RSS
 

Archiwum - Październik, 2015

Między bieszczadzką jesienią a schyłkiem życia – roślinne konotacje związane z przemijaniem i śmiercią

22 paź

2015_10_flora-cmentarzy-bieszczadzkich

Modrzew na kirkucie w Lutowiskach, jesion (5 m obwodu) w Caryńskiem i uschnięty pęd dziewanny na grobie

Późna jesień jest bardzo wymowną porą roku w odczytywaniu symboliki żywych roślin na bieszczadzkich cmentarzach. Sadzone tu często JESIONY jako pierwsze gubią swe liście – kojarzone są więc od dawna z upływem życia. Obraz taki obecny jest w wierszu księdza Twardowskiego: jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień / Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci / w każdą wolną sobotę chodzili po lesie („Drzewa”). W innym wierszu ten sam poeta jesion przywołuje jako znak samego sensu przemijania, przed którym ludzie tak panicznie uciekają: znowu spadają skrzydlaki jesionu (…) / Tylko nam się w głowach poprzewracało / i chcemy wymyślić dzisiaj bez wczoraj / nowe bez starego („Matko Boska Staroświecka”). Wyraźne odniesienie do śmierci znajdujemy też w „Księdze ubogich” Jana Kasprowicza: Zmarł mój przyjaciel leciwy / (…) A za to świeżym się liściem / Pokryły nasze jesiony. Częstymi drzewami cmentarzy bywają też MODRZEWIE. Wedle dawnych wierzeń w ich pniach zamieszkiwać mogą dusze zmarłych, które w ten sposób pokutują za grzechy. Jęczały więc często modrzewie, zwłaszcza przy silniejszym wietrze w dni jesienne, budząc w ludziach respekt i przerażenie. Znajduje to wyraz w „Świteziance” Mickiewicza – w ostatnich strofach poematu drzewo to staje się miejscem pośmiertnej pokuty młodzieńca: Ona po srebrnym pląsa jeziorze, / On pod tym jęczy modrzewiem. / Któż jest młodzieniec? – strzelcem był w borze. / A kto dziewczyna? – ja nie wiem...

Stare, opuszczone cmentarze niejednokrotnie zarośnięte są przez kolczaste JEŻYNY. Na ich pędach jeszcze o tej porze wiszą dojrzałe, czarne owoce – czasem w poezji kojarzone z żałobą, jak u Kasprowicza: A jęk ten idzie po zżętych zagonach / razem z tą pieśnią, którą jęczy dzwon / na rżyskach rusza porzucone kłosy, / czarnymi ożyn jagodami chwieje /…/ Kopcie samotny grób.  Symbolikę śmierci wzmacniają jeżynowe kolce, odnoszące się do jej ościenia . Obecność jeżyny na bieszczadzkich cmentarzach potwierdza współczesny wiersz Jacka Mączki – „Ouroboros”: jak gładko z grzybobrania / w Jaworniku wychynąć / pomiędzy krzyże i jeżynę / czarną ręką jak język.Ożyna” w kontekście umierania występuje też w wierszu innego bieszczadzkiego poety, Janusza Gołdy – „List z Chmiela”: W Bieszczadach już jesień/ poczerniały tarniny głogi ożyny / na Otrycie opadły ostatnie buczyny / – trudno tutaj o radość / gdyby chociaż na chwilkę komary ożyły / I jakby tego umierania / było wokół mało… Zdziczałe cmentarze porastają też, kwitnące do późnej jesieni, GORYCZKI trojeściowe, którym przypisywano nie tylko działanie lecznicze, ale również magiczne – uwalniające od moru i śmierci. Zdarzało się też często, iż na jakiejś mogile wyrosły DZIEWANNY – o tej porze widoczne już w postaci suchych pędów (zdjęcie). Stare przysłowie „Gdzie rośnie dziewanna, tam bez posagu panna” kojarzone było z zaniedbanymi i jałowymi łąkami, gdzie dziewannę łatwo było spotkać. Ale zaniedbanie dotyczyło też spraw duchowych – gdy dziewanna wyrosła na grobie, wierzono, że dusza dopomina się modlitwy. Jan Kasprowicz pisał: A ci się wloką, / świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką, / jak cienie, / do wielkiej się wloką mogiły… / Za nimi DZIEWANNY / z piaszczystych wydm się ruszyły.

