RSS
 

Relacja przełamująca separację…

05 mar

2017_03_Beksinski_relacje_separacjeRelacyjność wobec radykalnej separacji śmierci (na bieszczadzkich nagrobkach) i separacji światów wewnętrznych (na obrazach Beksińskiego)

Gdy zadałem komuś pytanie „co to znaczy żyć w dobrej relacji?”, otrzymałem odpowiedź „to proste – być życzliwym dla kogoś”. Taka odpowiedź prowokuje jednak do następnego pytania: „co to znaczy dobrze komuś życzyć?” Czy nie bywa często tak, że to JA wiem, co dla kogoś jest dobre – i według tej „wiedzy” spełniam czyjeś życzenia? Czuję się wtedy życzliwy – a że ktoś tej życzliwości nie potrafi docenić, to już nie mój problem. Tak często w tej naszej „życzliwości” się rozmijamy, że wyraźnie brakuje w niej czegoś zasadniczego. Może zwykłej otwartości, by najpierw poznać, co dla drugiej osoby jest ważne? Jaka jest jej wrażliwość? W jaki sposób widzi i czuje ten świat?

Bez uważnego wsłuchania się w czyjś głos, nawet najbardziej wyrafinowane formy dogadzania staną się tylko zakamuflowanym egoizmem. Wyrażać się one będą w apodyktycznej „posłudze”, która dla obiektu tych starań będzie tylko formą osaczenia i zniewolenia, a dla osoby dogadzającej - balastem próżnych wysiłków i źródłem rozdrażnienia z powodu „niewdzięczności”. Co jednak sprawia, że tak często realizujemy tylko własną WIZJĘ „uszczęśliwiania” drugiego człowieka? Myślę, że przyczyna tkwi w dwóch płaszczyznach: egzystencjalnej, wynikającej z radykalnej separacji między naszymi światami – i aksjologicznej, wyrażanej w braku woli wniknięcia w świat drugiej osoby. A wpływ mamy tylko na tę ostatnią.

Jedynie wsłuchując się w czyjeś pragnienia, w ten swoiście odmienny sposób przeżywania rzeczywistości, możemy dostroić swą empatię do wrażliwości drugiego człowieka. Z jakim zdumieniem odkrywamy wówczas, że prawdziwa życzliwość nie wymaga rzeczy wielkich, bo już sama próba zrozumienia staje się spełnieniem podstawowego pragnienia. Wysłuchanie jest ważniejsze od usługiwania – tak jak postawa Marii u stóp Jezusa ma głębszy wymiar, niż cała krzątanina Marty. Wewnętrzna radość powstaje tylko wtedy, gdy udaje się przezwyciężyć radykalną separację – gdy zamknięta monada człowieka otwiera okno na drugą monadę, by choć przez moment gościć w jej wnętrzu, zapraszając ją też do siebie. I chyba właśnie to uczucie jest przedsionkiem stanu, który nazywamy „niebem”?

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Daniel

    8 kwietnia 2017 o 13:04

    „Danielu, takiego przekazu już w żaden sposób zrozumieć nie potrafię. Kto w takim razie stworzył tych pozostałych „bogów” i dlaczego?” (wyczerpał się limit 10 odpowiedzi)

    Sam człowiek ma zdolność do tworzenia bogów. Co niektórzy sami ogłaszali się bogami. Istota tego umownego bytu polega w zasadzie na zbiorze wartości jakie mu przepisuje się.
    Ponieważ Bóg Dekalogu jest w zasadzie nieobecny więc też można uważać Go za umowny byt. Ale jego Królestwo przybiera już wyraźnie fizyczną postać z dokładnie sprecyzowanym ustrojem.

     
    • ~Beszad

      8 kwietnia 2017 o 13:57

      Daniel, w tej koncepcji coraz bardziej est odczuwalny relatywizm. Konsekwencją takiego podejścia jest następująca zależność logiczna: skoro bóg staje się realnym bogiem przez samą uznaniowość dowolnego podmiotu, to również realny Bóg Dekalogu może przestać istnieć, gdy się Go zaneguje.

