RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Symbolika’

Istota SYMBOLU – od wizji do rdzenia znaczeń

22 sie

2017_08_22_Apokalipsa_DurerRyciny Dürera z końca XV wieku, ilustrujące symbolikę Księgi Objawienia – na tle naszych Bieszczadów…

Nie od dziś w mediach mnożą się rozmaite przepowiednie, również te bazujące na skojarzeniach z Księgą Apokalipsy. Jedna z ostatnich głosi, jakoby 23 września miały się ziścić słowa św. Jana – „gdy słońce znajdzie się na tle gwiazdozbioru Panny, otoczone koroną z 12 gwiazd (9 gwiazd z gwiazdozbioru Lwa oraz 3 planet:  Merkurego, Wenus i Marsa) – z księżycem pod jej stopami”… Było już wiele podobnych interpretacji, które wiązano z konkretną datą. Zwrot ku ezoteryce zdaje się być swoistą reakcją sprzeciwu wobec dyktatury scjentyzmu (patrz August Comte) – nowoczesnego bałwochwalstwa, stawiającego empiryzm na ołtarzu wszelkiego poznania.

A tam gdzie wyparto życie duchowe, tam funkcję religii zaczyna spełniać to, co ją wyparło. Tak więc zarówno ideologia scjentyzmu, jak też wchodzące w jego miejsce spekulacje spirytystyczne czy numerologiczne, zawsze jawiły mi się jako swoiste formy parareligii, bazującej na dość karkołomnych wyliczeniach i skojarzeniach. Gdyby się doszukiwać w Apokalipsie sugestii opartych na liczbach czy wyobrażeniach, możemy ich znaleźć sporo – dadzą się też zapewne dopasować do wielu treści. Ale czy to właściwe podejście do księgi Objawienia? Czy wizja Apostoła ma być dla nas rebusem do rozwiązania? Czy też jej wymowa jest zupełnie inna, wzywając nas raczej do postawy ufności, niż do rozbudzania lęków?

Niedawno czytałem wypowiedź jednego duchownego, który stanowczo przestrzegał nie tylko przed ezoterycznym podejściem do ostatniej Księgi biblijnej, ale także przed dosłownością obrazowania zawartych w niej metafor (miecz wychodzący z ust itp.). Tu można dyskutować, czy sam obraz stanowi jakieś zagrożenie. Niemniej każdy symbol wprzódy domaga się zrozumienia, nie zilustrowania. Wizualizacja znaków, dokonana przed ich właściwym odczytaniem, prowadzi do budzących grozę wizji (a czasem do wyobrażeń wręcz groteskowych), które mogą mieć więcej wspólnego z gatunkiem fantasy, niż z życiem duchowym. Bo duch karmi się impulsami woli i autorefleksji, nie oderwaną od nich estetyką czy emocjonalnością.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Duchowość, Symbolika

 

Trzcinowe miary w sferze ducha…

18 cze

Trzcina_Chrystus_06_2017Chrystus z berłem trzcinowym (w sztuce bieszczadzkiej jest to raczej pałka wodna) – na współczesnym nagrobku (Zagórz) i XVII-wiecznym ołtarzu (Sanok) – oraz prawdziwa trzcina (Phragmites australis).

Trzcina jako berło radykalnie odmienne od ziemskich insygniów władzy. Atrybut szyderstwa, a zarazem władzy pochodzącej nie z tego świata: „Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego” (Mt 27,29)

Symbol cierpienia i osamotnienia. Tu trzcina staje się czytelnym odniesieniem do separacji między agresorem i jego ofiarą, a zarazem między grzesznikiem a Bogiem: „Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić” (Mk 15,36)

Obraz kruchej kondycji człowieka – i szacunku wobec jego wolności. Bóg nie ingeruje w zło, które człowiek wybiera. Tak jak nie powstrzymał ręki z gwoździami wbijanymi do krzyża, tak nie stanął na drodze holokaustu… „Trzciny zgniecionej nie złamie, ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.” (Mt 12,20).

Miara wszelkiej wielkości. Materia najbardziej krucha staje się miarą tego, co silne i monumentalne: „A ten, który mówił ze mną, miał złotą trzcinę jako miarę, by zmierzyć Miasto i jego bramy, i jego mur.” (Ap 21,15)

 Jedyna miara świętości. Kruche dobro, podatne na złamanie przez żywioły tego świata, staje się wyznacznikiem tego, co prawdziwie święte: „Potem dano mi trzcinę podobną do mierniczego pręta, i powiedziano: «Wstań i zmierz Świątynię Bożą i ołtarz, i tych, o wielbią w niej Boga.” (Ap 11,1)

 

Mistyka biało-czerwonej chorągwi

03 maj

2017_05_Biało_Czerwoni_Ustrzyki Dolne - kilka lat temu na tym bloku powiewała tylko jedna flaga – dziś widać je z góry na dół…

Według heraldycznej symboliki biel oznacza niewinność i czystość, a czerwień – męstwo i poświęcenie. Akurat jestem w trakcie lektury o kontemplacji i w tym kontekście przyszło mi na myśl, że ta prosta kolorystyka wpisuje się w samą głębię mistyki. Chodzi o stosunek akcji do kontemplacji, wdechu do wydechu. Każde duchowe działanie, aby mogło być owocne, musi być poprzedzone aktem wewnętrznego oczyszczenia – dlatego biel widnieje ponad czerwienią.

