RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2014

Czy świnia jest osobą?

31 gru

2014_12_ja_i_zwierzeta

W Nowym Roku 2015 życzę wszystkim, byśmy uczyli się od zwierząt RADOŚCI, WIERNOŚCI i CIERPLIWOŚCI…  Na zdjęciach - z moim wiernym owczarkiem nizinnym w czasach szkolnych, z radosnym warchlakiem na praktykach i z cierpliwym kucykiem w Wiśle. 

Obrońcy praw zwierząt w Argentynie kilka dni temu wygrali dość ciekawy proces o nadanie małpie statusu „osoby nie będącej człowiekiem”. Wiąże się to z zasądzeniem wolności dla pewnej samicy orangutana, która zamieszkuje tamtejsze ZOO. Oczywiście wolność nie oznacza tu, że zostanie wypuszczona samopas na ulicę, ale że ma prawo do zamieszkiwania w naturze – trafi więc do rezerwatu. I z takiego rozwiązania należałoby się tylko cieszyć – powinno ono dotyczyć wszystkich zwierząt trzymanych dotąd w klatkach. Jeszcze bardziej należałoby zwrócić uwagę na przywrócenie szacunku zwierzętom gospodarczym – szczególnie w zakresie ich przestrzeni życiowej i uboju, kiedy zwierzęta traktowane są w szczególnie okrutny i przedmiotowy sposób.

Wróćmy jednak do kwestii przyznania zwierzęciu statusu osoby – przyznam, że fakt ten budzi we mnie pewną rozterkę. Czy w definicję osoby nie jest wpisana jej samoświadomość, a także odpowiedzialność – i czy zwierzęta mogą choć w znikomym zakresie tymi przymiotami dysponować? SAMOŚWIADOMOŚĆ wiąże się z pamięcią i antycypacją, stanowi więc możliwość wybiegania w przód i w tył osi czasu. W ten sposób budowana jest tożsamość – poprzez continuum swego „ja”, które uczestniczy w zdarzeniach i relacjach nie tylko tu i teraz, ale w dowolnym punkcie historii. Samoświadomość rozwija nowe sposoby przeżywania świata, wobec którego osoba reaguje już nie tylko STRACHEM (reakcja doraźnego zagrożenia) i POTRZEBĄ (rozumianą jako funkcja instynktu), ale także LĘKIEM (zrodzonym z możliwości wybiegania w przyszłość czy abstrakcyjnego myślenia) i PRAGNIENIEM (rozumianym tu jako potrzebami w zakresie wartości duchowych).

Z kolei ODPOWIEDZIALNOŚĆ rodzi poczucie winy, dając też obraz usprawiedliwienia, czy w zakresie religijnym – zbawienia. Odpowiedzialność pojawiła się wtedy, gdy człowiek wszedł w bogaty świat wartości, interpretując różne byty i zjawiska według skali znaczeń ujemnych i dodatnich – oraz gdy sam zaczął się poczuwać do ich współtworzenia. W ten sposób kształtuje się osoba, która nabiera zdolności do transcendowania rzeczywistości. Kiedy już raz wejdzie się w świat wartości, nie sposób z niego wyjść. Można to odnieść do sytuacji zerwania owocu z drzewa poznania dobra i zła. Możliwość zjedzenia takiego owocu sama w sobie jest aktem wolności, ale konsekwencja aktu dokonanego niesie z sobą świadomość grzechu, której pozbawione są zwierzęta. W tym zakresie one nadal pozostają w raju. Czy jednak są osobami? Tego nie wiem – na pewno zależy to od zakreślonych granic definicji. Ale nie to jest tutaj najważniejsze – bo przecież samo pojęcie nie ocali ich przed ludzkim okrucieństwem. Liczy się więc szacunek i empatia, które – mam wrażenie – w dziejach ludzkości wciąż się rozwijają …choć nie zawsze nadąża za tym tradycja i bezrefleksyjny sposób postępowania.

