RSS
 

Archiwum - Maj, 2015

Liberalizm i europejskie odwracanie pojęć

23 maj

2015_05_San i Jezioro_Solińskie2

San i Jezioro Solińskie, w głębi połoniny – brama do bieszczadzkiej wolności! :)

Na jednym z portali ekonomicznych przeczytalem właśnie kolejny artykuł, w którym autor piętnuje „neoliberalizm” jako źródło drapieżnej polityki dzisiejszego Zachodu. Zatanawiam się tylko, co pod tym pojęciem rozumie? Przecież to, co nam dziś serwuje unijny dyktat, to nie żaden liberalizm, lecz jakiś biurokratyczny zamordyzm. Czy możemy dziś bez zgody urzędnika wyciąć na swym podwórku drzewo, które zagraża budynkowi? Albo kupić krowę, nie rejestrując jej i nie prowadząc wytyczonej przez Unię buchalterii? Czy możemy postawić na włąsnej ziemi postawić szopkę na narzędzia bez biegania z papierami do urzędu? Czy mogę wsiąść do auta bez zapięcia pasów? Czy będzie nam wolno palić w piecu węglem? To jest liberalizm? Gdzie w tym wszystkim miejsce na wolnosć?…

Stajemy tu przed klasycznym zjawiskiem odwrócenia pojęć, które dziś tak bardzo się w naszym publicznym życiu rozpowszechniło. Jak można mówić o liberalnej (wolnej!) gospodarce, gdy wprowadza się szereg zawiłych regulacji rynku, gdy rolnictwo utrzymuje się na garnuszku dopłat, a rolnicy muszą płacić kary za nadprodukcję i gdy w zarodku tłumi się każdą inicjatywę, przygniatając małe, rodzinne firmy podatkami i tonami papierów? To wszystko jest liberalizm? Chyba rynkowy bolszewizm – że użyję tego mocnego, ale jakże prawdziwego sformułowania znanego filozofa polityki – Johna Gray’a. Bo istotą bolszewizmu jest to, że próbuje nam wmówić, iż działa w imię wolności i demokracji – niestety to, co on głosi, oznacza coś dokładnie odwrotnego.

Liberalizm, owszem, istnieje u nas jedynie w zakresie obyczajowo-ideologicznym – a i to nie zawsze, bo gdy tu i ówdzie pojawiają się zakazy, np. w zakresie systemu wychowania, wychodzenia poza polityczną poprawność, czy też odnośnie różnych form religijnej ekspresji, to takie działania również mają raczej mało wspólnego z liberalizmem. Warto więc na koniec przypomnieć samo pojęcie „liberalizm” (od łac. liberalis – wolnościowy). Gdzie tu mamy wolność, gdy na każde „pierdnięcie” potrzebujemy zgody dziesięciu urzędników? A najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość społeczeństwa godzi się na to, traktując ten stan rzeczy jako „dopust”, który trzeba przyjmować z dobrodziejstwem unijnego inwentarza i z którym się nie dyskutuje…

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Filozofia, Socjologia, Życie

 

Bracia Piłsudscy i etos narodu…

13 maj

2015_05_Piłsudski_Józef_Bronisław

Józef Piłsudski i jego brat, Bronisław – na tle Halicza  - oraz wydane na ich cześć monety…

Wczoraj mieliśmy 80-tą rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego – Polaka, wobec którego rzadko kto przechodzi obojętnie. I w mojej rodzinie nigdy nie milkły dyskusje na jego temat. Kiedyś sam miałem mu za złe przewrót majowy – dziś patrzę na to inaczej. Widząc tę sytuację w szerszym kontekście historycznym, kiedy u bram Rzeczpospolitej kłębiły się hordy bolszewików, a w życie wewnętrzne Kraju zakradała się anarchia i chaos, chyba nie można było inaczej… Zahamować anarchię dla samej anarchii to zwykły zamordyzm, bo ważna jest idea, dla której się tego podejmujemy – jeśli będzie to np. w imię powstrzymania nawałnicy bolszewizmu, to jestem gotów nawet na reaktywację monarchii.  Innymi słowy: samoograniczenie własnej wolności (indywidualnej lub zbiorowej) może być również aktem wolności – jeśli towarzyszy temu świadomy wybór mniejszego zła, czy perspektywicznie widzianego dobra.

Wciąż zadziwiają mnie niektóre wypowiedzi Piłsudskiego, jak np. ta zawarta w ostatniej jego woli, na łożu śmierci: „A zaklinam wszystkich co mnie kochali sprowadzić zwłoki mojej matki z Sugint Wiłkomirskiego powiatu do Wilna i pochować matkę największego rycerza Polski nade mną. Niech dumne serce u stóp dumnej matki spoczywa.” Czy faktycznie miał się za „największego rycerza”? Ale przecież zaraz dodaje, by jego Matka nad jego sercem spoczęła, co jest szczególnym hołdem złożonym macierzyństwu… Pewnie mania wielkości była jedną z jego głównych bolączek, ale wielcy przywódcy często tak mają. Trzeba tu wszakże dodać, że to właśnie ta cecha była m. in. warunkiem niezłomnej walki o niepodległość, a potem o jedność narodu. Ta twardość i duma sprawiły, że pod wodzą Piłsudskiego umilkły w Polsce wewnętrzne spory. Ktoś może powiedzieć, że stało się to za sprawą reżymu – ale nie, z opowiadań moich Dziadków (nie wszyscy byli jego zwolennikami) pamiętam, że zgodnie przyznawali, iż Piłsudski miał szczególną charyzmę i to ona położyła w Polsce kres anarchii, ocalając nie tylko nasz Kraj, ale może i całą Europę.

