RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2014

Odpowiedź człowieka na przemijalność: „terryzm” – przesunięcie osi świata z OSOBY na ZIEMIĘ

25 lip

2014_07_witraże Bóbrka

Witraże w Bóbrce koło Soliny (dzisiaj kościół rzymskokatolicki, dawnie cerkiew unicka)

 Co jest istotą przemijania? Brak. Jeśli mówimy, że coś przemija, to znaczy, że przestaje istnieć, rodząc sytuację, w której czegoś zaczyna brakować – ale też rodzi się coś nowego, czego wcześniej nie było. Była pustka, która znowu nastanie, gdy to coś przeminie. Czas jawi się tu więc jako ekspresja bytów między ich brakiem, a także jako sam brak, stanowiący przerwę między kolejnymi bytami. Krótko mówiąc: czas jest wynikiem jakiejś pustki. Jeśli zaś przypomnimy sobie słowa św. Augustyna, że zło jest brakiem dobra, to może cały ten „brak” warunkuje naszą odczuwalność czasu? Może pierwotny raj to po prostu brak świadomości przemijania? Czy potrafimy sobie wyobrazić istnienie ponad czasem i zjawiskami? A może to właśnie jest kluczem do zrozumienia istoty nieba? Brak stał się jedyną optyką, przez którą możemy patrzeć na rzeczywistość.

Jednak z tego samego braku, z tej pustki, rodzi się tęsknota za trwałym dobrem, wyrażona w naszych intencjach. Żyjąc w poczuciu permanentnego zagrożenia przemijaniem, szukamy źródeł zła i nieszczęścia, którego doświadczamy (zła wynikającego z czyjejś złej woli i nieszczęścia, warunkowanego przez czynniki obiektywne). Kiedy w tych poszukiwaniach oderwiemy się od horyzontu transcendencji, wpadamy w pułapkę „terryzmu” (pojęcie Tischnerowskie – od słowa „terra” = ziemia). Fałszywie przyjmujemy założenie, że to ziemia jest winna – i że jedyną radą na wyzwolenie się od wszelkiego zagrożenia jest zapanowanie nad tą ziemią. Oczywiście pod pojęciem „ziemia” kryje się wszystko, co doczesne – nasze środowisko, warunki społeczne, wreszcie nasze ciało. Tym samym gubimy gdzieś prawdziwy powód „przekleństwa przemijalności”, jakim są zaburzone relacje.

Spojrzenie na „ziemię” w kategoriach zagrożenia rodzi poczucie lęku i głodu, a przemożna chęć zapanowania nad nią, obnaża naszą słabość i kruchość. To właśnie ten lęk, głód i słabość sprawiają, że człowiek przestaje być zdolny do bezwarunkowej miłości, bo zaczyna postrzegać drugą osobę w kategoriach „ziemi” – zagrożenia, nad którym musi zapanować. Tischner pisał, że w wyniku terryzmu ziemia stała się dla nas kolebką i grobem, a pomiędzy jednym i drugim zaczęto wypatrywać jedynego raju. Świat przestał być w ten sposób peryferiami człowieka, stając się jego osią. Rozwiązania naszych problemów zaczęliśmy więc poszukiwać w mechanizmach, a sensu – w strukturach tego świata. Relacje między osobami stały się sprawą wtórną. Zaczęliśmy więc uzdrawiać ziemię przez ekonomię i ekologię, a człowieka traktować jak mechanizm, który wymaga tylko precyzyjnego uregulowania…

 
Komentarze (77)

Napisane w kategorii Etyka, Filozofia, Życie

 

Adam i Ewa żyje w każdym z nas…

11 lip

2014_07_Adam_i_Ewa

Z lewej: Tiziano Vecelli, czyli Tycjan – Adam i Ewa (1550 r.); z prawej: Giusto de Menabuoi – Wygnanie Adama i Ewy (1376 r.); pośrodku: Maryja przydeptująca węża z owocem (bieszczadzki nagrobek z 1907 roku, Sanok)

 Na bazie poprzednich rozmyślań padło ważne pytanie – na czym polega wolność „DO”. Myślę, że jest ona procesem nakierunkowanym w stronę wartości absolutnych. Wychodzimy zawsze od punktu, który określiłem „wolnością OD”, czyli zdystansowaniem się do tego, co ma charakter przejściowy, co nie jest pełne, co bywa często iluzoryczne. Ale to dopiero początek drogi. Drugim ważnym etapem jest wejście w wymiar „wolności DO” – czyli podporządkowania całego swego życia wartościom, które istnieją niezależnie od czasu, przestrzeni i całej rzeczywistości zjawiskowej. Filozofowie określają taki rodzaj wartości bytem koniecznym (w przeciwieństwie do bytu przygodnego). Istnieje więc wolność do nadziei, do mądrości, do piękna, wreszcie do miłości – a ta ostatnia z kolei nie istnieje bez postaci relacyjnej, tj. bez drugiej OSOBY.