 
 

Papież Franciszek i 15 chorób Kościoła

23 gru

2014_12_ZIOŁA i OWOCE

Bieszczadzkie zioła, dzikie owoce, nasiona i korzenie – na choroby ciała i duszy :)

Wczoraj papież Franciszek wygłosił kazanie, opisujące 15 chorób, jakie nękają Kurię Rzymską i cały dzisiejszy Kościół. Muszę przyznać. że poruszył mnie ten rachunek sumienia, bo odebrałem go przede wszystkim na poziomie bardzo osobistym. Niestety w mediach i prywatnych komentarzach często dało się wyczuć dość powierzchowny odbiór tych słów – z jednej strony zarzucano Franciszkowi podcinanie filarów Kościoła (tradycjonaliści), z drugiej próbowano przeciwstawiać Franciszka całemu duchowieństwu: „ale im dokopał” (antyklerykałowie). Tymczasem warto chyba przeanalizować to przesłanie przede wszystkim w odniesieniu do samego siebie - zrobiłem to poprzez skrótowe i dość swobodne zinterpretowanie tekstu – z wyakcentowaniem tego, co w nim uznałem za najważniejsze. Oto wymienione przez Franciszka choroby:

1)    Choroba czucia się nieśmiertelnym, odpornym i niezastąpionym. Papież mówił, że zwykła wizyta na cmentarzu może pomóc nam zobaczyć imiona wielu osób, z których niektóre o sobie tak właśnie myślały. Objawami tej choroby jest narcyzm i niewrażliwość na odbicie Boga w obliczu drugiego człowieka.  Lekarstwem jest łaska poczucia się grzesznikiem.

2)    Choroba martializmu (od Marty), czyli zbytniego krzątania się. Zaniedbywanie koniecznego wypoczynku prowadzi do stresu i zdenerwowania, a w następstwie do osądzania innych o bezczynność. Ważnym antidotum jest tutaj umiejętność wspólnego odpoczynku.

3)    Choroba zwapnienia – tj. umysłowego i duchowego skamienienia. Dotyka ona tych, którzy po drodze stracili pogodę ducha, żywotność i rzutkość, i zasłaniając się papierami stali się „maszynami od procedur”. Chodzi o to, by umieć płakać z płaczącymi i radować się z radosnymi

4)    Choroba przesadnego planowania i funkcjonalizmu. Chrześcijanin zapada na nią wtedy, gdy w swych działaniach staje się wyłącznie księgowym lub kupcem – wszystko jest po ludzku wyrachowane i nie ma już miejsca na działanie Ducha Świętego.

5)    Choroba złej koordynacji – dotyka nas wtedy, gdy gubimy poczucie wspólnoty. Kiedy noga mówi do ramienia: nie potrzebuję ciebie, albo gdy głowa gardzi kończyną.

6)    Choroba duchowego Alzheimera – zapomnienie historii Zbawienia. Chodzi o stan absolutnej zależności od wyimaginowanych sposobów widzenia świata. Ulegają mu ludzie całkowicie zależni od swych pasji, kaprysów i manii. Którzy konstruują wokół siebie mury i zwyczaje, stając się coraz bardziej niewolnikami bożków wyrzeźbionych przez ich własne ręce.

7)    Choroba rywalizacji i próżnej chwały – gdy zapomina się o słowach św. Pawła: „nie róbcie niczego dla rywalizacji lub próżnej chwały, ale każdy z was, z całą pokorą, niech ma innych za wyżej stojących od siebie. Każdy niech stara się nie tylko o własne sprawy, ale także i te drugich” (por. Flp 2,1-4). Jest to choroba, która prowadzi nas do życia fałszywym „mistycyzmem” oraz fałszywym „kwietyzmem”.

8)    Choroba schizofrenii egzystencjalnej – dotyka tych, którzy prowadza podwójne życie, a także tych, którzy, porzucając służbę duszpasterską, ograniczają się do zadań biurokratycznych. Surowo nauczając innych, sami żyją drugim, ukrytym życiem, często rozwiązłym i zakłamanym.

