RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Etnologia’

Roślina, łąka i ogród jako wartości mentalne

12 lis

2017_11_ ŁĄKI-mentalne

Wróciłem z konferencji na temat botanicznych walorów w agroturystyce. Cykl wykładów obejmował etnobotanikę, ogród i łąkę. Tematyka stwarzała okazję, by zupełnie inaczej spojrzeć na te zagadnienia – w kontekście ich wykorzystania do turystycznego ożywienia Regionu, ale także w wielowymiarowym aspekcie interdyscyplinarnym. Wchodzimy tu bowiem w zagadnienia dotyczące nie tylko marketingu i ekologii, ale także różnych poziomów kultury materialnej i duchowej. Spotkanie inspirowało do ciekawych przemyśleń – m. in. nad istotą naszego podejścia do przyrody na płaszczyźnie nie tylko użytkowej (ogrodnictwo, łąkarstwo, zielarstwo, pszczelarstwo, kuchnia, survival itp.), ale także mentalnej – w sferze magicznej, obrzędowej, artystycznej, symbolicznej, emocjonalnej, czy metafizycznej.

Podczas spotkania padło ważne określenie, że świat roślin wraz z całą naturą stanowi dla człowieka swoiste lustro. Osobiście rozumiem to w ten sposób, że człowiek nie jest w stanie siebie zrozumieć inaczej jak przez przyrodę – i na odwrót: przyroda traci sens w oderwaniu od człowieka. Dlaczego penetrując coraz bardziej odległe przestrzenie mikro- i makrokosmosu, coraz bardziej czujemy się w tym świecie zagubieni? Czy nie dzieje się tak wskutek tego, że wyruszając w odległe penetracje naukowe, zostawiamy gdzieś w tyle samego człowieka? Daliśmy sobie wmówić, że obiektywny proces poznawczy wymaga oderwania się od antropocentrycznego spojrzenia na całą naturę. Badamy ją więc w ten sposób, jakby poszczególne jej części istniały integralnie, bez połączenia ze światem ludzkim. Czy jednak może coś istnieć inaczej niż „dla”? Czy istnieje kosmos jako taki – sam w sobie? Czy też może istnieje tylko o tyle, o ile – i w jaki sposób – ja go postrzegam?

Podobnie jest z tymi „zielonymi konstelacjami” wokół nas, do których należy ogród czy łąka – bez człowieka ich sens nie może być w żaden sposób odczytany. Bo wymiar estetyczny, emocjonalny czy metafizyczny kształtuje się w przestrzeni relacyjnej. To tutaj może zaistnieć cały proces wartościowania i przewartościowywania tych obiektów. Jeśli to nie nastąpi, rzeczywistość ta pozostanie dla nas tylko nudną i płaską murawą czy też wrogim, chaotycznym chaszczem. Nie są to tylko czcze dywagacje. Jeśli tego nie potraktujemy poważnie, trudno nam będzie wydobyć ukryte walory tych współczesnych „edenów” i wyeksponować je jako szczególną atrakcję Podkarpacia. Atrakcję niebanalną, bo właśnie Podkarpacie zachowało to tradycyjne ukształtowanie siedlisk (bez ich chemizacji czy monokulturyzacji) – w ścisłym powiązaniu z mentalnym bogactwem odniesień, których człowiek zachodniej cywilizacji już dawno został pozbawiony.

 

 

Zawiła i ciernista droga bieszczadzkich krzewów w naszej kulturze

01 gru

2016_12_głóg-tarnina-róża-kalina_1Zimowe gałązki dzikich krzewów z owocami – od lewej: głogu jednoszyjkowego, tarniny i dzikiej róży oraz kaliny.

Obserwując dzikie owoce, przez długi czas pozostające jeszcze zimą na gałązkach tutejszych krzewów, warto wiedzieć, że stanowią one nie tylko urozmaiconą stołówkę dla ptaków, od zarania dziejów dostarczając też surowca dla wielu ludowych potraw i leków (o czym już wielokrotnie pisałem) – mają też swoją bogatą historię w naszej kulturze. Ich symbolika, jak też emocjonalna barwa odniesień, zmieniała się przez wieki, ewoluując często w zupełnie przeciwną stronę. Spróbujmy tę zawiłą wędrówkę znaczeń prześledzić na kilku wybranych przykładach.

GŁÓG już kilka tysięcy lat temu był symbolem nadziei – dlatego w starożytnej Grecji jego gałązkami przyozdabiano głowy nowożeńców. W średniowieczu za sprawą długich cierni odnoszono go już bardziej do bolesnej i tragicznej miłości. I właśnie taka wymowa przeważa w poezji, literaturze i malarstwie. To pędy głogu wyrosły z grobów Tristana i Izoldy – splatając się ze sobą nierozłącznie. W Bieszczadach cierniste gałązki pełniły amulet przeciwko wampirom – wbijano je w język zmarłego. Dziś już mało kto pamięta o tych mrocznych kartach ludowej magii – utrwaliła się natomiast mroczna konotacja, związana z cierpieniem i smutkiem – np. u Kasprowicza: cierniste głogi / wstały i idą / Liśćmi miękkiemi / wierzb zaszeleścił rząd / i w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie… Obecne jest także skojarzenie głogu z czystością, samotnością i niedostępnością, jak w „Irysie” Harasymowicza: Do jej stóp wymyślonych / przez zarosły dzikim głogiem / pałac samotności…

TARNINA bardzo silnie wpisała się w kulturę materialną i duchową – jej owoce odnaleziono już w wykopaliskach neolitycznych (kilka tysięcy lat temu), co wskazuje, że już wtedy była przez człowieka spożywana, a ich zagęszczony sok stosowano też do leczenia biegunek. Takie wykorzystanie tarninowych śliwek przetrwało u bieszczadzkich Bojków do współczesności. Wpłynęło to zapewne na symbolikę tarniny, która wraz z głogiem była początkowo kojarzona z dobrobytem, co znajdujemy w strofach poezji starożytnej – np. u Owidiusza:  Z drzew owoc, z gór poziomki zbierali wieśniacy / Tarnki i głóg… (Metamorfozy). W tym kontekście pojawia się też w poezji staropolskiej, np. w słowach kierowanych do mistrza Polikarpa: Otchoceć się z miodem tarnek / Gdyć przyniosę jadu garnek (Rozmowa mistrza Polikarpa ze śmiercią). Z czasem jednak w symbolicznych odniesieniach coraz bardziej dominowała jej „ciernistość”, co widoczne jest m. in. w tradycyjnym wyplataniu z niej koron cierniowych na czas Wielkiego Tygodnia. Wymowa żałobna przeszła tym sposobem również na tarninowe owoce, jak u Barbary Bandurki w wierszu „Bieszczady”: Wygasłe paleniska / Serca dzwonków / I żałobny koralik tarniny…

Dzika RÓŻA początkowo poświęcona była Afrodycie, Erosowi i Dionizosowi, symbolizowała więc miłość wybitnie cielesną i zmysłową. Ale już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stała się symbolem miłości heroicznej i chwalebnego męczeństwa (wieniec z róż składano poległym za wiarę) oraz czystości i uduchowienia (kwieciem róż dekorowano najzacniejszą niewiastę roku). Za sprawą ciernistości pędu, przywodzącego skojarzenia z cierpieniem, starożytna roślina Afrodyty stała się w wiekach średnich różą poświęconą Maryi, co przypieczętowało wprowadzenie modlitwy różańcowej w roku 1208 przez św. Dominika. Również w poezji róża stała się znakiem duchowego odrodzenia w cierpieniu, jak u Kasprowicza w „Krzaku dzikiej róży”: Gdzie pawiookie drzemią stawy, / Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy / Na plamy szarych złomów ciska…

KALINA pierwotnie uważana była wyłącznie jako symbol młodości, delikatności, piękna i dziewictwa, co znajduje wyraz w poezji Teofila Lenartowicza – w wierszu „Kalina”: U tej krynicy, u tej kaliny / Jasio fujarki kręcił z wierzbiny. W tym też kontekście strojono głowę panny młodej gałązkami kaliny. Zdarzały się jednak pogrzeby niezamężnych kobiet, kiedy trzeba było podkreślić ich panieństwo – a zarazem dopełnić kobiecy żywot, wkładając kalinę do trumny. Wśród Bojków i Łemków wierzono, że jeśli krzew ten wyrośnie na cmentarzu, wstępuje weń dusza zmarłej dziewczyny. Odtąd symbolika kaliny zaczęła zmieniać swą wymowę, stopniowo przesuwając swój akcent w stronę śmierci i nostalgii. Znajduje to wyraz w strofach bieszczadzkiego poety – Janusza Gołdy: I jakby tego umierania / było wokół mało / procesję zielonych kalin / z cerkiewki na wzgórzu / do zakola Sanu / Boh brodatyj / niefrasobliwie rozkrwawił („List z Chmiela”). Bezpośrednio ze śmiercią kalinę powiązała też Kazimiera Iłłakowiczówna, w wierszu „Umarli”, gdzie dusze zmarłych: Idą ku mnie tylko kalinami…

