RSS
 

Wartość przeciwstawności

06 wrz

2017_09_pokrzyk_tojad_kociołekWśród najsilniej trujących roślin istnieją takie, których działanie wzajemnie  się znosi. Mówimy wtedy o „antidotum” – tak jest w przypadku pokrzyku (z lewej) i tojadu (z prawej). Czy w życiu społecznym nie jest podobnie? Czy przeciwieństwa nie są nam dane (i zadane), by chronić nas przed nami samymi?

Często spotykamy się w życiu z diametralnymi skrajnościami w postawach społecznych – na poziomie lokalnym lub narodowym, w aspekcie politycznym, religijnym, ideologicznym czy każdym innym. Gdy się głębiej zastanowić, u każdej ze stron można znaleźć jakieś racje. Lecz racja to nie to samo, co Prawda – jest zaledwie jej promyczkiem. Samej Prawdy objąć nie sposób, jak nigdy nie obejmiemy Słońca. Możemy jej zaledwie doświadczać – i to jedynie wówczas, gdy sama nam się objawi. Czy zatem brak jedności jest zaprzeczeniem wspólnoty? Czy mimo radykalnych różnic możemy być jedną wspólnotą narodową, religijną, kulturową?…

Przy odpowiednim spojrzeniu sam fakt istnienia przeciwstawnych postaw może się jawić jako realna wartość każdej społeczności i przejaw jej zdrowego funkcjonowania. Niedawno ktoś przy obchodach „sierpnia ’80″ powiedział bardzo mądre słowa: „Solidarność to nie jedność”. Napięcia, jakie powstają między przeciwieństwami, stanowią o stabilności całej konstrukcji (jak naprężenia w żaglu czy namiocie). To dzięki nim możemy mówić o mechanizmie zbiorowej samokontroli. Zrozumienie tych procesów prowadzi do pokory i wzajemnego otwarcia – wbrew oczywistym różnicom, które bywają trudne i bolesne. To właśnie one uczą nas prawdziwej akceptacji osoby, mimo zanegowania jej poglądów.

Materiał pozbawiony naprężeń zamienia się w bezkształtną szmatę - zatęchłą w wilgoci lub po wysuszeniu miotaną wiatrem. Taka sytuacja ma miejsce w społeczeństwach, które uczyniły sobie bożka z tolerancji, rozumianej w kategoriach wzajemnej obojętności, przy jednoczesnym porzuceniu świata niezmiennych wartości. Paradoksalnie to właśnie taka „tolerancja” staje się najprostszą drogą do dyktatury, w której nieustannie być musi narzucana bezwyznaniowość i bezideowość oraz brak tożsamości narodowej czy kulturowej. Taki „namiot” nie chroni już przed wiatrem czy deszczem; „żagiel” nie pcha ku upragnionym lądom. Istnieje tylko bezwolny dryf i powolny rozkład.

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Daniel

    6 października 2017 o 17:00

    Beszad:”
    6 października 2017 o 15:13
    Daniel, a skąd wiesz, że po śmierci znika całkiem świadomość? No i jak wytłumaczyć obserwowanie świata z innego punktu niż ciało? Bo skoro piszesz, że wtedy ci ludzie nadal żyją, to w jaki sposób wytłumaczysz liczne zjawiska eksterioryzacji, skoro nie sposób tego wiązać z funkcją mózgu?”
    Tego nie wiem, ale może podłączył się pod system stałego monitoringu totalnie wszystkiego. Wtedy pasuje teoria duszy będącej zapisem życia czyli taki nagrany film o człowieku. Tylko to nie ma sensu, bo istotą w człowieku jest świadomość przekładającą się na wolny wybór Boga. Po śmierci nic już w człowieku nie zmienia się, więc po co nawet go oceniać gdy już nic nie może wybrać.

     
    • ~Beszad

      6 października 2017 o 18:17

      A skąd ta pewność, że po śmierci nic się w człowieku nie zmienia i nie może on już dokonywać żadnych wyborów?

       
      • ~Daniel

        7 października 2017 o 07:27

        Jeżeli tak, to byłby to świat równoległy, do którego nie mamy dostępu i nie mającego żadnego wpływu na to co dzieje się tu na Ziemi. Wybory muszą być widoczne inaczej nie istnieją dla człowieka.

         
        • ~Beszad

          7 października 2017 o 11:59

          Stosując pewną analogię, można by rzec: świat poza moim miejscem życia nie istnieje, bo jest tylko to, czego osobiście doświadczam i na co mam realny wpływ. ;)

           
  2. ~Daniel

    3 października 2017 o 07:55

    Adam:”Równie dobrze można by powiedzieć, że „nazizm nigdy nie powstał – była tylko jego karykatura”. Ale w każdym przypadku to tylko zabrzmi jak obrona ludobójczej ideologii (bo jeśli powiemy „winni są ludzie, nie idea”, to oderwiemy ideę od człowieka i z niej właśnie czynimy boga). Nie twierdzę, Danielu, że bronisz komunizm, ale mam wrażenie, że chcesz za wszelką cenę obronić samą ideę wspólnej własności. A przecież nie ona była założeniem Ewangelii, a tym bardziej Starego Przymierza.”
    Ludzie wybierają idee i zawsze na nich spoczywa odpowiedzialność za swoje wybory. Marks zaczerpnął rozwiązania związane ze wspólną własnością właśnie z Ewangelii, a ta z Dekalogu. Idea jest dobra, ale nie może działać w oderwaniu od całości (Dekalogu). Nie powiodły się próby pierwszych chrześcijan, bo Dekalog opiera się na gospodarzeniu poprzez rodzinę, a nie kolektywnie. To głowa rodziny ma pieczę nad jej członkami i odpowiada za cały majątek mu powierzony przez Boga. Wielkość rodziny i majątku uzależniona jest od jego sprawności. Jeden będzie zarządzał dworem, a drugi nawet żony nie będzie miał. Istotą jest ,że każda rzecz materialna ma swojego „właściciela” (oczywiście zarządcę) i nie ma tu zarządzania kolektywnego jak w spółkach kapitałowych. Nie działa też prawo spadkowe, bo majątek cały czas jest własnością Boga. Mimo to życie toczy się w dostatku.

     
    • ~Beszad

      3 października 2017 o 14:57

      Tylko czy taka wizja jest realna w warunkach ziemi skażonej słabością i grzechem? I czy pokładanie nadziei w utopiach nie jest równie niebezpieczne jak nihilizm, który podąża w odwrotną stronę?

       
      • ~Daniel

        3 października 2017 o 15:23

        Na razie nie. Od wygnania Adama i Ewy Raj jest pusty. Było tylu proroków i nawet Syn Boży, ale to były jednostki. Muszą być co najmniej dwie osoby, aby pomiędzy nimi był Bóg.
        Raczej dwie rodziny, bo mąż z żoną to jak jedno „ciało”. Ale co to jest dla Boga parę tysięcy lat, to tak jak parę sekund?
        Królestwo gdy powstanie, to będzie trwało ok.20 tys, lat. , Możemy więc jeszcze trochę poczekać, aż wymrze te pokolenie i następne. Cywilizacja śmierci na dobre rozwija się w Europie. Potem zasiedlą ją muzułmanie.

         
        • ~Beszad

          4 października 2017 o 09:50

          Dość osobliwa koncepcja – mocno oparta na realiach materialistycznych. Zgadzam się z tym, że cywilizacja śmierci przejęła dziś rolę wiodącą w polityce i masowej kulturze. Uważam jednak, że nadziei nie należy wypatrywać w rozciągniętym czasie, ale we własnej duszy.

           
          • ~Daniel

            4 października 2017 o 13:19

            We własnej duszy, to znaczy w naszych wyborach. Tylko jak wymazać nasze wartości wpajane nam przez rodziców?
            Gdy ich nie ma przy Bogu, to i nas tam nie ma. Dopiero po ich śmierci jest szansa na wejście do Królestwa, a na to potrzeba trzy, a nawet cztery pokolenia.

             
            • ~Beszad

              5 października 2017 o 10:59

              Duszę traktuję o wiele poważniej niż tylko metaforyczny ośrodek naszej woli. To najgłębsza forma naszej niematerialnej tożsamości, która może pozostawać w oddzieleniu od ciała…

              Wartości wpojonych przez rodziców i całe otoczenie wymazać się nie da – można je tylko potraktować jako podglebie do kształtowania własnego „ja”. Ale każde podłoże trzeba odpowiednio użyźniać i podlewać, by wydało plony.

               
              • ~Daniel

                6 października 2017 o 06:14

                Co do rodziców, to zgadzam się z Tobą. Niedaleko jabłko pada od jabłoni. Ten owoc pod jabłonią będzie zawsze jabłkiem i posiadać te same cechy gatunkowe. Zmiany jednak mogą następować, ale jest to proces powolny i przebiega inaczej niż odradzające się życie np. po zimie.