Biała barwa naszej flagi to czystość – ale w głębokim, duchowym wymiarze tej wymowy chodzi o szczególny jej rodzaj, który obejmuje wyrzeczenie się swoich przywiązań, iluzji, pożądań i chęci odwetu za wszelkie zło. To jednocześnie gotowość do chłonności wobec pełnego wymiaru prawdy i dobra. Natomiast czerwień to wkład każdego z nas w to wspólne Dobro – i w Prawdę, która ma moc wyzwalającą. Czerwień to każde słowo, każdy czyn, każda kropla krwi.

I teraz najważniejsze: gdy brakuje bieli (wycofania, oczyszczenia, chłonności na osobowy i metafizyczny wymiar dobra), pozostaje nam tylko „czerwony sztandar”, czyli propozycja własnej idei narzucanej przemocą. Kiedy zaś poprzestajemy na tymże biernym wycofaniu, rezygnując z aktywnego kształtowania świata wartości, redukujemy biało-czerwony wymiar do nijakiej bieli – opacznie pojętej tolerancji, która de facto jest wywieszeniem białej flagi. To kapitulacja wobec każdego ataku na świat wartości.

 

Zawiła i ciernista droga bieszczadzkich krzewów w naszej kulturze

01 gru

2016_12_głóg-tarnina-róża-kalina_1Zimowe gałązki dzikich krzewów z owocami – od lewej: głogu jednoszyjkowego, tarniny i dzikiej róży oraz kaliny.

Obserwując dzikie owoce, przez długi czas pozostające jeszcze zimą na gałązkach tutejszych krzewów, warto wiedzieć, że stanowią one nie tylko urozmaiconą stołówkę dla ptaków, od zarania dziejów dostarczając też surowca dla wielu ludowych potraw i leków (o czym już wielokrotnie pisałem) – mają też swoją bogatą historię w naszej kulturze. Ich symbolika, jak też emocjonalna barwa odniesień, zmieniała się przez wieki, ewoluując często w zupełnie przeciwną stronę. Spróbujmy tę zawiłą wędrówkę znaczeń prześledzić na kilku wybranych przykładach.

GŁÓG już kilka tysięcy lat temu był symbolem nadziei – dlatego w starożytnej Grecji jego gałązkami przyozdabiano głowy nowożeńców. W średniowieczu za sprawą długich cierni odnoszono go już bardziej do bolesnej i tragicznej miłości. I właśnie taka wymowa przeważa w poezji, literaturze i malarstwie. To pędy głogu wyrosły z grobów Tristana i Izoldy – splatając się ze sobą nierozłącznie. W Bieszczadach cierniste gałązki pełniły amulet przeciwko wampirom – wbijano je w język zmarłego. Dziś już mało kto pamięta o tych mrocznych kartach ludowej magii – utrwaliła się natomiast mroczna konotacja, związana z cierpieniem i smutkiem – np. u Kasprowicza: cierniste głogi / wstały i idą / Liśćmi miękkiemi / wierzb zaszeleścił rząd / i w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie… Obecne jest także skojarzenie głogu z czystością, samotnością i niedostępnością, jak w „Irysie” Harasymowicza: Do jej stóp wymyślonych / przez zarosły dzikim głogiem / pałac samotności…

TARNINA bardzo silnie wpisała się w kulturę materialną i duchową – jej owoce odnaleziono już w wykopaliskach neolitycznych (kilka tysięcy lat temu), co wskazuje, że już wtedy była przez człowieka spożywana, a ich zagęszczony sok stosowano też do leczenia biegunek. Takie wykorzystanie tarninowych śliwek przetrwało u bieszczadzkich Bojków do współczesności. Wpłynęło to zapewne na symbolikę tarniny, która wraz z głogiem była początkowo kojarzona z dobrobytem, co znajdujemy w strofach poezji starożytnej – np. u Owidiusza:  Z drzew owoc, z gór poziomki zbierali wieśniacy / Tarnki i głóg… (Metamorfozy). W tym kontekście pojawia się też w poezji staropolskiej, np. w słowach kierowanych do mistrza Polikarpa: Otchoceć się z miodem tarnek / Gdyć przyniosę jadu garnek (Rozmowa mistrza Polikarpa ze śmiercią). Z czasem jednak w symbolicznych odniesieniach coraz bardziej dominowała jej „ciernistość”, co widoczne jest m. in. w tradycyjnym wyplataniu z niej koron cierniowych na czas Wielkiego Tygodnia. Wymowa żałobna przeszła tym sposobem również na tarninowe owoce, jak u Barbary Bandurki w wierszu „Bieszczady”: Wygasłe paleniska / Serca dzwonków / I żałobny koralik tarniny…