9)    Choroba gadulstwa, szemrania i plotkarstwa – zaczyna się od niepozornej rozmowy, która w efekcie potrafi uczynić z człowieka „siewcę chwastu” i zabójcę, który własnym słowem zabija z zimną krwią. Jest to choroba ludzi tchórzliwych, którzy nie mają odwagi, by mówić wprost. Św. Paweł upomina: „Czyńcie wszystko bez szemrań…” (Flp 2,14-18). Papież nazwał tę przewinę „terroryzmem plotkarstwa”.

10)  Choroba ubóstwiania szefów (!) – dotyka tych, którzy stają się ofiarami karierowiczostwa i oportunizmu, oddając cześć ludziom a nie Bogu (por. Mt 23,8-12). Ta choroba może też dotknąć przełożonych, gdy schlebiają niektórym ze swoich współpracowników, spodziewając się ich podporządkowania, lojalności i zależności.

11)  Choroba obojętności wobec innych. Zachodzi wtedy, kiedy każdy myśli tylko o sobie i gubi gdzieś po drodze szczerość i ciepło ludzkich relacji. Kiedy zdobywa się wiedzę tylko dla siebie, zamiast dzielić się nią z innymi. Kiedy, przez zazdrość człowiek cieszy się, widząc jak inny upada.

12)  Choroba pogrzebowej twarzy. Chodzi o osoby gburowate i ponure, które uważają, że aby być poważnymi należy pomalować twarz melancholią, surowością i traktować innych. Bije od nich sterylny pesymizm, który jest symptomem lęku i niepewności siebie. Nie traćmy więc tego radosnego ducha, pełnego humoru, a nawet autoironicznego, który czyni nas osobami sympatycznymi nawet w trudnych sytuacjach. Jak dobrze nam robi spora doza zdrowego poczucia humoru!

13)  Choroba gromadzenia – gdy zabiegamy o zysk tylko po to, by poczuć się zabezpieczonym. W rzeczywistości nic co materialne nie może być przez nas zabrane ponieważ całun nie ma kieszeni.

14)  Choroba zamkniętych kręgów. Tam przynależność do grupki staje się ważniejsza niż do samego Chrystusa. Również ta choroba zaczyna się od dobrych intencji lecz z upływem czasu zniewala…

15)  I ostatnia, choroba zysku doczesnego, kiedy przekształcamy swoją służbę we władzę, a swoją władzę zamieniamy w towar służący do otrzymania zysku. Kiedy przez pozory dobra w sobie i uwypuklenie zła w innych, stwarzamy pozorny kontrast, pozwalający podporządkować sobie tych, których uwiodła iluzja naszej świętości.

 

Roślinne motywy świąteczne – w zwyczajach, wierzeniach i kuchni obecne

18 gru

Jemioła_tryptyk

Jemioła -  archaiczny, prasłowiański i celtycki symbol przesilenia zimowego:  1) jako półpasożyt na przydrożnej topoli,  2) nad zabudową w Ustrzykach Dolnych,  3) w bieszczadzkiej chałupie pod stropem

Zdawałoby się, że pora przesilenia zimowego – a także, przypadająca na astronomiczny środek zimy wigilia świąt Bożego Narodzenia, niewiele ma wspólnego z roślinną oprawą. A jednak i teraz spotkamy wiele roślin zielnych, które nawet wydają kwiaty. Dziś rano widziałem na łące wiele kwitnących mniszków („mleczy”) i stokrotek – roślin które zachowują potencję kwitnienia przez cały rok, wystarczy krótki okres ocieplenia. O tej porze kwitnąć też potrafią pierwiosnki, taszniki i przetaczniki (te ostatnio dość rzadko, jednak jeszcze w grudniu i już w lutym kwiaty przetacznika nitkowatego widywałem). Od ciepłej zimy głupieć zaczynają wierzby – gdzieniegdzie zobaczyć można całkiem rozwinięte bazie… Jednak przejdźmy do roślin mniej lub bardziej kojarzących się nam z Bożym Narodzeniem. Oczywiście największą wartość będą miały te skojarzenia, które silnie wpisują się w tradycję bieszczadzką lub podkarpacką. Chciałbym, żeby to była „praca zbiorowa” – zapraszam więc do podawania konkretnych przykładów roślin, które tylko przyjdą nam na myśl, a zobaczymy, jak wiele florystycznych skojarzeń dotyczy tych najkrótszych dni w roku. Zacznę od kilku z nich:

Jemioła (Viscum album) – zimotrwały, drewniejący półpasożyt, występujący na konarach starych drzew, najczęściej dębów, topól, brzóz, lip, jodeł, czasem też innych. W czasach pogańskich wierzono, że obecność jemioły zapewnia domownikom szczęście oraz chroni od złych mocy i demonów. Obrzędowe zastosowanie jemioły, związane z przesileniem zimowym, wchodziło już w kanon obrzędowości prasłowiańskiej. Podobnie u ludów germańskich, jeszcze na długo przed przyjęciem chrześcijaństwa, w czasie najkrótszych dni w roku, był zwyczaj wieszania gałązek jemioły pod sufitem izby, co wyrażać miało zwycięstwo życia nad zimowym czasem śmierci. Symbol ten był asymilowany przez Kościół, a w wieku XIX dał początek świątecznej choince. Staropolska nazwa jemioły to strzęśla. Jemiołę zawieszało się zwykle nad stołem wigilijnym lub nad drzwiami.

Choinka – w Polsce najczęściej jest wybierana jodła (Abies alba) lub świerk (Picea abies), czasem sosna (Pinus sylvestris). Zwyczaj stawiania drzew iglastych w domu na Święta narodził się w XVI wieku, w niemieckiej Alzacji (najpierw w domach protestanckich). Jednak prawdopodobnie obecny był już wcześniej – w postaci „drzewa poznania dobra i zła”, jakie stawiano w średniowiecznych misteriach, opowiadających o prapoczątkach świata. Zwyczaj ubierania choinki rozprzestrzenił się na całą Europę – można przypuszczać, że za sprawą niemieckich osadników dość wcześnie dotarł w również Bieszczady. Było to związane z tzw. kolonizacją józefińską, w wyniku której powstawały tu całe wsie niemieckie (np. Steinfels pod Bandrowem, czy Obersdorf pod Krościenkiem). W słowniku Kopalińskiego czytamy, że świerk i jodła funkcjonowały jako symbol nadziei, wierności i współczucia. Bożonarodzeniowa choinka pojawiła się w Polsce dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku.

Gwiazda betlejemska (Euphorbia pulcherrima) – motyw bardzo silnie wpisany w tradycję zachodnią (ponoć w Europie sprzedawana jest w liczbie ponad 100 mln sztuk). Roślina ta znana jest też pod nazwą  poinsecja, albo wilczomlecz piękny. Meksykańska legenda mówi o małej, biednej dziewczynce – Pepicie, która nie miała prezentu dla Jezusa. W Wigilię postanowiła więc podarować mu bukiet liści. Ludzie z pobłażaniem patrzyli na dar Pepity, spychając ją na bok, by nie przeszkadzała w składaniu przed ołtarzem hojnych darów. Wtem, ku zaskoczeniu wszystkich, liście w ręku dziewczynki zaczęły płonąć czerwienią, przybierając barwę tak intensywną, że wszystkie inne wiązanki przy nich pobladły…