 

Żywa pamięć – mowa cmentarnych kwiatów…

01 lis

2016_11_miechunka-chryzantema-rozaMiechunka w Dukli, chryzantema w Równi i róża – jako ornament i żywy kwiat w Olszanicy

Wspominałem już o wymowie dzikich roślin na naszych cmentarzach. A jakie żywe i sztuczne kwiaty podczas zbliżających się Świąt pojawiają się na bieszczadzkich grobach? Spójrzmy na kilka z nich…

ASTER – symbol życia, radości, życiodajnego słońca, a tym samym również Chrystusa. W greckim nazewnictwie astra utrwaliło się odniesienie do gwiazdy. W wymiarze świeckim odniesienie do optymizmu, w chrześcijańskim – do nadziei odkupienia. Aster należy do najpóźniejszych kwiatów, szczególnie jego dwa dość wysokie (do 1,5 m) amerykańskie gatunki, które tylko z tradycji zwane są astrami, bo należą do innego rodzaju – Symphyotrichum, o kwiatach niebieskich, fioletowych różowych lub białych – z żółtymi środkami – to aster nowoangielski (popularnie zwany „michałkami” lub „jadwiżkami” i nowobelgijski, zwany „marcinkami” – ich kwiaty pojawiają się jeszcze w listopadzie. Dużą rolę na cmentarzach odgrywają też astry chińskie, włączone również do innego rodzaju – Callistephus.

CHRYZANTEMA – w dniu Wszystkich Świętych pojawia się na niemal wszystkich naszych cmentarzach – w kontekście świeckim jako wyraz pamięci i przyjaźni. Warto też wspomnieć o pradawnym, chińskim odniesieniu chryzantemy do słońca, które w chrześcijańskiej symbolice zbiegło się z odwołaniem do Chrystusa, w czym odnajdujemy podobieństwo do wymowy astrów. W ostatnich dekadach chryzantema stała się jednym z najpowszechniej stosowanych kwiatów żywych i sztucznych.

KALIA – podobnie jak lilia, stanowi symbol czystości, ale także łaski Bożej i zbawienia. Dawniej również magiczny gwarant ochrony przed ukąszeniem (które w kontekście duchowym można odnieść do pokusy i grzechu). Kwiat jest na grobach stosowany w postaci ciętej i sztucznej – często w kompozycji z wieńcami. Coraz częściej kalia obecna jest na zdobieniach dużych zniczów lub innych ornamentów w zdobnictwie cmentarnym.

MIECHUNKA – choć ten bardzo popularny późną jesienią motyw zdobniczy jest owocem, nie kwiatem, warto o niej wspomnieć. Intensywnie pomarańczowe, owoce stanowią bardzo czytelny symbol duszy – ich barwa odnosi się do miłości, a trwałość – do wieczności. Pusty owoc wypełniony jest powietrzem, co zawsze było kojarzone z treścią duchową, a lekkość kierowała myśl ku eteryczności duszy. Istota wypełniona Bogiem, a jednak zachowująca swą tożsamość, którą symbolizują  delikatne nasionka.

NIEŚMIERTELNIK, czyli kocanka ogrodowa – oznacza zachowane w pamięci, trwałe piękno i dobro, a także trwały ból po odejściu zmarłej osoby. W Indiach kwiaty kocanki ogrodowej składane są w ofierze bóstwu śmierci i zniszczenia, Śiwie, uosobieniu przemijalności świata materialnego – stąd Śiwa przedstawiany jest często jako niszczyciel wędrujący po cmentarzach. Choć hinduistyczne odniesienia dalekie są kulturze bieszczadzkiej, to jednak nieśmiertelniki na trwałe wpisały się również w tutejsze odniesienia do przemijania czasu i umierania tego co piękne.

 RÓŻA – kwiat przede wszystkim znany z symbolizowania żarliwej miłości (często trudnej i bolesnej) – w wymowie religijnej związana z Maryją. Kopaliński pisze, że róża oznaczać może serce, mistykę, uduchowienie, modlitwę, natchnienie – ale także śmierć w kontekście zmartwychwstania, miłości i wieczności [Ko 1999]. Pojawiała się często na starych nagrobkach polskich, czasem również żydowskich (tam szczególnie róża dzika). Jako ornament najpowszechniej obserwować ją można na współczesnych pomnikach katolickich.

WRZOS – roślina o silnych konotacjach romantycznych, wnosząca w naszą kulturę nostalgiczne odniesienia do przemijania, w poezji – do spóźnionej miłości, a także bezpośrednio do śmierci, jak u Kasprowicza: Wrzos na granitów podścielisku szarem / spełznął na wieki („Z chałupy”).  Wrzos często też łączył symbolikę śmierci z tematyką żołnierską – i taką wymowę znajdziemy u bieszczadzkiego poety, Jana Szelca: Usłyszałem galop jego krwi / Potem palec położył na ustach / i zakwitły wrzosy… („Ostatnia szarża”). Częściej jednak się zdarzają odniesienia do nostalgii, również tej związanej z bezpowrotnym przemijaniem bieszczadzkiego świata, jak to czytamy u Wojciecha Maciaszka: W pajęczynie ścieżek, wśród wrzosów / Połonin i otryckich skał / Szukam historii bieszczadzkich losów („Obłoki bieszczadzkie rydwany”). W Bieszczadach dzikie wrzosy rosną na opuszczonych pastwiskach i przesuszonych torfowiskach – na cmentarzach nie pojawiają się prawie wcale, z wyjątkiem tych sadzonych.

ZIMOWIT – jedne z najpóźniej kwitnących kwiatów, pojawiające się nawet w listopadzie, stanowią wyraz nadziei na to, że dusza może rozkwitnąć o każdej porze życia. Kwiat ten symbolizuje także proces przejścia przez próg śmierci. Zimowit jest rośliną silnie trującą, co może tylko wzmacniać tę wymowę. W świeckim odczytaniu symboliki kwiatów oznacza melancholię, a także cudowną przemianę ducha.

 
 

Duchy starych cmentarzy – czyli wśród mrocznych bylin…

01 lis

2016_10_bodziszek_czosnek_GROBY BODZISZEK żałobny (kirkut w Rymanowie – po lewej i w środku) oraz CZOSNEK niedźwiedzi (cerkwisko w Rabem – po prawej)

Ziołorośla na starych cmentarzach

Na opuszczonych cmentarzach tworzy się najczęściej ruń sięgająca po uda lub po kolana, którą oprócz wysokich traw tworzy bujna okrywa ziół. Szczególnie częste są tutaj: bniec – biały i czerwony, bodziszek żałobny, dziurawiec czteroboczny, czosnaczek pospolity, czyściec – leśny i błotny. Czasem pojawia się łan czosnku niedźwiedziego, tudzież widać pojedyncze bukiety goryczki trojeściowej lub wzniesione kwiatostany dziewanny pospolitej.

Nazwa BODZISZEK ŻAŁOBNY przywodzić może jednoznaczne skojarzenia, a jeszcze gdy spojrzymy na kolor kwiatów i zwrócimy uwagę, z jak zadziwiającą regularnością ten kwiat pojawia się na starych cmentarzach, trudno nie odnieść wrażenia, że w ręku bieszczadzkiej natury jest szczególnym atrybutem spontanicznej żałoby i wyrazem żalu po tych co odeszli.

W ludowym ziołolecznictwie DZIURAWIEC zajmował szczególne miejsce, jako tzw. fuga demonum, czyli ziele odstraszające wszelkie demony, przez co na cmentarzach gwarantował wieczny odpoczynek. Być może wynikało to z wyciszającego działania tej rośliny, zaliczanej do tzw. ziół księżycowych. W rejonie Wołkowi bukiet suchego dziurawca wkładano pod poduszkę na lepsze spanie – a jak wyżej już wspomniano, sen miał dość mocne związki skojarzeniowe ze śmiercią.

Powszechnie znanym środkiem odstraszającym złe moce, zwłaszcza te wampirycznego pochodzenia, był CZOSNEK – nie tylko ten zwyczajny, znany z ogrodów, ale również dzikie gatunki należące do tego rodzaju, do których w Bieszczadach należał głównie CZOSNEK NIEDŹWIEDZI . A wiadomo, że w Bieszczadach wiara w wampiry była głęboko zakorzeniona. U Bystronia o zwyczajach na dawnej Rusi czytamy: „Czosnku, jak i sil­niej pachnących ziół, bylicy i innych, używa się przeciw urokom i czarom”. Niewykluczone, że dlatego właśnie spotykamy gdzieniegdzie czosnek niedźwiedzi na cmentarzach…

W czasach zarazy, szczególnie gdy ludy całej Europy, również Karpat, były dziesiątkowane przez cholerę lub inną śmiertelną zarazę, Bojkowie używali nalewkę z „tendiawy”. W Bieszczadach była to GORYCZKA TROJEŚCIOWA, której przypisywano nie tylko działanie lecznicze, ale również magiczne, bo też o wywołanie wszelkiego moru zwykle siły nieczyste podejrzewano. Kto wie, czy nie sadzono wtedy również tych roślin jako talizman ochronny przed straszną śmiercią?…

Przedchrześcijańskie odniesienia zachowała DZIEWANNA, która pierwotnie była przez Słowian nazywana „divizną” – w pojęciu potocznym kojarzoną ze słowem dziewa, czyli niezaślubiona jeszcze dziewczyna. Natomiast właściwa, indoeuropejska etymologia tutejszego rdzenia „div” to bóg (u Słowian przybrał on postać demona). „Divo” znaczy też tyle co „pierwotny” lub „żyjący w naturze”, zaś „divy” to słowiańskie rusałki.