Dzika RÓŻA początkowo poświęcona była Afrodycie, Erosowi i Dionizosowi, symbolizowała więc miłość wybitnie cielesną i zmysłową. Ale już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stała się symbolem miłości heroicznej i chwalebnego męczeństwa (wieniec z róż składano poległym za wiarę) oraz czystości i uduchowienia (kwieciem róż dekorowano najzacniejszą niewiastę roku). Za sprawą ciernistości pędu, przywodzącego skojarzenia z cierpieniem, starożytna roślina Afrodyty stała się w wiekach średnich różą poświęconą Maryi, co przypieczętowało wprowadzenie modlitwy różańcowej w roku 1208 przez św. Dominika. Również w poezji róża stała się znakiem duchowego odrodzenia w cierpieniu, jak u Kasprowicza w „Krzaku dzikiej róży”: Gdzie pawiookie drzemią stawy, / Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy / Na plamy szarych złomów ciska…

KALINA pierwotnie uważana była wyłącznie jako symbol młodości, delikatności, piękna i dziewictwa, co znajduje wyraz w poezji Teofila Lenartowicza – w wierszu „Kalina”: U tej krynicy, u tej kaliny / Jasio fujarki kręcił z wierzbiny. W tym też kontekście strojono głowę panny młodej gałązkami kaliny. Zdarzały się jednak pogrzeby niezamężnych kobiet, kiedy trzeba było podkreślić ich panieństwo – a zarazem dopełnić kobiecy żywot, wkładając kalinę do trumny. Wśród Bojków i Łemków wierzono, że jeśli krzew ten wyrośnie na cmentarzu, wstępuje weń dusza zmarłej dziewczyny. Odtąd symbolika kaliny zaczęła zmieniać swą wymowę, stopniowo przesuwając swój akcent w stronę śmierci i nostalgii. Znajduje to wyraz w strofach bieszczadzkiego poety – Janusza Gołdy: I jakby tego umierania / było wokół mało / procesję zielonych kalin / z cerkiewki na wzgórzu / do zakola Sanu / Boh brodatyj / niefrasobliwie rozkrwawił („List z Chmiela”). Bezpośrednio ze śmiercią kalinę powiązała też Kazimiera Iłłakowiczówna, w wierszu „Umarli”, gdzie dusze zmarłych: Idą ku mnie tylko kalinami…

 

Z Orfeuszem i żoną Lota – przez polską historię i współczesność

05 lis

2016_11_OrfeuszOrfeusz pośród naszych hucułów w Wołosatem… ;)

Mity mają to do siebie, że domagają się nie tylko ciągłej reinterpretacji (stanowiąc tym samym wiecznie otwartą księgę), ale też można je odczytywać na coraz to nowych płaszczyznach. Wczoraj myśli moje krążyły wokół bolesnych losów Polski. Nie mogąc się od nich uwolnić, wziąłem do ręki mitologię, natrafiając po raz kolejny na opowieść o Orfeuszu i Eurydyce. Kiedy Orfeusz wyruszył do hadesu po zmarłą żonę, pięknem swej gry zdołał przekroczyć wszystkie możliwe granice. Mógł ją wszak wyprowadzić z czeluści śmierci pod jednym warunkiem  - nie odwracając się za siebie. Wiemy, że nie wytrzymał – spojrzał na ukochaną, tracąc ją bezpowrotnie.

Gdy jako naród próbujemy żyć wyłącznie tęsknotą za utraconą potęgą i dawnymi dziejami – historią minioną, więc pozostającą w podziemiu naszej świadomości – popełniamy błąd Orfeusza. Konsekwencje również mogą być podobne. Ulegając hipnotycznej mocy przeszłości, wypadamy z kolein teraźniejszości, tracąc również swą przyszłość… Oczywiście historia Polski jest tak bogata, że warto  do niej sięgać – w budowaniu narodowej tożsamości, w uczeniu się na błędach minionych pokoleń. Ale poddając się biernie narodowej nostalgii, nazbyt często wpadamy w pułapkę MELANCHOLII lub MEGALOMANII – to dwa bieguny równie silnej destrukcji, osadzone na tej samej planecie, którą można by nazwać „Orfeusz”.

