RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2016

Nie „istota rzeczy” a osoba istoty…

18 lip

2016_07_trzy-potoki_trzy-osobyTrzy potoki na wschodnich stokach Rozsypańca…

Tak często poszukujemy prawdy o bycie, wskazując na różne koncepcje „istoty rzeczy”, że można się już w tym wszystkim zagubić – popadając w nihilistyczny relatywizm lub cyniczny pragmatyzm. Poszukując filozoficznego kamienia lub religijnej „czystości wiary” ludzie popadali w zaciekłe spory, które tak często prowadziły do samowyniszczenia, niejednokrotnie w imię najwyższych wartości, że wielu zwątpiło w istnienie Prawdy. Co ciekawe, w sporach tych tworzyły się koalicje, które z czasem traciły z pola widzenia ową „istotę rzeczy”, używając jej jedynie jako maczugi do wzajemnego okładania się po głowach. Filozoficzne i teologiczne frazesy stosowano w sposób bezkrytyczny i bezrefleksyjny. W koalicjach takich człowiek nabiera zadziwiającej skłonności do wyszukiwania błędów u wroga, jak również do wybielania swoich stronników, znajdując dla nich przeróżne usprawiedliwienia – bez względu na racjonalną ocenę faktów. Czy taka skłonność świadczy o braku obiektywnej prawdy, czy też może o tak upadłej naturze człowieka, iż nie jest już w stanie do tej prawdy sięgać? A może istnieje jeszcze odpowiedź trzecia?…

Argentyński pisarz Jorge Borges w swej historiozoficznej powieści „Teologowie” przedstawia dwóch zaciekłych oponentów religijnych z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Konflikt między nimi narósł już do takich rozmiarów, że wydawało się, iż tylko jeden mógł mieć rację – a drugi, sądząc po ludzku, musiał być przez Boga potępiony. Jakież było ich zaskoczenie, gdy okazało się, że Boga bardziej interesują owi teologowie, niż ich „teologiczne prawdy”. Jako katolik, wierzący w istnienie prawdy obiektywnej, nie chcę tu niczego relatywizować i rozmywać w potoku słów. Myślę jednak, że ta opowieść doskonale wskazuje na charakter niezmienności Prawdy i jej niezależności od naszego rozumu. Podczas gdy my tak często zanurzamy się w spekulacjach na temat natury rzeczy i roztrząsamy istotę moralnych praw, najważniejsze jest to, co się wówczas dokonuje w naszym sercu, tj. w samym rdzeniu naszej duszy. Personalistyczne podejście do wiary tchnie głęboką nadzieją, że wszelkie napięcia i różnice ostatecznie zostaną w Bogu przezwyciężone – i tylko w Nim może się to stać. To On sprawia, że pozorne sprzeczności i wszelkie paradoksy odsłaniają się jako inne perspektywy tej samej Prawdy.

Nauka sama w sobie pusta jest – nie istnieje prawda dla samej prawdy. Nie ma istoty rzeczy i sensu bycia poza doświadczeniem OSOBY, która staje się jedynym weryfikatorem Prawdy. Troska o osobę, która na trwałe wpisana została w zachodnie rozumienie praw człowieka, wynika właśnie z tego personalistycznego odniesienia. A ono z kolei zrodziło się na gruncie teologicznego dogmatu o Trójcy Świętej. Jakkolwiek może to się dziwne dziś wydawać, to właśnie ta prawda teologiczna zrodziła szacunek do osoby jako takiej – pomijając wzgląd na jej urodzenie, intelekt i przydatność. Wzajemna relacja Trójcy stała się obrazem najwyższego dobra i szczęścia, które jest wewnętrzną rzeczywistością jedynego Boga. Paradoks nie do przeskoczenia dla ludzkiego umysłu, staje się intuicyjnym drogowskazem do jedynej Prawdy o człowieku i o całym świecie. Ojciec, Syn i Duch – trzy osoby, trzy twarze, trzy kategorie relacji, trzy tajemnice – w jednym Bogu. Paradoks, który może być przezwyciężony tylko w ostatecznym Spotkaniu…

 

Wieczność, wolność, kreatywność…

12 lip

2016-07-Torfowisko-rosiczka-RELACYJNOŚĆ Moja „zielona murawa” ;) na torfowisku w Wołosatem podczas sadzenia rosiczki – stanowisko przy kładce do celów edukacyjnych… Czy każda nasza czynność i każda pasja ma swoje drugie dno?

Trener Portugalii, która niespodzianie wygrała Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, otwarcie wyznał, że inspirację znajduje w zmartwychwstałym Chrystusie. Zastanowiło mnie to, jak wygląda życie wieczne w wyobrażeniu kogoś, kto całe życie poświęcił jednej pasji? Czy rajem dla niego jest piłkarska murawa? A może wolność i kreatywność, jakiej doświadcza każdy pasjonat, staje się rzeczywistością w czystej postaci? To znaczy taką, która nie wymaga już materialnej oprawy, a która za życia znajduje w tej oprawie jakiś przedsmak wieczności?

Innymi słowy: czy materia jest tylko tworzywem, za pomocą którego na różne sposoby wyrażamy coś, co bez niej w warunkach egzystencjalnych byłoby niewyrażalne? Niezaangażowanemu obserwatorowi futbol może wydawać się tylko bezsensownym bieganiem za nadmuchanym pęcherzem. Sam nigdy nie byłem pasjonatem piłki, ale zawsze ciekawił mnie ten fenomen. Próbowałem zrozumieć tych, którzy świata poza piłką nie widzą – dotyczy to również każdej innej pasji.

