RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Jak siewki na powalonych pniach…

27 cze

Rabe

Młode odrośla lipy na wyciętym pniu – cerkiew w Rabem (z połowy XIX wieku)

Korzystając z luźniejszego czasu, jaki daje choroba, obejrzałem sobie film „Bella”  - w piękny i wzruszający sposób ukazujący problem odpowiedzialności i wrażliwości wobec życia. Chodzi tu zarówno o kobietę, jak i o niechciane dziecko, które w rezultacie staje się… Ale może nie zdradzajmy faktów. Ten film to wspaniałe świadectwo autentycznej troski o drugą osobę – troski wyrażonej bez płytkiego sentymentalizmu czy taniego moralizatorstwa. Obraz żyje jeszcze długo po jego obejrzeniu – głębsze jego przetrawienie odsłania jeszcze jedno ważne przesłanie. Chodzi o naukę cierpliwości i ufności – wobec człowieka, ale również wobec samego Boga, którego tak często traktujemy jak bankomat do wypłacania doraźnego szczęścia…

Główny bohater to młody mężczyzna, którego wciąż nurtuje jakieś bolesne wspomnienie. Oddając się mimowolnym reminiscencjom, widzi siebie jako chłopca, przed którym otwiera się cały świat – kariera piłkarska leży u jego stóp i tylko krótka chwila nieuwagi zamienia wszystko w stertę gruzów. Ale to właśnie na tych gruzach wzniesiony zostanie właściwy dom - na pniu powalonego drzewa wyrosną pędy nowego życia. Niejeden z nas pewnie doświadczył chwil, kiedy życiowe plany rozsypywały się jak domek z kart, a dotychczasowe wyobrażenie szczęścia pozostawało gdzieś z tyłu – jak przygnębiający obrazek straconych szans, nierealnej już nigdy sielanki. Wtedy zwykle otwierają się przed nami dwie drogi: ufności lub zgorzknienia… Film można obejrzeć również w sieci: www.youtube.com/watch?v=RGX3LNbzMC4  

Nagłe nieszczęścia wydają się być tragedią, wobec której wszystko traci sens, bo ten sens opieramy o misternie skonstruowany plan – o marzenia, które chwilami zdają się przybierać kształt bardzo konkretnych wizji, szczegółowo wykalkulowanych kroków do osiągnięcia szczęścia. Jakże iluzoryczne jest takie szczęście! Dzisiaj spotkałem się z myślą, która doskonale wpisuje się w niniejsze rozważanie: Bóg jest obecny nie tylko w sukcesach, ale również wtedy, gdy dopuszcza do naszych upadków i porażek. Testem prawdziwej wiary jest więc ufność, że każde zdarzenie i wewnętrzne doświadczenie – nawet to najbardziej gorzkie i powalające z nóg – jest częścią Jego planu, który zawsze wiedzie ku ostatecznemu Dobru. Nie ma na świecie nic radośniejszego niż to przeświadczenie – to właśnie tutaj znajdujemy pełnię wolności i głębię spokoju, że wszystko, co się stało i co się dzieje, musiało się zdarzyć, aby nas przybliżyć do nieznanej Pełni, ku której wszyscy zmierzamy.

Z lewej: pędy odroślowe na ściętej lipie, zamienionej w kapliczkę (przy cerkwi w Równi)

Z prawej: siewka jesionu na wyciętym pniu w Stefkowej (przed cerkwią z 1840 roku)

Rówia, Rabe

 
Komentarze (22)

Napisane w kategorii Duchowość, Wiara, Życie

 

Natura i tradycja kontra elektronika i współczesność

06 cze

2014_06_trznadel

Trznadle chętnie korzystają z wszelkich urozmaiceń terenu (to moja zaprzyjaźniona para) :)

Kiedy postanowiłem mieć w domu kominek, wydawało mi się, że wracam w ten sposób do tradycyjnej prostoty. Niestety moje złudzenia dość szybko zostały rozwiane. Pierwszym doświadczeniem gaszącym ten entuzjazm było zamontowanie elektronicznego sterownika do kominka, z którym do dziś nie bardzo potrafię się dogadać. Kolejnym zimnym prysznicem była konieczność założenia zasilania awaryjnego do pompy, bo brak prądu, jak się dowiedziałem, mógłby skutkować zniszczeniem instalacji. Tradycja zaczęła więc coraz bardziej obrastać w elektronikę, od której początkowo zdawałem się być wyzwolony. Mimo to nadal jestem zwolennikiem starych, tradycyjnych rozwiązań, bo uważam, że tylko one pozwalają na zachowanie zdrowej prostoty…

 Przykładem tradycji połączonej z ekologią jest na moim „ranczu” obsadzenie jego granic żywopłotem – ale nie jakimiś tam tujami czy ligustrami. W założeniu to miały być w stu procentach naturalne komponenty, więc od strony dolnej, wilgotniejszej, nasadziłem dereń. Od strony suchszej i słonecznej – głóg z dziką różą i malinami. Dodatkowo w tym żywopłocie musiały się znaleźć pojedyncze kaliny, jarzębiny, brzozy, sosny i dzikie jabłonie (oczywiście wszystkie te dodatki nie są przycinane i stanowią pewne urozmaicenie, przełamujące nazbyt równą ścianę formowanego ogrodzenia. Jaki z tego mam pożytek? Otóż bardzo wszechstronny.

 Po pierwsze wokół mnie ukształtowała się lita ściana zieleni, która daje poczucie intymności. Po drugie mam w zasięgu ręki dzikie owoce głogu, róży i maliny. Po trzecie w gęstwinie krzewów chętnie żerują i gniazdują różne ptaki: gąsiorki, pokląskwy, rudziki, kopciuszki i trznadle (na zdjęciach). Po trzecie zamiast malować i remontować płot, mam co roku o wiele przyjemniejsze zajęcie – przycinanie i kreatywne formowanie krzewów. Wreszcie po trzecie – ścięte gałązki derenia doskonale nadają się na wszelkiego rodzaju plecionki i tradycyjne płotki (przykład na zdjęciu – to wiklinowa oprawa skarpy pod ogródkiem). Reszta niezagospodarowanych gałązek stanowi na bieżąco zużywany materiał do ogniska… Jednym słowem tradycja nie zawsze musi przegrywać ze współczesnością! :)

2014_06_chrust

Mój płotek pleciony z derenia (sploty celowo mają być nieregularne)… I dziad kominkowy, pomagający znosić chrust :)