RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2015

Między Prawem a Duchem – czyli homo religiosus i homo viator jako dwie struny jednych skrzypiec

25 kwi

2015_04_Kobieta_a_religia_na_Śląsku

Religijność to nieodłączny element życia Ślązaków: za młodu – dziewczyna z tradycyjnym krzyżykiem, w wieku dojrzałym – z krzyżykiem i modlitewnikiem, w trumnie – z modlitewnikiem i różańcem

Czy homo religiosus żyje w nas niezależnie od wiary, czy też w jakiś sposób z tą wiarą współpracuje? A może jest zupełnie przeciwną stroną naszej duchowości, potrzebną do utrzymywania trwałego napięcia między tym co formalne i duchowe? Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś w wywiadzie z Dorotą Zańko i Jarosławem Gowinem (cykl pt. „Przekonać Pana Boga”), że człowiek jest jak instrument. Nie każdy ma te struny, na których gra się religię. Spotykałem tzw. ateistów, którzy mieli dusze bardzo religijne. Ale spotkałem też katolików, bardzo uczciwych, a przecież absolutnie niewrażliwych na wymiar religijny. No właśnie – czy ten rodzaj niewrażliwości możemy nazywać niewiarą?

W innym miejscu Tischner znów sięga do terminologii muzycznej: Zdolność do miłości jest struną, na której każdy człowiek wygrywa swoją religię. Na pytanie, czy to jest postawa wystarczająca na drodze wiary, odpowiedział z ujmującą prostotą: Tego nie wiem, ale nie wykluczone, że Panu Bogu to wystarcza.  W końcu On nie potrzebuje kadzideł. Słowa dość odważne w ustach księdza, ale zanim ktoś je pochopnie oceni, warto się nad nimi głębiej pochylić. Czyż sumienie nie podpowiada nam czasem, że dobro i heroizm, do którego zdolni są ludzie z pozoru niewierzący, stanowi rodzaj szczególnego świadectwa wiary? Bo jeśli ktoś ofiaruje swój czas, siły, zdrowie i życie dla drugiego, choć nie widzi dla siebie nagrody na horyzoncie swego kresu – to czy taki człowiek mógłby być przez Boga opuszczony?

Znalazłem też trzecią „muzyczną” metaforę w tym temacie – tym razem Tischner rozważa problem od drugiej strony, przestrzegając przed nadmiernie rozbudowanym światem religijności pozbawionej refleksji i ufności: Trzeba uważać, bo muzyka wiary jest bogata. Aby mogła rozbrzmiewać potrzebna jest cisza. Człowiek nie powinien wprawiać się w stan swoistego ferworu religijnego, bo wtedy sam sobie szkodzi. A szkoda polega na zamazywaniu różnicy między wiarą a pozorem wiary. I tutaj świadom jestem kontrowersji, jaką budzić mogą te słowa, które tylko z pozoru przeciwstawiają wiarę postawie religijnej. W moim odczuciu chodzi raczej o pewną równowagę między Prawem (wiarą społeczności) a Duchem (wiarą indywidualności). Bo religijność znajduje uzasadnienie tylko w Duchu. Z kolei w wymiarze egzystencjalnym Duch często mówi do człowieka przez Tradycję, którą należy rozumieć jako duchową schedę wielu pokoleń.

 
 

Tajemnica ludzkiej „nagości”

19 kwi

Adam_Ewa_Neandertalczyk_połonina

Nasz Neandertalczyk z obrazem Adama i Ewy dotarł tym razem na Połoninę Bukowską ;) – w tle Rozsypaniec i Halicz…

Pisałem wczoraj o prapoczątkach człowieka i narodzinach „zmysłu etycznego” – dziś chciałbym zająć się bliżej problemem maski społecznej. Na co dzień doświadczamy pewnych układów zależności, związanych z określonymi funkcjami, materialnym statusem, pochodzeniem, wykształceniem, przynależnością ttd. Istnieją zawody, które w pewnych sytuacjach wymuszają określone postawy związane z prestiżem i pozycją – przykładowo urzędnik, lekarz, nauczyciel, policjant w szczególnym stopniu narażeni są na pokusę używania swej władzy nad drugim człowiekiem. Istnieją też w naszym życiu pewne zabawki, które również wyposażają nas w iluzję władzy – należy do nich szybki samochód, wypasiony smarfon, karta płatnicza, mikrofon, broń itd. Wiem, że rozrzut jest tutaj dość duży, ale wszystkie te gadżety łączy jedno – mamy dzięki nim przewagę nad drugim człowiekiem, zyskujemy zdolność kierowania innymi lub wpływania na ich relację do nas. Poczucie wyższej pozycji, niezależności, wolności…

Osiągnięty w ten sposób prestiż jest rodzajem iluzji, która oddziałuje na przeważającą część społeczeństwa. Lekarz bywa traktowany jak półbóg, od którego zależy nasze życie. Dyrektor może sobie pozwolić na protekcjonalny stosunek do swych podwładnych i apodyktyczne narzucanie im własnej woli. Urzędnik wzbudzać może lęk, bo od jego kaprysu zależy (zwłaszcza w polskiej rzeczywistości!) takie lub inne odczytanie mętnej litery prawa. Oczywiście człowiek refleksyjny potrafi się oprzeć tej pokusie, niezależnie od zajmowanego stanowiska. Jednak powszechność tego problemu świadczy, że wiele osób bezkrytycznie poddaje się „hipnozie” władzy – i działa to na obie strony, tj. na sprawujących rządy dusz i tych, co mimowolnie stają się im podporządkowani. Iluzoryczność całego tego „feudalizmu” – zarówno tego, który zdają się nam zapewniać pewne funkcje społeczne, jak też tego, który bywa zależny od gradacji materialnych i nowinek technologicznych - można w bardzo prosty sposób obnażyć. Wystarczy oczyma wyobraźni spojrzeć na każdego człowieka w jego „nagości”, zdejmując z niego garnitur władzy, odbierając mu zabawki i oddalając od najbliższego środowiska, by stracił kontakt ze swymi podwładnymi, petentami, pacjentami. Wtedy hipnoza przestaje działać! :)

Ciekawym doświadczeniem, realizowanym już zupełnie poza sferą wyobraźni, byłoby okresowe wyjęcie każdego człowieka spośród jego rekwizytów, masek i całej scenerii – np. poprzez losowe osadzenie go w zupełnie mu obcej społeczności na jakiejś odległej wyspie. Należałoby tylko tak wymieszać „osadzonych”, by osoby, które dotąd tworzyły świat społecznych zależności, nie miały ze sobą kontaktu. Nawet języki musiałyby ulec takiemu zmiksowaniu, bo przecież i styl mówienia bywa swoistym „rekwizytem” społecznej pozycji. Byłoby to może dla niejednego bolesnym doświadczeniem, ale miałoby też działanie uzdrawiające i oczyszczające, a przynajmniej wzbogacające o refleksję nad ludzką „nagością”. Bo w istocie wszyscy jesteśmy w głębi siebie nadzy – i ufam, że właśnie tacy spotkamy się kiedyś przed Bożym majestatem. Czym się wówczas okaże ten „majestat”, to także wielka tajemnica, bo nasze wyobrażenie Jego majestetu zbudowane zostało w dużej mierze również na tych naszych drobnych „majestacikach”.

 
 

Czy istnienie człowieka mogło poprzedzać doświadczenie zła?

18 kwi

Neandertalczyk_Adam_Ewa

Neandertalczyk przed Adamem i Ewą (Lucas Cranach, Muzeum Narodowe w Warszawie, chwilowo w bieszczadzkim lesie) ;)

Obejrzałem właśnie „Ostatniego Neandertalczyka” (2010) – jedną z wielu artystycznych wizji na temat pierwszych mieszkańców Europy i kształtowania się relacji między nimi a napierającymi z południa przodkami naszego gatunku. Film zawiera pewne uproszczenia, ale to tylko fabuła – całkiem zręcznie opowiedziana. Przedstawiciele Homo sapiens ukazani tu zostali jako istoty dość bezwzględne, o niższej wrażliwości. Natomiast tytułowy Neandertalczyk jest zdolny do głębszej refleksji, obdarzony dużym ładunkiem reakcji emocjonalnych, potrafi nawet żywić trwałe uczucia wobec własnych wspomnień. Nie jest natomiast zdolny zabijać ludzi, nawet jeśli stanowią bezpośrednie zagrożenie dla jego życia. To oczywiście tylko jedna ze spekulacji, które ostatnio znajdują dość mocną pozycję wśród badaczy problemu. Mnie jednak zainteresowało coś zgoła innego.