Dziewanna była stosowana jako amulet do odstraszania zła, ale także stała się już bardzo wcześnie wyrazem dziewictwa, szczególnie tego związanego z ubóstwem. Stare przysłowie „Gdzie rośnie dziewanna, tam bez posagu panna” być może kojarzone było z zaniedbanymi i jałowymi łąkami, gdzie dziewannę łatwo spotkać. Ale zaniedbanie mogło dotyczyć również spraw duchowych – gdy dziewanna wyrosła na grobie, wierzono, że dusza dopominała się modlitwy. Jan Kasprowicz pisał: A ci się wloką, / świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką, / jak cienie, / do wielkiej się wloką mogiły… / Za nimi DZIEWANNY / z piaszczystych wydm się ruszyły.

Poniżej: DZIEWANNA pospolita w Tarnawie i na panieńskim grobie po stronie słowackiej Bieszczadów, z prawej – na obrazie Malczewskiego

2016_10_dziewanna_GROBY

 
 

Metafizyczna wymowa cmentarnych CHWASTÓW…

01 lis

2016_10_Powój (Lesko-Zarszyn)Powój oplatający nagrobek (Zarszyn – po prawej) – i motyw z powojem obejmującym krzyż (Lesko )

Czy zastanawialiście się, jakie konotacje ze śmiercią i życiem wiecznym kryją się w dzikich roślinach, które towarzyszą naszym cmentarzom? Ich odniesienie do śmierci bywa mniej lub bardziej uświadomione, a czasem pozostające zupełnie poza świadomą percepcją. Wkraczają między groby i na same mogiły zupełnie bez udziału człowieka, a jednak ich znaczenie wśród cmentarnej zieleni jest niebagatelne. Obecność tych roślin wnosi ze sobą niezwykle bogatą i ciekawą symbolikę. Warto więc przyjrzeć się bliżej tym cmentarnym „chwastom”, które znane są nam również z innych siedlisk, jednak tutaj - występując w określonej kompozycji i kontekście, nabierają wymowy szczególnej.

W pierwszej części tej wędrówki przez roślinną bramę do świata zmarłych spróbujmy zajrzeć na całkiem ŚWIEŻE MOGIŁY, gdzie spotkamy rośliny jednoroczne i pionierskie byliny, takie jak np. podbiał, wilczomlecz, powój czy gorczyca. Zakorzeniają się one w śmierci zarówno poprzez dosłowne wrośnięcie w gliniasty kopiec grobu, jak również przez wniknięcie w kulturowy korzeń naszych skojarzeń.

WILCZOMLECZ, bywał u poetów symbolem dzikości, która w sposób szczególny wpisana jest w bieszczadzki krajobraz – tak oto pisze Ryszard Kulman w wierszu „Bieszczadzka ikona Koszeli”.: Ach! oczy Preczystej / Rozpamiętując je w krzyku orlika / na bezludnym Haliczu odnajdę / w sierści wilczomlecza… Ale też za sprawą trującego działania miał wilczomlecz zawsze odniesienia do mrocznych stron związanych ze śmiercią.

POWÓJ występuje też jako woal zapomnienia na dawnych pogorzeliskach, o czym czytamy „Traktacie moralnym” Czesława Miłosza: Cóż dał tak zwany świt pokoju? / Ruinom trochę dał POWOJÓW… W podobnym znaczeniu powoju używa Janusz Gołda w „Studni”, pisząc o śladach bieszczadzkiej zagrody: Jej okrągłą cembrowinę, porośniętą / teraz kosmatką i POWOJEM, postawiono / z łupanego piaskowca łączonego gliną…

PODBIAŁ znajdował w poezji konotacje sentymentalno-melancholijne, jak w wierszu Kasprowicza – „O mojej wybranej – Ojczyźnie”: Krwawnikiem zarosłe ich brzegi, / Łopianem i PODBIAŁAMI: / Spieszą z Nią razem, topole / Ślą swe westchnienia za nami. U tego samego poety podbiał znajdował też bezpośrednie odniesienia do grobów – np. w „Krzaku dzikiej róży”: Kopcie samotny grób / tam, na tej miedzy szerokiej, / gdzie rośnie łopian chropawy, / gdzie srebrne lśnią się PODBIAŁY…

GORCZYCA za sprawą tekstów biblijnych stała się wyrazem ukrytej wielkości – nawiązał do niej Jezus w swej przypowieści: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach” (Mt 13,31).

W innym miejscu Jezus przyrównał jej nasionko do prawdziwej wiary: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna (Łk 17,6). Chodziło oczywiście o inny gatunek, niż nasza mizerna gorczyca polna – tak czy owak, pochylając się nad tą roślinką, warto przypomnieć sobie odwieczne skojarzenia z jej nazwą – jak wielki plon duchowy przynieść może jej małe ziarenko…

ciąg dalszy nastąpi

 
 

Barwinek – brama do dawnych światów i okno nadziei w pośmiertną przyszłość

23 cze

2016_06_barwinek_cmentarze

Barwinek (Vinca minor), cieszący się tak bogatą gamą kulturowych odniesień i tak głęboko w naszą historię zakorzeniony – na grobach w Hoszowczyku (w środku) i w Wołosatem (po bokach)

Naturalny składnik runa w lasach grądowych na pogórzu, dziś bardziej znany ze stanowisk wtórnych, gdzie przez dawnych Bojków i Łemków był przenoszony. Barwinek, tak często w Bieszczadach porastający stare cmentarze, kapliczki i cerkwiska, radzi sobie z konkurencją innych roślin doskonale – często przeżywając wszystkie pomniki nagrobne i jako jedyny wskazując na dawne miejsca pochówków. Roślina do dziś często używana do zdobienia kościołów i cerkwi – z uwagi na jej mocno utrwaloną symbolikę dotyczącą życia wiecznego… Dziś widać już jego ostatnie kwiaty (kwitnie w maju i czerwcu) – czasem powtarzając kwitnienie późniejszym latem, ale zimotrwałe liście zachowuje przez cały rok, również zimą. Nie zamierają mimo najsroższych mrozów, stąd ich odniesienia do nieśmiertelnej duszy. Barwa kwiatu wiedzie ku skojarzeniom z niebem. Łatwo zakorzeniający się pęd, szybko tworzący zwarte kobierce – to obraz ożywczego niesienia i zakorzeniania Dobrej Nowiny, a lecznicze działanie tej rośliny – może sami spróbujecie odpowiedzieć, jaki mogło mieć wpływ na symbolikę?

 Liście barwinka zawierają alkaloidy obniżające ciśnienie krwi. Obecna w barwinku winkamina stosowana jest jako lek przeciwskurczowy, głównie na dolegliwości wieńcowe, choć jednocześnie w większych dawkach może być trująca. Ksiądz Baroni zalecał go na wspomaganie całego układu krwionośnego. Napar był stosowany zewnętrznie na okłady – głównie na drobne zranienia. Nalewka zażywana w postaci kropel przez niektórych bywała też zalecana w stwardnieniu rozsianym (młode pędy zalane 95 % spiritusem i na 2 tygodnie odstawione). W południowych regionach Polski (Wallis 1995) świeżymi liśćmi okładano szyję chorego na gardło. Ziele to było również zewnętrznie stosowane na Ukrainie – jako środek gojący rany, a wewnętrznie – na krwawienia jelitowe i maciczne (Wołynczenko 2002). Młode liście z octem spożywano po ukąszeniu żmii lub owadów. Zaś kwitnące pędy zalane winem służyły do hamowania upławów. W czasach Pliniusza (I wiek) barwinek znany był jako „ziele zębowe” – przy bólach zębów usta płukało się jego wywarem. Syreniusz (XVI w.) podawał, że barwinek przewiązany u łona miał przed poronieniem chronić. W ukraińskiej części Karpat Wschodnich stosowało się go również jako środek krwiotwórczy i oczyszczający. W średniowiecznej Francji ziele to nie miało tak jednoznacznych konotacji i zwano je „fiołkiem czarownic”, co wynikało z powszechności magicznego stosowania. Z kolei Słowianie wierzyli, że to właśnie barwinek chroni od wszelkich złych mocy, również od czarownic. W ludowej obrzędowości Karpat ulistnionymi pędami przyozdabiano też koszyczki z wielkanocną święconką i wyplatano z nich panieńskie wianuszki (Siarkowski 1890). U Bojków wiązał się z ceremonią zaślubin, dlatego niezamężnym pannom wkładano do trumny wianek z barwinka (Falkowski,  Pasznycki 1935). W okolicy Wołkowyi przed Weselem zdobiło się chałupy (okna i drzwi) plecionkami z barwinka, a barwinkowe wianki ze wstążkami, stosowane były jako naznaczenie młodożeńców.

 Skąd się biorą te wszystkie nasze subiektywne relacje do roślin? Czy bardziej wpływ na to mają dawne WIERZENIA? (które często w sposób zupełnie podświadomy przekazywane są z pokolenia na pokolenie – jako emocjonalne podejście do określonych roślin), utrwalone w kulturze MOTYWY? (w malarstwie, literaturze, poezji itd.), FUNKCJE LECZNICZE? (sposób fizjologicznego oddziaływania na nasz organizm), a może sama BIOLOGIA i MORFOLOGIA? (cechy budowy i sposób „zachowania”, czyli wrażenia wizualne, w których odczytujemy różne treści), czy też całkiem indywidualne i osobiste SKOJARZENIA? (czyli aspekty wiążące daną roślinę z różnymi wydarzeniami w naszym życiu). Nie bez znaczenia pozostaje łacińska nazwa - barwinek zwany mniejszym (minor) staje się prawdziwym gigantem w zakresie symboliki życia duchowego… A może jeszcze inne aspekty, których tu nie wymieniłem?…

Literatura:
  • Falkowski J., Pasznycki B. 1935. Na pograniczu Łemkowsko-Bojkowskiem. Prace etnograficzne. Wydawnictwo Towarzystwa Ludoznawczego. Lwów.
  • Siarkowski W. 1883. Legendy o zwierzętach, drzewach i roślinach. Zwak, Kraków.
  • Wallis Stanisław 1995. Stanisława Wallisa zielnik roślin leczniczych i magicznych. Muzeum w Chorzowie.
  • Wołynczenko W. A. 2002. Lekarstwiennyje trawjanyje zbory. 3600 cjelitelnych receptow. Izdatjelstwo Act, Izdatjelstwo Stałker, Donieck.
 

JAWOR i LULECZNICA – od zakochania po śmierć…

14 maj

2016_05_JAWORZYNA_Jawor_Lulecznica

Jaworzyna pod Połoniną Caryńską – „biesiada” jaworów i ich naturalna śmierć pod żywiołem nieba …oraz po prawej – zielona „wiedźma” Bieszczadów – lulecznica.

Kiedy słyszymy słowo „jawor” – jakie pierwsze skojarzenie z tym drzewem nas nachodzi? Ja od razu słyszę pieśń o „Laurze i Filonie” – jawor był przecież ulubionym drzewem poetów doby romantyzmu i późniejszego sentymentalizmu. Szczególnie upatrzył go sobie Franciszek Karpiński, znany ze wspomnianego utworu: Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły, / I coś tam klaszcze za borem. / Pewnie mnie czeka mój Filon miły / Pod umówionym jaworem. W innym wierszu pisał znowu: Potok płynie doliną / Nad potokiem jawory / Tam ja z tobą, Justyno  / Słodkie pędził wieczory. W okresie Młodej Polski do poezji tej nawiązuje Bolesław Leśmian, ostrzegając przed żywiołem miłości nieodwzajemnionej: Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem / Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem.

Dawne wierzenia związane z jaworem odnajdujemy w wierszu Tadeusza Micińskiego: Na kaskadzie nimfa łka / w grotach ciemnych, wśród jaworów („Droga do Kezmarku”). Zmroczne klimaty bieszczadzkich jaworzyn opisuje wiersz Wincentego Pola – „Pieśń ziemi naszej”: wierzchem ćmią się jaworzyny / I woń ronią połoniny… Wierzono, że stare jawory były domami siedliskiem rusałek. Jeśli ktoś nie potrafił skonać, kładziono go na deskę jaworową, co jakiś czas w nią stukając, aby diabła czającego się przy zmarłym skutecznie odgonić… Był więc jawor silnie zakorzeniony w pogańskich i ludowych wierzeniach, ale też stał się na trwałe symbolem miłości sentymentalnej. W wyobrażeniach naszych przodków jawor mógł stanowić zagrożenie (obecność rusałek), ale też pełnił funkcję ochronną (przed zarazą, diabłem i demonem). Miewał też jawor poetyckie konotacje z grobami, jak czytamy w wierszu Leśmiana – „Dwoje ludzieńków”: Pod jaworem – dwa łóżka, pod jaworem – dwa cienie / Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie. W Bieszczadach jawory bardzo często były sadzone wokół cerkwi i na tutejszych cmentarzach.

W jaworzynie spotkamy jeszcze bardziej tajemniczą, wschodniokarpacką osobliwość, lulecznicę kraińską – roślinę, która na terenie Karpat zastępowała mandragorę, w średniowiecznej Europie powszechnie do „miłosnych i śmiertelnych” czarów stosowaną. Lulecznica jest rośliną trującą i halucynogenną, co niewątpliwie miało też wpływ na kojarzenie jej ze śmiercią i pośmiertnym snem (niewielkie jej dawki wywołują niepokój, halucynacje, a przy większych dawkach – napady szału i śmierć). Kojarzyła się też z prawdą, która przy niej zawsze na wierzch wypływała, bo zadanie lulecznicy miało zmuszać człowieka do wyjawienia najskrytszych tajemnic. Już w średniowieczu korzeń lulecznicy stał się składnikiem „napojów miłosnych”, w istocie wprawiając człowieka w niemałe oszołomienie. Tam gdzie jawory szumią, tam wespół z nimi, w zmroczach głazowisk, lulecznica kołysze się w takt ich starej pieśni o miłości, śmierci i …szaleństwie. Wszak między zakochaniem, szaleństwem i śmiercią niewielkie różnice istnieją. ;)

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bieszczady, Biologia, Etnologia

 

Odczytując tęczę…

11 maj

2016_05_TĘCZA

Dwa łuki rozpięte wczoraj nad doliną Ustrzyk …oraz trznadel – mój stały gość i osobisty symbol nadziei :)

Tęcza jako zjawisko ma dość prostą naturę – rozszczepienie światła na poszczególne widma, z których najbardziej widocznymi, idąc kolejno od zewnętrznej strony łuku, są:  czerwone, pomarańczowe, żółte, zielone, niebieskie i fioletowe. Przy silnym natężeniu zjawiska obserwować można tęczę wtórną – o łuku większym i odwróconej kolejności barw. Pomiędzy obydwoma łukami istnieje ciemniejszy obszar – tzw. „pas Aleksandra” – ciemniejszy, gdyż nie trafiają do niego odbite promienie świetlne. Oczywiście tęczy trzeba szukać zawsze po przeciwnej stronie słońca i w strefie opadów deszczu. W sprzyjających okolicznościach można zobaczyć tęczę księżycową, a znacznie częściej – wodospadową. Fizycznie tęcza nie istnieje, będąc jedynie efektem optycznym, docierającym do oczu obserwatora, odpowiednio ustawionego względem żywiołu wody i Słońca. Wszystko to ma głęboką wymowę symboliczną, ale o tym za chwilę. Najpierw prześledźmy nieco historię odniesień do tęczy w historii i kulturze.

W mitologii Greków tęcza była drogą, którą przemierzała Iris między niebem a ziemią. W Chinach wierzono, że jest szczeliną w niebie. Hindusi zaś wyobrażali sobie, że jest łukiem Indry – boga błyskawic. Wśród Skandynawów panowało przekonanie, że tęcza stanowi most łączący świat ludzi i bogów. Aborygeni mówią, że świat narodził się z tęczowego węża. Zaś w mitologii słowiańskiej tęcza przemieniała duszę zmarłego lub żyjącego człowieka w płanetnika (chmurnika), który dzięki niej zdobywał panowanie nad żywiołami atmosfery. Indiańska legenda szczepu Kri mówi: Kiedy świat jest chory i umiera, ludzie powstaną jak Wojownicy Tęczy. W Biblii tęcza stała się symbolem przymierza między Jahwe i człowiekiem – i obietnicą błogosławieństwa danego odnowionemu stworzeniu po potopie. Współcześnie do tęczy, jako symbolu pokoju i powszechnej wspólnoty, odwoływali się często hipisi. Tęczowa flaga stanowiła też symbol masońskiego zakonu, a później również wciągnięto ją na sztandary homoseksualistów i środowisk LGBT. Jaki obraz wyłania się z tej niezwykle złożonej symbolizacji?

Tęczę można tu ująć jako znak wielowymiarowy, odnoszący się do łączności z niebem, dysponowania nadprzyrodzoną siłą, mostu między światem żywych i zmarłych, śmiertelników i bogów. Staje się też tęcza obrazem pojednania, pokoju, jedności, tolerancji, często będąc w użyciu przez środowiska sobie przeciwne. A jak ją można odczytać na płaszczyźnie życia duchowego? Tęcza rodzi się ze zderzenia przeciwieństw – światła i ciemności, słońca i deszczu, jest więc jakimś zwieńczeniem wewnętrznej walki, jaką w sobie toczymy. Płynne przejścia między barwami, jak też rozpięte między wzgórzami ramiona łuku, odczytać można w kategoriach drogi, którą przemierzamy między kolejnymi etapami życia duchowego. Wreszcie pojawianie się tęczy na tle mroku i żywiołu – burzy, wodospadu, księżycowej nocy – wszystko to staje się czytelnym znakiem nadziei w sytuacjach, które zdają się ją całkowicie odbierać. I niech na zawsze tęcza pozostanie dla nas obrazem wzywającym bardziej do refleksji, niż do ideologicznej walki. A co jest Twoim osobistym odczytaniem tęczy?…

 

Ogród duszy – między rajem a niebem

08 maj

2016_05_ogrody_Jabłoń

Kwiaty i owoce mojego ogrodu, dziś i jesienią – oraz owocujące konary drzewa na ustrzyckim witrażu…

Nie znam hebrajskiego, ale w mądrej książce* wyczytałem, że słowo „ogród” występuje w Biblii w dwojakim znaczeniu – jako „gan”, czyli obfitość  zieleni odgrodzona od skał i piasków murem, tłumaczona często jako „raj” – i pardes, czyli wypielęgnowany park otaczający pałac (co w greckiej Septuagincie zostało również przetłumaczone jako „raj” – przez podobieństwo słowa do gr. „paradeios”. Tak czy owak ogród stał się synonimem wprzódy panującej harmonii i szczęścia – zaś jego zniszczenie było obrazem kary za wystąpienie przeciwko ustanowionemu porządkowi świata (Jl 2,3, Am 4,9).

Symbolika wpisana w wyobrażenia związane z ogrodem dotyczyła też pojedynczej osoby. Nawodniony ogród to człowiek zbawiony, o czym mówi Izajasz: „Będziesz jak zroszony ogród” (Iz 58,11). Podobnej metafory używa Jeremiasz: „Życie ich będzie podobne do zroszonego ogrodu” (Jr 31,12). Co ciekawe, ogród stał się też, jak dobrze wiemy, miejscem męki – przynoszących obfity owoc cierpień i ostatecznej przemiany w zmartwychwstaniu. Chodzi o słynne Getsemani. W ogrodzie znajdował się przecież grób Jezusa, stąd Maria Magdalena w pierwszej chwili wzięła Zmartwychwstałego za ogrodnika.

Tak więc biblijny Adam z ogrodu wyszedł – i do ogrodu powrócił. Wszak odwieczna tradycja Jezusa zwie drugim Adamem. „Encyklopedia tradycji i legend żydowskich” podaje, że w Edenie każdy ziemski kształt ma wyryte swe odbicie. Ogród jest tu więc obrazem całego stworzenia przed jego skażeniem. Podobną klamrą spinającą początek i koniec – pierwotny raj i wyczekiwane niebo – jest „nowe Jeruzalem” w Apokalipsie, przez które przepływa krystaliczna rzeka – i w którym rosną owocowe drzewa (Ap 21,1-2). Może więc warto zanurzyć  się w naszych ogródeczkach i ogrodach z myślą o tej nieskażonej harmonii, której obraz kryje nasza podświadomość ?

* Polecam tu książkę Barbary Szczepanowicz „Rośliny biblijne”, wyd. Petrus, Kraków 2014.

 
 

Między popiołem a palmą

10 lut

Popielec - Julian Fałat

Julian Fałat – „Popielec” (fragment obrazu)

Skąd się kiedyś brało popiół do posypywania głów? Jaka była wymowa popiołu, a jaka prochu w Biblii? Skąd tradycja 40 dni postu?… Może zacznijmy od ostatniego pytania – 40 dni trwał potop, po którym Bóg zawarł przymierze z ludzkością,  – 40 lat Izraelici chodzili po pustyni, zanim weszli do Ziemi Obiecanej,  – 40 dni szedł Eliasz na górę Horeb (gdzie Bóg objawił się w łagodnym wietrze), – 40 dni pościł Jezus na pustyni, gdzie był kuszony przez Szatana. Owa „czterdziestka” staje się tu zatem liczbą bardzo symboliczną, nawiązującą do okresu przejścia i oczyszczenia.

PROCH oznacza przemijanie – dotknięcie przez czas, POPIÓŁ – zniszczenie przez żywioły tego świata – dlatego Hiob po bolesnych doświadczeniach przyznaje wyznaje: „kajam się w prochu i popiele” (Hi 42,6). Czytałem gdzieś piękne porównanie, że Towarzysząca postowi jałmużna i modlitwa to uczynki światła. Ale żeby mogło zajaśnieć światło, to coś wcześniej ulega spaleniu, czyli musi się dokonać jakieś poświęcenie. Z tego też powstaje popiół, który jest symbolem pokory i pokuty… Wymowny jest tutaj związek popiołu z gałązkami wierzby – symbol zniszczenia został w ten sposób nierozerwalnie połączony z obrazem życia – ale przejście jest obustronne: spalone gałązki to wejście z doczesności w śmierć, ulistnione gałązki – to ponowne odrodzenie – tym razem do życia duchowego.

A w jaki sposób w ludowej symbolice Wielkiego Postu i Zmartwychwstania gałązki wierzby i innych świeżo ulistnionych pędów związane zostały z popiołem? Otóż Środa Popielcowa od dawien dawna sprzęga się z okresem wielkanocnym właśnie przez palmy. W Środę Popielcową ścinano gałązki malin i porzeczek, pędząc z nich w ciepłym pomieszczeniu liście, by w ten sposób uzyskać zieloną wiązankę na Palmową Niedzielę. W gałązki te wplatano pędy barwinka, cisu, brusznicy, widłaka, no i oczywiście wierzby. W czasie Wielkiej Soboty część tych poświęconych palm spalano w ogniu, a ich popiół służył w następnym roku do posypywania głów. Czy tak jest i dzisiaj? To już pytanie do tych, co są najbliżej Ołtarza. :)

 
 

Liskowate – zapomniana cerkiew, tuż przy granicy ukryta…

06 lis

2015_11_Liskowate-cerkiew

Korzystając ze słonecznej pogody, odwiedziłem kilka malowniczych cerkwi w Bieszczadach i Górach Słonnych. Cerkiew w Liskowatem to zapomniana i mocno już zniszczona świątynia greckokatolicka z 1832 roku. Niektórzy historycy przypisują jej datę wcześniejszą – na pewno stoi w miejscu dawnej cerkwi, pochodzącej jeszcze z 1564 roku. Konstrukcja jednoznacznie wskazuje na pierwotny styl bojkowski, charakteryzujący się wyraźną trójdzielnością kościoła.

Po 1944 roku Liskowate zagarnęli Sowieci – Polsce zostało zwrócone dopiero w 1951 roku, co jednak nie znaczy, że cerkiew wróciła do dawnego przeznaczenia. Przygarnięci przez Polskę greccy komuniści, którzy musieli opuścić swą ojczyznę, zamienili świątynię w magazyn nawozów mineralnych – i taką funkcję sprawowała do lat 70-tych, kiedy to została przekazana na użytek kościoła rzymskokatolickiego. Przez lata niszczała – dopiero w tym roku dach zaczął pokrywać się nowym gontem…

Gdyby ktoś jechał z Ustrzyk w stronę Przemyśla, warto jest zatrzymać się przy tej uroczej cerkiewce. Stoi niedaleko drogi na wzgórzu – za nią w zaroślach kryje się niewielki cmentarzyk. Podczas moich odwiedzin, zaintrygował mnie starszy mężczyzna, który zamyślony siedział na schodach przy bocznym wejściu. Było to 1 listopada – najwyraźniej czas zadumy udzielił się i jemu. Zagadnięty chętnie opowiadał o historii tego miejsca…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bieszczady, Etnologia, Historia

 

Między bieszczadzką jesienią a schyłkiem życia – roślinne konotacje związane z przemijaniem i śmiercią

22 paź

2015_10_flora-cmentarzy-bieszczadzkich

Modrzew na kirkucie w Lutowiskach, jesion (5 m obwodu) w Caryńskiem i uschnięty pęd dziewanny na grobie

Późna jesień jest bardzo wymowną porą roku w odczytywaniu symboliki żywych roślin na bieszczadzkich cmentarzach. Sadzone tu często JESIONY jako pierwsze gubią swe liście – kojarzone są więc od dawna z upływem życia. Obraz taki obecny jest w wierszu księdza Twardowskiego: jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień / Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci / w każdą wolną sobotę chodzili po lesie („Drzewa”). W innym wierszu ten sam poeta jesion przywołuje jako znak samego sensu przemijania, przed którym ludzie tak panicznie uciekają: znowu spadają skrzydlaki jesionu (…) / Tylko nam się w głowach poprzewracało / i chcemy wymyślić dzisiaj bez wczoraj / nowe bez starego („Matko Boska Staroświecka”). Wyraźne odniesienie do śmierci znajdujemy też w „Księdze ubogich” Jana Kasprowicza: Zmarł mój przyjaciel leciwy / (…) A za to świeżym się liściem / Pokryły nasze jesiony. Częstymi drzewami cmentarzy bywają też MODRZEWIE. Wedle dawnych wierzeń w ich pniach zamieszkiwać mogą dusze zmarłych, które w ten sposób pokutują za grzechy. Jęczały więc często modrzewie, zwłaszcza przy silniejszym wietrze w dni jesienne, budząc w ludziach respekt i przerażenie. Znajduje to wyraz w „Świteziance” Mickiewicza – w ostatnich strofach poematu drzewo to staje się miejscem pośmiertnej pokuty młodzieńca: Ona po srebrnym pląsa jeziorze, / On pod tym jęczy modrzewiem. / Któż jest młodzieniec? – strzelcem był w borze. / A kto dziewczyna? – ja nie wiem...