Niektórzy mu zarzucają, że zniszczył demokrację. Ale czy demokracja jest faktycznie najlepszą formą władzy? Zwłaszcza dla Polski?… Mam coraz więcej wątpliwości. Nie należę do zagorzałych hołdowników Józefa Piłsudskiego – jeśli już, to mam większe uznanie dla jego brata, Bronisława. Natomiast uważam, że Marszałek był rzeczywistym narzędziem w rękach Opatrzności, bo bez Piłsudskiego Polska byłaby bolszewicka. Po odzyskaniu niepodległości szybko pogrążyłaby się w anarchii, co niechybnie zostałoby wykorzystane przez wroga. Polacy są narodem samych paradoksów – jak nikt inny kochają wolność, ale nie potrafią z niej korzystać – prowadzą ze sobą nieustanne wojenki, choć gdy przyjdzie zagrożenie z zewnątrz, jak mało kto potrafią się zjednoczyć w heroicznej ofierze… Wracając do obydwu braci Piłsudskich – który z nich bardziej wart jest pamięci? Czy można ich w ogóle porównywać? Jeden typowy pozytywista, tytan pracy u podstaw, drugi człowiek walki, rzucający wszystko na jedną szalę… Gdy zgłębiam życiorys Józefa Piłsudskiego, odkrywam w nim tyleż polskich słabości, co pociągającej wielkości. I z pewnością to sprawia, że stajemy przed postacią nietuzinkową. Ale myślę, że dla Polaków nie tyle jego osobowość jest ważna, co szczególny mit narodowy, jaki udało mu się swoją osobą stworzyć. Mit, który jednoczy i ożywia, który wytycza pewne drogi i buduje wspólne ideały.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Etyka, Historia, Naród

 

Droga pełna niespodzianek i …żywej obecności

03 maj

2015_05_leśna_droga

Bieszczadzkie drogi bywają trudne do przejścia, bogate w różne rozpadliny i grzęzawiska, ale również pełne niezwykłej obecności – po lewej ślady i odchody żubrów, po prawej – równie świeże tropy niedźwiedzi i wilków… A wszystko z wczorajszego przemierzania lasów pod Nowosiółkami

Życie to droga wielu zakrętów, ostrych zjazdów i podjazdów, czasem dłuższych postojów. Nie zawsze z łatwością przychodzi nam przestawić się na każdy nowy odcinek tej wędrówki. Raz trzeba mocno zwolnić, innym razem z wytężeniem pedałować – ufając, że za stromą górą czeka chwila wytchnienia. Każdy zakręt zmienia też perspektywę widzenia wszystkiego wokół. Ktoś, kto ma skłonności do popadania w rutynę, kto emocjonalnie związuje się z pewnymi sytuacjami, nawykami i relacjami, może przy każdej takiej zmianie napotkać spore trudności – wiem, bo sam do takich osób należę.  Stajemy przed zmianą lub utratą pracy, koniecznością przeprowadzki lub jakimś większym przeorganizowaniem trybu życia. Ktoś bliski umiera, rodzą się dzieci, dorastają i nagle odchodzą w świat. Takie zmiany mogą wywołać poczucie, że cały świat wali się na głowę.

Gdy człowiek wypada z jakiejś roli, jakiegoś relacyjnego układu – uczucia, emocje i nawyki stają nagle pod jakąś zimną ścianą. Przychodzi poczucie pustki, nieprzydatności, a nawet starości… Jednak niezależnie od sprawności i wieku, wraz zamknięciem każdego kolejnego rozdziału, zawsze otwiera się przed człowiekiem jakaś nowa droga, którą trzeba rozpoznać, by płynnie przejść do następnego etapu. Wszystko teraz zależy od tego, jak szybko uda mi się pokonać bariery dawnych przywiązań, emocjonalnych i nawykowych zależności. Na ile będę w stanie otworzyć się na nową perspektywę działań i planowań. Często jednak w tych sytuacjach wola bywa bardzo oporna. Uniwersalnym kluczem do przezwyciężenia własnej niemocy jest świadomość tego, że ktoś mnie potrzebuje – nie tylko w wymiarze fizycznym, ale również w zakresie zwykłej obecności. Nawet wtedy, gdy będę przykuty do łóżka.

Bo czym jest życie, jak nie byciem-dla? Jeśli w ogóle mówimy o jakimkolwiek jego sensie, to tylko w tym wymiarze. A jeśli całą esencją naszej egzystencji jest relacyjność – wchodzenie w relacje, pogłębianie relacji, trwanie w relacjach, przeżywanie relacji… No właśnie: „przeżywanie relacji” – to pojęcie można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach – jako aktywne uczestnictwo w relacjach i jako pokonanie w nich śmierci. Aktywne uczestnictwo to całkowite nakierowanie swej woli, myśli, uczuć i emocji na tą relacyjność.  Pokonanie w relacjach śmierci to przetrwanie naszego żywego odniesienia do osób zmarłych, a także wiara, że moja śmierć nie stanie się kresem mojego odniesienia do Boga, do ludzi, do całego świata. Bo w relacjach zawarta jest jedyna esencja istnienia każdej osoby – to w nich odnajdujemy swoją wartość, w nich stajemy się współtwórcami istnienia. Dlatego dopóki trwa życie, dopóki tli się nasza obecność wśród innych, dopóty istnieje sens bycia i możliwość tworzenia.