RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Czy przyroda może być wartością samą w sobie?

30 wrz

Torfowisko w Wołosatem (koło stadniny, po drugiej stronie Wołosatki) – czy nie dla Ciebie czerwieni się borówka bagienna?…

Chciałbym dziś postawić dość przewrotne pytanie – czy człowiek faktycznie ma prawo ratować naturę przed dewastacją? A może tylko tak mu się wydaje, że ją ratuje? I czy jest sens ratowania, skoro sam jest cząstką tej natury – a wszystko, co następuje po zniszczeniu jakiegoś pierwotnego układu, to przecież nic innego jak również natura?… Kiedy badałem hałdy i osadniki poprzemysłowe, byłem pod wielkim wrażeniem osobliwej przyrody, jaka się w ich obrębie kształtowała, choć pozornie miejsca te wyglądały na pozbawione życia pustynie. Albo inny dylemat: czy chroniąc rzadkie gatunki motyli, a zabijając unikatową postać tasiemca lub bakterii, nie jesteśmy w swych działaniach niekonsekwentni? A może powinniśmy stworzyć w brzuchu zakażonego rezerwat dla tych unikatowych form pasożytnictwa?

Wobec zadanych wyżej pytań nieuchronnie stajemy przed dylematem wartości DLA i wartości SAMEJ W SOBIE. Przy każdym zaangażowaniu w ochronę przyrody przyświeca mi myśl, aby była ona płaszczyzną żywego SPOTKANIA z kimś, kto również ją na swój sposób przeżywa. Bo choć jestem biologiem, uważam, że natura nie jest wartością SAMĄ W SOBIE, lecz zawsze wartością DLA – bez tego relacyjnego charakteru przyroda traci sens. Naturę traktuję więc jako swoiste teatrum naszej egzystencji – scenerię i ważną część dramaturgii zarazem. Nigdy jednak nie może być ona samoistnym dziełem sztuki. Jeśli na świecie istniałyby bajeczne kwiaty i motyle, a zabrakłoby człowieka, to czy ich piękno miałoby jakikolwiek sens? Ktoś mi teraz może śmiało zarzucić skrajny antropocentryzm. Ale zastanówmy się nad tym nieco głębiej.

Kwiat jest piękny dla przywabiania motyla, motyl – dla znalezienia partnera. Kształty, kolory, śpiewy, zapachy – wszystkie te wrażenia zdają się mieć wymiar na wskroś praktyczny, przez co przybierają raczej postać funkcji niż źródła zachwytu. Prawdziwa istota piękna w ludzkim odczuciu wymaga jednak czegoś absolutnie bezinteresownego i zwróconego ku drugiej osobie – można powiedzieć, że zyskuje przez to wymiar dialogiczny. Oczywiście mogę też sam skomponować i zagrać muzykę, po czym sam się nią zachwycę. Ale i wtedy piękno ma wymiar wewnętrznego dialogu, który toczy się w najgłębszym splocie mojej emocjonalności. Warto też zaznaczyć, że każdy artysta przeżywa swą sztukę nieodłącznie od pragnienia, aby się nią dzielić z innymi. To właśnie Ty i ja nadajemy wartość jesieni, doświadczając jej olśniewającej kolorystyki, bo bez nas jesień sama w sobie straciłaby jakikolwiek sens.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tajemnice bieszczadzkich roślin

12 wrz

Właśnie udało mi się wydać długo dopieszczaną książkę „Tajemnice bieszczadzkich roślin” (twarda oprawa, 408 stron, kolor, 680 zdjęć). Powstała ona w wyniku rosnącego zapotrzebowania na praktyczną wiedzę etnobotaniczną, która dotyka, kształtujących się przez wieki, wielopoziomowych relacji między człowiekiem a światem roślin. Treść przyrodnicza została tu ograniczona do zwięzłego opisu wyglądu rośliny, jej kwitnienia i owocowania oraz siedliska i częstotliwości występowania. Przy każdej roślinie zamieszczono kolorowe zdjęcie ilustrujące pokrój gatunku w jego typowym otoczeniu, a także piktogramy odnoszące się do jego wartości spożywczej i przyrodniczej.

Główny zrąb treści dotyczy historycznych i współczesnych notatek na temat: jadalności, toksyczności, działania leczniczego, zastosowania w magii i religii, użyteczności w gospodarstwie domowym, a także obecności gatunku w kulturze materialnej i niematerialnej. Książka została podzielona na dwie części – w pierwszej zamieszczono tematyczne rozdziały dotykające poszczególnych problemów (wierzeń, sztuki, kuchni, zielarstwa itd.), w drugiej (głównej części) znajduje się leksykalny opis 634 gatunków. Spośród całej bieszczadzkiej flory wybrano te rośliny, które w przeszłości miały jakiekolwiek zastosowanie. Na końcu książki dołączono polski i łaciński indeks wszystkich opisanych tu gatunków.

Starałem się, aby niniejsza pozycja nie była powieleniem wielu innych książek o tematyce zielarskiej lub botanicznej. Przede wszystkim ma ona wymiar praktyczny i kulturowy – z wyraźnym zogniskowaniem na Bieszczadach, ale w wielu miejscach odnosi się również do całych Karpat i Podkarpacia, a także do kultury polskiej i europejskiej. Może być źródłem inspiracji zarówno dla nauczycieli i przewodników, jak też dla miłośników naturalnej kuchni, sztuki przetrwania i ziołolecznictwa, czy też dla artystów, którzy w swej twórczości chętnie sięgają po motywy florystyczne… Miłej lektury! :)

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii