RSS
 

Archiwum - Październik, 2016

Przekraczając rozum…

24 paź

2016_10_WIARA-NADZIEJA-MILOSCŚwięty Andrzej z Hoszowa i Dymitr z Wołosatego (moje wizje na szklanych miniaturkach)

Coraz częściej można się zetknąć z podejściem, że religia jest zaprzeczeniem wiary. To wynik zarówno relatywistycznego podejścia do prawdy, jak też antyświadectwa ludzi podających się za wierzących. Spotykamy się z różnymi definicjami wiary, jak też z jej zupełnie prywatnymi pojęciami. Wczoraj rozmyślałem, czym właściwie jest ta wiara dla mnie – rozpatrując ją w kontekście z dwiema pozostałymi cnotami teologalnymi – nadzieją i miłością. Rozważania te doprowadziły mnie do pewnego schematu, który oczywiście jest tylko uproszczonym szkicem myślowym, nie obejmując całości zagadnienia i nie dając odpowiedzi uniwersalnej. Stanowi dla mnie formę uporządkowania moich osobistych myśli na ten temat. Byłbym jednak wdzięczny za podzielenie się własną weryfikacją tych odniesień do życia duchowego w każdym innym osobistym jego przeżywaniu. Chciałbym też zadać pytanie, czy możliwa jest ekspresja wiary w życiu całej społeczności, jeśli wyjmie się ją z ram religijności?

Według mojego schematu WIARA musi się wspierać na dwóch filarach – na postawieniu zasadniczych PYTAŃ (zadanych uczciwie i odważnie, motywowanych pragnieniem wypełnienia swego życia sensem) oraz na uznaniu TAJEMNICY (transcendencji, która wpisana jest w byt i nasze w nim bytowanie). Bo człowiek mimo usilnych starań nigdy nie będzie w stanie ogarnąć całej prawdy, tak jak nie jest w stanie wyobrazić sobie całego kosmosu w jego nieograniczonej potencji i czasoprzestrzeni). Pytanie wymaga więc całkowitej redukcji w punkcie wyjścia: nic nie wiem, ale mam szczerą wolę poznać główne drogowskazy i za nimi podążać. Tajemnica jest natomiast postawą szacunku wobec przerastającej mnie rzeczywistości – jest zapatrzeniem w ogrom stworzenia i paradoksu, medytacją nad jego Źródłami i kontemplacją całego Istnienia, z nakierowaniem ku jego Horyzontom.

Warto się teraz zastanawiać, czy swoistą kruchtą, przez którą człowiek musi wkroczyć w przestrzeń wiary, nie jest NADZIEJA – bo przecież to w niej musimy najpierw porzucić to, co dotąd okazało się złudne i niewystarczające: ludzką WIEDZĘ (potencję i cały zasób naszego rozumu), jak też ZMYSŁY (opieranie się na danych empirycznych). Dopiero doświadczenie radykalnego SCEPTYCYZMU wprowadza mnie w przestrzeń ufności, której wyrazem jest pokora i cierpliwość… Wreszcie MIŁOŚĆ, którą Paweł Apostoł wskazuje jako cnotę najważniejszą i nieprzemijającą, a która według mnie musi opierać się na filarze OTWARTOŚCI – zarówno wobec Prawdy (tu już używam dużej litery, bo mamy do czynienia z mniej lub bardziej świadomym wychodzeniem ku Chrystusowi), jak też wobec drugiego człowieka. Ale otwartość musi być w miłości zawsze zwieńczona ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ – za SIEBIE (gdy konsekwencja moich działań wynika z uczciwości wobec własnego rozpoznania) – i za INNEGO, gdy otwarcie na drugiego człowieka skłania mnie do współprzeżywania jego sytuacji i gotowości do ofiarowania się za niego.

 

Istota Prawdy – przez „P” jak PERSONA

07 paź

2016_10_Gromadzyn

Prawda jest jak ta góra, którą na co dzień widzimy w prostej bryle – dopiero mgły wydobyć z niej potrafią całą złożoność rzeźby, zakrywając inne fragmenty krajobrazu, do których tak bardzo przywykliśmy… Gromadzyń.