      Sam zresztą to ująłeś słowami: „Ponieważ Bóg Dekalogu jest w zasadzie nieobecny więc też można uważać Go za umowny byt.” Czyżby więc Twoja wiara sprowadzała się do zakamuflowanego ateizmu? Nie chcę przez to umniejszać Twoich poglądów czy ich w jakikolwiek sposób oceniać, ale nazywajmy rzecz po imieniu.

       
      • ~Daniel

        8 kwietnia 2017 o 16:46

        Boga Dekalogu nie można zobaczyć ani z nim rozmawiać z powodu jego nieobecności. Skoro nikt go nie widział, to można mieć wątpliwości czy istnieje. Natomiast nikt nie zakwestionuje istnienie Dekalogu. Przetłumaczony jest lepiej lub gorzej na wiele języków i mało jest ludzi na świecie, którzy by go nie znali. Problem jest w tym, że go nie rozumieją, bo uważają, że odnosi się on do człowieka.
        Dekalog jednak przeznaczony jest dla Królestwa, choć składać się ono ma z ludzi. To jest taka konstytucja ustalająca ustrój społeczności Boga Dekalogu. Nie jest łatwo jednak tam się dostać, bo Bóg Dekalogu nie pozwala do Królestwa wnosić niczego własnego. Żadnych własnych wartości.
        Można zastanawiać, jak Ktoś, kto jest nieobecny jest w stanie działać. Ono może, bo Bóg Dekalogu materializuje się poprzez swoje Królestwo. Każdy, który tam się znajdzie staje się taki jak On, bo wyznaje tylko jego wartości.
        Dobrze nadaje się do wyjaśnienia tego Jezus, który uznawał za Ojca właśnie Boga Dekalogu. Nie przestrzegał Prawa Mojżeszowego, ale Dekalogu nie złamał ani razu. Uznawał się za Syna Boga i dobrze mówił, że Ojciec i On są jednością. Królestwo Boga Dekalogu będzie składać się z samych Chrystusów.

         
        • ~Beszad

          9 kwietnia 2017 o 12:22

          Podobnież nie sposób zakwestionować mitologii greckiej – i choć Dionizosa i Demeter nikt nie widział, zapewne istnieją, skoro o nim starożytni donosili? Niektórzy nawet utrzymują, że bogowie ci mogą się wciąż materializować w postaci wiecznie odradzającej si przyrody. To bardzo analogiczny przykład, a jednak patrzymy na to z kulturoznawczym dystansem. Dlatego, Danielu, o wiele ważniejsze jest dla mnie osobiste doświadczenie Boga w Jezusie Chrystusie, który nie jest mitologią – wpisany w historię objawił nam Boga Miłosiernego, który wpisany jest w naszych sercach od chwili poczęcia – przez najgłębsze pragnienia i tęsknoty…

           
  2. ~małgorzata

    12 marca 2017 o 23:02

    . Przygotowując się do pracy z drugim człowiekiem ale i w życiu osobistym ciągle staram się pamiętać , że obecność drugiego człowieka jest mi nie tylko dana ale i zadana.

     
    • ~Beszad

      14 marca 2017 o 10:21

      Człowiek DANY i ZADANY- to temat wart głębszej medytacji. Kiedy przyjmujemy tylko jeden typ relacji, przestajemy widzieć CAŁEGO człowieka – staje się on wtedy dla nas bardzo często albo zagrożeniem i obciążeniem, albo przedmiotem do wykorzystania. Dopiero równowaga między tymi dwoma aspektami może zbudować w nas relację dialogiczną i odniesienie czysto podmiotowe.

       
  3. ~Daniel

    11 marca 2017 o 04:57

    Jaka relacja przełamuje separację?
    Takie pierwsze pytanie nasuwa mi się gdy jeszcze raz czytam ten wątek. Podoba mi się środkowy obraz ludzi siedzących przy ogniskach oddzielonych od siebie przepaściami. Zastanawiam się czy nasz świat tak wygląda? Tak, tak właśnie wygląda nasze społeczeństwo. Nie dlatego, że ludzie gromadzą się przy ogniskach. To prawidłowa struktura dostosowana do możliwości poznawczych człowieka, tylko to, że te ogniska są jak fortece uniemożliwiające jakąkolwiek relację między nimi. Dlaczego tak jest? Myślę, że wynika to ze strachu przed przemocą. To wyjaskrawiony obraz naszego społeczeństwa, które przez wieki borykało się z tym problemem wrogości przed agresywnym obcym. Ostatnie dziesięciolecia niczego nie zmieniły. System, który sankcjonuje tą separację nadal ma się dobrze.

    Taka struktura nie pozwalająca na relację pomiędzy grupami ludzi i sankcjonuje też separację na poziomie egzystencjalnym. Uniemożliwia to współpracę pozwalającą na wspólne zsynchronizowane działania podnoszące poziom bytowy, ale przede wszystkim na tworzenie plemienia, społeczności.
    Budowa społeczeństw oparta jest na konstrukcji komórkowej. Jednostki gromadzą się w rodziny, a rodziny na wspólnej platformie tworzą społeczność. Taka sama konstrukcja obowiązuje też Królestwo. Świat więc powinien wyglądać identycznie jak na tym środkowym obrazie, z tą tylko różnicą, że te platformy powinny być dużo większe pozwalając na rozpalenie wielu ognisk. To wyższy poziom życia gdzie zaczynają działać relacje na poziomie ognisk, rodzin.

    Czym one charakteryzują się? To trudne pytanie, nad którym nikt jeszcze nie zastanawiał się. Myślę, że istota tkwi właśnie w tym co odrzuciłeś. Spoiwem istnienia społeczeństw jest właśnie platforma egzystencjalna. To w ramach jej granic powinno toczyć się wewnętrzne życie zbudowane na miłości i lojalności.

     
    • ~Beszad

      11 marca 2017 o 10:52

      Piszesz, Danielu, że te „ogniska”, przy których się gromadzimy, zamieniają się często w fortece (bardzo dobra metafora – równie trafna, co powyższy obraz Beksińskiego).

      Oczywiście jednym z powodów jest, jak słusznie zauważasz, strach – on ma różną postać: lęku przed koniecznością podzielenia się swymi dobrami (dobra materialne, rynek pracy, domy itd), lęku przed utratą bezpieczeństwa (terroryzm, gwałty itp.), wreszcie lęku przed rozsypaniem własnej konstrukcji wyobrażeniowej (w polityce, religii, ideologii, tradycji).

      Nie bardzo tylko rozumiem wymowę Twojego ostatniego akapitu. Czy mógłbyś mi przybliżyć, Danielu, co według Ciebie znaczy „platforma egzystencjalna”. Bo nie bardzo wiem, co według Ciebie „odrzuciłem”? :) Czy chodzi Ci o budowanie królestwa na Ziemi? Jeśli tak, to nie tyle odrzuciłem taką wizję, co jestem wobec niej sceptyczny, dostrzegając w niej utopię. Inaczej powiem: trzeba się starać, by nasze ziemskie życie było jak najbliższe temu modelowi, ale nie warto się łudzić, że w naszym doczesnym życiu zdołamy ten wzór osiągnąć.

       
      • ~Daniel

        16 marca 2017 o 15:57

        Platforma egzystencjalna jest cechą fundamentalną istnienia społeczeństw i nie dotyczy to tylko Królestwa. Zachowania stadne ssaków też posiadają tą cechę. Wynika to z prostego powodu, że przetrwanie w niekorzystnych warunkach środowiskowych w dużej mierze uzależnione jest od współpracy na poziomie egzystencjalnym. Grupy ludzi przebywających na jednej platformie gromadzą się przy jednym ognisku, a nie każdy przy swoim. To jest logiczne i korzystne dla wszystkich, bo drewna na jedno ognisko wystarczy na dłużej. Ponieważ platformy na obrazie są rozdzielone, to współpraca między grupami staje się nie możliwa. Nie można wspomóc sąsiadów bo drewno wpada do przepaści, „czarnej dziury”.(Tej terminologii używam do supermarketów).
        To w skrócie. Istotą istnienia społeczeństw jest nie tylko miłość, ale też więzi gospodarcze. Lojalność w zawieraniu umów korzystnych dla całej wspólnoty to podstawa istnienia. To zostało całkowicie zatracone w obecnych czasach.

         
        • ~Beszad

          16 marca 2017 o 19:22

          Daniel, mógłbyś to zdanie rozwinąć? „Nie można wspomóc sąsiadów bo drewno wpada do przepaści, „czarnej dziury”.(Tej terminologii używam do supermarketów).” Zaciekawiło mnie użycie tej metafory do supermarketów. Poza tym jest ona dla mnie dość czytelna – pięknie ją rozwinąłeś.

           
          • ~Daniel

            17 marca 2017 o 08:09

            Chyba znasz hasło „Kupuj polskie produkty”. Sęk w tym, że już ich nie ma. Pozostałe tylko nazwy po polskich producentach, a obecni właściciele są nieznani. Nie wiemy kim są i gdzie mieszkają. Ale nikogo i tak to nie obchodzi, bo ważny jest tylko jego interes, jego ognisko. Liczy się tylko niska cena, a to że nieuczciwa konkurencja (dumping) czy wręcz paserstwo, to nikt tego nie potępia. Markety sprzedają towar nie obciążony podatkami od pracy po cenach dumpingowych. Zniszczyły już polski handel i polskie firmy. Na dodatek nie płacą podatków. Tam gdzie powstały zmienia się struktura gospodarcza na korporacyjną. Są jak czarne dziury, z których już nic nie wychodzi. Zniknęły miejscowe firmy spełniające rolę „gąbki” zatrzymującej pieniądze na miejscu i pozwalające rozwijać się tubylcom.

            W ten oto sposób z powodu braku wiedzy ludzi podcięli gałąź, na której siedzą. Zniszczyli strukturę ekonomiczną własnego społeczeństwa i ono przestało istnieć.

             
  4. ~Daniel

    8 marca 2017 o 18:04

    Witaj Adamie.
    Już na wstępie Małgorzata zwraca uwagę, że relacje człowiek-człowiek nie są właściwe dla Boga. Pisałem już o tym wcześniej. Miłość do bliźniego jak najbardziej wymaga wpatrzenie się, w wysłuchanie i zrozumienie umiłowanej osoby, ale nie po to aby jej sprawić przyjemność i wywołać obopólny błogostan. Mamy chcieć dla niej to co Bóg pragnąłby dla siebie, a nie to co człowiek chciałby otrzymać. Wymaga to mądrości i miłość do Boga idzie z nią w parze.

    Są jednak relacje dwustronne, ale są krótkotrwałym etapem syntezy. Jest to miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą. Nie wprowadzałbym jednak terminu „monad” , bo tu zdecydowanie nie pasuje z uwagi na przeobrażenie w jeden nierozerwalny byt. Początkowe relacje zastąpione są trwałym podziałem ról, a to już nie jest to samo. Nie oznacza to, że ten byt nie może się rozpaść. Dlatego w Dekalogu i w przekazach ewangelicznych pojawia się słowo Matka po stronie odrzuconych.