                Co do duszy, to mam całkiem odmienny pogląd. Nie jest ona ośrodkiem woli, bo tym ośrodkiem jest mózg i nie mamy innej tożsamości jak materialną. Pojęcie duszy może dla mnie nie istnieć, albo przybrać postać pamięci naszej tożsamości. Byłby to zapis naszego życia na nośniku zewnętrznym o nieograniczonym czasie przechowywania. W tym wypadku dusza byłaby nieśmiertelna. Co więcej duszę otrzymywałoby się po urodzeniu, a po śmieci na podstawie jej dokonałoby się osądzenia na Sądzie Ostatecznym. Czyli duszę nadaje i zarządza Bóg

                Zgrabna teoria, ale bez sensu. Zycie toczy się tu i teraz. Sąd i Królestwo także jest tu i teraz. Nie trzeba śmierci aby być tu i teraz martwym dla Boga.

                 
                • ~Beszad

                  6 października 2017 o 07:59

                  A co z licznymi doświadczeniami wyjścia świadomości poza ciało? I nie są to, jak wcześniej sądzono, przedśmiertne czy pourazowe halucynacje – skoro ci pacjenci byli w stanie drobiazgowo opisać przebieg operacji lub wypadku, w którym ponieśli śmierć kliniczną. Dzisiaj przypadków takich już jest tyle, że zajmuje się nimi nauka. Polecam choćby najnowszą książkę „Przejście” Piotra Kalinowskiego – lekarza, który przez całe życie badał zjawiska i odczucia z pogranicza śmierci.

                   
                  • ~Daniel

                    6 października 2017 o 14:00

                    Mam małą wiedzę na ten temat. Być może są jakieś mechanizmy nie zbadane jeszcze. Tylko ci ludzie nadal żyją i te doświadczenia dotyczą żyjących, choć na granicy śmierci. Po śmierci człowiek już nic nie powie i nie zrobi, po co mu więc ta tożsamość?

                     
                    • ~Beszad

                      6 października 2017 o 15:13

                      Daniel, a skąd wiesz, że po śmierci znika całkiem świadomość? No i jak wytłumaczyć obserwowanie świata z innego punktu niż ciało? Bo skoro piszesz, że wtedy ci ludzie nadal żyją, to w jaki sposób wytłumaczysz liczne zjawiska eksterioryzacji, skoro nie sposób tego wiązać z funkcją mózgu?

                       
  3. ~Daniel

    16 września 2017 o 06:51

    Zaczniemy od Prawdy. Przez duże „P”, czyli tej absolutnej, uniwersalnej, wszechogarniającej. Taka prawda istnieje tylko z Absolutem, bytem nie logicznym, nie istniejącym. Zatem nie istnieje. Wynika z tego, że pojęcie prawdy jest tak jak z pojęciem dobra. Jest połączone z bytem, którego dotyczy. Nie ma dobra uniwersalnego i nie ma też prawdy takiej.
    Racje, o których piszesz, to prawda konkretnego bytu, a dokładniej społeczności w jakiś sposób ze sobą zespolonej. W zależności od wartości zespalającej mamy różne byty i różne prawdy. Odrębne dla partii politycznej, religii, narodu czy kultury. To wszystko są przykłady organizacji społecznej ludzi. Wszystkie one mogą istnieć równocześnie i to na jednym terenie.
    Każda jest odrębną wspólnotą opartą na swoje skali wartości, które uważa za te jedyne, „prawdziwe”. Narzucenie im teraz innych „nie prawdziwych” jest tym co robi teraz państwo, zniewoleniem. Czy taka jedność państwowa jest wartością? Nie, dla wszystkich zniewolonych wspólnot. Państwo więc nie stanowi żadnej wartości, a tym samym nie jest tym także tworzone przez niego tzw. społeczeństwo obywatelskie. To sztuczny twór, który jest tylko matematycznym zbiorem obywateli.

    Być jedną wspólnotą, to przyjąć jedną skalę wartości. Na danym terenie mogą żyć różne wspólnoty i aby nie niszczyły się nawzajem to muszą wypracować część wspólną. Mam na myśli wartości akceptowalne dla wszystkich. To one stanowi prawo danego terenu. Ale co wtedy gdy pojawi się inna kultura, która nie zaakceptuje tej prawdy? I nie musi być kultura. Wystarczy jednostka, bo każdy ma własną prawdę opartą na własnej idei świata. Świat rzeczywisty nie istnieje. Istnieją tylko idee i to tyle ilu jest ludzi. Może wiec istnieć prawda przez duże „P”?

     
    • ~Beszad

      17 września 2017 o 12:09

      Danielu, drogi Przyjacielu – trochę to karkołomny wywód. ;) Piszesz: „Taka prawda istnieje tylko z Absolutem, bytem nie logicznym, nie istniejącym. Zatem nie istnieje”. Znaczyłoby to, że nie uznajesz Boga WSZECHMOCNEGO (nie w znaczeniu mocy, ale wszechpotencjalności – uobecniającej się również w samej Prawdzie).

      W pierwszym momencie chciałem się nawet z Tobą zgodzić, gdy napisałeś, że taki Absolut NIE ISTNIEJE – bo słowo istnieje ma dwa znaczenia, w niemieckim: IST und EGSIST. Bóg nie istnieje w tym drugim znaczeniu, bo ono uzależnione jest od czasu, zaś Bóg jest ponad czasem (dlatego nie sposób Go pojąć). Ale jeśli piszesz, że takiego Boga nie ma w pierwszym znaczeniu, tutaj już przystać na to nie mogę.

      Nie potrafię też zaakceptować tezy o idealnej społeczności w warunkach egzystencjalnych. To utopia. I właśnie dlatego realną wartość stanowi dla mnie NARÓD, choć mam świadomość ułomności tej wspólnoty. Ona jednak jest mi potrzebna, by doświadczać wspólnoty jako takiej (bez względu na jej słabości), by utożsamiać się z nią i przez to czuć kulturową łączność z osobami, które tę wspólnotę tworzą (na wzór rodziny, która przecież także daleka jest od ideału).

       
      • ~Daniel

        27 września 2017 o 06:51

        Mój Bóg Dekalogu nie jest wszechmocny, a bardziej egzystencjalny. Istota Jego to życie czyli wszystko co pozwala go zachować, a także jego ekspansja.
        Dekalog jest prawem dla Jego Królestwa i kto go łamie nie może w nim przebywać. Jest to prawo restrykcyjne wymagające nie posiadania własnych wartości, a więc też i własnego majątku. Lojalność wobec Boga i Królestwa jest podstawą także w sprawach egzystencjalnych. Nie można więc rozpraszać wartości materialnej poza Królestwo, bo uznawane jest to za cudzołożenie. Królestwo jest więc wyodrębnioną od innych enklawą gospodarczą dającą jego mieszkańcom poziom życia właściwy dla Raju.

         
        • ~Beszad

          27 września 2017 o 19:07

          Danielu, myślałem, że już na tule Cię poznałem, że mnie niczym nie zaszokujesz. Ale się myliłem. ;) Bóg Dekalogu nie jest wszechmogący? Co znaczy, że jest „egzystencjalny” – czy to nie jest równoznaczne, że taki bóg staje się stworzeniem pośród stworzeń? W czym różniłby się od jakiegoś króla lub cesarza?

           
          • ~Daniel

            30 września 2017 o 12:37

            Bo nie jest człowiekiem, a szczególnie władcą. Król, cesarz czy inny władca narzuca prawa, które jego nie dotyczą. Tym samym następuje zróżnicowanie ludzie za zgodą wszystkich stron.
            W Królestwie Boga Dekalogu wszyscy ludzie są równi wobec prawa, bo prawo nie jest stanowione przez człowieka. Nie ważne jak wielkim majątkiem będziesz zarządzał, jak wielką rodzinę będziesz posiadał, to zawsze spotka cię kara za nienawiść do Boga. To jest zasada, która wyzwala z niewoli człowieka nad człowiekiem.
            Bóg Dekalogu jest stale nieobecny w Królestwie. Niczego nie rozkazuje i o nic go nie można się spytać. Jednak Jego Królestwo składające się z ludzi prowadzi normalne egzystencjalne życie zgodnie z tylko jednym prawem jakim jest Dekalog. Nie może mieć władców, bo byłoby to wprowadzenie obcych wartości czyli służenie obcym bogom. Mimo to każdy skrupulatnie robi to, co robiłby Pan gdyby był na miejscu czyli spełnia wolę Boga.

             
            • ~Beszad

              30 września 2017 o 19:18

              Danielu, nie potrafię zrozumieć tego zdania: „Bóg Dekalogu jest stale nieobecny w Królestwie.” Mógłbyś je rozwinąć?

