RSS
 

Renesans tematyki wojennej czy próba przenicowania wartości?

11 lut

2017_02_RELATYWIZACJA_WINYOkładki gier i książek o tematyce wojennej (przykładowe fotografie wybrałem z internetu)

Chyba każdy już zwrócił uwagę, że z jakimś zadziwiającym nasileniem reklamowane są coraz to nowe gry wojenne z tematyką II wojny światowej. Na księgarskich półkach pojawiają się stosy książek, tych historycznych i tych beletrystycznych, których okładki epatują nazistowskimi mundurami. Nie brakuje też filmów o fenomenie niemieckiej hegemonii – czy też o dramatycznych bohaterach tamtych czasów. Przedstawia się ich w ten sposób, by w czytelniku wzbudzić empatię, a nawet próbę zrozumienia zbrodniarzy – jak też uniewinnienia tych, którzy biernie lub czynnie ich wspomagali. Nie twierdzę, że dla wielu ówczesnych obywateli „wielkich Niemiec” ten okres nie był traumą – zastanawiam się jednak, jakie są podstawy tego zadziwiającego renesansu wojennej tematyki (po 72 latach od zakończenia wojny!) – i jak dalece odbiegliśmy od jednoznacznej oceny tych czasów?

Filmowcy, pisarze czy twórcy gier komputerowych skwapliwie korzystają z zapotrzebowania na tematykę wojenną. Skąd się jednak bierze samo zainteresowanie życiorysami zbrodniarzy, siłą demonicznego zła, hekatombą ofiar i apokaliptycznym rozmiarem zniszczenia?  Czy nie powinny nas bardziej inspirować życiorysy twórców i myślicieli – budowniczych naszej cywilizacji oraz dzieła, jakie po sobie pozostawili?… Mam wrażenie, że w naszej zbiorowej podświadomości (zwłaszcza w narodach obciążonych tą bolesną przeszłością) zachodzi jakiś proces banalizacji zła. Dzieje się tak poprzez przełożenie jego metafizycznej siły na mechanizmy psychologii, ogromu spustoszenia – na fascynację strategią, poczucia winy – na różne formy usprawiedliwienia…

Rozmyciu ulega historyczna odpowiedzialność za zło – hitlerowcy, podobnie jak sowieci, coraz częściej odrywani są od ich narodowych korzeni, a ich czyny przedstawia się chętnie w kategoriach następstw uwarunkowań politycznych, społecznych czy psychologicznych. To pozwala zgrabnie żonglować rolami katów i ofiar. Sama istota winy przecieka gdzieś między palcami – trudno już w jednoznaczny sposób wskazać krzywdzicieli i pokrzywdzonych, najeźdźców i oprawców, bo wszyscy byli na swój sposób „ofiarami”. Wobec braku winnych trzeba jednak w sposób czytelny zasugerować przyczynę tego bezmiaru krzywd. W powietrzu unosi się więc fałszywy przekaz, że zło drzemie w narodowej tożsamości, stając się pochodną zbyt poważnego podejścia do honoru i patriotyzmu. Człowiek zostaje w ten sposób uwolniony od winy, która spada na tradycyjne wartości – a te, niczym ofiarne kozły obciążone grzechami ludzi, zostają wypędzone poza mury cywilizacji.

 
Komentarze (8)

Napisane przez w kategorii Aksjologia, Etyka, Historia, Naród, Psychologia

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Piotr

    21 lutego 2017 o 13:43

    Tu nie tylko chodzi o II wojnę światową. Czytając książki do historii zasmuca mnie to ile miejsca poświęca się wojnie, bitwom. Dzisiejsze podręczniki do historii to chyba 85% wojen i bitew. Zastanawia mnie dlaczego poświęca się na to tyle miejsca zupełnie pomijając kwestię kultury. A przecież kultura często kształtuje wartości. To ona powinna być stawiana na pierwszym miejscu w edukacji. Historycy powinni się puknąć w czoło, za to jakiej dokonują selekcji. Mam takie może mylne wrażenie, że historia jest dla półgłówków, którzy nie wyszli po za okres dzieciństwa – zabawy żołnierzykami w wojnę. Dziwny jest ten fenomen zainteresowania wojną.

     
    • ~Adam

      21 lutego 2017 o 14:48

      Piotrze, całkowicie się z Tobą zgadzam – ale zauważ, że takie podejście do historii trwa od niepamiętnych czasów. Kiedy byłem nauczycielem, jakiś chłopiec podszedł do kolegi, który uczył historii, zadając pytanie, kiedy wynaleziono zapałki. Ten w odpowiedzi zapytał go czy zna datę bitwy pod Grunwaldem – co miało sugerować, że chłopak zajmuje się bzdurami, zaniedbując rzeczy najważniejsze. Ale po całym zajściu sam zadałem to samo pytanie – z jego rozwinięciem: czy nie sądzisz, że wynalezienie zapałek bardziej wpłynęło na nasze życie, niż bitwa pod Grunwaldem? Nie wiem, czy złapał w czym rzecz, ale ta sytuacja doskonale się wpisuje w Twój postulat.

      Oczywiście zapałki są tylko częścią kultury materialnej – o ileż ważniejsza jest ta scheda niematerialna: sztuka, muzyka, literatura, filozofia, wreszcie rozwój duchowy… Myślę jednak, że Twoje spostrzeżenie podzielają tylko osoby o naturze refleksyjnej, bo na ogół przeważa w tym temacie jakaś sztywna szablonowość… Dziękuję Ci za ten ważny głos!

       
  2. ~Daniel

    12 lutego 2017 o 10:22

    Tak to już jest z bytami złożonymi, że jak jeden element składowy jest zły, to cały byt staje się zły. Wystarczy, że jeden kabelek w moim komputerze będzie przerwany, zły, to mój komputer przestał nim być, stał się zły, a właściwie przemienił się w kupę złomu.

    W tym modelu odpowiedzialności zbiorowej przyjmuje się za dogmat tezę, że społeczeństwo jest takim bytem złożonym z ludzi powiązanych ze sobą aktywnymi relacjami. Tylko, że ten dogmat jest fałszywy. Nie jest społeczeństwem w powyższym rozumieniu zbiór matematyczny obywateli państwa opartego na przemocy.

    Wszelkie wnioski wyciągane na podstawie fałszywego dogmatu, też są nieprawdziwe. Dlatego nad tym nie zastanawiam się i traktuję tą tematykę jako bajdurzenie.

     
  3. ~nasumi

    11 lutego 2017 o 16:20

    a Arbeit macht frei to w jakim napisano języku? … nazistowskim, czy sowieckim? :)

     
    • ~Beszad

      11 lutego 2017 o 21:22

      Można powiedzieć, że to pytanie przeszło już do klasyki… W sowieckim kręgu też niejeden taki symbol ludobójstwa byśmy znaleźli.