RSS
 

Między pychą a cieniem istnienia

30 maj

2017_05_kości-przemijanie-pokoraJaki ślad został po minionych światach? Buki mnogością rąk wzniesione ku niebu – lub w dramatycznej ekspresji zdeformowane? Czasem kość zabieleje… Iluzje stabilności doraźnego bytu.

Pokora jest źródłem naturalności - pycha czyni człowieka sztucznym. Pokora żyje nadzieją, że niedoskonałość pełnią jest w Chrystusie. Stąd łatwo zadowala się zwyczajnością. Pycha goni za czymś nadzwyczajnym, szukając czegoś, co dotąd nie zaistniało. Jak pisał Merton: Człowiek używający dóbr tego życia z prostotą i wdzięcznością przyczynia się bardziej do chwały Bożej, niż nerwowy asceta, którego niepokoi każdy szczegół własnych wyrzeczeń.” Ascetyczna neuroza przejawia się często w postaci dostrzeganych wszędzie pokus, które miałyby przenikać całe stworzenie na podobieństwo sideł, na każdym kroku zastawionych na człowieka. Takie podejście tworzy groteskowy obraz świata i Stwórcy. Obraz, który dla jednych staje się powodem do porzucenia wiary, jako zbioru naiwnych mitów wzniesionych na bagnie pierwotnego lęku, dla innych zaś jest przyczyną religijnych obsesji i chorego rygoryzmu.

A przecież już sama opowieść Księgi Rodzaju wskazuje nam prawdę podstawową, że świat został stworzony nie jako mroczna dżungla, lecz raj – sama natura nie może więc być skażona złem. To tylko jej postrzeganie stało się mocno zniekształcone. Dlatego można powiedzieć, że choroba grzechu pierworodnego nie wniknęła w istotę bytu, lecz w sferę ludzkiej relacyjności. W niej trzeba szukać takich pojęć, jak piekło, czyściec czy niebo – te formy rzeczywistości nie mogą istnieć na zewnątrz relacji, ale w samym jej rdzeniu. Psychologia mówi nam, że złodziej zawsze będzie widział w drugim człowieku złodzieja, kłamca – kłamcę, a morderca – mordercę. Właśnie to staje się mechanizmem skażenia naszej relacyjności, od której trudno się uwolnić nawet po śmierci, bez zanurzenia w pokorze i ufności. Wracając do metaforyki raju, ten sam owoc może nam dziś przypominać o grzechu, budząc w nas lęki i pożądania – ale może też w sposób piękny opowiadać o pierwotnej harmonii stworzenia.

Płynąc okrętem, widzę tylko burtę, kawałek pokładu i pozostawioną na morzu smugę – nie mogę jednak objąć wzrokiem statku. Patrząc na świat, nie widzę własnych oczu. Mogę je ujrzeć tylko w odbiciu przedmiotów lub w oczach innych ludzi. Ten paradoks bliskości dotyczy również duszy, którą mogę doświadczyć jedynie w relacjach z otaczającym światem. Słowa i czyny to smuga, którą za sobą ciągnę – która jednak już do mnie nie należy, a jej piana niebawem rozpłynie się w oceanie. I tu znów odwołam się do Mertona: „Przyczyną, dla której ludzie tak gwałtownie chcą patrzeć na siebie, zamiast zadowolić się tym, że są sobą, jest brak wiary we własne istnienie.” Tak, myślę, że to jedyne źródło potrzeby ciągłego potwierdzania swego JA w postaci przeróżnych „selfie”. Chcę doświadczać siebie w efektach swoich działań, w dorobku życia, w reakcji innych na moje osiągnięcia. Gdy jednak cień bierzemy za rzeczywistość, wpadamy w pułapkę bałwochwalstwa lub nihilizmu – raz widząc w tym cieniu nieograniczone możliwości, innym razem wpadając w głęboką frustrację, że wszystko to jedna iluzja.

 
Komentarze (18)

Napisane przez w kategorii Aksjologia, Bieszczady, Psychologia, Życie

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Magda

    5 czerwca 2017 o 07:29

    Myśle, ze człowiek nie musivrzucać sie na wszystko wokół. Musi po prostu pewne rzeczy odrzucać. Filtrować.