Podobnie rzecz się ma z biblijnym mitem o Locie i jego żonie – motyw niemal identyczny, choć tutaj nie Lot obejrzał się za siebie, lecz jego żona. Nie wiemy, co nią powodowało – bardziej ciekawość czy może tęsknota? Gdy spojrzała na zgliszcza Sodomy, zamieniła się w słup soli – co również odczytuję jako obraz przywiązania do tego, co było – ale także symbol pozostania w świecie materii, pozbawionej ducha. Dziś zapewne można by w tym wymiarze wskazać wiele takich „żon Lota” – podobnie jak wiele po świecie chodzi „Orfeuszów”.  Kto wie, jak często sam nim bywam?

 

Duchy starych cmentarzy – czyli wśród mrocznych bylin…

01 lis

2016_10_bodziszek_czosnek_GROBY BODZISZEK żałobny (kirkut w Rymanowie – po lewej i w środku) oraz CZOSNEK niedźwiedzi (cerkwisko w Rabem – po prawej)

Ziołorośla na starych cmentarzach

Na opuszczonych cmentarzach tworzy się najczęściej ruń sięgająca po uda lub po kolana, którą oprócz wysokich traw tworzy bujna okrywa ziół. Szczególnie częste są tutaj: bniec – biały i czerwony, bodziszek żałobny, dziurawiec czteroboczny, czosnaczek pospolity, czyściec – leśny i błotny. Czasem pojawia się łan czosnku niedźwiedziego, tudzież widać pojedyncze bukiety goryczki trojeściowej lub wzniesione kwiatostany dziewanny pospolitej.

Nazwa BODZISZEK ŻAŁOBNY przywodzić może jednoznaczne skojarzenia, a jeszcze gdy spojrzymy na kolor kwiatów i zwrócimy uwagę, z jak zadziwiającą regularnością ten kwiat pojawia się na starych cmentarzach, trudno nie odnieść wrażenia, że w ręku bieszczadzkiej natury jest szczególnym atrybutem spontanicznej żałoby i wyrazem żalu po tych co odeszli.

W ludowym ziołolecznictwie DZIURAWIEC zajmował szczególne miejsce, jako tzw. fuga demonum, czyli ziele odstraszające wszelkie demony, przez co na cmentarzach gwarantował wieczny odpoczynek. Być może wynikało to z wyciszającego działania tej rośliny, zaliczanej do tzw. ziół księżycowych. W rejonie Wołkowi bukiet suchego dziurawca wkładano pod poduszkę na lepsze spanie – a jak wyżej już wspomniano, sen miał dość mocne związki skojarzeniowe ze śmiercią.

Powszechnie znanym środkiem odstraszającym złe moce, zwłaszcza te wampirycznego pochodzenia, był CZOSNEK – nie tylko ten zwyczajny, znany z ogrodów, ale również dzikie gatunki należące do tego rodzaju, do których w Bieszczadach należał głównie CZOSNEK NIEDŹWIEDZI . A wiadomo, że w Bieszczadach wiara w wampiry była głęboko zakorzeniona. U Bystronia o zwyczajach na dawnej Rusi czytamy: „Czosnku, jak i sil­niej pachnących ziół, bylicy i innych, używa się przeciw urokom i czarom”. Niewykluczone, że dlatego właśnie spotykamy gdzieniegdzie czosnek niedźwiedzi na cmentarzach…

W czasach zarazy, szczególnie gdy ludy całej Europy, również Karpat, były dziesiątkowane przez cholerę lub inną śmiertelną zarazę, Bojkowie używali nalewkę z „tendiawy”. W Bieszczadach była to GORYCZKA TROJEŚCIOWA, której przypisywano nie tylko działanie lecznicze, ale również magiczne, bo też o wywołanie wszelkiego moru zwykle siły nieczyste podejrzewano. Kto wie, czy nie sadzono wtedy również tych roślin jako talizman ochronny przed straszną śmiercią?…

Przedchrześcijańskie odniesienia zachowała DZIEWANNA, która pierwotnie była przez Słowian nazywana „divizną” – w pojęciu potocznym kojarzoną ze słowem dziewa, czyli niezaślubiona jeszcze dziewczyna. Natomiast właściwa, indoeuropejska etymologia tutejszego rdzenia „div” to bóg (u Słowian przybrał on postać demona). „Divo” znaczy też tyle co „pierwotny” lub „żyjący w naturze”, zaś „divy” to słowiańskie rusałki.

