RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2017

Z wysokości katedr – w głębiny wąskiej studni?…

23 kwi

2017_04_przerobione_kościołyPowyżej przykłady desakralizacji kościołów na Zachodzie - od góry: 1) dyskoteka w Metz (Francja), 2) restauracja (Holandia), 3) dzika „oranżeria” (Francja), 4) księgarnia (Holandia), 5) hotel (Belgia). Foto - internet.

Konserwatywna strona polskiego katolicyzmu – z którą w dużej mierze sam się utożsamiam – ulega często pokusie swoistego triumfalizmu, wedle którego chrześcijaństwo może się odrodzić mocą sentymentów sięgających etosu dawnego rycerstwa i silnego państwa. Tymczasem Joseph Ratzinger, postrzegany powszechnie jako niekwestionowany przywódca konserwatywnego skrzydła katolików, jeszcze jako kardynał w 1969 r. (!) tak oto przyszłość Kościoła przepowiadał: „Kościół czeka poważny kryzys. Odrodzony będzie niewielką, ale bardziej uduchowioną wspólnotą. Stanie się Kościołem przepojonym miłością Zmartwychwstałego. W tym momencie ludzie uświadomią sobie, że ich egzystencja oznacza nieopisaną samotność, a zdając sobie sprawę z utraty z pola widzenia Boga, odczują grozę własnej nędzy. Wtedy, w małej owczarni wierzących, odkryją coś zupełnie nowego: nadzieję dla siebie – odpowiedź, której zawsze szukali”.

Jan Paweł II w trzy lata po naszym wejściu do Unii (tj. w 1997 r.) przybywając do Gniezna wołał: „Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”. Niedawno w kontekście chrztu Polski pisał też o tym znany historyk średniowiecza, biskup Grzegorz Ryś: „1050 lat temu książę (Mieszko) wiedział, że prowadzi swoich pobratymców w świat łacińskiej kultury i że czyni ich obywatelami europejskiej wspólnoty ludów zwanej christianitas – wspólnoty, w której każdy wymiar życia osobistego i publicznego (z politycznym włącznie) naznaczony był chrześcijaństwem”. Czy jednak ten czas nie przeminął już bezpowrotnie? Zważywszy na powyższe słowa Ratzingera, być może nie trzeba dziś ubolewać i załamywać rąk nad tragicznym zanikiem tożsamości narodów zachodnich? Może to przeznaczenie Europy i zachodniej cywilizacji, aby cała miniona świetność wieków obrócona została w gruzy? Przykładowo w  Holandii do celów komercyjnych przystosowano aż 900 obiektów sakralnych! W Niemczech w ciągu ostatniej dekady na lokale użytkowe przeznaczono ok. 100 kościołów...

Kiedy patrzę dziś na zdjęcia monumentalnych katedr zamienionych w bary, dyskoteki czy księgarnie – albo po prostu zarastających zielskiem lub pełniących rolę muzeów – odczuwam głęboki smutek. Gdzieś tam na dnie duszy odzywa się pocieszenie, że przecież Polska jest inna, że tutaj świątynie wciąż jeszcze pulsują żywym duchem. Może więc wystarczy odciąć się od Zachodu, tworząc nowy bastion chrześcijaństwa w oparciu o to, co ocalało? Ale zaraz po takich myślach się reflektuję – przecież to właśnie tutaj wyczuwalna jest jakaś mesjańska pokusa „triumfalizmu”, która podpowiada, że to my jesteśmy ci wybrani, do których należy ocalenie zachodniego świata wartości. Oczywiście chciałbym, aby tak było – coś mi jednak mówi, że nie tędy droga. Może, jak pisał Ratzinger, trzeba wpierw odczuć tę „grozę własnej nędzy”, by się na nowo odrodzić w duchu – już nie w świetle potęgi niebosiężnych katedr, ale w cichej głębi serca. I chyba każdy musi tę drogę przebyć osobiście.