    Relacja właściwa jest relacją trójstronną człowiek-Bóg-człowiek. Najpierw człowiek musi umiłować Boga i chcieć mu służyć. Potem jako wierny sługa ma dbać o jego Królestwo z największą staranności. Dlatego jego obowiązkiem jest poznać drugie człowieka lepiej niż on sam siebie i wybrać dla niego to co dobre jest dla Boga, a więc i dla niego.

     
    • ~Beszad

      8 marca 2017 o 22:16

      Widzisz, Danielu, a ja zupełnie odwrotnie zrozumiałem intencję Małgorzaty. W słowach „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem…” odczytuję nic innego, jak właśnie sprowadzenie relacji człowiek-Bóg do relacji człowiek -człowiek. W wielu innych miejscach Jezus mówi podobnie.

      I nie chodzi tu o umniejszanie godności Boga lub spłaszczanie tej relacji do zwykłych ludzkich kontaktów. Chodzi o coś przeciwnego – o podniesienie relacji człowiek-człowiek do poziomu Transcendencji. To w drugim człowieku najłatwiej spotkać żywego Boga. Czy nie prowokuje nas do takiej myśli główna prawda chrześcijaństwa, że Jezus jest Bogiem? Prawda, która rozsadza każdą ludzką logikę – a jednocześnie staje się najbliższą prawdą o Bogu – i o człowieku…

       
      • ~Daniel

        9 marca 2017 o 15:07

        Żywy Bóg, to żywe jego prawo, jego wartości. Te natomiast muszą być w nas jako jedyne, a nie jedne z wielu. To te wartości musimy dostrzec w drugim człowieku od razu, a nie przedzierać się przez gąszcz obcych praw. Kto zachowuje coś wyłącznie dla siebie nie może być Synem Bożym, nie może wejść do Królestwa. Bo Bóg Dekalogu jest bogiem zazdrosnym, wymaga wyłączności. To problem dla chrześcijaństwa, bo żyje w dualizmie.

         
        • ~Beszad

          10 marca 2017 o 10:33

          Rozumiem, Danielu, że chodzi Ci tutaj o zdecydowane odrzucenie relatywizmu – i w tym punkcie całkowicie się z Tobą zgadzam. Możemy utrzymywać dialog z hinduistami czy muzułmanami, uznając ich również za dzieci Boże (bo i do nich Bóg w jakiś sposób przemawia), ale nie traktujmy ich religii i naszej wiary w kategoriach równoprawności, bo tym samym negujemy wartość objawienia biblijnego i jednoznaczność nauki Jezusa.

          „Zazdrość Boga” jest antropomorfizmem (trzeba to pojęcie traktować inaczej niż zazdrość ludzką), jednak ona znaczy coś bardzo ważnego – że zawierzenie Bogu pozbawione być musi relatywizmu. Bardzo Ci dziękuję, Danielu, za to ważne uzupełnienie.

           
          • ~artur*

            30 marca 2017 o 18:40

            Adamie Fajnie to napisałeś aż muszę to powtórzyć : „„Zazdrość Boga” jest antropomorfizmem (trzeba to pojęcie traktować inaczej niż zazdrość ludzką), jednak ona znaczy coś bardzo ważnego – że zawierzenie Bogu pozbawione być musi relatywizmu*

            * relatywizm stwierdza, że nie istnieją zdania niosące absolutną treść, których ocena byłaby identyczna i niezależna od jej kontekstu.

             
            • ~Beszad

              31 marca 2017 o 10:40

              Dziękuję Ci, Arturze, za zwrócenie uwagi na ten tekst. Wiesz, długo się borykałem z odpowiednim zrozumieniem, czym jest „zazdrość Boga”, bo nie dawało mi to spokoju, że przecież nie można jej rozumieć po ludzku. I dopiero gdy odsłoniło się przede mną takie właśnie jej odczytanie, pojęcie to stało się dla mnie jasne.