Dwie osoby jadą na wczasy, trafiając na ten sam turnus, do tego samego pensjonatu. Po powrocie jedna mówi, że pogoda była paskudna, hotel niewygodny, a obsługa nieprzyjemna. Relacja osoby drugiej jest dokładnie odwrotna. Czy któraś z nich kłamie? Nie, bo obydwie odnoszą się do swego odczucia, na które składają się fakty, ale już wewnętrznie przetworzone. I bynajmniej nie można tu mówić, że są różne prawdy. Taka analogia nasunęła mi się dziś po rozmowie na temat pewnego filmu historycznego o tematyce biblijnej, kiedy zetknąłem się z dwiema różnymi opiniami. Pierwszy rozmówca uznał, że film był nudny i kiczowaty. Druga osoba wskazała na różnorodność interpretacji historycznych – konkludując, że skoro jest ich tak wiele i tak bardzo od siebie odbiegają, to znaczy, że wszystkie je można włożyć między bajki. Dodam, że obydwie osoby bardzo szanuję, a ich opinie były dla mnie ważne nie tylko odnośnie filmu, ale przede wszystkim dlatego, że zainspirowały mnie do rozważań nad prawdą obiektywną.

Przenosząc powyższe historie na sferę duchową, żyjemy na rożnych płaszczyznach i poziomach, wlokąc za sobą worki rozmaitych doświadczeń i uwarunkowań. Bywają więc różnice w wewnętrznej konstrukcji, balaście, położeniu i duchowej dojrzałości. Ktoś może w pewnych sprawach być ode mnie bardziej zaawansowany i wymaga już innych bodźców do dalszego rozwoju. Może też mieć inną naturę – więc co innego będzie do niego mocniej przemawiać. Albo znajdować się w innym punkcie drogi, z którego widoczne są już inne szczyty. Błędem byłoby jednak z tego wyciągać wnioski o relatywności prawdy, bo przecież uczestniczymy w tej samej rzeczywistości zewnętrznej, choć nasze położenie sprawia, że dla każdego wygląda ona zupełnie inaczej… Dlaczego Jezus milczał na pytanie Piłata „co to jest prawda?” – czyżby uchylał się od odpowiedzi, bo rozmówca nie był jej godny? A może właśnie milczenie było w tej konkretnej sytuacji najlepszą odpowiedzią? Wcześniej przecież wyraził się na temat Prawdy do swych uczniów – w słowach równie trudnych dla nich do pojęcia: „Ja jestem Prawdą, Drogą i Życiem” (J 14,6)…

Ktoś zadał mi ostatnio pytanie: dlaczego Jezus po prostu nie spisał całej prawdy? Byłoby wtedy wszystko jednoznaczne… Może właśnie dlatego, że Prawdy nie da się zmieścić w żadnym słowie. Każda próba jej literalnego wyłożenia dałaby tylko kolejny traktat filozoficzny czy teologiczny, być może mądrzejszy niż wszystkie inne – ale nadal ograniczony miałkością słowa, które każdy rozumiałby po swojemu. Bo Prawda ma zawsze wymiar OSOBOWY. Stąd słowa „Ja jestem Prawdą…” nie są wyrazem jakiegoś egocentryzmu, ale wskazaniem na własne życie. Tak jak Jezus urzeczywistnił tę Prawdę przez całopalną ofiarę z siebie, tak każdy z nas wchodzi w Jej wymiar o tyle, o ile pełni posługę wobec drugiego, otwiera się przed nim, obdarowuje go i ponosi za niego ofiarę, znajdując tę Prawdę w postawie pokory wobec tajemnicy istnienia – i w gotowości oddania swego życia. Tylko to jest pełnym wymiarem Prawdy, której można DOŚWIADCZAĆ – nigdy nie da się jej POJĄĆ. Wkraczanie w przestrzeń dobra usuwa z nas lęki i wątpliwości. Osobowe pojęcie Prawdy na trwałe zespala ją z Dobrem, dystansując się do suchej faktografii. Bo czy prości ludzie, którzy wierzą w słodkie historie hagiograficzne, muszą być dalsi Prawdy niż mędrcy? Nie – bo właśnie ci prostaczowie wchodzą w wymiar Prawdy przez duże „P”… P jak Persona.