 Kaktus bożonarodzeniowy (Schlumbergera trunctata) – sukulent doniczkowy, zakwitający często dokładnie w porę Świąt – wtedy roślina okrywa się kwiatami, najczęściej czerwonymi, ale spotykane są też odmiany w barwach białych, różowych, purpurowych i fioletowych. W naturze jest brazylijskim epifitem, rosnącym w koronach drzew lub na skałach w strefie wilgotnych lasów. Choć należy do kaktusów, nie ma kolców i preferuje raczej wilgotne warunki wegetacji (lubi spryskiwanie). Roślina ta znana jest pod wieloma nazwami: zygokaktus, schlumbergera,  róża bożonarodzeniowa, grudnik, grudniówka, barbórka, raczek, filokaktus, epifylum zimowe, bierwion zimowy, piwonia ciesielska. Ciekawostka – kaktus bożonarodzeniowy jest często mylony z kaktusem wielkanocnym (Rhipsalidopsis gaertneri), który z kolei zakwita w czasie Wielkiej Nocy (a konkretnie od marca do maja).

Ostrokrzew kolczasty (Ilex aquifolium) – krzew liściasty, w stanie naturalnym występujący na terenie Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Coraz częściej uprawiany jest w Polsce, jednak podatny na wymarzanie. Ozdobny walor tej rośliny stanowią błyszczące liście i czerwone owoce. Jednak by mógł zaowocować, ostrokrzew potrzebuje, jako roślina dwupienna, bliskiego sąsiedztwa osobników męskich i żeńskich. Według starych wierzeń celtyckich ostrokrzewowi przypisywano moc odstraszania złych duchów i demonów – miał więc w dawnej kulturze podobne zastosowanie, jak nasza jemioła.

Cyklamen perski (Cyclamen persicum) – jego ojczyzną jest Azja Mniejsza. Czasem też znany bywa pod nazwą fiołka alpejskiego. Cyklameny mają piękne kwiaty, które kształtem mogą przypominać motyle. Występują w różnych kolorach – od białych, przez różne odcienie różu i fioletu, aż po intensywnie czerwone. Kwiaty zwykle są całobrzegie, ale bywają też odmiany z płatkami postrzępionymi. Rośliny kwitną od października do marca, często swoje optimum kwitnienia osiągając właśnie w grudniu.

Tyle o bożonarodzeniowych ozdobnikach, które często wiązały się z pradawnymi wierzeniami – gdyby jednak spojrzeć na nasz wigilijny stół bardziej pragmatycznie, to naliczylibyśmy zapewne całą plejadę gatunków. Przede wszystkim wśród owoców znajdziemy tu suszone śliwki, gruszki i jabłka. Te ostatnie wieszało się też w świeżej postaci na choince. Wśród nasion z pewnością będzie mak, pszenica i orzechy – laskowe czy włoskie. Kiedyś do głównych atrakcji w Bieszczadach należało szukanie ukrytych orzechów laskowych, miało to miejsce po wieczerzy – oczywiście była to dla dzieci doskonała zabawa. Zapewne długo można by jeszcze ciągnąć listę roślinnych specjałów, jakie byśmy znaleźli na wigilijnym stole – a i pod stołem, gdzie przecież tradycja nakazuje włożyć sianko (dzisiaj to symboliczna wiązka, kiedyś rozsypywało się siano w całej izbie). Ciekaw jestem, czy i Wam przyjdą jeszcze na myśl jakieś rośliny, których tu nie wspomniałem?

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Biologia, Etnologia, Życie

 

Filtrując mistyczne wizje zaświatów

16 gru

2014_12_Hieronim-Bosch_PIEKŁO

Wizja Hieronima Boscha – „Jezus zstępuje do piekła”… Czy istnieje jakaś jedna prawda łącząca wszystkie wizje zaświatów? Czy potrafimy sobie wyobrazić istotę piekła? Czy nie nazbyt restrykcyjnie polegamy na dosłowności wyobrażeń?

