RSS
 

Obumieranie świata – i nadzieja cudzych butów…

12 mar

2017_03_stare_buty_Obumieranie starych chałup na Strwiążku (dzielnica Ustrzyk Dolnych)

Bywa czasem, że jakieś oczywiste słowa w konkretnym momencie przemówią do nas mocniej. Tak było dziś z dwoma, zupełnie osobnymi zdaniami papieża Franciszka, który przed chwilą powiedział: „Jeśli ktoś z Chrystusem umiera, z Chrystusem zmartwychwstaje”. Przypomniało mi się też, że kiedyś, przy innej sposobności powiedział też: „Aby komuś pomóc, trzeba wejść w jego buty”. Kiedy nad tym myślałem, te dwa osobne zdania połączyły się w jedno…

Pierwsze przesłanie otwiera nas na istotę umierania. Nie tylko tego ostatecznego, w sytuacji granicznej - ale też tego, które się w nas każdego dnia dokonuje. Czasem to rezygnacja z prawa do czegoś, z własnego zdania, z bycia „kimś” w oczach innych. To gotowość zapomnienia o sobie – bo tylko w takim formacie dokonuje się dobro. Jak bardzo przeszkadza w tym świadomość własnego „ja”, może dać wyobrażenie sytuacja, gdy np. czytając książkę, próbujemy myśleć o procesie czytania – nie ma siły, by nie zgubić wtedy wątku.

W drugim przesłaniu buty stają się obrazem odmiennych przyzwyczajeń, pragnień i wyobrażeń, jakie nosi w sobie drugi człowiek. Aby wejść w „cudze buty”, muszę więc zostawić na boku własne, wygodne obuwie. A wdziać buty, które nie zawsze będą miłe – czasem stare, zniszczone, przesycone niemiłym zapachem i dopasowane już do zupełnie innej stopy… Zanim wejdę w czyjeś buty, muszę stać się bosy – bezbronny i obnażony, muszę wejść w kontakt z surową ziemią, narażony na ciernie i błoto…

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Bieszczady, Duchowość, Psychologia, Wiara, Życie

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Magda

    19 marca 2017 o 18:04

    Witaj Adadmie,

    wejście w ” czyjeś buty” rozumiem też, jako brak osądu, czy też potępienia drugiego człowieka. Nie wiem czy w ogóle nie powinniśmy wartościować różnych sytuacji, działań. Nie wiem czy w ogóle nasz umysł jest w stanie tak funkcjonować, aby nie zapalała się w nas czerwona lampka przy konkretnych zdarzeniach.
    Z pewnością jest różnica pomiędzy naszym wewnętrznie działającym sygnalizatorem świetlnym, a potępianiem drugiego człowieka.

    Powrót do p rzeszłości, czasami bywa konieczny, zwłaszcza dla tych, którzy przed nią uciekają, nie akceptują jej. Wydaje mi się, że nie da się właściwie wkraczać w przyszłość bez pogodzenia s ię ze swoją przeszłością, Nie każdy musi się z nią godzić.

    Czasem faktycznie potrzebujemy Kogoś, kto pomoże nam pewne aspekty zrozumieć, nazwać…
    Inaczej człowiek może nie doświadczyć prawdziwej wolności i poczucia szczęścia.

    Dziękuję za ciekawe rozważania.

     
    • ~Beszad

      20 marca 2017 o 09:34

      W pełni podzielam, Magdo, Twoją interpretację „wejścia w czyjeś buty”. Masz także rację, pisząc, że w sytuacji nieradzenia sobie z przeszłością, czasem potrzebny jest do niej powrót (krótki lecz intensywny), w którym moglibyśmy przezwyciężyć coś, co nie zostało przezwyciężone.

      Wczoraj byłem u spowiedzi i zdałem sobie sprawę, że właśnie spowiedź jest dla nas za każdym razem takim uzdrawiającym „powrotem”, w którym dotykamy tej samej materii, ale tym razem z Bogiem. To On przezwycięża w nas to, co z przeszłości tkwi w nas bolesnym i obezwładniającym ościeniem… Bardzo Ci dziękuję za to niezwykle ważne dopowiedzenie.