 W pewnym sensie każda z pozostałych wartości również ma charakter relacyjny i nie może istnieć sama w sobie. Jesteśmy zanurzeni w relacjach, które są podstawą naszego istnienia. Dzisiaj rano rozmyślałem nad istotą „raju utraconego” – w czym tkwi prawdziwy sens tego problemu? Myślę, że leży on właśnie w owym wzajemnym ODDZIELENIU, tj. zniszczeniu żywych relacji, które z kolei płynie często z „iluzji uwłaszczenia”. Czym jest ta ostatnia? Jest złudzeniem, że mam szansę wejść w posiadanie mądrości, władzy i moralności na własną wyłączność, niezależnie od innych podmiotowości (stąd owoc poznania dobra i zła). W naturze człowieka jest coś takiego, że chcąc czymś zawładnąć, za każdym razem oddala się od innych, aby tego nie utracić – z własne woli zaczyna więc żyć w lęku i osamotnieniu. Oczywiście mówimy tu o „naturze upadłej”. W jaki jednak sposób mamy rozumieć tę „upadłość”?

 Czy przez jedno nieszczęsne wydarzenie (grzech pierworodny), miałoby na nas oddziaływać przekleństwo tego „oddzielenia”? Czy też działo się to w jakimś procesie rozciągniętym na dłuższy czas? A może upadłość wyrażoną w micie Adama i Ewy należałoby rozpatrywać w ogóle poza czasem? Czy ten grzech pierworodny w pewnym sensie nie zachodzi również w każdym z nas? Czy ta radykalna separacja, rozumiana jako pochodna grzechu, nie nakłada się na dziecięcą niewinność, która z kolei płynie z pierwotnego stanu ufności i nieświadomości zła? Jeśli rozpatrujemy problemy natury metafizycznej (a do takich niewątpliwie należy geneza zła i upadku człowieka), zawsze trzeba przekroczyć granicę świata zjawiskowego, czyli złamać barierę czasu. W ten sposób odkrywamy niezwykłą łączność między własnym życiem, a opowieściami i bohaterami z Biblii. Przestają nas dzielić tysiąclecia (bo wychodzimy poza historię), a nawet odrębność życiorysów (bo łamiemy barierę psychologizacji tekstów). W każdym z nas zaczyna żyć Adam i Ewa, Kain i Abel, Ezaw i Jakub, Judasz i Jezus…

 
 

Wyzwalający aspekt perspektywy najgorszego…

10 lip

2014_07_Smutek

Smutek wobec śmierci wyrażony w starych nagrobkach – od lewej: 1) Dukla, 2 i 3) Sanok, 4) Rymanów

Ludzie często podkreślają, że trzeba mieć w życiu plany i cele, aby nadać swemu istnieniu jakiś sens. Zwykle budzi to we mnie opór – buntuję się przeciw nadmiernemu planowaniu przyszłości, odrzucając wszelki element oczekiwań (odpowiadających często za przyczynę naszych frustracji), które wiążą nas, gdy zaczynamy od nich uzależniać szczęście. Nagły, tragiczny wypadek skłania nas do refleksji nad kruchością naszych planów i całego życia. Oto ktoś przez jedną chwilę swojej nieuwagi pogrzebał pod gruzami wszystko – lecz taka perspektywa wisi przecież jak miecz Damoklesa nad każdym z nas. Ile to razy ocieramy się o śmierć, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jak często z powodu bezmyślności narażamy życie naszych najbliższych… Czy to jednak miałoby znaczyć, żeby na każdym kroku bacznie uważać? Chyba nie – wtedy dopiero nasze życie zamieniłoby się w koszmar! Chodzi jednak, by pamiętać o możliwości najgorszego, które zawsze dotyczy świata przemijalnego. Czasem ludzie zarzucają mi, że jestem pesymistą, gdy mówię o śmierci – a ja właśnie z tego czerpię radość i spokój! Problem nie leży w tym, aby unikać takich wizji, lecz by odpowiednio na nie reagować.

 Jak reagować? Otóż myślę, że podstawą zdrowego ducha jest uświadomienie sobie tej kruchości, o której wyżej wspomniałem – i życie nią na co dzień. Projekcja własnej śmierci, która jest o wiele bliższa prawdy, niż mi to próbuje przedstawiać moja podświadomość, staje się fundamentem duchowej równowagi. Tak jak Marek Aureliusz pisał, że należy każdego dnia stawać wobec życia w ten sposób, jakby się miało wieczorem umrzeć – tak właśnie powinno wyglądać podejście do życia każdego chrześcijanina (choć Aureliusz chrześcijaninem nie był, w jego myślach można odkryć wiele ewangelicznych treści). Gdy o tym zapominamy, tzn. gdy żyjemy tak, jakby śmierć miała nastąpić w dalece nieokreślonym czasie, popadamy w kilka rodzajów uzależnień: 1) zabezpieczamy pod każdym względem swoją przyszłość, 2) zbyt mocno akcentujemy wartości materialne, 3) nastawiamy swoją uwagę na zmysłową przyjemność, 4) przymykamy oczy na sumienie i duchową odpowiedzialność, 5) traktujemy ciało i życie w kategoriach wartości absolutnej.