Kiedyś z mieszanymi uczuciami czytałem wizje pośmiertnej rzeczywistości, przedstawiane przez różnych mistyków. Dziś spotkałem się z podobną – tym razem zawartą w liście zakonnicy, opisującej stan potępienia jej zmarłej przyjaciółki: gloria.tv/media/UkVggriMaoL Jak odbierać podobne „objawienia”? Wkładam to słowo w cudzysłów, bo chcę poniekąd zawiesić swój sąd w tej kwestii, zadając jednak kilka ważnych pytań. Najczęściej podobne wyznania przyjmowane na trzy sposoby: 1) świadoma konfabulacja (w dobrej lub złej wierze), 2) choroba umysłowa lub przejściowy stan psychicznego pobudzenia, 3) absolutna prawda, objawiona tylko wybranym… Nie wiem, czy nie jestem w błędzie, ale czuję, że jest jeszcze czwarta droga – aby uznać w tych wizjach prawdę, wyrażoną jednak przez pryzmat optyki wyobrażeń i ograniczeń, swoistej dla danej osoby i epoki. Piekło to duchowa rzeczywistość, jednak każdy może ją opisać jedynie obrazem płynącym z doznań doczesnych - jest to więc prawda, która z samej swej natury podlega w naszym umyśle zasadniczym ograniczeniom i zniekształceniom. List zakonnicy pisany był zapewne w dobrej wierze i zawierał jakieś ważne objawienie duchowego życia, ale cała wizja była odmalowana takimi „farbami”, jakimi jej osobista wyobraźnia mogła w danej chwili dysponować.

Czytając podobne przesłania, możemy czasem odczuwać wewnętrzny bunt wobec niektórych kwestii. Płynie on zarówno ze strony racjonalnego myślenia, jak i z naszego poczucia sprawiedliwości czy też osobistego stosunku do Bożego miłosierdzia i rodzaju religijności. Innych wizji dozna protestant, innych katolicki tradycjonalista, jeszcze innych ktoś spoza kręgu kultury chrześcijańskiej. Inaczej będzie tę samą prawdę ilustrował człowiek surowo wychowany, a inaczej ktoś, kto wzrastał w atmosferze wrażliwości. Jednak trzon tych wyobrażeń będzie ten sam. I właśnie dlatego myślę, że podobne przesłania wymagają swoistego przefiltrowania. Podam przykład odnoszący się do wspomnianego wyżej listu. Poczułem zasadniczy sprzeciw wobec tak surowej odpowiedzialności, jaką musi ponosić dziewczyna, w której od małego dziecka była niszczona wiara. Czy taka osoba może zasługiwać na wieczne potępienie? Czuję też wewnętrzną sprzeczność między uznaniem przez tą osobę nieskończonej dobroci Boga i jednoczesnym Jego znienawidzeniem. Jak to wszystko odczytywać?

Otóż myślę, że samo istnienie piekła jest zawsze tylko stanem doraźnym – nie jesteśmy w żaden sposób określić go w kategoriach czasowych. Wieczność tu nic nie oznacza, bo jak ją sobie możemy wyobrazić inaczej, niż w kategoriach nieskończonego czasu? Idąc tym tropem dalej, jaką wartość ma takie wyobrażenie, skoro samo przekroczenie progu śmierci jest przecież jakąś formą wyjścia poza czas. Poza tym, czy dobry Bóg nie jest Panem czasu? Dlaczego Jezus miałby zstępować do piekieł, jeśli nie byłoby szansy ocalenia dla potępionych dusz? Wracając do listu, jeśli zatwardziały grzesznik uznaje w Bogu dobro, czy przez sam ten akt w jakiś sposób się na to dobro nie otwiera?… Trwamy chwilami w takich mrokach, że stan grzechu wydaje się nam piekłem pozbawionym wszelkiej nadziei – a jednak jeśli głosimy, że Miłosierdzie jest większe, niż cokolwiek innego, to czy nadzieja kiedykolwiek może wygasnąć? Nawet w rzeczywistości piekła? Czy opisany tu stan totalnego oddzielenia nie jest tylko prawdą cząstkową, która, owszem - jest nam wszystkim potrzebna, ale nie jest ostatnim słowem Boga. Bo przecież poznać Go w pełni za życia nigdy nie będziemy w stanie…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Duchowość, Etyka, Religie, Wiara