       
  2. ~Daniel

    16 marca 2017 o 16:07

    To dobrze świadczy o Tobie, że nie masz hamulców przed ubraniem cudzych butów aby poznać poprzez cofnięcie się wstecz innego życia. Tylko czy ta droga jest rzeczywiście nam potrzebna aby poznać człowieka? Po co wracać do zdarzeń, które on sam chciałby zapomnieć?

    Uważam, że nie jest istotne jaki człowiek był i nawet to jakim człowiek jest w tej chwili, bo to także jest już przeszłość. Ważne jest to jakim człowiek chce być bo tylko na podstawie tego możemy przewidzieć jego wybory.

    Nie wchodźmy więc w cudze buty, które wiele przeszły drogi trudnej i wyboistej, tylko oceńmy drogę jaką mamy jeszcze do pokonania i czy mamy buty, aby iść nią.

     
    • ~Adam

      16 marca 2017 o 19:30

      Danielu, ale tutaj nie chodziło o żadną retrospekcję, ale o głęboką empatię. Owszem, jeśli druga osoba sama zechce uruchomić ten wehikuł czasu, wchodząc we własne wspomnioenia, to będę chciał jej w tym towarzyszyć. Ale jeśli zechce dzielić się swymi obecnymi wrażeniami lub da upust swoim marzeniom poprzez projekcję własnej przyszłości, to również będę tym żywo zainteresowany. Na tym właśnie polega wejście w cudze buty. :)

      Nie możemy się odcinać ani od przeszłości, ani od przyszłości, bo jedna i druga stanowi ważną część wewnętrznego świata każdego człowieka. Masz rację, że własne buty są tutaj równie ważne – nie można się ich pozbywać. Rezygnując z własnej tożsamości, nie mógłby przecież skutecznie pomóc drugiemu – nie wiem w ogóle, czy potrafiłbym wówczas wejść z nim w jakikolwiek dialog.

       
      • ~Daniel

        17 marca 2017 o 07:47

        To mi kojarzy się z miłosierdziem, dobroczynnością. Mam już wyrobiony stosunek do tych relacji i uważam je za szkodliwe. Królestwo opiera się na miłości, a nie na miłosierdziu.. To są zupełnie dwa różne pojęcia. Lojalność, która jest też cechą Królestwa nie pozwala na cudzołożenie.
        Miłosierdzie jest takim rozdawnictwem dla obcych kosztem własnej rodziny.

         
        • ~Beszad

          17 marca 2017 o 10:28

          Daniel – w moim przekonaniu miłość bez miłosierdzia po prostu nie istnieje. Staje się wtedy tylko rodzajem sprawiedliwości, a ta – pozbawiona miłości – prowadzić będzie zawsze na manowce. Miłosierdzie to ta cześć miłości, która ojcu każe wybiegać naprzeciw synowi marnotrawnemu. Bez tego nieustannego wybiegania nauka Chrystusa nie różniłaby się niczym od Koranu.

           
          • ~Daniel

            17 marca 2017 o 13:17

            Powrót syna marnotrawnego to wybaczenie błędów. Mieści się to jak najbardziej w relacjach miłości. Po za tym syn wraca do macierzy. Ponownie łączy się, staje się całością.
            Każdy może wejść do Królestwa i jego błędy będą odpuszczone. Wola połączenia się z Bogiem jest aktem najważniejszym, po którym dozna miłości od braci.
            Nie wcześniej, bo byłoby to uznanie, że jego dobro, będącym dobrem niezależnym nabrało wartości. W Królestwie nie można mieć innych bogów, innych wartości bo Bóg jest zazdrosny i żąda wyłączności.
            Dlatego nawet miłość do obcego Bogu człowieka jest zdradą. Tak jest w Dekalogu, ale Chrześcijaństwo jest inne i ma własnego Boga promujące miłosierdzie.

             
            • ~Beszad

              17 marca 2017 o 15:23

              Danielu, być może inaczej pojmujemy słowo „miłosierdzie”, które przecież nie jest miłością na siłę narzucaną. Nie może zaistnieć w sytuacji, gdy nie ma zwrotu błądzącej osoby ku Prawdzie i ku Miłości.

               
  3. ~nasumi

    12 marca 2017 o 22:43

    szefc to ma dobrze :)