Stare, opuszczone cmentarze niejednokrotnie zarośnięte są przez kolczaste JEŻYNY. Na ich pędach jeszcze o tej porze wiszą dojrzałe, czarne owoce – czasem w poezji kojarzone z żałobą, jak u Kasprowicza: A jęk ten idzie po zżętych zagonach / razem z tą pieśnią, którą jęczy dzwon / na rżyskach rusza porzucone kłosy, / czarnymi ożyn jagodami chwieje /…/ Kopcie samotny grób.  Symbolikę śmierci wzmacniają jeżynowe kolce, odnoszące się do jej ościenia . Obecność jeżyny na bieszczadzkich cmentarzach potwierdza współczesny wiersz Jacka Mączki – „Ouroboros”: jak gładko z grzybobrania / w Jaworniku wychynąć / pomiędzy krzyże i jeżynę / czarną ręką jak język.Ożyna” w kontekście umierania występuje też w wierszu innego bieszczadzkiego poety, Janusza Gołdy – „List z Chmiela”: W Bieszczadach już jesień/ poczerniały tarniny głogi ożyny / na Otrycie opadły ostatnie buczyny / – trudno tutaj o radość / gdyby chociaż na chwilkę komary ożyły / I jakby tego umierania / było wokół mało… Zdziczałe cmentarze porastają też, kwitnące do późnej jesieni, GORYCZKI trojeściowe, którym przypisywano nie tylko działanie lecznicze, ale również magiczne – uwalniające od moru i śmierci. Zdarzało się też często, iż na jakiejś mogile wyrosły DZIEWANNY – o tej porze widoczne już w postaci suchych pędów (zdjęcie). Stare przysłowie „Gdzie rośnie dziewanna, tam bez posagu panna” kojarzone było z zaniedbanymi i jałowymi łąkami, gdzie dziewannę łatwo było spotkać. Ale zaniedbanie dotyczyło też spraw duchowych – gdy dziewanna wyrosła na grobie, wierzono, że dusza dopomina się modlitwy. Jan Kasprowicz pisał: A ci się wloką, / świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką, / jak cienie, / do wielkiej się wloką mogiły… / Za nimi DZIEWANNY / z piaszczystych wydm się ruszyły.

Na nowszych cmentarzach, a także na starych mogiłach, które są do dziś pielęgnowane, pojawiają się o tej porze MIECHUNKI – jej puste owoce stanowią bardzo czytelny symbol duszy. Ich barwa odnosi się do miłości, kruchość – do duchowej eteryczności, a odporność na mrozy – do wieczności. Gdzieniegdzie pojawiają się też ZIMOWITY – jedne z najpóźniej kwitnących kwiatów, przy dobrej pogodzie spotykane jeszcze w listopadzie. Kwiaty te stanowią wyraz nadziei na to, że dusza może rozkwitnąć o każdej porze życia. Symbolizują także proces przejścia przez próg śmierci. Zimowit jest rośliną silnie trującą, co może tylko wzmacniać tę wymowę. W greckiej opowieści o argonautach Medea roni krople trującej mikstury, które po upadku zamieniają się w te właśnie kwiaty. Opowieść o takiej przemianie dała podstawę do wiązania wymowy zimowitu z przejściem przez próg transcendencji. W świeckim odczytaniu symboliki zimowitów oznaczają one melancholię, a także cudowną przemianę ducha. Jesienią na groby bywają też przynoszone WRZOSY, które stały się symbolem pamięci o zapomnianych bohaterach, a także zdrowego dystansu do przeszłości. Kwiaty wrzosu wyrażają schyłkowość czegoś, co powoli staje się zamkniętą księgą, ale nadal żyje pięknem swej cichej opowieści.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bieszczady, Etnologia, Tradycja

 

Zazdrością diabła dziurawiony…

20 sie

2015_08_pod_Rawką_dziurawiecWczorajsze portrety dziurawca czterobocznego pod połoninami – powtórnie już w tym roku kwitnącego;      pośrodku jego owocostany

Dziurawiec wchodzi właśnie w okres powtórnego zakwitu, co daje nam możliwość obserwacji jego kwiatów i owoców zarazem. A jest to roślina o nader bogatej historii – szczątki dziurawca odkryto w prasłowiańskich osadach Biskupina już przed 2500 laty, co świadczy o pradawnym zastosowaniu leczniczym tej rośliny. W ludowej magii dziurawiec zajmował szczególne miejsce, jako tzw. fuga demonum (ucieczka duchów), czyli pełnił funkcje ziela odstraszającego wszelkie złe moce. W rejonie Wołkowi bukiet suchego dziurawca wkładano pod poduszkę na odegnanie nocnych zmor i koszmarów. W Karpatach ukraińskich naparem z dziurawca, zwanego tam „zwirobijem”, przemywano zranienia. Stosowano go również przy nieżytach żołądkowo-jelitowych. Ziele dziurawca znalazło też zastosowanie w barwiarstwie – do farbowania tkanin na różne kolory: zielony, różowy, czerwony i żółty. Dziurawiec używany był nawet w charakterze kosmetyku – na pozbycie się niemiłej woni z ust.

 W czasach prasłowiańskich roślina chronić miała matki i ich dzieci przed wrogimi boginkami. Na karpackich wsiach dziurawiec pomocny był w tzw. czasie przejścia, czyli w pierwszym okresie życia dziecka – od narodzin do chrztu. Zarówno matka jak i dziecko uważane były wówczas za nieczyste, a przez to łatwo mogły paść ofiarą złego. Szczególnie niebezpieczne były wtenczas boginki, żeńskie demony, które wywabiały kobietę z domu – mogły wtedy z łatwością zabrać jej dziecko, w jego miejsce kładąc swoje – zwykle brzydkie i płaczliwe, zwane odmieńcem. Aby uchronić się od tego, umieszczano bukiet dziurawca pod poduszką śpiącego niemowlęcia. Od dawna też roślina była święcona w kościele i zawieszana na odrzwiach domu (w wigilię św. Jana), a często też noszona przy sobie – w celu ochrony od uroków czarownic.

 Z czasem włączono dziurawiec w skład wiązanki święconej na święto MB Zielnej (Wniebowzięcie). Ludzie znali dziurawiec pod różnymi nazwami – zwykle o wyraźnie religijnych odniesieniach: ziele św. Jana, krzyżowe ziele, dzwonki Panny Maryi, krew Matki Boskiej, krew Pana Jezusa. Dwie ostatnie nazwy pochodzą od właściwości kwiatów, które po zgnieceniu przebarwiają się na kolor czerwonawy – stąd w Beskidach dziurawiec stosowano na choroby związane z układem krwionośnym. Krwistą nabiegłość widać też w świeżych owocostanach (na zdjęciu). W liściach dziurawca zwyczajnego występują komórki oleiste, które pod światło wyglądają jak dziurki (u powszechnego w Bieszczadach dziurawca czterobocznego są to czarne plamki na brzegach liści) – to również dało podstawę ludowym wierzeniom, jakoby diabeł osobiście dziurawił roślinę, aby ludziom nie pomagała. W zachodniej części Ukrainy zachowały się wierzenia, iż ziele może leczyć aż 99 różnych dolegliwości, ale też bukiety dziurawca przy kapliczkach stawiano i do nabożnych książeczek wkładano, aby głupie myśli przy modlitwie odganiać… :)

 

Bieszczadzkie lato – goryczką i nawłocią malowane

19 sie

2015_08_Goryczka-Nawloć

Dzisiejsze widoki z polan pod Rawką – żółte bukiety nawłoci pośród granatowych goryczek

Dopiero co przekroczyliśmy połowę sierpnia, a już w bieszczadzkiej roślinności wyraźnie dają się we znaki symptomy jesiennych klimatów. Płowieją połoniny, karminowieją jarzębiny, polany wysycają się złotem nawłoci i głębokim błękitem goryczek, kojarzonych ze schyłkiem lata. Ale spokojnie, mamy jeszcze przecież dwa tygodnie wakacji! :) To tylko panująca wcześniej susza zafundowała nam nieco dłuższą jesień (o ile wcześniej nie nadejdzie również zima). A przecież jesień to dla Bieszczadów najpiękniejszy czas – spowalniający tempo życia, niosący wyciszającą zadumę i wymazujący ze słownika słowo „musisz”. ;) Bo czyż jesienne Bieszczady nie kojarzą najbardziej właśnie z wolnością? A kwitnące teraz rośliny? Jakie niosą skojarzenia? Co nam o swej przeszłości potrafią opowiedzieć?… Dzisiaj kilka słów o dwóch wspomnianych gatunkach, jutro będą kolejne.