Czy kainowe znamię naszego gatunku faktycznie wykształcić się mogło w jakimś punkcie historii? Czy narodziny wrażliwości i refleksyjności mogły nastąpić przed rozpoznaniem dobra i zła? Trudno powiedzieć, czy przed 30 tysiącami lat człowiek był pozbawiony jakiegokolwiek zmysłu etycznego – czy kierowała nim tylko bezwzględna reguła stadna – i czy miało miejsce tak wyraźne zróżnicowanie pod tym względem między Neandertalczykiem a przedstawicielem Homo sapiens? Czy w ogóle te dwie linie były osobnymi gatunkami? Osobiście jestem zdania, że nie było tak wyraźnej przepaści na poziomie gatunkowym (lub populacyjnym), natomiast już wtedy istnieć musiały duże różnice między poszczególnymi osobnikami w grupie. Ale zostawmy te rozważania paleontologom i antropologom.

Czy wrażliwość na dobro i wewnętrzne zmagania moralne wyróżniały człowieka ze świata zwierząt od zarania naszego istnienia? Pytanie to wiąże się z definicją samego rodu ludzkiego. Bo czy jeśli tej percepcji na zło jeszcze nie było, to czy moglibyśmy mówić o człowieku? Czy istota żyjąca poza światem wartości, poza kategoriami dobra i zła, jest istotą ludzką? Kierując się biblijną księgą Genezis, w pierwszym momencie można by odpowiedzieć twierdząco, bo przecież Adam i Ewa byli ludźmi już przed zerwaniem owocu z drzewa poznania dobra i zła. Ale odczytanie każdego mitu musi uwzględniać swoistą chronologię – można tę opowieść odczytywać zarówno na płaszczyźnie życia osobniczego, dopatrując się w niej wyjścia z niewinności dzieciństwa, jak też przez pryzmat metafizycznego doświadczenia dobra i zła w samym sobie. Bo czy dylemat prymatu człowieka wobec zła nie jest pytaniem o pierwszeństwo jajka i kury?

 
 

Świat roślin w tradycji Wielkiego Tygodnia

03 kwi

2015_kwiecien_Wielkanoc_Brzoza_Rawka

Chrystus z Łopienki z tarninową koroną i obraz „Niedziela Palmowa” Kazimierza Sichulskiego (pastuszkowie z wierzbowymi gałązkami) oraz brzoza rozwijająca listki w Ustrzykach (z widokiem na Rawkę)  

Niedziela Palmowa

Symbolika roślinna często wykazuje swoistą ambiwalencję  przykładem jest palma – dla przykładu w Ewangelii o Jezusie wjeżdżającym do Jerozolimy palma pojawia się jako atrybut chwały, by ostatecznie stać się zapowiedzią męki. U świętych kolejność jest odwrotna – mówimy o „palmie męczeństwa”, która staje się zapowiedzią „palmy chwały”. Jeszcze większy rozdźwięk znajdziemy u wierzby, ale o tym nieco później… W krajach Bliskiego Wschodu palmy daktylowej używano w celu oddawania czci władcom, stąd mieszkańcy Jerozolimy witali Jezusa właśnie daktylowymi liśćmi. W polskiej kulturze dzień ten kojarzy się głównie z baziami, czyli z wierzbą. A trzeba wiedzieć, że ma to prastare korzenie, odnoszące się jeszcze do kultury starożytnych Egipcjan, wśród których panowało przekonanie, że Ozyrys zmartwychwstawał okryty wieńcami splecionymi z wierzbowych gałązek. Wieńce z wierzby miały więc tam przyozdabiać zmarłych na sąd po śmierci. Przystrajano też nimi figury bogów i mumie faraonów. Podczas dawnych uczt pogrzebowych podawano żałobnikom specjalny napój z wierzbowych liści. W starożytnej Grecji wierzba poświęcona była bogini płodności – Kybele, która jednocześnie pełnić miała straż nad zmarłymi.

