RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2016

Barwinek – brama do dawnych światów i okno nadziei w pośmiertną przyszłość

23 cze

2016_06_barwinek_cmentarze

Barwinek (Vinca minor), cieszący się tak bogatą gamą kulturowych odniesień i tak głęboko w naszą historię zakorzeniony – na grobach w Hoszowczyku (w środku) i w Wołosatem (po bokach)

Naturalny składnik runa w lasach grądowych na pogórzu, dziś bardziej znany ze stanowisk wtórnych, gdzie przez dawnych Bojków i Łemków był przenoszony. Barwinek, tak często w Bieszczadach porastający stare cmentarze, kapliczki i cerkwiska, radzi sobie z konkurencją innych roślin doskonale – często przeżywając wszystkie pomniki nagrobne i jako jedyny wskazując na dawne miejsca pochówków. Roślina do dziś często używana do zdobienia kościołów i cerkwi – z uwagi na jej mocno utrwaloną symbolikę dotyczącą życia wiecznego… Dziś widać już jego ostatnie kwiaty (kwitnie w maju i czerwcu) – czasem powtarzając kwitnienie późniejszym latem, ale zimotrwałe liście zachowuje przez cały rok, również zimą. Nie zamierają mimo najsroższych mrozów, stąd ich odniesienia do nieśmiertelnej duszy. Barwa kwiatu wiedzie ku skojarzeniom z niebem. Łatwo zakorzeniający się pęd, szybko tworzący zwarte kobierce – to obraz ożywczego niesienia i zakorzeniania Dobrej Nowiny, a lecznicze działanie tej rośliny – może sami spróbujecie odpowiedzieć, jaki mogło mieć wpływ na symbolikę?

 Liście barwinka zawierają alkaloidy obniżające ciśnienie krwi. Obecna w barwinku winkamina stosowana jest jako lek przeciwskurczowy, głównie na dolegliwości wieńcowe, choć jednocześnie w większych dawkach może być trująca. Ksiądz Baroni zalecał go na wspomaganie całego układu krwionośnego. Napar był stosowany zewnętrznie na okłady – głównie na drobne zranienia. Nalewka zażywana w postaci kropel przez niektórych bywała też zalecana w stwardnieniu rozsianym (młode pędy zalane 95 % spiritusem i na 2 tygodnie odstawione). W południowych regionach Polski (Wallis 1995) świeżymi liśćmi okładano szyję chorego na gardło. Ziele to było również zewnętrznie stosowane na Ukrainie – jako środek gojący rany, a wewnętrznie – na krwawienia jelitowe i maciczne (Wołynczenko 2002). Młode liście z octem spożywano po ukąszeniu żmii lub owadów. Zaś kwitnące pędy zalane winem służyły do hamowania upławów. W czasach Pliniusza (I wiek) barwinek znany był jako „ziele zębowe” – przy bólach zębów usta płukało się jego wywarem. Syreniusz (XVI w.) podawał, że barwinek przewiązany u łona miał przed poronieniem chronić. W ukraińskiej części Karpat Wschodnich stosowało się go również jako środek krwiotwórczy i oczyszczający. W średniowiecznej Francji ziele to nie miało tak jednoznacznych konotacji i zwano je „fiołkiem czarownic”, co wynikało z powszechności magicznego stosowania. Z kolei Słowianie wierzyli, że to właśnie barwinek chroni od wszelkich złych mocy, również od czarownic. W ludowej obrzędowości Karpat ulistnionymi pędami przyozdabiano też koszyczki z wielkanocną święconką i wyplatano z nich panieńskie wianuszki (Siarkowski 1890). U Bojków wiązał się z ceremonią zaślubin, dlatego niezamężnym pannom wkładano do trumny wianek z barwinka (Falkowski,  Pasznycki 1935). W okolicy Wołkowyi przed Weselem zdobiło się chałupy (okna i drzwi) plecionkami z barwinka, a barwinkowe wianki ze wstążkami, stosowane były jako naznaczenie młodożeńców.