Jedynym rozwiązaniem tej zagadki wydaje mi się właśnie takie tłumaczenie: cała materia, jak też towarzyszące jej z naszej strony prozaiczne czynności, w określonych okolicznościach stają się ekspresją ducha i ożywieniem relacyjności. Tak naprawdę w sporcie nie liczy się żaden wynik, forma czy sława – ale nasza relacja do świata, do innych i do samego siebie. To ona staje się zapowiedzią Relacji, której jeszcze do końca nie znamy i nie rozumiemy, a która zdaje się być sensem całego istnienia…

 

Czy różniąca się interpretacja zjawisk musi się wzajemnie wykluczać?

05 lip

2016_07_GRAD-LILIABurza i gradobicie w Wołosatem po dokuczliwym upale – i kruche piękno lilii złotogłów tuż przed burzą na Połoninie Bukowskiej…

Istnieją różne formy pamięci i historii, z których wyodrębniłbym szczególnie trzy: 1) FAKTOGRAFIĘ – powszechnie zwiemy ją historią, jej zadaniem jest obiektywne gromadzenie wiedzy o minionych wydarzeniach. Ten rodzaj pamięci wymaga maksymalnego dystansu emocjonalnego – wygaszenia wszelkich subiektywizmów i jednostronnych komentarzy; 2) WSPOMNIENIA – to również historia, tylko o charakterze bardzo osobistym. Taką historię poznajemy zwykle w naszych rodzinach lub kontaktach z osobami starszymi. Bardzo lubię czytać pamiętniki, które przeniknięte są subiektywnymi odczuciami i refleksjami – czyjeś wspomnienia wnoszą w historię coś, co pozwala nam ją na nowo przeżywać przez pryzmat konkretnej osoby. Wreszcie poziom 3) MITOLOGIA – to historia pamięci zbiorowej, często świadomie lub nieświadomie zdeformowanej, przybierającej postać metaforyczną lub mocno wyidealizowaną. Tutaj poznajemy społecznie utrwalone przekonania, pragnienia czy wyobrażenia. Mitologia nigdy nie jest kłamstwem – pod warunkiem, że potrafimy ją oddzielić od faktów.

Każdy z tych trzech poziomów historii opowiada nam jakąś prawdę, odsłaniając przed nami istotę samych zdarzeń, albo też koncentrując się na osobistych wspomnieniach lub zbiorowych wyobrażeniach. Problemem nie jest ani jednostronny subiektywizm (towarzyszący historii wspomnieniowej), ani deformacja obecna w zbiorowym idealizowaniu zdarzeń lub postaci. Prawdziwy zgrzyt rodzi się tam, gdzie próbujemy ze sobą rozmawiać, obierając za punkt wyjścia różne płaszczyzny i usiłując je sobie wzajemnie narzucać. Można to dostrzec w tak drażliwych tematach, jak stosunek do UPA czy do historii Solidarności. Ale by uniknąć niepotrzebnych emocji, które mogłyby przysłonić istotę rzeczy, weźmy przykład bardziej neutralny – dotyczący powyższych zjawisk. Ktoś powie, że ów grad jest aktem zazdrosnego Płanetnika, który zesłał gradową chmurę wraz z burzą jako wyraz gniewu za naszą niefrasobliwość. Ktoś inny wyśmieje takie tłumaczenie, starając się naukowo przedstawić proces powstawania gradu w cyklicznie wstępujących ruchach powietrza. Znajdzie się też trzeci człowiek, który westchnie, że za jego czasów stawiało się w oknie gromnicę, a bukiet lilii ofiarowało się Matce Bożej – dziś już nikt tego nie robi, więc żywioły niszczą ziemię… Czy tylko jeden z nich będzie mówił prawdę?

Przyznając rację każdej z powyższych wypowiedzi, wcale nie muszę wchodzić na grunt sprzeczności czy relatywizmu. Wystarczy, że oddzielę od siebie poszczególne płaszczyzny. Prawda mitologiczna mówi o naszych lękach i pragnieniach na sposób wierzeniowy i metaforyczny. Dojrzała mitologia staje się poezją, która odkrywa przed nami świat duchowych wartości i międzyosobowych relacji, tłumacząc w tym języku również stosunek do otaczających nas zjawisk. Historia wspomnieniowa przekazuje nam prawdę o wewnętrznym świecie minionych pokoleń – aby je zrozumieć, nie sposób pomijać ich stanu wiedzy i wyobrażeń. Nie można też oddzielać ich życiowej postawy od wiary, którą żyli. Wreszcie faktografia daje nam w miarę obiektywny opis zjawisk – ale pozbawiony emocji, pragnień i fantazji, przez co jest on uboższy o czynnik czysto ludzki… Czy można zadowolić się tylko jednym sposobem przedstawiania historii? Pytanie wcale nie jest takie abstrakcyjne, zważywszy, jak często zdarza nam się dziś wkraczać na płaszczyzny mitologii i subiektywizmu, myląc je z obiektywnym stanem rzeczy. Ulegamy wzajemnym niechęciom, potęgując narodowe i religijne napięcia, nie próbując głębiej wejść w motywy czyjegoś przeinaczania zdarzeń. Czy zawsze musi ono płynąć ze złej woli?