Na nowszych cmentarzach, a także na starych mogiłach, które są do dziś pielęgnowane, pojawiają się o tej porze MIECHUNKI – jej puste owoce stanowią bardzo czytelny symbol duszy. Ich barwa odnosi się do miłości, kruchość – do duchowej eteryczności, a odporność na mrozy – do wieczności. Gdzieniegdzie pojawiają się też ZIMOWITY – jedne z najpóźniej kwitnących kwiatów, przy dobrej pogodzie spotykane jeszcze w listopadzie. Kwiaty te stanowią wyraz nadziei na to, że dusza może rozkwitnąć o każdej porze życia. Symbolizują także proces przejścia przez próg śmierci. Zimowit jest rośliną silnie trującą, co może tylko wzmacniać tę wymowę. W greckiej opowieści o argonautach Medea roni krople trującej mikstury, które po upadku zamieniają się w te właśnie kwiaty. Opowieść o takiej przemianie dała podstawę do wiązania wymowy zimowitu z przejściem przez próg transcendencji. W świeckim odczytaniu symboliki zimowitów oznaczają one melancholię, a także cudowną przemianę ducha. Jesienią na groby bywają też przynoszone WRZOSY, które stały się symbolem pamięci o zapomnianych bohaterach, a także zdrowego dystansu do przeszłości. Kwiaty wrzosu wyrażają schyłkowość czegoś, co powoli staje się zamkniętą księgą, ale nadal żyje pięknem swej cichej opowieści.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bieszczady, Etnologia, Tradycja

 

Jak okręt – między skałami i mieliznami…

20 paź

2015_10_Łódź_Solina

Bieszczadzkie „okręty” :) pośród skał i mielizn Jeziora Solińskiego, odsłoniętych przez jesienną suszę…

Każdy z nas jest jak okręt Kolumba w poszukiwaniu lądu. Całe życie można przyrównać do wielkiej żeglugi w nieznane. Aby nie zatonąć, utrzymać kurs, nie osiąść na mieliźnie i nie pomylić lądu, potrzebne są pewne rzeczy. Tak więc nasz statek musi mieć szczelną burtę, mocny żagiel, sprawny ster, wysoko osadzone „gniazdo bocianie”, aktualne i jak najlepsze mapy, no i dokładną busolę. Jak można każdą z tych rzeczy odnieść do naszego wewnętrznego życia? Czy widoczne są analogie i czy ten obraz odsłania nam jakąś prawdę o nas samych?…

BURTA nie może przepuszczać wody – jak nasza duchowość nie może się stać otwarta na wszystko, co oferuje świat.  ŻAGIEL to nasza konstrukcja psychiczna i emocjonalna, która przetwarza wiatr (słowa, wydarzenia) na duchową siłę. STER to nasza wola, która pozwala sprawnie manewrować między mieliznami i skałami, utrzymując właściwy kurs. GNIAZDO bocianie to dystans do tego, co przyziemne, przemijalne, to zdolność do widzenia perspektywicznego. MAPY to duchowe rozeznanie, oparte na nauce i doświadczeniu – nabywane przez książki, przemyślenia i słowa innych. BUSOLA to duchowy program, którym jest Biblia z Ewangelią i nauczanie Kościoła (Katechizm), regularna modlitwa i Msza.

Jak wyglądają te dzisiejsze nasze „okręty”? Niestety zbyt często dbamy bardziej o wygodę kajuty, niż o trzymanie stałego kursu. Wskazujemy na powagę bandery i splendor statku (zabiegając o odpowiedni status społeczny). Konkurujemy w liczbie podległych galerników, którzy mają za nas wiosłować (żądza władzy). Zwiększamy liczbę armat, sposobiąc się do odpierania ataków lub zatapiania innych okrętów. I w tym wszystkim jakby zapominamy o najważniejszym – jaki jest sens i cel całego tego rejsu – że nie będzie on trwał wiecznie, że nawet najokazalsza i najbardziej zbrojna jednostka spocznie kiedyś na dnie lub zostanie wyrzucona na mulistą mieliznę.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Wiara, Życie

 

Bogami jesteście?

15 paź

2015_10_Bogami_jestescie_Ustrzyki_Smolnik

Chrystus Frasobliwy z Ustrzyk Górnych oraz nagrobek i kapliczka z Archaniołem Michałem ze Smolnika