Dziewanna była stosowana jako amulet do odstraszania zła, ale także stała się już bardzo wcześnie wyrazem dziewictwa, szczególnie tego związanego z ubóstwem. Stare przysłowie „Gdzie rośnie dziewanna, tam bez posagu panna” być może kojarzone było z zaniedbanymi i jałowymi łąkami, gdzie dziewannę łatwo spotkać. Ale zaniedbanie mogło dotyczyć również spraw duchowych – gdy dziewanna wyrosła na grobie, wierzono, że dusza dopominała się modlitwy. Jan Kasprowicz pisał: A ci się wloką, / świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką, / jak cienie, / do wielkiej się wloką mogiły… / Za nimi DZIEWANNY / z piaszczystych wydm się ruszyły.

Poniżej: DZIEWANNA pospolita w Tarnawie i na panieńskim grobie po stronie słowackiej Bieszczadów, z prawej – na obrazie Malczewskiego

2016_10_dziewanna_GROBY

 
 

Metafizyczna wymowa cmentarnych CHWASTÓW…

01 lis

2016_10_Powój (Lesko-Zarszyn)Powój oplatający nagrobek (Zarszyn – po prawej) – i motyw z powojem obejmującym krzyż (Lesko )

Czy zastanawialiście się, jakie konotacje ze śmiercią i życiem wiecznym kryją się w dzikich roślinach, które towarzyszą naszym cmentarzom? Ich odniesienie do śmierci bywa mniej lub bardziej uświadomione, a czasem pozostające zupełnie poza świadomą percepcją. Wkraczają między groby i na same mogiły zupełnie bez udziału człowieka, a jednak ich znaczenie wśród cmentarnej zieleni jest niebagatelne. Obecność tych roślin wnosi ze sobą niezwykle bogatą i ciekawą symbolikę. Warto więc przyjrzeć się bliżej tym cmentarnym „chwastom”, które znane są nam również z innych siedlisk, jednak tutaj - występując w określonej kompozycji i kontekście, nabierają wymowy szczególnej.

W pierwszej części tej wędrówki przez roślinną bramę do świata zmarłych spróbujmy zajrzeć na całkiem ŚWIEŻE MOGIŁY, gdzie spotkamy rośliny jednoroczne i pionierskie byliny, takie jak np. podbiał, wilczomlecz, powój czy gorczyca. Zakorzeniają się one w śmierci zarówno poprzez dosłowne wrośnięcie w gliniasty kopiec grobu, jak również przez wniknięcie w kulturowy korzeń naszych skojarzeń.

WILCZOMLECZ, bywał u poetów symbolem dzikości, która w sposób szczególny wpisana jest w bieszczadzki krajobraz – tak oto pisze Ryszard Kulman w wierszu „Bieszczadzka ikona Koszeli”.: Ach! oczy Preczystej / Rozpamiętując je w krzyku orlika / na bezludnym Haliczu odnajdę / w sierści wilczomlecza… Ale też za sprawą trującego działania miał wilczomlecz zawsze odniesienia do mrocznych stron związanych ze śmiercią.

POWÓJ występuje też jako woal zapomnienia na dawnych pogorzeliskach, o czym czytamy „Traktacie moralnym” Czesława Miłosza: Cóż dał tak zwany świt pokoju? / Ruinom trochę dał POWOJÓW… W podobnym znaczeniu powoju używa Janusz Gołda w „Studni”, pisząc o śladach bieszczadzkiej zagrody: Jej okrągłą cembrowinę, porośniętą / teraz kosmatką i POWOJEM, postawiono / z łupanego piaskowca łączonego gliną…

PODBIAŁ znajdował w poezji konotacje sentymentalno-melancholijne, jak w wierszu Kasprowicza – „O mojej wybranej – Ojczyźnie”: Krwawnikiem zarosłe ich brzegi, / Łopianem i PODBIAŁAMI: / Spieszą z Nią razem, topole / Ślą swe westchnienia za nami. U tego samego poety podbiał znajdował też bezpośrednie odniesienia do grobów – np. w „Krzaku dzikiej róży”: Kopcie samotny grób / tam, na tej miedzy szerokiej, / gdzie rośnie łopian chropawy, / gdzie srebrne lśnią się PODBIAŁY…

GORCZYCA za sprawą tekstów biblijnych stała się wyrazem ukrytej wielkości – nawiązał do niej Jezus w swej przypowieści: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach” (Mt 13,31).

W innym miejscu Jezus przyrównał jej nasionko do prawdziwej wiary: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna (Łk 17,6). Chodziło oczywiście o inny gatunek, niż nasza mizerna gorczyca polna – tak czy owak, pochylając się nad tą roślinką, warto przypomnieć sobie odwieczne skojarzenia z jej nazwą – jak wielki plon duchowy przynieść może jej małe ziarenko…

ciąg dalszy nastąpi

 
 

Między mieczem a ogołoceniem…

29 wrz

2016_09_MIECZ-a-CHRYSTUS

Na zamku w Sanoku: po lewej – średniowieczny miecz (na tle Michała Archanioła z mieczem). Po prawej – inna wersja tej ikony z Karpat. W środku – ogołocony Chrystus z XVII-wiecznego ołtarza.

