RSS
 

W kainowym mroku…

04 lut

2017_02_Kain

„Kain, Abel i Adam” – William Bouguereau (1888) oraz “Kain i Abel” – Pietro Novelli (1630) – w środku: stary, bieszczadzki buk, który był pewnie świadkiem niejednego…

Czy podział na Abla-pasterza i Kaina-rolnika mówi nam o jakiejś ukrytej prawdzie? Dlaczego Bóg nie chciał spojrzeć na ofiarę Kaina? Bóg mówi do niego: „gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną”. Czyli grzech starszego brata miał początek nie tylko przed samym dokonaniem zbrodni, ale nawet przed złożeniem ofiary. Jego źródłem nie była więc odmowa jej przyjęcia, ale coś znacznie głębszego, co tkwiło w sercu Kaina. Co symbolizują „wrota” w słowach Boga: „grzech leży u wrót i czyha na ciebie”? Czy owe „wrota” nie są prapoczątkiem aktu woli, kiedy to człowiek decyduje się na wpuszczenie do swego serca zazdrości lub pożądania? Czy sama zbrodnia nie jest już tylko zewnętrzną ekspresją tego pierwotnego aktu?

Gdy Bóg pyta Kaina, gdzie jest Abel, pada znamienna odpowiedź „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” – słowa świadczące o zerwaniu nici odpowiedzialności za brata. Co to znaczy, że ziemia Kaina nie wyda już plonu? Przecież wiemy, że złoczyńca często osiąga większy „plon” od człowieka dobrego. Ale czy potrafi się nim prawdziwie cieszyć? Czy brak plonu nie dotyczy duchowego wymiaru „plonowania”? Przecież sam Kain mówi „każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!” – jego sumienie skazuje go na wieczny lęk. To sumienie jest prawdziwą ziemią wygnania „na wschód od Edenu” . I to ono stwarza glebę jałową, która nie może już wydać plonu radującego serce.

Ale Bóg nie chciał zemsty na Kainie, ogłaszając też, że: „ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie”. Dlaczego bratobójca Kain był przez Boga chroniony – a inny zabójca miałby ponieść karę siedmiokrotną? Warto tu jednak zauważyć, że Bóg nie mówi, iżby sam miał być mścicielem. Źródłem każdej pomsty jest również sumienie – to ono rodzi lęki i wszelkie niepokoje. Człowiek sam na sobie szuka wyroku za zło, które wyrządził. Sam też próbuje to prawo zemsty stosować na innych, z każdym aktem kolejnego odwetu biorąc na siebie jeszcze większe jarzmo – oddalając się coraz dalej od Edenu, na ziemie jeszcze bardziej cierniste i jałowe. W jakim wymiarze tragedia Kaina dotyka każdego z nas?…

 
Komentarze (17)

Napisane przez w kategorii Duchowość, Etyka, Psychologia, Wiara

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Midrasz

    7 lutego 2017 o 21:32

    „Co więc będzie syntezą”? Sądze ,że jest nią porządek prawno obyczajowy ,który wynikł ze śmierci Abla. Prawo boskie a kodyfikujące sie prawa ludzi.Oczywiscie przez wieki oparte na prawie boskim.Choć przysłowiowa zbrodnia i kara powoli zastepowana jest relatywizującym czynem i ewentualną resocjalizacją.
    Nawiasem mówiąc zastanawiam sie czemu ofiara Kaina nie podobała sie Bogu. Czy to nie jest jakas forma niszczycielskiego relatywizmu?

     
    • ~Beszad

      8 lutego 2017 o 10:17

      Midrasz – to oryginalne spojrzenie, nie pomyślałbym w ten sposób. Być może dlatego, że mam dość ograniczone zaufanie do budowania harmonii na poziomie prawa i społeczeństw (patrz na moją wcześniejszą odpowiedź kierowaną do Daniela). Ale nie wykluczam, że może to właśnie w Twoich słowach należałoby szukać tej syntezy.

      Pytasz o powód nieprzyjęcia ofiary Kaina. A może trzeba na to spojrzeć z drugiej strony? Może ta ofiara nie była ofiarowana? Bóg przecież jeszcze przedtem widział ponure oblicze Kaina – myślę, że to był obraz braku szczerej intencji. A tam, gdzie coś jest ofiarowane bez wewnętrznego otwarcia – z interesu lub lęku (przymusu), tam trudno mówić o prawdziwej ofierze.

      PS. Miło mi, że imię zostało przyjęte. ;)

       
  2. ~Beszad

    7 lutego 2017 o 14:30

    K-a-bel, Dlaczego w Twych słowach zabrzmiał mi Nietzsche? Zacytuję z wcześniejszej Twej wypowiedzi: „Być może jej osiągnięcie (wolnej woli) dokonuje się poprzez Ofiarę (np.odrzucenie praw boskich) będącą jedynym sposobem przełamania Fatum. Zakładam , że każdy z nas jest Kainem , który trzyma w dłoni owoc z drzewa poznania.Ablem zaś jest wszystko i każdy wobec kogo nasze postępowanie było niezgodne z boskim eschatonem.”