               
              • ~Daniel

                6 kwietnia 2017 o 18:37

                Tutaj z Tobą całkowicie nie zgadzam się. Mamy inne wyobrażenie o Bogu i jego Królestwie.
                U mojego Boga Dekalogu zazdrość ma identyczne znaczenie co zazdrość ludzka. Mechanizm jest ten sam z tym, że byt żywy jest o wiele większy. Zawierzenie Bogu Dekalogu musi brać pod uwagę kontekst Królestwa i jego wartości inaczej mijałoby się z prawdą. Zatem zawierzenie Bogu nie może być pozbawione relatywizmu.

                 
                • ~Beszad

                  6 kwietnia 2017 o 18:48

                  Nie ma Twojego ani mojego Boga (co najwyżej jest moje lub Twoje o Nim wyobrażenie). ;) I niebawem obaj się o tym przekonamy, Danielu, jak to faktycznie jest ;) – bo życie jest krótkie, a Bóg z pewnością jest JEDEN.

                   
                  • ~Daniel

                    8 kwietnia 2017 o 07:15

                    Tu też nie zgadzamy się, bo bogów jest wielu zgodnie z Dekalogiem. Każdy Bóg ma swoje wartości i na nich opiera swoje królestwo. Niestety Królestwo Boga Dekalogu jest puste. Może Twojego Boga jest pełne, ale dla mnie to jest miejsce bez Boga Dekalogu, bo On jest zazdrosny i nie dopuszcza do łączenia wartości.

                     
                    • ~Beszad

                      8 kwietnia 2017 o 10:43

                      Danielu, takiego przekazu już w żaden sposób zrozumieć nie potrafię. Kto w takim razie stworzył tych pozostałych „bogów” i dlaczego?

                       
  5. ~małgorzata

    5 marca 2017 o 23:14

    Dziś wieczorem znalazłam te słowa „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3). To chyba klucz Twoich rozważań.

     
    • ~Beszad

      6 marca 2017 o 09:19

      To niewątpliwie esencja relacyjności. Aby jednak zrozumieć, czym faktycznie jest „wola Boża”, trzeba oderwać się od wielu fałszywych wyobrażeń, które narosły przez długie dzieje judaizmu, a potem również chrześcijaństwa.

       
      • ~Magda

        19 marca 2017 o 18:08

        A czym faktycznie jest „wola Boża”?

         
        • ~Beszad

          20 marca 2017 o 09:27

          Magdo, to odczytanie powinien każdy przeprowadzić w swoim własnym sercu. Zbyt często nadużywaliśmy w historii chrześcijaństwa hasła „Bóg tak chce”, czyniąc z Boga rozmaite ideologie. Zewnętrznie może istnieć tylko kodeks (mniej lub bardziej oparty na Dekalogu) – zaś wewnętrznie może tylko każdy osobiście rozstrzygać kwestię, czym dla niego jest wola Boża.

           
          • ~Magda

            22 marca 2017 o 18:56

            Podoba mi się Twoja odpowiedź, Beszadzie.
            Dziękuję.

             
    • ~Beszad

      6 marca 2017 o 09:25

      Musze jeszcze coś dopowiedzieć, abym nie został źle zrozumiany – nie chciałem przez to bynajmniej powiedzieć, że judaizm czy chrześcijaństwo źle pojmowało wolę Bożą. Chodziło mi raczej o zmagania, jakie w obydwu tych nurtach religijnych pojawiały się, by przezwyciężyć radykalną separację Bóg-człowiek i człowiek-człowiek. Te zmagania owocowały przeróżnymi koncepcjami, spekulacjami i tradycjonalistycznymi skostniałościami. Być może przezwyciężanie w sobie tych ciągle powstających deformacji jest najgłębszą istotą wiary? Może to właśnie jest naszą drogą do Boga – poprzez bardzo osobiste czerpanie ze źródeł Tradycji, połączone z ciągłym wsłuchiwaniem się w głos Ducha?…