Na Podkarpaciu wierni przynosili więc do kościołów i cerkwi głównie wierzbowe rózgi, ale też kwitnące pędy leszczynowe z gałązkami cisu lub jałowca. Święto było znane było pod nazwą Niedzieli Różdżkowej, Kwietnej lub Wierzbnej. Początkowo żywotne były jeszcze przedchrześcijańskie wierzenia, że pąki drzew mogą człowiekowi przekazywać swą witalność. Dlatego też na wsiach był zwyczaj połykania kwiatostanów wierzby (tzw. „kotków”) po wyjściu z kościoła – dla zdrowia i jurności. W dawnej Polsce na ziemiach wschodnich był zwyczaj uderzania się wierzbową palmą po powrocie z cerkwi, przekazując w ten sposób jej życiodajną siłę. Deklamowało się wówczas formułę: „Wierba bije, ni ja biju, za tydzień Wielikdzień, budź zdarou jak wada, raści chutko jak wierba”. Poświęconą palmę przez cały rok przechowywano z szacunkiem za ikoną. W ten sposób zabezpieczano się przed pożarem, gradem i chorobami. Z czasem palma nabierała coraz bardziej symbolicznej wymowy, a w jej skład zaczęły tez wchodzić inne rośliny: jałowiec, wiśnia, trzcina, barwinek. Współcześnie najczęściej palmy są robione z traw – trzcinnika, drżączki, tymotki (barwionych na różne kolory – wyrażających symbol chwały, a zarazem kruchości doczesnego majestatu i ludzkiej niestałości) a także z brusznicy, bukszpanu, żywotnika – odnoszących się już do życia wiecznego, podobnie jak suszone kwiaty kocanek czy nieśmiertelników. Palmy mogły potem przez cały rok służyć jako kropidło, ale najczęściej stanowiły atrybut błogosławieństwa – z nabożnością zatykano je za ikonami i obrazami, a także wieszano na strychu lub wkładano w pole.

 Poniedziałek, wtorek, środa

Wysiewano w tych dniach nasiona zbóż i rzeżuchy na dekorację Grobu Pańskiego i wielkanocnego stołu – łączyła się w ten sposób symbolika dotycząca śmierci i życia. W tym czasie przygotowywano też barwniki do pisanek. Jednolite kraszanki uzyskiwano z gotowania w wywarach różnych roślin: z kory dębu lub owoców czarnego bzu – na czarno, z cebuli – na złocisto i brązowo, z buraków ćwikłowych – na różowo, z malwy – na fioletowo, z jemioły, suszonych liści olszowych, widłaków lub osikowych kwiatostanów – na zielono, z szyszek olchy lub czarnej jagody – na czerwono.

W środę lub czwartek, w dawnej Polsce powszechną tradycją było wieszanie, sądzenie, wyśmiewanie i bicie oraz palenie i topienie kukły Judasza. Z uwagi na agresywny charakter, nielicujący z przesłaniem Ewangelii, zwyczaj ten został przez Kościół zakazany, niemniej w postaci folklorystycznej przetrwał właśnie na Podkarpaciu – np. w Pruchniku k. Przemyśla. Kukła Judasza początkowo wykonana była ze słomy, która miała symbolizować przemijalność zła. Obrzęd ten był schrystianizowaną formą prasłowiańskich zwyczajów topienia kukły, symbolizującego zwycięstwo wegetacji i odrodzenia nad śmiercią. Miał też w założeniu późniejszym, jako ludowa interpretacja wartości chrześcijańskich, stanowić akt wydzielenia zła na zewnątrz społeczności (wyniesienie kukły poza wieś), a także wyrażać chęć oczyszczenia przez archaiczną symbolikę wody i ognia (spalenie i utopienie).

 Wielki Czwartek

To wielkie święto Eucharystii, z którą nieodłącznie związana jest symbolika kłosów zboża i kiści winogron. Kłos pojawia się też na grobowych płytach, szczególnie rzymskokatolickich, rzadziej znajdziemy go w nagrobnej metaloplastyce greckokatolickiej. Wymowa symboliczna jest tu dość jednoznaczna – ziarno połączone w jednym chlebie nawiązuje do eucharystycznej łączności z Chrystusem. Kłosy niosą też inne skojarzenie, związane ze żniwami, które często symbolizują kres życia. Źdźbło zboża jest wiotkie, podatne na złamanie, więc i tutaj znajdujemy odniesienie do kruchości ludzkiego życia. Podobnie winorośl w symbolice chrześcijańskiej była wyrazem łączności z Chrystusem, oznaczając też miłość i nieśmiertelność oraz duchowe życie w zjednoczeniu z Bogiem przez Eucharystię. W związku z tym jej liście i owoce znajdujemy często w ornamentach nagrobnych, również regularnie stosowanych na bieszczadzkich krzyżach.

