RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2017

Istota SYMBOLU – od wizji do rdzenia znaczeń

22 sie

2017_08_22_Apokalipsa_DurerRyciny Dürera z końca XV wieku, ilustrujące symbolikę Księgi Objawienia – na tle naszych Bieszczadów…

Nie od dziś w mediach mnożą się rozmaite przepowiednie, również te bazujące na skojarzeniach z Księgą Apokalipsy. Jedna z ostatnich głosi, jakoby 23 września miały się ziścić słowa św. Jana – „gdy słońce znajdzie się na tle gwiazdozbioru Panny, otoczone koroną z 12 gwiazd (9 gwiazd z gwiazdozbioru Lwa oraz 3 planet:  Merkurego, Wenus i Marsa) – z księżycem pod jej stopami”… Było już wiele podobnych interpretacji, które wiązano z konkretną datą. Zwrot ku ezoteryce zdaje się być swoistą reakcją sprzeciwu wobec dyktatury scjentyzmu (patrz August Comte) – nowoczesnego bałwochwalstwa, stawiającego empiryzm na ołtarzu wszelkiego poznania.

A tam gdzie wyparto życie duchowe, tam funkcję religii zaczyna spełniać to, co ją wyparło. Tak więc zarówno ideologia scjentyzmu, jak też wchodzące w jego miejsce spekulacje spirytystyczne czy numerologiczne, zawsze jawiły mi się jako swoiste formy parareligii, bazującej na dość karkołomnych wyliczeniach i skojarzeniach. Gdyby się doszukiwać w Apokalipsie sugestii opartych na liczbach czy wyobrażeniach, możemy ich znaleźć sporo – dadzą się też zapewne dopasować do wielu treści. Ale czy to właściwe podejście do księgi Objawienia? Czy wizja Apostoła ma być dla nas rebusem do rozwiązania? Czy też jej wymowa jest zupełnie inna, wzywając nas raczej do postawy ufności, niż do rozbudzania lęków?

Niedawno czytałem wypowiedź jednego duchownego, który stanowczo przestrzegał nie tylko przed ezoterycznym podejściem do ostatniej Księgi biblijnej, ale także przed dosłownością obrazowania zawartych w niej metafor (miecz wychodzący z ust itp.). Tu można dyskutować, czy sam obraz stanowi jakieś zagrożenie. Niemniej każdy symbol wprzódy domaga się zrozumienia, nie zilustrowania. Wizualizacja znaków, dokonana przed ich właściwym odczytaniem, prowadzi do budzących grozę wizji (a czasem do wyobrażeń wręcz groteskowych), które mogą mieć więcej wspólnego z gatunkiem fantasy, niż z życiem duchowym. Bo duch karmi się impulsami woli i autorefleksji, nie oderwaną od nich estetyką czy emocjonalnością.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Duchowość, Symbolika

 

…lecz w wichrze nie było Pana

14 sie

2017_08_WICHER-LASY„Ocean” bieszczadzkich lasów – z licznymi wiatrołomami i pniami kształtowanymi przez wiatr…

Sobotniej nocy wielka trąba powietrzna skosiła hektary lasu, niszcząc przy tym obóz harcerski i zabijając 5 osób (w tym dwoje dzieci). A w niedzielę obydwa czytania w kościołach dotyczyły właśnie tego żywiołu. Pierwsze o tym, że Boga nie było w wichrze ani w ogniu – był obecny w ciszy. Drugie o łodzi miotanej przeciwnymi wiatrami, gdy Jezus szedł po wodzie ku swym uczniom. Dopóki Piotr wpatrywał się w Mistrza, szedł po falach – gdy spojrzał w stronę żywiołu, zaczął tonąć… Tak i my toniemy w swych lękach, zabieganiach, cierpieniach i obciążeniach, gdy całą naszą uwagę przykuwają żywioły tego świata: widok wszelkiego spustoszenia, lęk przed wojenną zawieruchą, przed cierpieniem i wyniszczającymi chorobami. Dopiero spojrzenie na Jezusa daje siłę, by iść po wodzie mimo wszelkich burz. W samym żywiole nie znajdziemy Boga, choć często Go o to obwiniamy, doszukując się w tych wszystkich kataklizmach jakiejś kary, czy jeszcze gorzej – kaprysu Stwórcy. Owszem, doświadczenie żywiołu może nas uwolnić od przywiązania do dóbr przemijalnych. Bóg jednak czeka na nas tylko w ciszy zawierzenia…

Wiem, że łatwo mi jest o tym pisać, nie doświadczywszy tak bolesnego ciosu, jaki dziś przeżywają rodzice tragicznie zmarłych harcerek. Szczerze im współczuję i modlę się za nich, bo sam mam córkę w wieku tych dziewczynek. Jednak chciałbym też prosić, byśmy nie szukali winy w sobie czy w innych- zwłaszcza w takiej sytuacji, gdy zadziałał trudny do przewidzenia żywioł. I gdy ci, w których od strony prawnej można by się winy doszukiwać, działali bezinteresownie i w dobrej wierze. Tutaj jedyną odpowiedzią jest ufność, że to co się stało, ma swój ukryty sens. A ufność jest postawą, która pozwala nam odróżnić sumienie od owoców z „drzewa poznania dobra i zła”. Często mylimy jedno z drugim, doszukując się w biblijnym drzewie samej świadomości czynów dobrych i złych. Tymczasem owoc z tego drzewa jest wyłącznie symbolem uzurpacji człowieka wobec wyznaczania granic, a nie ich rozpoznawania. Jeśli ujmujemy byt człowieka ewolucyjnie, to jego stworzeniem było pojawienie się wolnej woli i sumienia. Dopiero później mógł zaistnieć „grzech pierworodny” – czyli próba samodzielnego określania, co jest dobre, a co złe.

Konsekwencją zerwania owocu była więc skłonność do kształtowania granic moralności i do wydawania sądów w zakresie dobra i zła. Dotyczy to zarówno osądu innych, jak też potępiania samego siebie. Podczas gdy sumienie jest tą ciszą, w której mieszka Bóg – i gdzie moja ufność pozostawia wszelki osąd tylko Jemu, „owoc z drzewa poznania” staje się zarzewiem rozpętanego piekła wzajemnych osądów (szukania wszędzie winnych, ale również surowego potępiania samego siebie) – lub odwrotnie: niewoli w zakresie ubóstwiania innych i ciągłego usprawiedliwiania samego siebie. Brak ufności to pochodna wyzbycia się pokory: sam wchodzę w kompetencje Boga. Gdy natomiast trwam w zawierzeniu, w ciszy swego serca staję się wolny od ciągłej presji osądzania i bycia osądzanym – od nieustannego wystawiania bezwzględnej oceny sobie i innym. Wolny od potępiania i ubóstwiania wszelkiego stworzenia. Wolny od osądzania w swym sercu samego Boga – od ponownego krzyżowania Go na Golgocie własnego buntu. Wolność ta stwarza we mnie zupełnie nową jakość człowieka, pozbawionego lęków i przywiązań wobec wszystkiego, co przemija – w tym również wobec mojego życia i życia moich najbliższych.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Biblia, Bieszczady, Wiara, Życie