Czasem praktykuję przypadkowe otwieranie Biblii (choć w tym przypadku w przypadki nie wierzę). ;) Takie czytania potrafiły mi już niejednokrotnie coś ważnego w życiu naświetlić. Tym razem jednego dnia w dwóch niezależnych czytaniach natrafiłem na dwa osobne wątki o mieczu. Pierwszy z Ewangelii Łukasza: I rzekł do nich: «Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?» Oni odpowiedzieli: «Niczego». «Lecz teraz – mówił dalej – kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz! (Łk 22,35-36). Drugi werset dotyczy pokoju: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową. (Mt 10,34-35).

Ostatni fragment jest dość jednoznaczny w swej wymowie. Jezus nie ma zamiaru budować jakiegoś długotrwałego pokoju na ziemi, bo świadom jest upadłej natury człowieka, która nieustannie będzie ciążyć ku konfliktom. To w naszym duchowym życiu ma nastać pokój Chrystusowy – nie w przestrzeni politycznej czy nawet rodzinnej (choć niewątpliwie dążyć do tego trzeba). Pokój zaś wewnętrzny osiągamy, gdy tylko całą duszą skłonimy się ku Dobru i Prawdzie. Bo świat i tak pozostanie skażony ciągłym konfliktem. Nawet przy obustronnie dobrej woli może dochodzić do poróżnień. Ani wspomniana tu synowa, ani teściowa, nie muszą być przecież osobami złymi – a mimo to nie potrafią dojść do porozumienia… Bardziej zastanowił mnie jednak ten pierwszy fragment Ewangelii, który zdaje się całkowicie zaprzeczać coraz bardziej rozpowszechnianej wizji Chrystusa-pacyfisty, zawsze tylko nadstawiającego drugi policzek…

W cytowanym wezwaniu Jezusa miecz występuje wespół z trzosem i torbą. Owszem, wszystkie te akcesoria mogą być tylko obrazem jakiejś duchowej roztropności. Jeśli jednak torba i trzos (pas z kieszeniami) są symbolem przyzwolenia na dysponowanie środkami materialnymi, to miecz staje się wezwaniem, by wobec zła nie pozostawać całkowicie bezbronnym. Ktoś może tu zadać pytanie o samego Jezusa – przecież nie bronił się przed męczeńską śmiercią. Ale też Jezus mówi dalej: „To bowiem, co się do Mnie odnosi, dochodzi kresu” (Łk 22,37). Kresem jest doskonała ofiara Krzyża, która oczywiście godna jest naśladowania w wymiarze indywidualnym. Gdy jednak chodzi o obronę innych, zwłaszcza w obliczu zagrożenia złem, Jezus wzywa do uzbrojenia się w oręż. Bo czy chwytanie za broń w chwili najazdu barbarzyńców (obojętnie czy będą spod znaku półksiężyca, swastyki czy czerwonej gwiazdy), nie będzie postawą miłości wobec tych, których bronimy? Czy obojętność lub ucieczka byłaby tu postawą ewangeliczną?

 

Znamię Kaina

16 wrz

2016_09_Kain i Abel1)    Wspomnienie raju w dzieciństwie Kaina i Abla – fragment obrazu „Adam i Ewa…”, Louise-Holandine von der Pfalz, 1660 r.   2)    Zbrodnia Kaina – fragment obrazu „Kain i Abel”, José Vergara Gimeno, XVIII w.   3)    Drugie wygnanie – fragm. obrazu „Sprawiedliwość i boska zemsta”, Pierre-Paul Prud’hon, 1808 r.

Dlaczego Bóg nie przyjął ofiary Kaina? Zawsze miałem przeświadczenie, że mit o dwóch biblijnych braciach opowiada nam o czymś więcej, niż tylko o przyczynach i skutkach zbrodni. Bo w tej kwestii jest wszystko czytelne: zazdrość, gniew, zabójstwo i przekleństwo. Mamy tu jakby powtórzenie sceny wygnania z raju: „Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi!” (Rdz 4,11-12). Dlaczego jednak nie zostały przyjęte płody ziemi (praca rolnika), podczas gdy miła Bogu stała się ofiara pasterza? Czyżby to miało odwzorowywać prastary konflikt między pasterzami a rolnikami, jaki znajdujemy w sumeryjskim utworze o Dumuzi i Enkimdu?…

