RSS
 

Między uśpieniem a zaślepieniem

24 cze

2017_06_Tyrawa_Solna_kapliczka

Urocze, stare kapliczki w Tyrawie Solnej koło Sanoka

Między wiarą a wątpliwością istnieje jakieś twórcze napięcie, w którym człowiek urzeczywistnia w sobie to, co staje się jego najgłębszą istotą. Wiara pozbawiona namysłu podszytego wątpliwością bywa równie niebezpieczna, jak wątpliwość wyzuta z wiary. Taka „wiara” może się szybko przerodzić w bezduszną rutynę lub okrutny fanatyzm. Rutyna jest jak pasożyt, który zabija w dłuższym czasie, ale po cichu – unicestwiając cały potencjał duchowy, w jaki człowiek został wyposażony. Z kolei fanatyzm to okrutny drapieżnik, który musi stale zabijać, aby utrzymać się przy życiu, czyniąc to na różne sposoby: przemocą, podejrzliwością, pogardą i totalną negacją wszystkiego, czego nie zdołał sobie przyswoić.

Nie mniejszym zagrożeniem jest wątpliwość obdarta z wszelkiej wiary. Warto przy okazji uściślić pojęcie wiary, jakiego tu używam. Nie chodzi o przyjmowany system doktryn i wyobrażeń, ale o czystą postawę zawierzenia – o ufność, że wszystko ma sens, bo skierowane jest ku ukrytemu Celowi, ku kochającej Osobie i jednoznacznej Prawdzie. Otóż wyzbycie się takiej wiary nieuchronnie prowadzi ku tragedii nihilizmu. Ale i ona może mieć dwa oblicza: obojętnego konformizmu lub rozpaczliwej negacji. Sama rozpacz widoczna jest w kulturowym przesileniu (dekadentyzm) lub osobistym buncie (prowadzącym do negacji świata wartości i samego siebie). Bunt taki często bierze się często z zapętlenia emocjonalnego, podczas gdy zjawisko negacji kulturowej wynika z impasu twórczego lub intelektualnego.

Droga wiary i wątpliwości jest więc ciągłym balansowaniem na wiszącym moście, rozpiętym między brzegami egzystencji i transcendencji. Przejście na drugą stronę wymaga utrzymania równowagi między dwoma krańcami tyczki – ufnością i autentycznością, miłością i prawdą, wiarą i wątpliwością… W ostatnim czasie doszło na naszym Kontynencie do bolesnego zderzenia dwóch światów, prezentujących skrajne formy zniszczenia tej równowagi. Islamski fanatyzm z pasją wgryza się w zmurszałą twierdzę zachodniego nihilizmu. Staliśmy się świadkami krwawej konfrontacji, w której starło się doktrynalne zaślepienie z hedonistycznym uśpieniem. Co weźmie górę? Sen czy furia? A może jest jednak i trzecia droga, na którą właśnie wskazuje wiara podszyta wątpliwością?

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Duchowość, Religie, Socjologia, Tradycja, Wiara

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Magda

    2 lipca 2017 o 08:52

    Wiara to także pewność tego, że otrzymamy to, czego się spodziewamy. Ale, tak jak napisałeś Beszadzie, jest czymś głębszym, bo wywodzi się z relacji z Bogiem, i jest ufnością.

    Czasami zastanawiam się nad tym jak walczyć z rutyną, zarówno w wierze, jak i w miłości. Natura człowieka bywa przewrotna i podatna na wiele zgubnych czynników.

     
    • ~Beszad

      2 lipca 2017 o 18:06

      Tak, Magdo – bo wiara kryje w sobie wiele paradoksów. Pewność ma wymiar ZAWIERZENIA, zaś wątpliwość dotyczy POKORY. Zawierzenie mówi nam, że niezależnie, jak bardzo rzeczywistość rozminie się z naszymi oczekiwaniami, wszystko musi być zanurzone w Miłości. Pokora zaś podkreśla, że nawet jak coś wiemy, to i tak nie wiemy tak, jak wiedzieć powinniśmy.

      Pytasz o rutynę – to bardzo ważne pytanie, bo tylko osoby dufne w swoje możliwości go nie zadają. Myślę, że właśnie ta świadomość zagrożenia rutyną płynie z wątpliwości we własne siły, czyniąc tym samym większą przestrzeń do działania Boga. Innymi słowy tam, gdzie jest obawa przed rutyną, tam jest Duch Święty.

       
      • ~Magda

        3 lipca 2017 o 09:23

        A no właśnie, Duch Święty. W natłoku różnych obowiązków zdarza się o Nim zapominać. Ta nasza cielesność i duchowość choć stanowią całość, nie zawsze integralnie chcą w nas funkcjonować.
        Lubię bardzo Twojego bloga, choć ostatnio ciężko znaleźć mi czas na odwiedziny.

         
        • ~Beszad

          4 lipca 2017 o 10:06

          Dotknęłaś kolejnego paradoksu :) – integralności ciała i duszy przy jednoczesnym poczuciu „wygnania” i obcości w świecie materialnym. Wszystko, czego tu doświadczamy, wskazuje na kruchość i przemijalność istnienia: zasoby materialne, zdrowie, życie i cała przyroda. Chcemy gdzieś lokować nadzieję, ale ona z niczym namacalnym nie daje się wiązać. Wzywa to nas do nieustannego przekraczania tego, co doczesne i zjawiskowe – do podejmowania nieustannej wędrówki w stronę duchowej Ziemi Obiecanej…