W czwartek i piątek, z uwagi na wyciszenie, zajmowano się już robótkami, przy których można było spokojnie rozważać tajemnicę Triduum – do takich czynności należało malowanie jajek – wzornictwo najczęściej czerpane było ze świata roślin – głównymi motywami były kwiaty, liście, pędy rzadziej również owoce. Ciekawie przedstawia się pewna zbieżność symboliki cierpienia, śmierci i nadziei zmartwychwstania obecnej na bieszczadzkich grobach i na wielkanocnych pisankach. Motywem podstawowym na dawnych nagrobkach jest Maryja cierpiąca pod krzyżem – jako atrybut roślinny wyrazem tej sceny jest kolczasta róża – obecna zarówno na pomnikach, jak też na motywach pisankowych.

Inne kwiaty – takie jak dzwonki poświęcone Maryi lub stylizowane formy kwiatów promienistych, odnoszących się do słońca – i zarazem do Chrystusa. Motywem pisanek może też być stylizowana gałązka oliwna lub palmowy liść – symbol zmartwychwstania i zwycięstwa nad śmiercią. Wśród malowanych lub rytych motywów pojawia się też często cały pęd rośliny – np. bylicy, która we wschodnich Karpatach aż po Huculszczyznę symbolizowała drzewo życia. Równie częste są listki – warto tu zauważyć, że na podkarpackich cmentarzach liść wyrastający z nagrobnego krzyża wyraża często nadzieję na odrodzenie i zmartwychwstanie. Pisanki powstawały dzięki malowaniu woskiem lub skrobaniu w zabarwionej skorupce – wśród motywów były wzorce roślinne, np. kwiatów dzwonka, gałązek sosny, owoców trzmieliny.

Wielki Piątek

Starym zwyczajem na wsiach było chłostanie dzieci pędami młodej wierzby (na pamiątkę biczowania Jezusa) i obmywanie ich w rzece, co miało dać ochronę przed chorobami na cały rok. W tym dniu na terenie Żywiecczyzny sadzono też drzewa owocowe i czosnek, żeby był skuteczny na choroby. Grób Boży ubierano w gałązki z jałowca, przyozdabiając go skrzynkami ze skiełkowanym owsem. W dawnych czasach tarnina służyła do wyrobu korony cierniowej, przygotowywanej na misterium Wielkiego Tygodnia.

Istnieje też wiele innych roślin, które przez cały rok odnoszone są do Męki Pańskiej: Czworolist – z czasem jednak zioło to zostało wprzęgnięte w symbolikę wiary – w chrześcijańskiej ikonografii czworolist stał się znakiem Męki Pańskiej, gdyż układ jego liści kojarzono z krzyżem. W średniowieczu funkcjonowała nawet nazwa „Crux Christi”. Goździk i bniec – na obrazach o tematyce religijnej był odniesieniem do męki Chrystusa lub jej zapowiedzi – pojawiając się na wizerunkach Madonny z Dzieciątkiem (Wysoczański 2001). Działo się tak za sprawą skojarzenia profilu jego kwiatów z gwoździami. Dziurawiec występował pod nazwami o wyraźnie religijnych odniesieniach: krzyżowe ziele, krew Matki Boskiej, krew Pana Jezusa. Dwie ostatnie nazwy pochodzą od właściwości kwiatów, które po zgnieceniu przebarwiają się na kolor czerwonawy. Brodawnik jesienny – kwiaty przypominały promienie słońca, brodawniki były więc w sztuce średniowiecznej symbolem chwały Chrystusa, zaś sokiem mlecznym wskazywały na Chrystusową mękę.

