RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

Dziwny świat obrazów budzących lęk

27 maj

2014_05_wiata

 Schron na przełęczy między Tarnicą a Krzemieniem - nawet tutaj możemy doświadczyć wiele irracjonalnych lęków, jakie wzbudzać mogą: samotność, pająki, przestrzeń… (zdjęcie sprzed kilku dni, warto zwrócić uwagę na czerwone krzewy borówki, efekt wiosennych mrozów – także źródło lęku, tyle, że już zupełnie racjonalnego: borówkarze boją się o swe plony!) ;)

Co takiego sprawia, że ten sam obraz, racjonalnie zdawałoby się neutralny, przez jednych odbierany jest jako źródło zachwytu i wytchnienia, u innych wywołuje wstręt lub zagrożenie? Pająk, ćma, żaba, dżdżownica – czy też tłum, przestrzeń, poddasze… Znam człowieka, który pająki bierze do ręki jak maskotki, czule o nich pisząc na kartach swej książki (bywał zresztą częstym Gościem tego bloga). Większość jednak osób reaguje na te stworzenia co najmniej ze wstrętem, jeśli nie z panicznym lękiem. Istnieje więc jakiś wyraźny związek między widokiem szybkobieżnego ośmionoga, jego włochatego ciała i pajęczynowych pułapek, czy zamieszkiwania ciemnych kątów – z głęboko w nas zakorzenionym archetypem zła, przejawiającego się w podstępie, bezwzględności i umiłowaniu mroków.

Takie irracjonalne lęki przed obrazem niezagrażającego nam w niczym obiektu dotyczą przecież wielu sytuacji. Pamiętam paniczny strach pewnych osób przed ćmą, która nagle wtargnęła do pokoju. Podczas gdy w lęku przed pająkiem można się doszukiwać przystosowań ewolucyjnych, wynikających z unikania gatunków jadowitych w strefie tropikalnej, to u ćmy już takiego uzasadnienia nie znajdziemy. Skąd więc taka reakcja? Tym bardziej, że motyl nocny tak naprawdę niewiele się różni od dziennego – a tamten już budzi powszechny podziw i sympatię. Pamiętam, że kilka razy śniła mi się ćma w klimacie mroku i zagrożenia – ilekroć zaczynałem się w tym śnie modlić, ona odlatywała. Czy nie jest to czytelny obraz nieświadomego archetypu zła? Dodać tu muszę, że nigdy ćmy się nie bałem, ani nie brzydziłem – przeciwnie, w świadomej relacji jestem do nocnych motyli nastawiony pozytywnie.

Mój ojciec był człowiekiem nadzwyczaj odważnym, ale pamiętam jaką radość mi sprawiło, gdy odkryłem, że boi się …żaby. :) Czy żaba i dżdżownica nie stanowią również pewnego obrazu zakorzenionych w nas archetypów? Zimna oślizłość może wskazywać na cechy, których w sobie i innych nie akceptujemy – brak emocji, fałszywość, przyziemny materializm… A jak to jest z sytuacjami, np. doświadczania tłumu, wielkiej przestrzeni (niekoniecznie związanej z wysokością) czy ciasnych obiektów, w których się dusimy – mimo, że powietrza w nich nie brakuje? Czy i tutaj nie przypisujemy tych obrazów stanom czysto duchowym? Czy lęk przed tłumem nie wyraża obawy przed odebraniem intymności, duża przestrzeń czy nie staje się obrazem utraty stabilnego fundamentu? A uczucie klaustrofobii w ciasnej piwnicy lub na poddaszu czy nie jest sygnałem zagrożenia wolności i własnych możliwości?

 
 

Zioła w życiu praktycznym, magicznym i symbolicznym – w naszej świadomości i podświadomości zakorzenione…

09 maj

2014_05_Zioła_dawniej

Zioła dawniej suszono często pod strzechą (Trzcinica)

Pojęcie „zioła” otwiera w naszej świadomości dość wąskie szlaki skojarzeniowe. Starsi ludzie mają na uwadze lecznicze herbatki, młodszym przychodzą na myśl pewne używki, zaś botanicy będą mieć na uwadze ściśle określoną grupę bylin. Tymczasem warto chyba wrócić do bardzo szerokiego znaczenia, pod którym kryje się nie tylko funkcja użytkowa, ale cała gama odniesień pozamaterialnych – z pogranicza magii, religii, symboliki czy podświadomej warstwy mentalnej. Inny wymiar miały zioła dla starożytnych druidów, inny dla średniowiecznej wiedźmy czy późniejszej znachorki, jeszcze inny dla naszych babć, które poświęcone bukiety ziół zatykały za obrazem lub wieszały gdzieś pod strzechą, na znak błogosławieństwa dla całego domostwa.

Zachodnia cywilizacja przyzwyczaiła nas do bardzo utylitarnego traktowania natury, w związku z czym przyroda w powszechnym mniemaniu jest ważna o tyle, o ile spełnia jakąś użyteczną funkcję. Świat zwierząt podzielono na gatunki pożyteczne i szkodniki, zaś rośliny – na chwasty i gatunki uprawne. Wiele to mówi o naszym sposobie interpretowania rzeczywistości. Z drugiej strony, jako przeciwwaga do takiego rozumowania, ukształtował się nurt „głębokiej ekologii”, w którym każda istota ma wartość samą w sobie, bez jakichkolwiek odniesień ze strony człowieka. Ale i ta strona medalu w pewnym momencie może zwodzić człowieka na manowce.