Odpowiedź znajdujemy w nieco wcześniejszych wersetach Księgi Rodzaju, zanim jeszcze doszło do zabójstwa – gdy Bóg zwrócił się do Kaina: „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować.” (Rdz 4,6-7). Widzimy tu wyraźne zwrócenie się w stronę INTENCJI człowieka. Kain chce się Bogu przypodobać, konkurując o Jego względy z Ablem. Widząc zaś, że tę konkurencję przegrywa, postanawia pójść na skróty, by za wszelką cenę unicestwić pierwszeństwo brata. Jednak kara, jaka spotkała Kaina, zdawała się wyprzedzać samo zabójstwo. Wszak karą było już samo nieprzyjęcie ofiary. Bóg ma wgląd w nasze intencje, a one stają się podstawą do wartościowania naszej ofiary. To podstawowa wymowa tej opowieści, jaka się przede mną odsłoniła.

Ale nawet gdy już sercem człowieka zawładną złe intencje, Bóg wychodzi naprzeciw – tutaj widzimy to w próbie podjęcia przez Boga dialogu z Kainem. Ten jednak się odwraca, nie wchodząc w żywą relację. Był pierworodnym synem i stał wyżej w hierarchii (rolnictwo symbolizowało wyższą rangę niż pasterstwo) – tym bardziej więc rościł sobie prawo do przyjęcia własnej ofiary. Była ona jednak pozbawiona gotowości na podjęcie żywego dialogu z Bogiem, co sprawiało, że sam fakt ofiarowania stawał się instrumentalnym podejściem do Stwórcy. Ofiara Kaina miała charakter magicznego okiełznania żywiołów, przez co w swej wymowie stawała się pogańska i pełna pychy. Mit o Kainie to dla mnie wspaniała nauka o ludzkiej naturze, w której doznajemy nieustannych zmagań o zachowanie czystej intencji, do której nieustannie zakrada się myśl interesowna i podpowiadająca „masz takie samo prawo”…

 

Barwinek – brama do dawnych światów i okno nadziei w pośmiertną przyszłość

23 cze

2016_06_barwinek_cmentarze

Barwinek (Vinca minor), cieszący się tak bogatą gamą kulturowych odniesień i tak głęboko w naszą historię zakorzeniony – na grobach w Hoszowczyku (w środku) i w Wołosatem (po bokach)

Naturalny składnik runa w lasach grądowych na pogórzu, dziś bardziej znany ze stanowisk wtórnych, gdzie przez dawnych Bojków i Łemków był przenoszony. Barwinek, tak często w Bieszczadach porastający stare cmentarze, kapliczki i cerkwiska, radzi sobie z konkurencją innych roślin doskonale – często przeżywając wszystkie pomniki nagrobne i jako jedyny wskazując na dawne miejsca pochówków. Roślina do dziś często używana do zdobienia kościołów i cerkwi – z uwagi na jej mocno utrwaloną symbolikę dotyczącą życia wiecznego… Dziś widać już jego ostatnie kwiaty (kwitnie w maju i czerwcu) – czasem powtarzając kwitnienie późniejszym latem, ale zimotrwałe liście zachowuje przez cały rok, również zimą. Nie zamierają mimo najsroższych mrozów, stąd ich odniesienia do nieśmiertelnej duszy. Barwa kwiatu wiedzie ku skojarzeniom z niebem. Łatwo zakorzeniający się pęd, szybko tworzący zwarte kobierce – to obraz ożywczego niesienia i zakorzeniania Dobrej Nowiny, a lecznicze działanie tej rośliny – może sami spróbujecie odpowiedzieć, jaki mogło mieć wpływ na symbolikę?