 

NASI – WASI – ONI, czyli o polskiej przypadłości dzielenia…

13 gru

2014_12_świt_nad_Ustrzykami

 Dzisiejszy poranek, widok z mojego okna - tuż przed świtaniem…

Gdy w 1863 roku do Nowego Yorku wpłynęła rosyjska flota, Amerykanie powitali ją przyjaźnie, co oburzyło mieszkających tam Polaków, bo przecież właśnie wybuchło powstanie styczniowe. Nie podzielał tego oburzenia Cyprian Norwid, uzasadniając swoje zdanie, że to właśnie przyjazne gesty wobec samych Rosjan, widzianych jako ludzi, nie zaborców, mogą zdobyć ich serca – a tym samym wygrać sprawę polską. Okazana w Ameryce serdeczność otwiera Rosjan na wizję innego świata, stwarzając szansę do refleksji nad własnym dotychczasowym światem wartości i sposobem sprawowania władzy. Jakież to aktualne! Przyznam, że i ja miewam skłonności do generalizowania ludzi w kategoriach narodowych, religijnych czy politycznych. A przecież każdy jest niepowtarzalnym światem, w który mogę wejść tylko wtedy, gdy na progu zostawię sandały własnych niechęci i stereotypów.

Z pewnością nie jest to łatwa sztuka, aby zrezygnować z pewnych uogólnień i wyzwolić się z jakiegoś wyobrażeniowego szablonu. Tu często działa nawyk i bezkrytyczne naśladownictwo. Ale właśnie dlatego obdarzeni zostaliśmy zdolnością do refleksji, aby nieustannie poddawać jej swoje przyzwyczajenia – również te w zakresie percepcji, myśli i sposobu reagowania. Biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację Rosji, uważam sankcję za bardzo istotny sposób reagowania na niewątpliwą agresję – ale też razi mnie nazywanie Rosjan „kacapami”, przypisywanie im złej woli, czy też dyskredytowanie całej rosyjskiej kultury. Całe szczęście nie jest to zjawisko powszechne i wbrew różnym sondażom większość Polaków chyba traktuje Rosjan mimo wszystko przyjaźnie. Gorzej bywa z politykami, bo oni patrzą na naród przez pryzmat polityki właśnie – a ta w przypadku Rosji może coraz bardziej przypominać sowieckie czasy.

Dzisiaj mamy rocznicę stanu wojennego – przy tej okazji tym bardziej mogą się budzić jakieś demony przeszłości. Do tego dochodzi na nowo rozgorzała wojna polsko-polska o minione wybory (osobiście uważam, że miało miejsce nieszczęsne ZAfałszowanie, nie celowe sfałszowanie – a to wielka różnica). Smutno mi jest, że jako naród nie potrafimy obchodzić takich rocznic razem, że zawsze bardziej nas łączy bycie PRZECIWKO KOMUŚ, niż pragnienie bycia Z KIMŚ. Wskazywanie wroga zewnętrznego – a także tego wewnętrznego, mniej lub bardziej urojonego (masona, komucha, ateisty, innowiercy) zawsze bardziej uwodzi ku zwieraniu szeregów, niż świadomość, że każdy z nich może być nieodłączną wartością budowania wspólnoty – takiej, jaką nam przez wieki zazdrościły inne narody, gdy byliśmy potęgą polityczną i królestwem tolerancji… Piszę dzisiaj ten tekst całkiem spontanicznie, odchodząc nieco od reguły pomijania tematów politycznych. 13 grudnia trudno zachować apolityczność – ale właśnie dlatego nie chcę się dzisiaj identyfikować z żadną opcją partyjną. Chcę być po prostu Polakiem i człowiekiem. Chcę każdego „on” przyswajać jako „ty”, a w każdym „ty” widzieć własne „ja”…