    Odczytałem w tym manifest przeciwstawienia się Prawu stanowionemu przez Boga, by osiągnąć poziom wolnej woli. Ale można to również odczytać, jak mówisz, po manichejsku. Piszesz, że przez zabójstwo „Kain uwalnia idee zamknięte w figurze Abla” (tu również odczytałem nietzscheańską moc woli – choć Tobie prawdopodobnie chodzi tu raczej o podążanie za przeznaczeniem, jakie zostało przez Boga przygotowane). Spróbujmy więc ten dylemat odczytać po heglowsku…

    Tezą jest Abel (postawa oparta na Prawie). Antytezą – Kain (bunt wobec Prawa i człowieka rozumianego jako stworzenie dla służby Bogu). Co będzie więc antytezą? Uwolnienie od prawa dla świadomego wyboru ofiary? Przezwyciężenie zniewolenia (porządkiem narzuconym, jak i własną wolnością), by osiągnąć zupełnie nowy poziom świadomej odpowiedzialności? Skoro mam Cię nazwać, pozwól, że dam Ci imię Midrasz. (teraz, jeśli się nie godzisz, musisz podać własne imię) :)

     
  3. ~K-a-bel

    7 lutego 2017 o 01:50

    Po głowie bardziej chodził mi dualizm lub wręcz manicheizm i heglowska dialektyka w odniesieniu do K i A. Albo jeszcze inaczej ,Kain zabija Abla ale uwalnia pewne idee zamknięte w „figurze” Abla ,ktòre rzutują następnie na etykę i prawodastwo. Kain przecież swoim czynem wywołuje reakcję Boga!!
    A więc dokonuje się pewna synteza w osobie K i A. Bardzo ciekawie brzmi wątek K i A przytoczone w Midraszu i Koranie (wiki).
    Czy Bóg ogranicza naszą wolność? Myślę ,że Bóg stworzył tylko ontologiczne okoliczności i narzędzia. Taką wolność od-Boga w moim rozumieniu można poròwnać do pływaka , ktòry chcąc poznać głębiny wstrzymuje oddech, odmawiając sobie tlenu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania,by ostatecznie gwałtownie zwrócić się ku powierzchni.
    Czy można uciec od woli Boga skoro On sam dał nam pojęcie wolności.Czy to nie jest przeznaczenie i fatum żyć w nieprzekraczalności boskiej płaszczyzny pojęć ,które wykorzystujemy bezskutecznie do budowy ludzkiego imperium bez Boga?I tu się chyba zaczynał Nietzsche.Dziękuję za uwagę. Mam prośbę ,nadaj mi jakieś imię, tak będzie ciekawiej.

     
  4. ~Daniel

    5 lutego 2017 o 14:03

    Ta przypowieść jest dowodem na to, że Księga Rodzaju powstała po Księdze Wyjścia, jak twierdzą niektórzy historycy. Kaim bał się kary za zbrodnię, bo musiał znać już Prawo Mojżeszowe wprowadzające karę śmierci. Takiej kary nie ma w Dekalogu, a jedynie wygnanie z Edenu. Dekalog musiał być też znany i rozumiany.

    Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Składanie ofiar dla Boga wprowadził Mojżesz i na ołtarzach w świątyni składano je ze zwierząt, a nie z płodów roli. Dopasowano wiec legendę, to prawa, które dopiero miało powstać. To tłuszcz dawał miłą woń i był cenionym pokarmem dla kapłanów.

    Ciekawe jest to, że mimo iż w przyszłości Prawo Mojżeszowe będzie dominujące, to zwyciężały rozwiązania Boga Dekalogu, odrzucające zemstę i chroniące życie. Bo tylko żywy człowiek może zapanować nad grzechem, a to jednocześnie oznacza, że dojrzał do miłości i związaną z nią mądrość wybierania dobra.
    Największy grzech będzie wybaczony gdy człowiek zrozumie go i zapanuje nad nim. To potem pojawia się w Ewangelii Łukasza 15,24 ” bo oto mój syn był już umarły, a teraz znów żyje; był zaginiony i oto znów odnalazł się. I zaczęli ucztować”

     
    • ~Daniel

      6 lutego 2017 o 11:36

      Ciekawe jest też to, dlaczego Bóg, który wie, pyta się człowieka? Przecież powinien też znać odpowiedź.

      Zacząłem się nad tym zastanawiać i do ciekawych wniosków doszedłem.

      Po pierwsze musiał być to Bóg Dekalogu, który człowiekowi pozostawia prawo posiadania wolnej woli. Nie ingeruje więc w jego proces myślowy ani też nie podgląda co dzieje się w jego głowie. Toleruje więc prawo człowieka do pewnej autonomii. Nie wie więc wszystkiego, a szczególnie o skrytych planach człowieka.

      Po drugie. Czego Bóg chciał się dowiedzieć od Kaima? Przecież wiedział o zbrodni. Chciał usłyszeć o jego planach na to jakim chce być, jak widzie siebie w przyszłości i jaki ma stosunek do samego Boga oraz jego wartości. Dowiedział się, że Kaim jest kłamcą, a to jest oznaką nienawiści do prawa bożego.Za to Bóg Dekalogu stosuje karę wygnania trwającą do 3 i 4 pokolenia.

       
      • ~Beszad

        6 lutego 2017 o 13:09

        Danielu, kiedy Bóg pytał „gdzie jesteś Adamie” to pytanie oznaczało nie tyle brak wiedzy, co wyzwanie do uświadomienia sobie człowiekowi prawdy o własnym położeniu. Podobnie jest z Kainem. To nie są pytania o wiedzę, ale o pobudzenie świadomości.

         
        • ~Daniel

          6 lutego 2017 o 19:32

          To są pytania o tym jakim człowiek chce być. Jak siebie widzi poprzez swoją świadomość. Słowa są czynami, bo zdradzają wnętrze. To na podstawie właśnie tych słów można ocenić, że coś się zmieniło. Człowiek stał się innym niż był poprzednio.
          Na wezwanie, pytanie trzeba odpowiedzieć. Ukrycie się też jest odpowiedzą. Nie da się uniknąć zdradzenia swego wnętrza. To jest najpotężniejsza broń Boga.

           
          • ~Beszad

            7 lutego 2017 o 14:38

            Danielu – słusznie powiedziałeś, że słowo jest swego rodzaju aktem i uzewnętrznieniem wewnętrznego wyboru – podobnie jak brak słowa i nieobecność (np. ukrycie się Adama) też jest odpowiedzią. Nie można uniknąć odpowiedzi, tak jak nie można się przed Bogiem duchowo ukryć (choć człowiek często próbuje to czynić).

            Dlatego słowo (podobnie jak czyn) trzeba rozpatrywać wyłącznie na płaszczyźnie relacyjnej: ja-ty. Nawet tam, gdzie nie ma słowa (a zalega wymowne milczenie), też jest jakaś relacja.

            Relacja gaśnie dopiero wtedy, gdy zaczynam istniejące obok mnie „ty” traktować jak rzecz, dokonując reifikacji bytu. Ale wchodząc w taką przestrzeń, sam skazuję się na bycie rzeczą pośród rzeczy.

             
            • ~Daniel

              7 lutego 2017 o 16:21

              Może właśnie o to chodzi, aby tych relacji było jak najwięcej. Tych prawdziwych, nie na poziomie cieni jak dzisiejszy internet czy masowe imprezy. Gdzie twarzą w twarz patrząc w oczy można zweryfikować siebie nawzajem.

               
              • ~Beszad

                8 lutego 2017 o 10:09

                Daniel – „Może właśnie o to chodzi, aby tych relacji było jak najwięcej. Tych prawdziwych, nie na poziomie cieni jak dzisiejszy internet czy masowe imprezy. ”

                Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Mało tego, uważam, że to właśnie w przestrzeni relacyjnej zawarty jest cały sens istnienia. Nie w strukturze bytu, nie w funkcjonowaniu społeczeństw, nie w religijnej skrupulatności – ale w bezpośrednim odniesieniu „JA-TY” (na indywidualnym poziomie człowiek-Bóg i człowiek-człowiek). Wszystkie pozostałe sfery życia (religia, nauka, socjologia, polityka) są już tylko pochodnymi tej kwestii zasadniczej.

                 
                • ~Daniel

                  9 lutego 2017 o 16:20

                  Nie wszystkie relacje są dobre, a w większość z tych w rodzaju „JA-TY” . Ja- władca, Ty – poddany.

                  Dla Boga Dekalogu właściwa relacja jest „człowiek-Bóg-człowiek”. Człowiek wybiera najpierw Boga i z jego poziomu nawiązuje relacje z drugim człowiekiem. Takie relacje są odfiltrowane od wartości własnego „Ja” i muszą być oparte na miłości.

                  Nie zmienia to faktu, że przy obecnym kryzysie społeczeństwa, każde zawiązane relacje między ludźmi stanowią wartość większą niż suma wartości jej składu.

                  Osiągnęliśmy już dno i musimy odbudować społeczeństwo od podstawa.