 Co nam więc daje myślenie o bliskiej śmierci? Przede wszystkim wolność – od samego siebie i od przemijalnego aspektu rzeczywistości. To bardzo wiele! Wyobraź sobie, że jako nowy, jedyny dom otrzymujesz od kogoś wielki pałac, który teraz jest na twojej głowie – jest wspaniały, lecz zewsząd zagraża mu napaść zbójców i zazdrośników, burza i deszcz, grzyb i pożar, wreszcie Twoje dzieci zaczynają się wzajemnie niszczyć w walce o schedę po Tobie. Wizja dość mroczna, co? ;) A teraz ten sam zamek dostajesz do dyspozycji na jeden dzień – cieszysz się jego komnatami, korzystasz zachłannie z biblioteki, nie zamartwiasz się o przeciekający dach, zapraszasz gości – bez obaw, że ktoś coś ukradnie… Tak właśnie wygląda różnica między życiem ze świadomością śmierci, a panicznym unikaniem tej myśli. Naświetliłem tu aspekt wolności „OD”, ale istnieje jeszcze wolność „DO” – kiedy zamek nie jest Twój, a jutro masz wyruszyć w dalszą drogę, otwierasz się w pełni na nowe horyzonty…

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Filozofia, Psychologia, Życie

 

Stan posiadania na drodze do wewnętrznej wolności

01 lip

2014_07_01_arka

Cherubiny na Arce Przymierza, zwrócone twarzami ku sobie, są bardzo wyraźnym zaakcentowaniem relacyjności już u zarania tradycji judeochrześcijańskiej… (wyobrażenie z Ogrodu Biblijnego w Myczkowcach – warto odwiedzić to miejsce koło Soliny, doskonale łączące wartości edukacyjne z głębszą refleksją)

 Ciekawie prezentuje się problem mojego „ja” w kontekście relacyjności i posiadania. Posiadać można rzecz, ale język wskazuje też na inne formy „własności” – mówi się np.: mam żonę, dziecko, mam przyjaciela, mam Boga w sercu… Można też być „w posiadaniu” jakiegoś stanu wewnętrznego, co wyrażają różne języki – np. mam marzenie: „I have a dream”, „Ich habe einen Traum”. Można nawet wyrazić stanem „posiadania” coś, czego się jest pozbawionym, np. „mam głód” – „Ich habe hunger”. Albo jeszcze wyraźniej – „nic nie mam” – „I have nothing” – „Ich habe nichts” (z góry przepraszam za mój angielski i niemiecki, jeśli popełniam jakiś błąd i proszę o poprawki). :)

Posiadanie jest więc w różnych językach wyrazem pewnej relacyjności wobec przedmiotów lub osób, określającym jednocześnie stany emocjonalne, jakie tej relacyjności towarzyszą. Dla przykładu określenie „mam wroga” daje do myślenie, że oto jest MÓJ wróg, a więc w jakiś sposób go „posiadam na własny użytek”, a dokładniej mówiąc: władam RELACJĄ do niego (w tym przypadku negatywną), która pozwala mówić „mój” nawet wtedy, gdy ktoś się ode mnie odcina – jak to pisał Kierkegaard wobec Kornelii. Dlaczego takie zwroty dziś zajmują moją uwagę? Otóż wskazują one, że nasz język jest wyrazem górowania określeń relacyjnych nad ontologicznymi. Nie jest ważne, jaką naturę ma to COŚ lub ten KTOŚ – ważniejsze jest to, co mnie z tym czymś lub kimś wiąże.

Doskonale się to wpisuje w pojęcie „czystej podmiotowości” Husserla, która stanowi jakby OŚ dla całego świata zewnętrznego. Moje „ja” istnieje przed wszelkim bytem światowym, które dopiero w tym „ja” nabiera ważności, stając się aktualizacją czegoś istniejącego. Tutaj rozwiązuje się dylemat hipotetyczny, jak wyglądałby świat, gdyby z jego sceny zszedł człowiek – taki świat zniknąłby razem z jego podmiotem! Czysta świadomość jest więc królestwem kreatywności – powołując do życia rzeczy istniejące i nieistniejące (mogę tworzyć świat fantazji i on w mojej relacyjności będzie równie realny jak byty materialne). Świat empiryczny traci tu moc weryfikującą prawdziwość rzeczy – jedynym zaś kryterium staje się prawda wewnętrzna. W ten sposób np. mit urasta do rangi myśli zgłębiającej jakąś mądrość, bo odsłania przed nami prawdę o pewnym typie relacji. Wracając zaś do „stanu posiadania” – określa on dominację mojego WEWNĘTRZNEGO „ja” nad światem zjawisk i rzeczy, a także moją wolność wobec innych osób, nawet wobec samego Boga – bo tylko ode mnie zależy, co uznam za „moje”.

2014_07_01_świątynia

Świątynia Jerozolimska z jej akcesoriami – w wyobrażeniu autora Ogrodu Biblijnego w Myczkowcach

 

 
Komentarze (34)

Napisane w kategorii Duchowość, Filozofia