 
Komentarze (28)

Napisane w kategorii Naród, Polityka, Życie

 

Oddech średniowiecznej wolności

01 gru

2014_12_Jałowe_Tomasz_A_Kempis_

Cerkiew i ruiny kaplicy w Jałowem – zima wciąż jak jesień jeszcze wygląda, choć mroźne wiatry od kilku dni sprawiają, że nawet zwierzyna szuka zacisznego miejsca, by się nieco ogrzać…

Czytałem wczoraj Tomasza a Kempis – mimo upływu sześciu wieków, ten średniowieczny mnich wciąż potrafi inspirować! Co ciekawe, zacząłem go czytać za sprawą rotmistrza Pileckiego, którego ostatnim przesłaniem ze stalinowskiego więzienia było wskazanie na tę właśnie lekturę. To w „Naśladowaniu” znalazłem wczoraj słowa: „Wszystko, co nie jest Bogiem, jest nicością, i za nicość powinno być uważane”. Pierwsza reakcja współczesnego człowieka na ten radykalizm bywa zawsze podobna: „ależ to jakaś teocentryczna skrajność!” Zaraz jednak gdzieś wewnątrz przychodzi odpowiedź: Tak, ale tylko wtedy, gdy wydzielamy obecność Boga poza ludzką rzeczywistość (do czego przyzwyczaiło nas podejście deistów) – jeśli zaś zdamy sobie sprawę, że ta Obecność w każdym calu nas przenika, szybko dojdziemy do wniosku, iż wszystko wokół o tyle tylko istnieje, o ile w tej Obecności jest zanurzone. Reszta to nicość – dochodzimy do tej samej konkluzji co średniowieczny Mistyk.

Już na samym wstępie książki Tomasza z Kempis czytamy: „Bez miłości na nic się nie przyda uczynek zewnętrznie nadzwyczajny; cokolwiek zaś z miłości czynimy, chociażby było małe i liche, wszystko staje się bardzo owocne.” To manifest niezależności Dobra, które zawsze przewyższa jego zewnętrzne przejawy i efekty. Nie tyle się liczy to wszystko, co się przez okazane dobro dokonuje, ile sama istota dobra w drugiej osobie, a przede wszystkim w samym Bogu, który niejako przekracza pojęcie oddzielności wszystkich osób – w Nim przecież wszyscy jesteśmy obecni i o tyle istnieć możemy, o ile On w nas żyje. To nie teologiczna doktryna – to podstawowa prawda o człowieku, który nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo obydwa pojęcia - ”Bóg” i „podmiot” są w każdym z nas nierozłączne!

  Znajdziemy tu również chrześcijański stoicyzm, przepełniony nadzieją wobec wszystkiego, co przynosi życie: „Jeżeli chcesz, abym pozostawał w ciemności, bądź pochwalony, a jeśli zechcesz wyprowadzić mnie na światło, także bądź pochwalony.” Bo nigdy nie jest ważne, czego ja pragnę – to tylko ułuda szczęścia, cień, za którym będę biegał bez końca. Prawdziwym szczęściem jest umiejętność przyjmowania wszystkiego z wdzięcznością. Cieszyć się z najmniejszego dobra, które nigdy nie wychodzi ze mnie, a jedynie przechodzić może przeze mnie – jeśli tylko się na nie otworzę. Tomasz pisze, że aby doświadczyć tego olśnienia, konieczny jest sceptyczny dystans wobec wszelkich światowości: „Strzeż się, jak tylko możesz, ludzkiego zgiełku, bardzo bowiem szkodzi gadanie o sprawach błahych, nawet gdyby wypływało z najlepszych intencji. Szybko owieje nas pustka i schwyta w swe sidła.” To nie jest zwykła propozycja średniowiecznej ascezy – to wezwanie do tej najwspanialszej drogi, do której każdy z nas w różnym zakresie jest powołany.