               
              • ~Daniel

                1 października 2017 o 09:30

                Bóg stworzył Ziemię i życie na niej, pozostawił swoje prawa i nie ingeruje w bieg wydarzeń. Czeka aż jego dzieło dojrzeje. Czeka na człowieka z pustym Królestwem. Dopiero człowiek zmaterializuje Boga, który ponownie rozpocznie ekspansję życia. To rękami ludzi będzie to czynił, ale najpierw muszą dojrzeć do utworzenia wspólnoty zgodnie z wartościami Dekalogu.
                Bóg Dekalogu nie ma więc materialnego ciała i nie można go zobaczyć ani wyobrazić. Tworzenie więc podobizn Boga nie ma sensu, a wręcz jest zabronione. Każda podobizna sama w sobie staje się wartością i pociąga za sobą niekończący się łańcuszek konsekwencji.
                Uświęca się podobiznę, potem miejsce jej składowania (kościół), a następnie wyznacza kapłanów do doglądania. Tego wszystkiego zabrania Dekalog, dlatego każda religia go łamie.

                 
                • ~Beszad

                  1 października 2017 o 17:38

                  Piszesz, Danielu, e „Dopiero człowiek zmaterializuje Boga”. Ale w takim razie czym różni się tak pojmowany bóg od idei? Komuniście przecież to samo głosili, że idea komunizmu dzięki ludziom stanie się zmaterializowanym bogiem nowego świata. Podobnie naziści, odwołując się do boga widzianego w narodzie. Każda idea może się w tak rozumianym bogu zmieścić – tyle, że mamy tu wszędzie do czynienia z bożkami, nie z Bogiem.

                   
                  • ~Daniel

                    2 października 2017 o 10:56

                    Komunizm nigdzie nie powstał. Jest tylko socjalizm, a właściwie jego zastępcza forma: dyktatura proletariatu.
                    Konstrukcja komunizmu może przypominać system Królestwa (brak własności prywatnej), ale ma jeden zasadniczy feler. Nie opiera się na miłości do Boga, co jest fundamentem Dekalogu. Można zakładać, że miłość do Królestwa jest jak miłość do Boga. Jednak tak nie jest. Zakres obowiązków wobec Boga jest znacznie większy niż tylko obowiązki wobec Królestwa. Zatem dobro Królestwa nie może być celem głównym. Komuniści jednak stawiali na pierwszym miejscu dobro narodu, a raczej proletariatu. Ten natomiast opierał się na samodzielnych jednostkach bez wpływów rodzinnych, religijnych itp. W komunizmie rodzina jest przeszkodą i dlatego wprowadzono pozbawioną możliwości działania jej atrapę. Model ten zdominował całą Europę. co jest bardzo ciekawe.
                    Bożków można mieć kilku, co w Dekalogu jest niemożliwe. Bóg Dekalogu wymaga wyłączności dla swojego prawa, wartości. Dlatego nie ma tam miejsca dla żadnych władców, dyktatorów, autorytetów itd. Królestwo nie może istnieć w strukturze państwa. Nie da się tego w żaden sposób pogodzić. Religiom jednak to nie przeszkadza.

                     
                    • ~Beszad

                      2 października 2017 o 12:58

                      Równie dobrze można by powiedzieć, że „nazizm nigdy nie powstał – była tylko jego karykatura”. Ale w każdym przypadku to tylko zabrzmi jak obrona ludobójczej ideologii (bo jeśli powiemy „winni są ludzie, nie idea”, to oderwiemy ideę od człowieka i z niej właśnie czynimy boga). Nie twierdzę, Danielu, że bronisz komunizm, ale mam wrażenie, że chcesz za wszelką cenę obronić samą ideę wspólnej własności. A przecież nie ona była założeniem Ewangelii, a tym bardziej Starego Przymierza.

                       
  4. ~Daniel

    14 września 2017 o 08:27

    Dopiero dzisiaj to przeczytałem. Dobry tekst i w większości zgadzam się z tym. To temat, którym od dawna zajmuję.

    Co to jest „prawda” ? – to jeden filozoficzny wątek.

    „Solidarność to nie jedność” – interesujący kierunek rozmyślań.

    „Tolerancja” – wartość czy choroba?

    „Dyktatura” – nadal dominująca w naszych czasach.

     
    • ~Beszad

      14 września 2017 o 14:05

      Dziękuję, Danielu. Czekam na Twoje myśli odnośnie poruszonych tematów. :)