Nawłoć pospolita (i podobna do niej nawłoć alpejska na połoninach) – jej pędy znalazły powszechny użytek w ludowym zielarstwie – bywały stosowane jako środek moczopędny, dezynfekujący i rozkurczający w przypadkach schorzeń układu moczowego. Stosowane były także przy schorzeniach związanych z układem pokarmowym – szczególnie w nieżytach i biegunkach. Zewnętrznie używano ich do przygotowania okładów na różnego rodzaju rany, wrzody i wykwity skórne, a także do płukania jamy ustnej. Plemiona germańskie stosowały nawłoć jako środek gojący rany – funkcję tę nawłoć pełniła w Europie do XVI wieku. Używana była również wśród kozaków, którzy sporządzali na niej napar do nasączania okładów, zewnętrznie przykładanych na chore miejsca.  Tu i ówdzie zachowały się doniesienia, że suszone liście nawłoci stosowano jako herbatę dla ubogich. Jednak uwaga – niektóre źródła donoszą o jej trującym działaniu. Z kwiatów i liści nawłoci produkowano żółty barwnik.

Goryczka trojeściowa – szczególne zastosowanie wśród ludów karpackich miał korzeń goryczki. W Tatrach była to goryczka kropkowana, w Beskidach i Bieszczadach – właśnie goryczka trojeściowa z powyższych zdjęć. Zawarte w korzeniu związki gorzkie pobudzają wydzielanie śliny, soku żołądkowego i jelitowego oraz żółci. Wzmagają też perystaltykę jelit i wchłanianie mleczka pokarmowego. Niektóre źródła wskazują na działanie przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne i przeciwpasożytnicze. Tyle wiemy o jego leczniczej funkcji z punktu widzenia współczesnej medycyny. Niegdyś jednak goryczkowej mocy przypisywano bardziej magiczną moc. Bojkowie używali nalewkę z „tendiawy” (goryczki) jako środek chroniący przed cholerą. W ukraińskiej części Karpat Wschodnich zachował się zwyczaj stosowania goryczki na wzbudzenie apetytu i czynności trawiennych. Z korzeni przyrządzało się gorzką nalewkę – miejscami zachował się ten zwyczaj na ukraińskim Zakarpaciu. Górale nazywają goryczkę świecznikiem, gdyż rozwinięta rozeta ze wzniesionymi kwiatostanami faktycznie przypomina kościelne kandelabry.

 
 

Świat roślin w tradycji Wielkiego Tygodnia

03 kwi

2015_kwiecien_Wielkanoc_Brzoza_Rawka

Chrystus z Łopienki z tarninową koroną i obraz „Niedziela Palmowa” Kazimierza Sichulskiego (pastuszkowie z wierzbowymi gałązkami) oraz brzoza rozwijająca listki w Ustrzykach (z widokiem na Rawkę)  

Niedziela Palmowa

Symbolika roślinna często wykazuje swoistą ambiwalencję  przykładem jest palma – dla przykładu w Ewangelii o Jezusie wjeżdżającym do Jerozolimy palma pojawia się jako atrybut chwały, by ostatecznie stać się zapowiedzią męki. U świętych kolejność jest odwrotna – mówimy o „palmie męczeństwa”, która staje się zapowiedzią „palmy chwały”. Jeszcze większy rozdźwięk znajdziemy u wierzby, ale o tym nieco później… W krajach Bliskiego Wschodu palmy daktylowej używano w celu oddawania czci władcom, stąd mieszkańcy Jerozolimy witali Jezusa właśnie daktylowymi liśćmi. W polskiej kulturze dzień ten kojarzy się głównie z baziami, czyli z wierzbą. A trzeba wiedzieć, że ma to prastare korzenie, odnoszące się jeszcze do kultury starożytnych Egipcjan, wśród których panowało przekonanie, że Ozyrys zmartwychwstawał okryty wieńcami splecionymi z wierzbowych gałązek. Wieńce z wierzby miały więc tam przyozdabiać zmarłych na sąd po śmierci. Przystrajano też nimi figury bogów i mumie faraonów. Podczas dawnych uczt pogrzebowych podawano żałobnikom specjalny napój z wierzbowych liści. W starożytnej Grecji wierzba poświęcona była bogini płodności – Kybele, która jednocześnie pełnić miała straż nad zmarłymi.

Na Podkarpaciu wierni przynosili więc do kościołów i cerkwi głównie wierzbowe rózgi, ale też kwitnące pędy leszczynowe z gałązkami cisu lub jałowca. Święto było znane było pod nazwą Niedzieli Różdżkowej, Kwietnej lub Wierzbnej. Początkowo żywotne były jeszcze przedchrześcijańskie wierzenia, że pąki drzew mogą człowiekowi przekazywać swą witalność. Dlatego też na wsiach był zwyczaj połykania kwiatostanów wierzby (tzw. „kotków”) po wyjściu z kościoła – dla zdrowia i jurności. W dawnej Polsce na ziemiach wschodnich był zwyczaj uderzania się wierzbową palmą po powrocie z cerkwi, przekazując w ten sposób jej życiodajną siłę. Deklamowało się wówczas formułę: „Wierba bije, ni ja biju, za tydzień Wielikdzień, budź zdarou jak wada, raści chutko jak wierba”. Poświęconą palmę przez cały rok przechowywano z szacunkiem za ikoną. W ten sposób zabezpieczano się przed pożarem, gradem i chorobami. Z czasem palma nabierała coraz bardziej symbolicznej wymowy, a w jej skład zaczęły tez wchodzić inne rośliny: jałowiec, wiśnia, trzcina, barwinek. Współcześnie najczęściej palmy są robione z traw – trzcinnika, drżączki, tymotki (barwionych na różne kolory – wyrażających symbol chwały, a zarazem kruchości doczesnego majestatu i ludzkiej niestałości) a także z brusznicy, bukszpanu, żywotnika – odnoszących się już do życia wiecznego, podobnie jak suszone kwiaty kocanek czy nieśmiertelników. Palmy mogły potem przez cały rok służyć jako kropidło, ale najczęściej stanowiły atrybut błogosławieństwa – z nabożnością zatykano je za ikonami i obrazami, a także wieszano na strychu lub wkładano w pole.

 Poniedziałek, wtorek, środa

Wysiewano w tych dniach nasiona zbóż i rzeżuchy na dekorację Grobu Pańskiego i wielkanocnego stołu – łączyła się w ten sposób symbolika dotycząca śmierci i życia. W tym czasie przygotowywano też barwniki do pisanek. Jednolite kraszanki uzyskiwano z gotowania w wywarach różnych roślin: z kory dębu lub owoców czarnego bzu – na czarno, z cebuli – na złocisto i brązowo, z buraków ćwikłowych – na różowo, z malwy – na fioletowo, z jemioły, suszonych liści olszowych, widłaków lub osikowych kwiatostanów – na zielono, z szyszek olchy lub czarnej jagody – na czerwono.

W środę lub czwartek, w dawnej Polsce powszechną tradycją było wieszanie, sądzenie, wyśmiewanie i bicie oraz palenie i topienie kukły Judasza. Z uwagi na agresywny charakter, nielicujący z przesłaniem Ewangelii, zwyczaj ten został przez Kościół zakazany, niemniej w postaci folklorystycznej przetrwał właśnie na Podkarpaciu – np. w Pruchniku k. Przemyśla. Kukła Judasza początkowo wykonana była ze słomy, która miała symbolizować przemijalność zła. Obrzęd ten był schrystianizowaną formą prasłowiańskich zwyczajów topienia kukły, symbolizującego zwycięstwo wegetacji i odrodzenia nad śmiercią. Miał też w założeniu późniejszym, jako ludowa interpretacja wartości chrześcijańskich, stanowić akt wydzielenia zła na zewnątrz społeczności (wyniesienie kukły poza wieś), a także wyrażać chęć oczyszczenia przez archaiczną symbolikę wody i ognia (spalenie i utopienie).