 Co znaczą słowa Biblii „bogami jesteście” – czy nie poraża nas zuchwałość tego wersetu? [1] I co oznacza, że jesteśmy dziećmi Boga? Pierwsze zdanie może nas w jakiś sposób konfundować lub oburzać, drugie brzmi jak banał, katechizmowy slogan. Może więc warto te słowa odczytać inaczej, niż zwykle… Każdy z nas stanowi niepowtarzalną osobowość, dysponuje jakimś bogactwem duchowym, ma określony rodzaj zdolności i wrażliwości, został obdarzony szczególnymi darami. Właśnie – duchowe obdarowywanie człowieka przez Boga jest tak wielkie i bezgraniczne, że sam Bóg w tym rozdawaniu jakby gdzieś znika, dając nam całego siebie, żyjąc w nas i działając przez nas. To ofiarowanie jest tak bezgraniczne, że wydaje nam się, iż jesteśmy w tym świecie osamotnieni. Bóg nie tronuje na wzór dawnych wierzeń – jako apodyktyczny hegemon i zazdrosny władca, ale staje się tak powszechnie obecny w każdym akcie dobra, że często bywa przez nas niezauważony. Owszem, w Starym Testamencie po wielokroć spotykamy się z Jego zazdrością. Byłoby jednak naiwnym antropomorfizmem odczytanie tej zazdrości po ludzku. Paradoksalnie to właśnie owa „zazdrość” wskazuje tu na bezgraniczne oddanie, w którym u Boga nie ma już miejsca na własne „ja”…

 Duchowa rzeczywistość przenika świat materialny, ale zachowuje swą całkowitą odrębność, heterogeniczność – jak pisał Pascal. Nasunęło mi się tu porównanie, że to jakby dwie linie prostopadłe, krzyżujące się ze sobą w jednym tylko punkcie – człowieku. Trudno więc przykładać miarę ontologiczną ze świata materialnego do rzeczywistości duchowej. Nawet w najmniejszej mierze nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, kim jest Bóg? Jaka jest Jego natura? Dzieje się tak dlatego, że nie mamy przystępu do rzeczywistości czysto duchowej, poza małymi przebłyskami objawienia – i poza doświadczaniem (lub wyświadczaniem) dobra czy zła. Jak to więc jest z tymi ludźmi-bogami? Psalm 82 był zawsze dla mnie jednym z najbardziej zagadkowych tekstów Biblii. Tajemnicze są nie tylko cytowane z Psalmu słowa o bogach [2], ale również poprzedzające je wersety. [3] Czy to nie one sugerują nam obecność Boga wśród „bogów” – czyli całkowitego „zamieszkania” Boga pomiędzy tymi, którzy zostali powołani do Jego uobecnienia? Powołanie jednak nie jest tożsame z jego wypełnieniem, na co wskazuje ten Psalm. Można być powołanym, a nie podążać wskazaną drogą, obierając własne, doraźne cele w przemijającym świecie zjawisk.

 Dlaczego użyto tu słowa „bogowie”: Sądził będzie bogów pośród Boga w Bożym zgromadzeniu powstał [jisz'pot elohim b'kerew al-baadat nicwa elohim]. Myślę, że Psalm może tu być odczytany jako słowo skierowane zarówno do konkretnych sędziów (w aspekcie historycznym), jak i na płaszczyźnie czysto duchowej – do całej wspólnoty wiernych, a nawet do wszystkich ludzi, abstrahując od konkretnej sytuacji i znajdując odniesienie ponad wszelkim czasem. Jesteśmy bogami w tym wymiarze, w jakim kropla wody jest wodą – choć w istocie może zawierać różne zanieczyszczenia, będąc również niewyobrażalnie małą i nietrwałą drobiną w odniesieniu do całej wody na świecie. Nie chciałbym jednak, by moje rozważania zabrzmiały tu jak jakaś apologetyka panteizmu. Stąd potrzebne jest też to drugie odniesienie – do „dzieci Bożych”. Paweł Apostoł mówi „postępujcie jak dzieci” [4] Dziecięctwo nie jest już obrazem sugerującym współistotność, lecz wskazującym na pochodzenie i pokrewieństwo (w znaczeniu duchowym). Dlatego nie ma znaku równości między Bogiem a ludzkością – jest natomiast zależność taka, jak między liczbą 1 a N (nieskończonością), niezależną od jakiejkolwiek liczby. N-1=N, N+1=N. Czy N może się zmieścić w 1? Może – gdyby jedynkę dzielić w nieskończoność. Ale obydwie wielkości nie zmienią przy tym swej tożsamości.

___________________________

[1] Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić. (J 10,34-35)

 [2] Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego. Lecz wy pomrzecie jak ludzie, jak jeden mąż, książęta, poupadacie. (Ps 82,6-7)

 [3] Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów, pośrodku bogów sąd odbywa: ”Dokądże będziecie sądzić niegodziwie i trzymać stronę występnych? (Ps 82, 1-2)

 [4] Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! (Ef 5,8)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Duchowość, Religie, Wiara