     
  2. ~Magda

    4 czerwca 2017 o 07:43

    Masz rację, że dzisiejsze ” selfie” może być wyrazem jakichś braków i niedoskonałości. Niekoniecznie zgodzę się z tym, że ludzie wolą patrzec na siebie, niż przeżywać zadowolenie z bycia sobą. Nie wiem, czy właściwie rozumiem przytoczoną myśl. Wydaje mi sie, ze jesli ktos lubi patrzec na siebie, posiada wewnetrzna akceptacje dla tego kim jestet. Moze czasem byc też tak, ze dzielac sie swoim obrazem :-), czlowiek szuka akceptacji u innych…Pewnie może być różnie. My ludzie potrzebujemy sie dzielic tym, kim jestesmy…nasze wewnetrzne Ja jest nam potrzebne…powinno byc tylko wlasciwie rozwiniete. Fakt, ze bywamy prozni. Tylko czy potrzeba uslyszenia czasem czegos dobrego o nas samych jest juz proznoscia, kalekim poczuciem wartosci?

    Cieplo pozdrawiam. :-)

     
    • ~Beszad

      4 czerwca 2017 o 19:33

      To „patrzenie na siebie” rozumiem bardziej jako konieczność potwierdzania swojego istnienia, niż samoakceptację. Ta konieczność realizowana jest w różny sposób – często wykazując swoistą nerwowość i szybkie przeskakiwanie przez różne formy aktywności. Tworzy się w ten sposób wewnętrzny zgiełk, w którym zagłuszony zostaje prawdziwy wizerunek samego siebie.

      Oczywiście z mej strony nie jest to próba wskazywania kondycji innych osób, ale określenie pewnej postawy, która jest rozlana w nas wszystkich, również we mnie. Pozdrawiam równie pogodnie – choć przy burzy. :)

       
      • ~Magda

        5 czerwca 2017 o 05:09

        Hmmm…ciekawe spojrzenie.. Nie wydaje Ci sie, Beszadze, ze współcześnie człowiek w ogóle jest ogłuszony. Nadmiar informacji, praca itd. sprawia, że nasz umysł pracuje na bardzo wysokich obrotach. Nie tylko umysł. Dopiero kontakt z ciszą wyhamowuje nas, o ile w tej ciszy w koncu sie znajdziemy i w niej pobędziemy.

         
        • ~Daniel

          5 czerwca 2017 o 06:12

          Rzeczywiście tak jest. Człowiek nie jest przystosowany do przetwarzania takiej ilości informacji z jaką styka się codziennie niemal każdy. Aby jakoś to ogarnąć, to buduje coraz bardziej rozbudowaną bazę stereotypów, aby udawać, że rozumie informacje, z którymi zapoznał się tylko szczątkowo. W konsekwencji zanika proces myślenia, bo nigdy nie ma czasu na przemyślenia głębsze. Poważny problem zaczyna się gdy nawet nie jest już w stanie pobieżnie przejrzeć zalewające go informacje i wtedy pojawiają się już objawy depresji.

          Dlaczego tak jest? Wydaje mi się, że nadal dominuje model „nadczłowieka” samowystarczalnego, zamiast model wzajemnej współpracy.

           
          • ~Magda

            5 czerwca 2017 o 07:23

            Danielu, nie zrozumiałam dlaczego od natłoku informacji i niemoznosci ich zgłębienia mialaby pojawiac sie depresja?

            Czy depresja wg Ciebie to juz konsekwencja bycia zarzuconym natłokiem bodźców, z ktorymi czlowiek sobie w samotności zwyczajnie nie radzi?

             
            • ~Beszad

              5 czerwca 2017 o 10:17

              Magdo i Danielu – cieszę się z Waszych wniosków o przeciążeniu człowieka informacją i potrzebie ciszy. Trzeba to oczywiście rozumieć w jak najszerszym kontekście – informacja to jest przecież we wszystkim, co nas otacza. Aby wypełnić głupi formularz, skorzystać z jakiegoś urządzenia czy prostej usługi – wszędzie potrzebna jest informacja, często monstrualnie rozbudowana. To nie tylko – jak wspomniał Daniel – blokuje naszą refleksję, ale także tworzy zgiełk, prowadzący do przeciążenia w zakresie psychicznym, duchowym, a nawet fizycznym.

              Człowiek tak naprawdę potrzebuje bardzo niewiele. To my sami przez swoją pychę tworzymy niebosiężne wieże Babel – również w zakresie informacji. Jej natłok stwarza wszechobecny szum informacyjny, który staje się czynnikiem dezinformacyjnym. W ten sposób to, co miało służyć uporządkowaniu, prowadzi do narastającego chaosu.

               
  3. ~Magda

    4 czerwca 2017 o 07:28

    W miłości pojawia się też ufność, akceptacja i przyjecie drugiej osoby takiej jakąjest. Z pewnościa w zdrowej relacji, podstawą jest prawda i czyste intencje, czyli bez chęci skrzywdzenia drugiej osoby i bez checi jej zawlaszczenia…pokora jest zbudowana na prawdzie o sobie, e tez pragnieniem piznania prawdy o drugim czlowieku. Nie mozna zbudowac relacji na falszu, i migawkach…

     
    • ~Daniel

      4 czerwca 2017 o 09:39

      Dokładnie

       
    • ~Beszad

      4 czerwca 2017 o 19:23

      Przyjęcie osoby takiej, jaka jest – dokładnie tak, Magdo – osobę przyjmujemy z jej słabościami, co nie znaczy musimy akceptować zło. Często mamy problem tym rozróżnieniem.

       
      • ~Magda

        5 czerwca 2017 o 05:14

        Z przyjęciem jakiegoś zła, a nie tylko słabości wiaze się z rozeznaniem i tym ile potrafimybindywidualnievudźwignac. Dobtego dochodzi ludzka nadzieja i potrzeba zaakcentowania wiekszego dobra np. w osobie, którą kochamy.

         
  4. ~Beszad

    3 czerwca 2017 o 19:38

    Danielu, zanim przejdę do odpowiedzi, pozwól, że skopiuję nasze ostatnie dialogi, które z niewiadomych mi przyczyn zostały na stronie automatycznie zablokowane:

    Daniel: Miłość jest relacją jednokierunkową skierowaną na konkretny podmiot. Miłość pragnie dobra dla tego podmiotu, a zatem wymaga myślenia aby zrozumieć umiłowanego i czynić to, co dla niego dobre. Najlepszym przykładem jest miłość matki do dziecka. Natomiast nienawiść jest taką samą aktywną relacją, tylko pragnącą zaszkodzić podmiotowi. Teraz zaczynam rozumieć, że aby nastąpiło powiązanie z pokorą, to te relacje muszą być połączone z władzą. W przeciwnym razie podmiot umiłowany czy znienawidzony może nawet nie wiedzieć o takiej jednokierunkowej relacji, a ona jednak będzie istnieć.. Władza połączona z pokorą wymaga już komunikacji, sprzężenia zwrotnego. Pycha połączona z władzą wiąże pokorę, ale ukierunkowana jest tylko na własny interes, to bardziej pasuje do nienawiści. Choć bezpośrednio nie szkodzi, to jednak nie czyni dobra. Pycha może być połączona z miłością, ale miłuje samego siebie. Wtedy nie ma miejsca na pokorę.

    Beszad: Masz rację, Danielu, że pycha i pokora nie mogą istnieć bez przestrzeni relacyjnej. Nie bardzo jednak rozumiem, co rozumiesz przez stwierdzenie, ze pokora jest drugą stroną miłości i nienawiści? Czyżbyś rozumiał pokorę jako postawę dystansu? Miłość podobna do nienawiści nie jest miłością – jej jej atrapą w postaci namiętności. Pytasz czy pycha jest rodzajem nienawiści. Niekoniecznie – częściej chyba jest wyrazem pogardy, a więc interpersonalnej oziębłości i bałwochwalstwa nakierowanego na siebie lub na zgromadzone przez siebie przedmioty.

    ~Daniel: Witaj Adamie.
    Myślałem nad tym co napisałeś i starałem się zrozumieć te pojęcia. Co do pokory nie miałem wątpliwości, ale pycha mniej jest mi znana. Zarówno jedno jak i drugi są relacjami czyli wymagają drugie strony, drugiego człowieka. Pokora jest drugą stroną miłości, ale też i nienawiści. Te dwie relacje są do siebie podobne, bo obie są aktywne ale o przeciwnych celach. Obie po drugiej stronie wymagają człowieka pokornego, poddanego, ustępliwego, godzącego się na wszystko.
    Pycha też wymaga człowieka i to raczej pokornego. Nie jest to jednak relacja agresywna, aktywna lecz także jest potępiana. Czy pycha jest rodzajem nienawiści? Czy jest związana z władzą? Władza jest też ciekawą relacją i wymaga drugie strony spolegliwej. Ale władza może być połączona zarówno z miłością (władza rodzicielska) jak i z nienawiścią.

     
    • ~Beszad

      3 czerwca 2017 o 22:20

      Jednego zdania nie potrafię zrozumieć, Danielu – piszesz: „aby nastąpiło powiązanie z pokorą, to te relacje muszą być połączone z władzą”. Jak to rozumiesz?

       
      • ~Daniel

        4 czerwca 2017 o 09:33

        „Władza jest tajemniczym zjawiskiem, bo z jednej strony występuje tu wspomniana zdolność jednostki do narzucania swojej woli innym, to znaczy suma cech tej jednostki prowadzi do takiego rezultatu, a z drugiej strony występuje swego rodzaju podatność owych „innych” na tę wolę, skłonność do ugięcia się przed tą wolą.”
        Stanisław Michalkiewicz „Ulubiony ustrój Pana Boga” PWH NEPO 1996, str.20

        Zacząłem od cytatu, aby zrozumieć, że władza jest relacją wymagającą „drugiej” strony. Tu właśnie najbardziej pasuje pokora. Problem z władzą jest taki, że od dzieciństwa z nią żyjemy, tylko że ta władza (rodzicielska) powiązana była była z miłością. Patologia powstaje gdy władza zmieni miłość na nienawiść, pychę, a nadal wiąże pokorę.

        Nie ma tego problemu w Królestwie Boga Dekalogu. Nikt tam nie wejdzie bez pokory, bo nie można tam wnieść żadnych własnych czy obcych wartości. Człowiek musi się nawet zrzec własności nad swoim ciałem na rzecz Boga. Z drugie strony służba Bogu wymaga aktywności, a szczególnie myślenia, bez którego nie może istnieć miłość do Boga. Powstaje więc specyficzny układ, że sługa boży zanurzony w pokorze nie dba o siebie, ale z drugie strony zanurzony w miłości musi dbać o wszystko co wchodzi do Królestwa, w tym także o swoje ciało. Tym samym pokora nie może być odłączona od miłości, a tym samym od myślenia. Nie powinna być to relacja bierna, ale aktywna.

         
  5. ~Beszad

    3 czerwca 2017 o 19:35

    Danielu, zanim przejdę do odpowiedzi, pozwól, że skopiuję nasze ostatnie dialogi, które z niewiadomych mi przyczyn zostały na stronie automatycznie zablokowane:

    Daniel: Miłość jest relacją jednokierunkową skierowaną na konkretny podmiot. Miłość pragnie dobra dla tego podmiotu, a zatem wymaga myślenia aby zrozumieć umiłowanego i czynić to, co dla niego dobre. Najlepszym przykładem jest miłość matki do dziecka. Natomiast nienawiść jest taką samą aktywną relacją, tylko pragnącą zaszkodzić podmiotowi.

    Teraz zaczynam rozumieć, że aby nastąpiło powiązanie z pokorą, to te relacje muszą być połączone z władzą. W przeciwnym razie podmiot umiłowany czy znienawidzony może nawet nie wiedzieć o takiej jednokierunkowej relacji, a ona jednak będzie istnieć.. Władza połączona z pokorą wymaga już komunikacji, sprzężenia zwrotnego.

    Pycha połączona z władzą wiąże pokorę, ale ukierunkowana jest tylko na własny interes, to bardziej pasuje do nienawiści. Choć bezpośrednio nie szkodzi, to jednak nie czyni dobra. Pycha może być połączona z miłością, ale miłuje samego siebie. Wtedy nie ma miejsca na pokorę.

    Beszad: Masz rację, Danielu, że pycha i pokora nie mogą istnieć bez przestrzeni relacyjnej. Nie bardzo jednak rozumiem, co rozumiesz przez stwierdzenie, ze pokora jest drugą stroną miłości i nienawiści? Czyżbyś rozumiał pokorę jako postawę dystansu? Miłość podobna do nienawiści nie jest miłością – jej jej atrapą w postaci namiętności.