 Wielki Czwartek

To wielkie święto Eucharystii, z którą nieodłącznie związana jest symbolika kłosów zboża i kiści winogron. Kłos pojawia się też na grobowych płytach, szczególnie rzymskokatolickich, rzadziej znajdziemy go w nagrobnej metaloplastyce greckokatolickiej. Wymowa symboliczna jest tu dość jednoznaczna – ziarno połączone w jednym chlebie nawiązuje do eucharystycznej łączności z Chrystusem. Kłosy niosą też inne skojarzenie, związane ze żniwami, które często symbolizują kres życia. Źdźbło zboża jest wiotkie, podatne na złamanie, więc i tutaj znajdujemy odniesienie do kruchości ludzkiego życia. Podobnie winorośl w symbolice chrześcijańskiej była wyrazem łączności z Chrystusem, oznaczając też miłość i nieśmiertelność oraz duchowe życie w zjednoczeniu z Bogiem przez Eucharystię. W związku z tym jej liście i owoce znajdujemy często w ornamentach nagrobnych, również regularnie stosowanych na bieszczadzkich krzyżach.

W czwartek i piątek, z uwagi na wyciszenie, zajmowano się już robótkami, przy których można było spokojnie rozważać tajemnicę Triduum – do takich czynności należało malowanie jajek – wzornictwo najczęściej czerpane było ze świata roślin – głównymi motywami były kwiaty, liście, pędy rzadziej również owoce. Ciekawie przedstawia się pewna zbieżność symboliki cierpienia, śmierci i nadziei zmartwychwstania obecnej na bieszczadzkich grobach i na wielkanocnych pisankach. Motywem podstawowym na dawnych nagrobkach jest Maryja cierpiąca pod krzyżem – jako atrybut roślinny wyrazem tej sceny jest kolczasta róża – obecna zarówno na pomnikach, jak też na motywach pisankowych.

Inne kwiaty – takie jak dzwonki poświęcone Maryi lub stylizowane formy kwiatów promienistych, odnoszących się do słońca – i zarazem do Chrystusa. Motywem pisanek może też być stylizowana gałązka oliwna lub palmowy liść – symbol zmartwychwstania i zwycięstwa nad śmiercią. Wśród malowanych lub rytych motywów pojawia się też często cały pęd rośliny – np. bylicy, która we wschodnich Karpatach aż po Huculszczyznę symbolizowała drzewo życia. Równie częste są listki – warto tu zauważyć, że na podkarpackich cmentarzach liść wyrastający z nagrobnego krzyża wyraża często nadzieję na odrodzenie i zmartwychwstanie. Pisanki powstawały dzięki malowaniu woskiem lub skrobaniu w zabarwionej skorupce – wśród motywów były wzorce roślinne, np. kwiatów dzwonka, gałązek sosny, owoców trzmieliny.

Wielki Piątek

Starym zwyczajem na wsiach było chłostanie dzieci pędami młodej wierzby (na pamiątkę biczowania Jezusa) i obmywanie ich w rzece, co miało dać ochronę przed chorobami na cały rok. W tym dniu na terenie Żywiecczyzny sadzono też drzewa owocowe i czosnek, żeby był skuteczny na choroby. Grób Boży ubierano w gałązki z jałowca, przyozdabiając go skrzynkami ze skiełkowanym owsem. W dawnych czasach tarnina służyła do wyrobu korony cierniowej, przygotowywanej na misterium Wielkiego Tygodnia.

Istnieje też wiele innych roślin, które przez cały rok odnoszone są do Męki Pańskiej: Czworolist – z czasem jednak zioło to zostało wprzęgnięte w symbolikę wiary – w chrześcijańskiej ikonografii czworolist stał się znakiem Męki Pańskiej, gdyż układ jego liści kojarzono z krzyżem. W średniowieczu funkcjonowała nawet nazwa „Crux Christi”. Goździk i bniec – na obrazach o tematyce religijnej był odniesieniem do męki Chrystusa lub jej zapowiedzi – pojawiając się na wizerunkach Madonny z Dzieciątkiem (Wysoczański 2001). Działo się tak za sprawą skojarzenia profilu jego kwiatów z gwoździami. Dziurawiec występował pod nazwami o wyraźnie religijnych odniesieniach: krzyżowe ziele, krew Matki Boskiej, krew Pana Jezusa. Dwie ostatnie nazwy pochodzą od właściwości kwiatów, które po zgnieceniu przebarwiają się na kolor czerwonawy. Brodawnik jesienny – kwiaty przypominały promienie słońca, brodawniki były więc w sztuce średniowiecznej symbolem chwały Chrystusa, zaś sokiem mlecznym wskazywały na Chrystusową mękę.

Wielka Sobota

Współcześnie bardzo rozpowszechniona jest stara tradycja święcenia koszyczków z próbkami świątecznego jedzenia. W zależności od terminu święta, koszyki zdobiono przebiśniegiem, pierwiosnką, stokrotką, bratkiem i obwiązywano pędami barwinka (odnoszącego się do symboliki życia wiecznego) i mirtu (który wskazuje na miłość i tęsknotę za nieobecną osobą ukochaną, nadzieję, życie i zmartwychwstanie). Dziś do koszyczka dodaje się też często brusznice, bazie i żonkile. W ludowej obrzędowości żonkil związał się ściśle ze skojarzeniami wielkanocnymi – po dziś dzień często jest ozdobą stołów. Narcyz w konotacjach antycznych symbolizować może sen, odrętwienie, przedwczesną śmierć, egotyzm, próżność i obłęd. Jednak w symbolice wielkanocnej i nagrobnej staje się przede wszystkim obrazem zmartwychwstania. Nieodłącznym elementem dekoracji koszyków wielkanocnych bywa dziś także bukszpan.

Po święceniu pokarmów święcono również ogień i wodę. W tym celu przed kościołem rozpalano ognisko z gałęzi tarniny lub głogu oraz jałowca. Ogień miał oczyszczać, woda – uświęcać i chronić. Palenie ciernistych gałęzi miało wymowę zwycięstwa nad śmiercią. Jałowiec jako znak śmierci, a także tarnina, jako symbol poprzedzającego ją cierpienia, towarzyszą poetyckiej żałobie we współczesnej
poezji – np. u Barbary Bandurki – „Bieszczady”: Wygasłe paleniska / Serca dzwonków / I żałobny koralik tarninyW antyczną symbolikę przezwyciężenia śmierci wpisują się też, kwitnące już o tej porze, przebiśniegi, śnieżyce, pierwiosnki i zawilce. Jako symbol Chrystusa Zmartwychwstałego występuje też skalnica lub rojnik, co wiąże się z ich zielonymi rozetkami wychodzącymi wprost ze szczelin skalnych.

 Niedziela Wielkanocna

Uroczyste śniadanie rozpoczynało się spróbowaniem chrzanu przez każdego domownika – na pamiątkę octu, który podano Chrystusowi przed dopełnieniem cierpienia. Chrzan był także nawiązaniem do świętowania żydowskiej Paschy, podczas której trzeba było spożywać gorzkie zioła, symbolizujące gorycz egipskiej niewoli – u polskich Żydów rolę tę spełniał właśnie jego korzeń, ale także niektóre rośliny zielone, jak np. wrotycz (w większej ilości trujący) – wykorzystywano go do sporządzania deserów na święto Pesach. Jako pozostałość tej tradycji w niektórych rejonach spotkamy jeszcze wrotyczowe ciasteczka wielkanocne.

Lokalnie przed śniadaniem podawano też smażoną pokrzywę. Dziś jako dekorację stawia się na stole skiełkowane ziarno zbóż, a ostrość potrawom dodają kiełki rzeżuchy, które w sensie botanicznym nie są żadną rzeżuchą – to zupełnie osobny rodzaj – pieprzyca siewna. W XIX w celach symboliczno-dekoracyjnych na stole pojawiał się widłak i barwinek. W XX wieku dekorację często stanowiły kwiaty z bibuły. Dzisiaj na stole goszczą również rozkwitnięte gałązki forsycji i ulistnione pędy brzozy. Oczywiście symbolika ta różni się w poszczególnych regionach i strefach klimatycznych – w Grecji i innych krajach śródziemnomorskich ze Świętami Wielkanocy kojarzy się bez lilak, ponieważ właśnie w tym czasie przypada tam czas jego kwitnienia.

Poniedziałek Wielkanocny

Obok mokrego śmigusa praktykowano też suchy – przez okładanie gałązkami wierzbowymi lub brzozowymi, co miało przydawać zdrowia i pomyślności. Lokalnie w tym dniu robiono pisanki, często też pisanki służyły wielkanocna „waluta”. Dawano je gościom jako dar wdzięczności za wielkanocne odwiedziny i śmigus-dyngus. Panny obdarowywały też pisankami swych kawalerów. Był też zwyczaj proszenia żebraków (tzw. „dziadów proszalnych”) o modlitwę za bliskich zmarłych – im również „płacono” w wielkanocnym czasie pisankami.

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Etnologia, Historia, Tradycja