RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Biblia’

…lecz w wichrze nie było Pana

14 sie

2017_08_WICHER-LASY„Ocean” bieszczadzkich lasów – z licznymi wiatrołomami i pniami kształtowanymi przez wiatr…

Sobotniej nocy wielka trąba powietrzna skosiła hektary lasu, niszcząc przy tym obóz harcerski i zabijając 5 osób (w tym dwoje dzieci). A w niedzielę obydwa czytania w kościołach dotyczyły właśnie tego żywiołu. Pierwsze o tym, że Boga nie było w wichrze ani w ogniu – był obecny w ciszy. Drugie o łodzi miotanej przeciwnymi wiatrami, gdy Jezus szedł po wodzie ku swym uczniom. Dopóki Piotr wpatrywał się w Mistrza, szedł po falach – gdy spojrzał w stronę żywiołu, zaczął tonąć… Tak i my toniemy w swych lękach, zabieganiach, cierpieniach i obciążeniach, gdy całą naszą uwagę przykuwają żywioły tego świata: widok wszelkiego spustoszenia, lęk przed wojenną zawieruchą, przed cierpieniem i wyniszczającymi chorobami. Dopiero spojrzenie na Jezusa daje siłę, by iść po wodzie mimo wszelkich burz. W samym żywiole nie znajdziemy Boga, choć często Go o to obwiniamy, doszukując się w tych wszystkich kataklizmach jakiejś kary, czy jeszcze gorzej – kaprysu Stwórcy. Owszem, doświadczenie żywiołu może nas uwolnić od przywiązania do dóbr przemijalnych. Bóg jednak czeka na nas tylko w ciszy zawierzenia…

Wiem, że łatwo mi jest o tym pisać, nie doświadczywszy tak bolesnego ciosu, jaki dziś przeżywają rodzice tragicznie zmarłych harcerek. Szczerze im współczuję i modlę się za nich, bo sam mam córkę w wieku tych dziewczynek. Jednak chciałbym też prosić, byśmy nie szukali winy w sobie czy w innych- zwłaszcza w takiej sytuacji, gdy zadziałał trudny do przewidzenia żywioł. I gdy ci, w których od strony prawnej można by się winy doszukiwać, działali bezinteresownie i w dobrej wierze. Tutaj jedyną odpowiedzią jest ufność, że to co się stało, ma swój ukryty sens. A ufność jest postawą, która pozwala nam odróżnić sumienie od owoców z „drzewa poznania dobra i zła”. Często mylimy jedno z drugim, doszukując się w biblijnym drzewie samej świadomości czynów dobrych i złych. Tymczasem owoc z tego drzewa jest wyłącznie symbolem uzurpacji człowieka wobec wyznaczania granic, a nie ich rozpoznawania. Jeśli ujmujemy byt człowieka ewolucyjnie, to jego stworzeniem było pojawienie się wolnej woli i sumienia. Dopiero później mógł zaistnieć „grzech pierworodny” – czyli próba samodzielnego określania, co jest dobre, a co złe.

Konsekwencją zerwania owocu była więc skłonność do kształtowania granic moralności i do wydawania sądów w zakresie dobra i zła. Dotyczy to zarówno osądu innych, jak też potępiania samego siebie. Podczas gdy sumienie jest tą ciszą, w której mieszka Bóg – i gdzie moja ufność pozostawia wszelki osąd tylko Jemu, „owoc z drzewa poznania” staje się zarzewiem rozpętanego piekła wzajemnych osądów (szukania wszędzie winnych, ale również surowego potępiania samego siebie) – lub odwrotnie: niewoli w zakresie ubóstwiania innych i ciągłego usprawiedliwiania samego siebie. Brak ufności to pochodna wyzbycia się pokory: sam wchodzę w kompetencje Boga. Gdy natomiast trwam w zawierzeniu, w ciszy swego serca staję się wolny od ciągłej presji osądzania i bycia osądzanym – od nieustannego wystawiania bezwzględnej oceny sobie i innym. Wolny od potępiania i ubóstwiania wszelkiego stworzenia. Wolny od osądzania w swym sercu samego Boga – od ponownego krzyżowania Go na Golgocie własnego buntu. Wolność ta stwarza we mnie zupełnie nową jakość człowieka, pozbawionego lęków i przywiązań wobec wszystkiego, co przemija – w tym również wobec mojego życia i życia moich najbliższych.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Biblia, Bieszczady, Wiara, Życie

 

Trzcinowe miary w sferze ducha…

18 cze

Trzcina_Chrystus_06_2017Chrystus z berłem trzcinowym (w sztuce bieszczadzkiej jest to raczej pałka wodna) – na współczesnym nagrobku (Zagórz) i XVII-wiecznym ołtarzu (Sanok) – oraz prawdziwa trzcina (Phragmites australis).

Trzcina jako berło radykalnie odmienne od ziemskich insygniów władzy. Atrybut szyderstwa, a zarazem władzy pochodzącej nie z tego świata: „Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego” (Mt 27,29)

Symbol cierpienia i osamotnienia. Tu trzcina staje się czytelnym odniesieniem do separacji między agresorem i jego ofiarą, a zarazem między grzesznikiem a Bogiem: „Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić” (Mk 15,36)

Obraz kruchej kondycji człowieka – i szacunku wobec jego wolności. Bóg nie ingeruje w zło, które człowiek wybiera. Tak jak nie powstrzymał ręki z gwoździami wbijanymi do krzyża, tak nie stanął na drodze holokaustu… „Trzciny zgniecionej nie złamie, ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.” (Mt 12,20).

Miara wszelkiej wielkości. Materia najbardziej krucha staje się miarą tego, co silne i monumentalne: „A ten, który mówił ze mną, miał złotą trzcinę jako miarę, by zmierzyć Miasto i jego bramy, i jego mur.” (Ap 21,15)

 Jedyna miara świętości. Kruche dobro, podatne na złamanie przez żywioły tego świata, staje się wyznacznikiem tego, co prawdziwie święte: „Potem dano mi trzcinę podobną do mierniczego pręta, i powiedziano: «Wstań i zmierz Świątynię Bożą i ołtarz, i tych, o wielbią w niej Boga.” (Ap 11,1)