    Pytasz czy pycha jest rodzajem nienawiści. Niekoniecznie – częściej chyba jest wyrazem pogardy, a więc interpersonalnej oziębłości i bałwochwalstwa nakierowanego na siebie lub na zgromadzone przez siebie przedmioty.

    ~Daniel: Witaj Adamie.
    Myślałem nad tym co napisałeś i starałem się zrozumieć te pojęcia. Co do pokory nie miałem wątpliwości, ale pycha mniej jest mi znana. Zarówno jedno jak i drugi są relacjami czyli wymagają drugie strony, drugiego człowieka. Pokora jest drugą stroną miłości, ale też i nienawiści. Te dwie relacje są do siebie podobne, bo obie są aktywne ale o przeciwnych celach. Obie po drugiej stronie wymagają człowieka pokornego, poddanego, ustępliwego, godzącego się na wszystko.
    Pycha też wymaga człowieka i to raczej pokornego. Nie jest to jednak relacja agresywna, aktywna lecz także jest potępiana. Czy pycha jest rodzajem nienawiści? Czy jest związana z władzą?
    Władza jest też ciekawą relacją i wymaga drugie strony spolegliwej. Ale władza może być połączona zarówno z miłością (władza rodzicielska) jak i z nienawiścią.

     
  6. ~Daniel

    3 czerwca 2017 o 08:10

    Witaj Adamie.
    Myślałem nad tym co napisałeś i starałem się zrozumieć te pojęcia. Co do pokory nie miałem wątpliwości, ale pycha mniej jest mi znana. Zarówno jedno jak i drugi są relacjami czyli wymagają drugie strony, drugiego człowieka. Pokora jest drugą stroną miłości, ale też i nienawiści. Te dwie relacje są do siebie podobne, bo obie są aktywne ale o przeciwnych celach. Obie po drugiej stronie wymagają człowieka pokornego, poddanego, ustępliwego, godzącego się na wszystko.
    Pycha też wymaga człowieka i to raczej pokornego. Nie jest to jednak relacja agresywna, aktywna lecz także jest potępiana. Czy pycha jest rodzajem nienawiści? Czy jest związana z władzą?
    Władza jest też ciekawą relacją i wymaga drugie strony spolegliwej. Ale władza może być połączona zarówno z miłością (władza rodzicielska) jak i z nienawiścią.

     
    • ~Beszad

      3 czerwca 2017 o 15:47

      Masz rację, Danielu, że pycha i pokora nie mogą istnieć bez przestrzeni relacyjnej. Nie bardzo jednak rozumiem, co rozumiesz przez stwierdzenie, ze pokora jest drugą stroną miłości i nienawiści? Czyżbyś rozumiał pokorę jako postawę dystansu? Miłość podobna do nienawiści nie jest miłością – jej jej atrapą w postaci namiętności.

      Pytasz czy pycha jest rodzajem nienawiści. Niekoniecznie – częściej chyba jest wyrazem pogardy, a więc interpersonalnej oziębłości i bałwochwalstwa nakierowanego na siebie lub na zgromadzone przez siebie przedmioty.

       
      • ~Daniel

        3 czerwca 2017 o 16:44

        Miłość jest relacją jednokierunkową skierowaną na konkretny podmiot. Miłość pragnie dobra dla tego podmiotu, a zatem wymaga myślenia aby zrozumieć umiłowanego i czynić to, co dla niego dobre. Najlepszym przykładem jest miłość matki do dziecka. Natomiast nienawiść jest taką samą aktywną relacją, tylko pragnącą zaszkodzić podmiotowi.

        Teraz zaczynam rozumieć, że aby nastąpiło powiązanie z pokorą, to te relacje muszą być połączone z władzą. W przeciwnym razie podmiot umiłowany czy znienawidzony może nawet nie wiedzieć o takiej jednokierunkowej relacji, a ona jednak będzie istnieć.. Władza połączona z pokorą wymaga już komunikacji, sprzężenia zwrotnego.

        Pycha połączona z władzą wiąże pokorę, ale ukierunkowana jest tylko na własny interes, to bardziej pasuje do nienawiści. Choć bezpośrednio nie szkodzi, to jednak nie czyni dobra. Pycha może być połączona z miłością, ale miłuje samego siebie. Wtedy nie ma miejsca na pokorę.