 Skąd się biorą te wszystkie nasze subiektywne relacje do roślin? Czy bardziej wpływ na to mają dawne WIERZENIA? (które często w sposób zupełnie podświadomy przekazywane są z pokolenia na pokolenie – jako emocjonalne podejście do określonych roślin), utrwalone w kulturze MOTYWY? (w malarstwie, literaturze, poezji itd.), FUNKCJE LECZNICZE? (sposób fizjologicznego oddziaływania na nasz organizm), a może sama BIOLOGIA i MORFOLOGIA? (cechy budowy i sposób „zachowania”, czyli wrażenia wizualne, w których odczytujemy różne treści), czy też całkiem indywidualne i osobiste SKOJARZENIA? (czyli aspekty wiążące daną roślinę z różnymi wydarzeniami w naszym życiu). Nie bez znaczenia pozostaje łacińska nazwa - barwinek zwany mniejszym (minor) staje się prawdziwym gigantem w zakresie symboliki życia duchowego… A może jeszcze inne aspekty, których tu nie wymieniłem?…

Literatura:
  • Falkowski J., Pasznycki B. 1935. Na pograniczu Łemkowsko-Bojkowskiem. Prace etnograficzne. Wydawnictwo Towarzystwa Ludoznawczego. Lwów.
  • Siarkowski W. 1883. Legendy o zwierzętach, drzewach i roślinach. Zwak, Kraków.
  • Wallis Stanisław 1995. Stanisława Wallisa zielnik roślin leczniczych i magicznych. Muzeum w Chorzowie.
  • Wołynczenko W. A. 2002. Lekarstwiennyje trawjanyje zbory. 3600 cjelitelnych receptow. Izdatjelstwo Act, Izdatjelstwo Stałker, Donieck.
 

Historia bojkowskich wołów – w bukach zapisana…

09 cze

2016_06_Wincenty_Pol_buczyny_pastwiskowe

Buczyny popastwiskowe – po prawej stary, olbrzymi buk, spod którego wypływa źródło (może to o nim pisał Wincenty Pol?) – w środku historyczne zdjęcie stoków Wetlińskiej, odlesionych przez bojkowski wypas.

Dziś w całości oddam głos naszej narodowej literaturze, w której nie brakuje pięknych stronic poświęconych Bieszczadom. A rzecz będzie o dawnym pasterstwie – i połączeniu go z dzisiejszą fizjonomią bieszczadzkich lasów. Wincenty Pol w 1869 roku tak o Bieszczadach i tutejszych wołach pisał:

„Wielkie równiny obiegły olbrzymi łuk
Karpat i trzy rasy stepowego bydła, węgierskiego,
wołoskiego i podolskiego wołu, zetknęły się na
„Beskidzie, a odrębny rodzaj paszy wydał tak zwane
•werhowyskie woły. Ani wół z kampanii rzymskiej
nie jest okazalszy: rogi i kształt biorą od wę-
gierskich wołów, ale wagę, budowę kości i ogrom
biorą od podolskiego wołu.

Gdy spojrzyć na stado
takich werchowyskich wołów, zdaje się jak gdyby
z suchego lasu wychodziły, tak ogromne sterczą po
nad stadem rogi, przytem ma to bydło wielkie zalety,
bo z ręki przez długą zimę chowane jest łagodne,
uczne, nakłada się łatwo do jarzma, jest w orce
spore, bo ma krok bardzo duży, nie bodzie i nie
ma narowów. Nieraz z zadziwieniem patrzałem na
małego chłopczynę lub małą dziewczynkę jak sześć
i ośm takich rogaczy prowadziła do wody, z jaką
powolnością szły za nią, lub wracały przed nią od
wody, oglądając się co chwila i porykując z cicha,
jak gdyby się bały, żeby im dziecko nie zginęło,
które niemi rządzi.

Przypatrywałem się takiemu stadu werchowyrskich
wołów w Siankach na Beskidzie, siedząc w cieniu
starego buka, z pod którego korzeni San srebrnym
wypływał potokiem… Tu u źródeł Sanu w tem
uroczysku ziemi były pokoszone łąki dokoła i wonnem
sianem pachniał cały Beskid, — a myśl biegła
z szumnym potokiem w równiny o mil kilkadziesiąt,
gdzie pod wysokiem brzegowiskiem starego Sandomierza
San domierzył Wisły!.. Ostatnie to wody górskie,
które Wisła z sobą zabiera…” * (1)

Jako pamiątka po dawnych wołach ostały się jeszcze malownicze buczyny popastwiskowe, które raz przybierają postać dziwacznych, olbrzymich mioteł – innym razem wprowadzają nas do baśniowego lasu.  Fantazyjnie powykręcane, zgrubiałe i guzowate konary oraz głęboko wydziuplone pnie mogą snuć niejedną opowieść, przywodząc przed oczy minione kształty świata Bojków.

*(1) Wincenty Pol, Północny wschód Europy – w: „Obrazy z życia i natury” Serya I. Tom 1., str. 214 -
http://rcin.org.pl/Content/4632/WA51_2713_PAN32475-t1-r1869_Obrazy-z-zycia.pdf

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bieszczady, Biologia, Historia