Chronimy za wszelką cenę jakiś rzadki gatunek tylko dlatego, że zanika – jakbyśmy chcieli zachować przyrodę w statycznym układzie, zapominając, że jej główną cechą jest dynamika: jeden gatunek ustępuje miejsca innym. Sztucznym podejściem jest traktowanie natury w sposób oderwany od człowieka. Prowadzi to do absurdów. Przyszedł mi teraz na myśl taki – z pozoru dziwaczny, a jednak konsekwentnie logiczny przykład: gdyby jakiś unikatowy gatunek grzyba powodował grzybicę skóry, to czy na chorym człowieku utworzyć mamy rezerwat ginącego gatunku? Podobnie czasem bywa z podejściem do ochrony przyrody – gdy chronimy ginącego storczyka, zakazując w jakiejś rolniczej miejscowości wypasu krów, stawiamy roślinę na ołtarzu, podporządkowując jej wszystkie inne wartości, łącznie z ludzkim życiem… Gdzie więc mamy szukać tego złotego środka, który zapewniłby nam właściwą relację do świata roślin?

I znowu proponuję, byśmy cofnęli się w przeszłość, do naszych bliższych i dalekich przodków, którzy przez tysiąclecia spontanicznie kształtowali wielopłaszczyznową przestrzeń współistnienia z przyrodą. Znajdziemy tu podejście czysto praktyczne, ale obok niego ta sama roślina była często traktowana jako atrybut życia religijnego, a przez wieki wykształciło się też związane z nią myślenie symboliczne. Roślina wchodzi też do pospolicie stosowanej frazeologii. Weźmy konkretny przykład maku, którego uprawa trwa od tysięcy lat – od dawna znane są też jego nasenne i narkotyczne, a czasem śmiercionośne właściwości. Mak był kiedyś w powszechnym użyciu pracujących matek, które uspokajały nadpobudliwe dzieci makowym „smoczkiem”. Był też regularnie obecny w bieszczadzkich ceremoniach pogrzebowych. Dlatego właśnie roślina ta pojawia się często w symbolice śmierci, wpisanej w kontekst snu wiecznego.

W Bieszczadach motyw makówek znajdziemy prawie na każdym cmentarzu, gdzie są jakieś stare nagrobki – w postaci ornamentów metaloplastyki nagrobnego krzyża, ale także w starej sztuce kamieniarskiej, umieszczającej maki w ręku aniołów, które mają nieść łagodną śmierć i czuwać nad spokojnym snem. Z tego samego powodu Bojkowie rozsypywali ziarenka maku przed zmarłym, aby sen na trwałe odgrodził go od świata żywych. W potocznym języku często używamy zwrotu „jak makiem zasiał”, wyrażając niewzruszoną ciszę, z jaką wiąże się również symbolika tej rośliny. Dodać tu należy również obecność maku w naszym narodowym malarstwie (np. u Jacka Malczewskiego, gdzie najczęściej symbolizuje łaskawą śmierć), a także w wymowie poetyckiej i patriotycznej (np. „Czerwone maki na Monte Cassino”). A to tylko jeden z licznych przykładów, gdzie roślina wrasta w naszą świadomość i podświadomość na bardzo wielu płaszczyznach.

Dzisiejsze obcowanie ze światem roślin często jest bardzo płytkie. Jeśli mówimy „mak”, na myśl przychodzi nam polny chwast lub pyszny makowiec. Zapomnieliśmy o szerokiej skali odniesień, które warto ożywiać – choćby po to, żeby wkraczając w świat otaczających nas „chwastów”, przeżyć piękną wędrówkę w głąb naszej bogatej kultury. Zatrzymując się nad pospolitą pokrzywą nie tylko przy okazji narzekania na jej parzące właściwości, ale odsłaniając w niej cały wachlarz dawnych wierzeń, zakorzenionych w ludowej mitologii – a także wracając do praktycznych metod jej wykorzystania w roli herbatki, sałatki lub szpinaku, czy w postaci surowca do robienia przędzy na sznurki lub zgrzebne ubrania, albo prostego środka do czyszczenia naczyń.

Ponowne odkrywanie wielofunkcyjności ziół, jak też wchodzenie w dawne szlaki skojarzeniowe, pozwala nam przeżyć wśród roślin czas, w którym człowiek nigdy nie będzie się nudził, zaś emocjonalne oddziaływanie ziół pozwoli nam o wiele szybciej zregenerować siły, niż moglibyśmy się tego spodziewać po chemicznym działaniu ziołowych terapii na nasz metabolizm. Krótko mówiąc bardzo potrzebne nam jest dzisiaj ponowne odkrycie świata roślin – nie tylko tego, który znajdziemy w suchych opisach encyklopedycznych, ale przede wszystkim tego, który istniał od zawsze w ludzkiej świadomości, penetrując naszą podświadomość głębokimi korzeniami wierzeniowych, symbolicznych i emocjonalnych odniesień.

2014_05_ZIOŁA-dzisiaj

Dzisiaj obserwujemy powrót do dawnych tradycji, nawet w miejskich blokach (Ustrzyki Dolne)