Wielka Sobota

Współcześnie bardzo rozpowszechniona jest stara tradycja święcenia koszyczków z próbkami świątecznego jedzenia. W zależności od terminu święta, koszyki zdobiono przebiśniegiem, pierwiosnką, stokrotką, bratkiem i obwiązywano pędami barwinka (odnoszącego się do symboliki życia wiecznego) i mirtu (który wskazuje na miłość i tęsknotę za nieobecną osobą ukochaną, nadzieję, życie i zmartwychwstanie). Dziś do koszyczka dodaje się też często brusznice, bazie i żonkile. W ludowej obrzędowości żonkil związał się ściśle ze skojarzeniami wielkanocnymi – po dziś dzień często jest ozdobą stołów. Narcyz w konotacjach antycznych symbolizować może sen, odrętwienie, przedwczesną śmierć, egotyzm, próżność i obłęd. Jednak w symbolice wielkanocnej i nagrobnej staje się przede wszystkim obrazem zmartwychwstania. Nieodłącznym elementem dekoracji koszyków wielkanocnych bywa dziś także bukszpan.

Po święceniu pokarmów święcono również ogień i wodę. W tym celu przed kościołem rozpalano ognisko z gałęzi tarniny lub głogu oraz jałowca. Ogień miał oczyszczać, woda – uświęcać i chronić. Palenie ciernistych gałęzi miało wymowę zwycięstwa nad śmiercią. Jałowiec jako znak śmierci, a także tarnina, jako symbol poprzedzającego ją cierpienia, towarzyszą poetyckiej żałobie we współczesnej
poezji – np. u Barbary Bandurki – „Bieszczady”: Wygasłe paleniska / Serca dzwonków / I żałobny koralik tarninyW antyczną symbolikę przezwyciężenia śmierci wpisują się też, kwitnące już o tej porze, przebiśniegi, śnieżyce, pierwiosnki i zawilce. Jako symbol Chrystusa Zmartwychwstałego występuje też skalnica lub rojnik, co wiąże się z ich zielonymi rozetkami wychodzącymi wprost ze szczelin skalnych.

 Niedziela Wielkanocna

Uroczyste śniadanie rozpoczynało się spróbowaniem chrzanu przez każdego domownika – na pamiątkę octu, który podano Chrystusowi przed dopełnieniem cierpienia. Chrzan był także nawiązaniem do świętowania żydowskiej Paschy, podczas której trzeba było spożywać gorzkie zioła, symbolizujące gorycz egipskiej niewoli – u polskich Żydów rolę tę spełniał właśnie jego korzeń, ale także niektóre rośliny zielone, jak np. wrotycz (w większej ilości trujący) – wykorzystywano go do sporządzania deserów na święto Pesach. Jako pozostałość tej tradycji w niektórych rejonach spotkamy jeszcze wrotyczowe ciasteczka wielkanocne.

Lokalnie przed śniadaniem podawano też smażoną pokrzywę. Dziś jako dekorację stawia się na stole skiełkowane ziarno zbóż, a ostrość potrawom dodają kiełki rzeżuchy, które w sensie botanicznym nie są żadną rzeżuchą – to zupełnie osobny rodzaj – pieprzyca siewna. W XIX w celach symboliczno-dekoracyjnych na stole pojawiał się widłak i barwinek. W XX wieku dekorację często stanowiły kwiaty z bibuły. Dzisiaj na stole goszczą również rozkwitnięte gałązki forsycji i ulistnione pędy brzozy. Oczywiście symbolika ta różni się w poszczególnych regionach i strefach klimatycznych – w Grecji i innych krajach śródziemnomorskich ze Świętami Wielkanocy kojarzy się bez lilak, ponieważ właśnie w tym czasie przypada tam czas jego kwitnienia.

Poniedziałek Wielkanocny

Obok mokrego śmigusa praktykowano też suchy – przez okładanie gałązkami wierzbowymi lub brzozowymi, co miało przydawać zdrowia i pomyślności. Lokalnie w tym dniu robiono pisanki, często też pisanki służyły wielkanocna „waluta”. Dawano je gościom jako dar wdzięczności za wielkanocne odwiedziny i śmigus-dyngus. Panny obdarowywały też pisankami swych kawalerów. Był też zwyczaj proszenia żebraków (tzw. „dziadów proszalnych”) o modlitwę za bliskich zmarłych – im również „płacono” w wielkanocnym czasie pisankami.

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Etnologia, Historia, Tradycja