RSS
 

Archiwum - Listopad, 2017

Samotność w murach Jerycha…

15 lis

2017_11_mury_Jerycha_cerkiew_Krywe

 Może odległe jest porównanie ruin cerkwi w Krywem do murów Jerycha - ale czy nawet te najświętsze miejsca nie rozpadają się na znak, że prawdziwa świętość nie tkwi w tym, co przemijalne?

Przeczytałem dziś dwa fragmenty Ewangelii (poniżej), które odnoszą się do problemu ludzkiej nędzy i samotności – rozpatrywanego na dwóch różnych płaszczyznach. Chodzi o fragment dotyczący uzdrowionego ślepca i celnika, którego Jezus osobiście odwiedził. Pierwszy wchodzi w fizyczną nędzę człowieka (choć ślepotę cielesną można też odnieść do mroków duszy), drugi dotyczy nędzy duchowej – ludzkiego grzechu. W pierwszym i drugim przypadku człowiek jest przerażająco samotny. Zarówno ślepiec jak i celnik spotykają Jezusa w Jerychu – najniżej położonym mieście na Ziemi, co również nabiera wymiaru symbolicznego, ilustrując stan rzeczywistej kondycji człowieka. Ślepiec pewnie żebrał na ulicy, musiał więc oderwać się od jej bruku. Zacheusz odwrotnie – zszedł z drzewa. Obaj odnaleźli się na płaszczyźnie żywej relacji.

Ślepiec krzyczał, choć inni go chcieli uciszyć. Zacheusz, aby widzieć (a podświadomie może też, by zostać dostrzeżonym?) wyszedł na sykomorę – to drzewo figowe, które stało się symbolem grzechu i wstydu. Obydwaj za wszelką cenę pragnęli spotkać Chrystusa, będąc mieszkańcami tego samego Jerycha, którego wymowa znana jest też dobrze z murów rozpadających się pod donośnym brzmieniem trąb (Księga Jozuego 6,20). Oczywiście trąby to obraz głębokiego zawierzenia i modlitwy, która jest kluczem do rzeczy niemożliwych. W obydwu fragmentach Ewangelii również czujemy, że na głos tych „trąb” rozpadły się mury - przed każdym z nieszczęśników otwierając nowy horyzont ducha. Jeden wyszedł z mrocznej czeluści, drugi zszedł ze sromotnego drzewa – dla obu skończył się czas beznadziei i dojmującej samotności…

„Kiedy zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: ”Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga.” (Łk 18,35)  Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A [był tam] pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. (Łk 19,1)

 
 

Roślina, łąka i ogród jako wartości mentalne

12 lis

2017_11_ ŁĄKI-mentalne

Wróciłem z konferencji na temat botanicznych walorów w agroturystyce. Cykl wykładów obejmował etnobotanikę, ogród i łąkę. Tematyka stwarzała okazję, by zupełnie inaczej spojrzeć na te zagadnienia – w kontekście ich wykorzystania do turystycznego ożywienia Regionu, ale także w wielowymiarowym aspekcie interdyscyplinarnym. Wchodzimy tu bowiem w zagadnienia dotyczące nie tylko marketingu i ekologii, ale także różnych poziomów kultury materialnej i duchowej. Spotkanie inspirowało do ciekawych przemyśleń – m. in. nad istotą naszego podejścia do przyrody na płaszczyźnie nie tylko użytkowej (ogrodnictwo, łąkarstwo, zielarstwo, pszczelarstwo, kuchnia, survival itp.), ale także mentalnej – w sferze magicznej, obrzędowej, artystycznej, symbolicznej, emocjonalnej, czy metafizycznej.

Podczas spotkania padło ważne określenie, że świat roślin wraz z całą naturą stanowi dla człowieka swoiste lustro. Osobiście rozumiem to w ten sposób, że człowiek nie jest w stanie siebie zrozumieć inaczej jak przez przyrodę – i na odwrót: przyroda traci sens w oderwaniu od człowieka. Dlaczego penetrując coraz bardziej odległe przestrzenie mikro- i makrokosmosu, coraz bardziej czujemy się w tym świecie zagubieni? Czy nie dzieje się tak wskutek tego, że wyruszając w odległe penetracje naukowe, zostawiamy gdzieś w tyle samego człowieka? Daliśmy sobie wmówić, że obiektywny proces poznawczy wymaga oderwania się od antropocentrycznego spojrzenia na całą naturę. Badamy ją więc w ten sposób, jakby poszczególne jej części istniały integralnie, bez połączenia ze światem ludzkim. Czy jednak może coś istnieć inaczej niż „dla”? Czy istnieje kosmos jako taki – sam w sobie? Czy też może istnieje tylko o tyle, o ile – i w jaki sposób – ja go postrzegam?

Podobnie jest z tymi „zielonymi konstelacjami” wokół nas, do których należy ogród czy łąka – bez człowieka ich sens nie może być w żaden sposób odczytany. Bo wymiar estetyczny, emocjonalny czy metafizyczny kształtuje się w przestrzeni relacyjnej. To tutaj może zaistnieć cały proces wartościowania i przewartościowywania tych obiektów. Jeśli to nie nastąpi, rzeczywistość ta pozostanie dla nas tylko nudną i płaską murawą czy też wrogim, chaotycznym chaszczem. Nie są to tylko czcze dywagacje. Jeśli tego nie potraktujemy poważnie, trudno nam będzie wydobyć ukryte walory tych współczesnych „edenów” i wyeksponować je jako szczególną atrakcję Podkarpacia. Atrakcję niebanalną, bo właśnie Podkarpacie zachowało to tradycyjne ukształtowanie siedlisk (bez ich chemizacji czy monokulturyzacji) – w ścisłym powiązaniu z mentalnym bogactwem odniesień, których człowiek zachodniej cywilizacji już dawno został pozbawiony.