowało mi ufności, bo …czułem się słaby …ze zwykłego niedbalstwa lub wygodnictwa. Nie chcę papieża ze spiżu – jeśli nawet w głębi swego ducha zmaga się on z winą bierności wobec minionych czasów, to tym bliższa mi jest jego osoba. Z tego rodzaju problemami każdy z nas zmagać się musi w głębi swego serca - bo tylko w tej przestrzeni zmaganie to może wydać właściwy owoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Klucz do wolności – Tomasz a Kempis w świadectwie rotmistrza Pileckiego

11 mar

Rotmistrz i starodruk Tomasza a Kempis na tle aktualnej sytuacji pod Tarnicą (jakoś tak to przedwiosenne słońce, zanurzone w lesie, przypasowało mi do tematu)…

Czytając fascynującą biografię Witolda Pileckiego, w ostatnim grypsie adresowanym do najbliższych znajdujemy zachętę do lektury Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Gdy natknąłem się na ten zapisek, zapragnąłem sam wniknąć głębiej w to średniowieczne dzieło (które już kiedyś miałem w ręku, ale wówczas wydało mi się mało odkrywcze – pewnie dlatego, że czytałem je w pośpiechu). Tymczasem książka ta wymaga całkowitego zwolnienia biegu i wewnętrznego wyciszenia. Gdy po raz drugi wziąłem ją do ręki, jej treść zaczęła we mnie żyć na nowo – tym, razem dzięki poruszającemu świadectwu Rotmistrza, który sam wiódł życie świętego, zstępując do beznadziejnej otchłani Auschwitz i doświadczając przerażającej samotności w perfidnym „śledztwie” sowieckich zbrodniarzy. Wiernie naśladował Chrystusa, gdy został wystawiony na ogołocenie zbrukania i cierpienia…

Co takiego chciał światu przekazać ów nadreński mistyk, że dzieło jego przetrwało ponad 600 lat, wciąż inspirując nowe pokolenia? Zdecydowanie przekraczał swoją epokę, wychodząc poza scholastyczny sposób rozumowania. Rozbudowanym dysputom teologicznym przeciwstawiał prostotę Ewangelii, zaś szczegółowym naukom – osobiste doświadczenie, poparte świadectwem własnego życia. Przestrzegał przed złudnym wynoszeniem godności kościelnych i naukowych, a także przed pracą podejmowaną dla sławy lub wzbogacenia. Wskazywał na próżność nauk teoretycznych, jeśli one nie są zakorzenione w pokornym szukaniu intymnej relacji z Bogiem. Pisał: „Wolę odczuwać żal za grzechy, niż wiedzieć, jak go zdefiniować”. Dzisiaj moglibyśmy jego postawę przeciwstawić nagminnemu formalizmowi w sferze religii, a także partykularnemu dążeniu do sukcesu w świecie polityki.

 Dzieło to wyróżnia radykalny sceptycyzm wobec empirycznego i racjonalnego poznawania tajników tego świata. Antyscholastyczność przesłania wyrażona jest słowami: „Nie trzymać się uparcie swoich poglądów, nie wierzyć we wszystko, co się słyszy.” Autor występował też przeciw hołdowaniu sławie, rozbudowanej formie i popisowej erudycji: „Nie zważaj na nazwisko autora, ani w jakim stopniu opanował on sztukę pisarską. Umiłowanie czystej prawdy niech będzie jedyną zachętą do czytania.” Znajdujemy tu również wspaniałą szkołę pokory: „Wyrządzisz sobie wielką szkodę, jeśli choć nad jednego się wywyższysz”. Pokora pozwala dotrzeć do samej głębi Prawdy: „Jeśli nawet masz rację, lecz z miłości do Boga uznasz rację przeciwną, większą korzyść odniesiesz. Błędem byłoby jednak sądzić, że Autor postuluje zwrot ku naiwnej infantylności: „Nie przed każdym otwieraj serce, sprawy swoje powierzaj roztropnym i bogobojnym”. Słychać tu również echo starożytnego stoicyzmu: „Cóż bowiem bardziej dręczy człowieka, niż nieuporządkowane pragnienia jego serca?”… Słowa Tomasza a Kempis pozwalają zdystansować się do żywiołów tego świata – szczególnie do tych, które miotają samym człowiekiem…

 
Komentarze (27)

Napisane w kategorii Bez kategorii