                   
                  • ~Beszad

                    9 lutego 2017 o 18:48

                    Danielu, w popularnym rozumieniu słowa „relacja” jest tak, jak mówisz – jednak dla mnie prawdziwą relacją jest ta, która otwiera nam okno monady na inną monadę (człowiek-człowiek, człowiek-Bóg). Wszystko inne to tylko pozory relacyjności. I w tym wymiarze każda relacja jest dobra.

                    Co do relacji Bóg-człowiek, to w pełni się z Tobą zgadzam. Odfiltrowanie z własnego „ja” nie oznacza jednak rezygnacji z własnej tożsamości, którą Bóg wywyższył ponad wszelki byt – ale, tak jak piszesz, to spotkanie może zaistnieć tylko na płaszczyźnie miłości. Inaczej trafiamy w próżnię.

                     
                    • ~Daniel

                      12 lutego 2017 o 10:44

                      Zastanawiałem się nad tymi relacjami. Słowo monada jakoś mi nie pasuje do relacji, które zmieniają się.
                      Relacja człowiek-człowiek najbardziej pozytywnie przejawia się pomiędzy mężczyzną i kobietą, ale tylko w tym wypadku gdy dojdzie do scalenie tych dwóch bytów w jeden(małżeństwo). Przemienia się wtedy i sama relacja. Relacja ojciec-syn w ludzkim wydaniu jest często połowiczną relacją, jednokierunkową. Natomiast inne relacje człowiek-człowiek już tak dobrze nie wyglądają z uwagi na wady spoiwa. To element, wartość tolerowana przez oba byty. Przeważnie spoiwo jest zbyt małe, słabe, nietrwałe aby dwa dynamiczne byty działały we wspólnym interesie. Dlatego te relacje szybko gasną.

                      Relacja człowiek-Bóg wykorzystywana jest przez większość religii. Daje mylne wyobrażenie, że Bóg jest po to aby człowiekowi pomagać.

                      Pozostaję jednak przy mojej wersji. Najbardziej trwałą relacją mogącą przetrwać wieki, jest relacja trójstronna człowiek-Bóg-człowiek. Ludzie są powiązani, ale spoiwo jest jak super klej.

                       
                    • ~Beszad

                      12 lutego 2017 o 15:09

                      Oczywiście, Danielu, że nie ma relacji człowiek-Bóg bez otwartości na tego trzeciego – tak jak nie ma prawdziwej relacji człowiek-człowiek bez żywej relacji z Bogiem. Myślę, że tutaj gdzieś zakorzeniona jest tajemnica Trójcy Świętej, jak też małżeństwa i rodziny – w tym, by nie zamykać relacyjności w jakiejś hermetycznej dwu-monadzie. Muszą być jakieś drzwi na tego trzeciego, by relacja pozostała żywa (rozwojowa).

                       
  5. ~K-a-bel

    4 lutego 2017 o 20:33

    Przyjmując tak postawiony problem możemy chyba założyć ,że nad każdym z nas ciąży Fatum („wrota”). Rozumiane nie jako potoczny pech ale kosmogoniczna Wola Boska, ktora stoi ponad nadaną nam Wolną Wolą. Być może jej osiągnięcie (wolnej woli) dokonuje się poprzez Ofiarę (np.odrzucenie praw boskich) będącą jedynym sposobem przełamania Fatum.
    Zakładam , że każdy z nas jest Kainem , który trzyma w dłoni owoc z drzewa poznania.Ablem zaś jest wszystko i każdy wobec kogo nasze postępowanie było niezgodne z boskim eschatonem.

     
    • ~Adam

      5 lutego 2017 o 11:16

      Odpowiem za Tischnerem, że to my wybieramy, czy chcemy być jak Odys, który zdając się na fale fatum, po wielu perturbacjach wraca do punktu wyjścia – czy też wybieramy drogę Abrahama, który wychodząc z chaldejskiego Ur, podąża w nieznane, płynąc na falach ufności.n (to moja dość swobodna interpretacja tekstów Tischnera). :)

      Ale Ty podsunąłeś (-łaś?) tu jeszcze jedną, przyznam oryginalną, koncepcję rozumienia „fatum” – jako wrót do Bożej Woli, którą ustawiłeś ponad wolą ludzką. Bóg jednak jawi się w tej koncepcji jako oponent naszej wolności, a nie jej doskonała realizacja. Czy dobrze zrozumiałem?

      Figurę „Abla” określasz więc jako podążanie za Wolą (którą określiłeś mianem „kosmogonicznej”), czyli jako pogwałcenie naszej wolności. Czyżbym wyczuwał tu jakiś powiew nietzscheanizmu? ;) A tak w ogóle witaj w tym cichym zakątku – prosiłbym tylko, byś mi powiedział, jak się mogę do Ciebie zwracać.