RSS
 

Merton – między duchem a ciałem

06 maj

2017_05_ziarna_kontemplacji_MertonPrzytulenie drzewa nie wymaga jego zrozumienia – tak jak wejście na most nie wymusza znajomości jego konstrukcji…

Kupiłem na prezent książkę Tomasa Mertona „Nowe ziarna kontemplacji” i jeszcze w księgarni po uszy wsiąkłem w tę lekturę. :) Merton pisze, że kontemplacja jest przeciwieństwem kartezjańskiego „Cogito ergo sum” – żeby w nią wejść, trzeba właśnie porzucić swoje „cogito”. Intensywna myśl w dwójnasób potrafi stawać tu w opozycji – po pierwsze dlatego, że staje się formą jałowej aktywności, próbując tworzyć coś od siebie (zasłaniając tym samym obraz rzeczywistości); po drugie – nastawiona jest na umacnianie swej fałszywej, partykularnej jaźni. W efekcie łapie tylko cień istnienia – fałszywą tożsamość „to-ja” oraz iluzję bytów obok „tamto-on”. Połączenie ze swoim „ja” prawdziwym i nienazwanym możliwe jest tylko przez własne OTWARCIE na przepływ rzeczywistości w jedynym Bogu – bo prawdziwe ja nigdy nie dąży do potwierdzania samego siebie. Z całego „cogito ergo sum” pozostaje tylko „sum” – jestem. Jeśli człowiek szuka potwierdzenia swego istnienia w myśleniu, kurczowo trzyma się swej subiektywnej jaźni, bojąc się opuścić swój ciasny pokoik, by zobaczyć prawdziwy świat – uznaje więc swoje wnętrze sztucznej jaźni za cały świat. Kontemplacji nie jest potrzebny ani intelektualny wysiłek (cogito), ani żadna konstrukcja zależności (ergo).

Kontemplacja nie może być celem wykalkulowanych ambicji, dlatego Merton nie zaleca sięganie po nią w sposób programowy – zwłaszcza wtedy, gdy czynimy z niej kolejne zadanie swego życia. Dlatego dużą trudność z kontemplacją mają ludzie z natury swej aktywni i pragmatyczni, osiągający życiowe sukcesy. Stosunkowo łatwo i spontanicznie wchodzą w nią natomiast ludzie, którzy z natury swej są wobec żywiołów tego świata nieporadni – szczególnie gdy zderzyli się z jakimś poważnym kryzysem.  Jednak wielkim błędem byłoby uważać kontemplację jako ucieczkę od świata fizycznego. Nic bardziej mylnego! Ucieczka od rzeczywistości nie wyzwala nas od fałszywej (zewnętrznej) jaźni – bo to właśnie ona jest tym światem, który może się stać przekleństwem. Pogarda do fizycznego stworzenia to w istocie nienawiść do jego Stwórcy – to oskarżenie, które próbujemy zrzucić z siebie na innego – jak biblijny Adam oskarżył Ewę, a ona węża. Również nasze ciało nie jest źródłem zła – bo negacja cielesności jest takim samym samobójstwem prawdziwej tożsamości, jak negacja swej duszy. Merton idzie tu dalej – samo oddzielanie duszy od ciała jest negacją tego świętego małżeństwa ducha i materii.

I tutaj wyłania się przed nami istota najgłębszej relacji człowieka – ukierunkowania do swego Stwórcy, który wcale nie potrzebuje być nazywanym i określanym. Bo każda idea Boga mówi więcej o nas samych, niż o Nim – pisał Merton. Każde przebudzenie wychodzące poza zewnętrzną jaźń implikuje pewien rodzaj śmierci, którego panicznie się lękamy. Na koniec znów zacytuję Mertona: „Umysł, który jest więźniem konwencjonalnych idei, i wola, która jest więźniem własnego pragnienia, nie potrafią przyjąć ziaren nieznanej prawdy i nadprzyrodzonego pragnienia.” Stąd przyszło mi na myśl skojarzenie z mostem, który został dla nas przerzucony przez rwącą rzekę zjawisk. Próbując budować własne mostki, skazani jesteśmy na ich nieustanne zrywanie przez nurt tego świata. Bo brzeg materii (immanencji) połączony jest z brzegiem ducha (transcendencji) tylko jedynym mostem. Syn-Logos, obecny w każdym, kto podejmuje w Jego kierunku krok otwarcia, stanowi dwa przyczółki po obydwu stronach rzeki – Syna Człowieczego i Syna Bożego, będąc oparciem dla jedynego przęsła, jakim jest Duch Święty, zachowujący zdolność dwukierunkowego przepływu Bóg-człowiek, dusza-ciało, duch-materia. W chwili obecnej nie znamy jeszcze drugiego Brzegu …ale w każdej chwili możemy po prostu wejść na Most.

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Duchowość, Wiara

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Daniel

    10 maja 2017 o 20:56

    Bardzo mnie to zaciekawiło. Mówisz o Bogu i automatycznie przyrównuję to do mojego Boga Dekalogu. Tutaj występuje zgodność mechanizmów. Bóg Dekalogu wymaga wyłączności, co oznacza w praktyce porzucenie wszystkich wartości, które do tej pory człowiek uznawał. Do Królestwa wchodzi się zupełnie gołym, nawet oddaje się własne ciało Bogu. Jest to, jak pisałeś, przebudzenie, wybranie Boga, a tym samy jakby rodzaj śmierci własnej jaźni. Kontemplacja jest wiec w tym wypadku wczucie się w Boga i jego wartości, w jego logikę rozumowania przy jednoczesnym odrzuceniu wszystkich dotychczasowych stereotypów.

     
    • ~Beszad

      11 maja 2017 o 07:29

      Tak, Danielu – odrzucenie stereotypów (wzorców narosłych kulturowo) to raz – ale jest też potrzeba odrzucenia własnych, bardzo osobistych wyobrażeń (o świecie i o sobie), jak też oczekiwań. To one usidlają nas w naszych „dziuplach”.

       
      • ~Daniel

        13 maja 2017 o 05:39

        Dokładnie. Tylko czy potrafimy je zastąpić innymi? Czy ponownie te same „rozgoszczą się” w naszych głowach?

         
        • ~Beszad

          13 maja 2017 o 07:55

          Człowiek nie potrafi żyć bez wyobrażeń – zastępując jedne drugimi, nie rozwiązujemy problemu. Chodzi tu raczej o samą świadomość, że gdy wchodzimy w obszar transcendencji, musimy przed progiem zdjęć buty immanencji – z pyłem świata zjawisk, który nie przystaje do tego, co istnieje poza czasem. Sama świadomość nas w jakiś sposób oczyszcza, przyodziewając w płaszcz pokory.

           
          • ~Daniel

            13 maja 2017 o 08:15

            Człowiek nie potrafi żyć bez świadomości, bez myślenia, a bez mózgu nawet nie jest istotą żywą. Wyobraźnia jest wolą, jest wyborem idei świata w jakich chcemy żyć. Ale ten wybór dokonujemy na bazie tego jakimi jesteśmy, czyli jakie idee już nas funkcjonują. Zmiana wyobraźni musi być poprzedzona zmianą tych idei, czyli wartości na jakich opieramy swoje istnienie.