 Liście barwinka zawierają alkaloidy obniżające ciśnienie krwi. Obecna w barwinku winkamina stosowana jest jako lek przeciwskurczowy, głównie na dolegliwości wieńcowe, choć jednocześnie w większych dawkach może być trująca. Ksiądz Baroni zalecał go na wspomaganie całego układu krwionośnego. Napar był stosowany zewnętrznie na okłady – głównie na drobne zranienia. Nalewka zażywana w postaci kropel przez niektórych bywała też zalecana w stwardnieniu rozsianym (młode pędy zalane 95 % spiritusem i na 2 tygodnie odstawione). W południowych regionach Polski (Wallis 1995) świeżymi liśćmi okładano szyję chorego na gardło. Ziele to było również zewnętrznie stosowane na Ukrainie – jako środek gojący rany, a wewnętrznie – na krwawienia jelitowe i maciczne (Wołynczenko 2002). Młode liście z octem spożywano po ukąszeniu żmii lub owadów. Zaś kwitnące pędy zalane winem służyły do hamowania upławów. W czasach Pliniusza (I wiek) barwinek znany był jako „ziele zębowe” – przy bólach zębów usta płukało się jego wywarem. Syreniusz (XVI w.) podawał, że barwinek przewiązany u łona miał przed poronieniem chronić. W ukraińskiej części Karpat Wschodnich stosowało się go również jako środek krwiotwórczy i oczyszczający. W średniowiecznej Francji ziele to nie miało tak jednoznacznych konotacji i zwano je „fiołkiem czarownic”, co wynikało z powszechności magicznego stosowania. Z kolei Słowianie wierzyli, że to właśnie barwinek chroni od wszelkich złych mocy, również od czarownic. W ludowej obrzędowości Karpat ulistnionymi pędami przyozdabiano też koszyczki z wielkanocną święconką i wyplatano z nich panieńskie wianuszki (Siarkowski 1890). U Bojków wiązał się z ceremonią zaślubin, dlatego niezamężnym pannom wkładano do trumny wianek z barwinka (Falkowski,  Pasznycki 1935). W okolicy Wołkowyi przed Weselem zdobiło się chałupy (okna i drzwi) plecionkami z barwinka, a barwinkowe wianki ze wstążkami, stosowane były jako naznaczenie młodożeńców.

 Skąd się biorą te wszystkie nasze subiektywne relacje do roślin? Czy bardziej wpływ na to mają dawne WIERZENIA? (które często w sposób zupełnie podświadomy przekazywane są z pokolenia na pokolenie – jako emocjonalne podejście do określonych roślin), utrwalone w kulturze MOTYWY? (w malarstwie, literaturze, poezji itd.), FUNKCJE LECZNICZE? (sposób fizjologicznego oddziaływania na nasz organizm), a może sama BIOLOGIA i MORFOLOGIA? (cechy budowy i sposób „zachowania”, czyli wrażenia wizualne, w których odczytujemy różne treści), czy też całkiem indywidualne i osobiste SKOJARZENIA? (czyli aspekty wiążące daną roślinę z różnymi wydarzeniami w naszym życiu). Nie bez znaczenia pozostaje łacińska nazwa - barwinek zwany mniejszym (minor) staje się prawdziwym gigantem w zakresie symboliki życia duchowego… A może jeszcze inne aspekty, których tu nie wymieniłem?…

Literatura:
  • Falkowski J., Pasznycki B. 1935. Na pograniczu Łemkowsko-Bojkowskiem. Prace etnograficzne. Wydawnictwo Towarzystwa Ludoznawczego. Lwów.
  • Siarkowski W. 1883. Legendy o zwierzętach, drzewach i roślinach. Zwak, Kraków.
  • Wallis Stanisław 1995. Stanisława Wallisa zielnik roślin leczniczych i magicznych. Muzeum w Chorzowie.
  • Wołynczenko W. A. 2002. Lekarstwiennyje trawjanyje zbory. 3600 cjelitelnych receptow. Izdatjelstwo Act, Izdatjelstwo Stałker, Donieck.
 

Putta z Ustjanowej – w poszukiwaniu tożsamości…

30 maj

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKościół w Ustjanowej (dawna cerkiew z 1792 r.) – i XVIII-wieczny ołtarz przeniesiony tu z Hoczwi k.Leska (fragm. zdjęcia ze strony monterek58.rzeszow.pl)

Niedawno media komentowały ingerencję prezydenta Obamy w …publiczne toalety. Zalecenie nakazuje dostosować je do genderowskiego modelu płci – posuwając się do groźby zamknięcia tych szkół, które się do niego nie zastosują. Ktoś złośliwy zauważył, że zgodnie z wyróżnionymi ponoć 53 modelami płci, w każdym obiekcie trzeba będzie stworzyć tyleż samo toalet. ;) Ale znamienne jest to, że wraz z mnożeniem płci społecznych, zanika polaryzacja płci biologicznych, które sukcesywnie zostają sprowadzane do jakiegoś nijakiego „ono”. Z jednej strony wynikać to może z pewnego uwrażliwienia i wysubtelnienia naszej zachodniej cywilizacji wobec różnych form rozchwiania tożsamości. Z drugiej jednak strony jest to smutne, a nawet tragiczne, bo pozbawia człowieka jednego z podstawowych punktów odniesienia – tego, który oparty jest na jednoznaczności płci i wynikających z niej ról społecznych.

 Kiedy tylko jestem w Ustjanowej koło Ustrzyk Dolnych, lubię zachodzić tam do małego, drewnianego kościółka (starej cerkwi z 1792 roku). Po zaadaptowaniu cerkwi na kościół rzymskokatolicki umieszczono w niej XVIII-wieczny, rokokowy ołtarz, który został tu przeniesiony z pobliskiej Hoczwi. W górnej części ołtarza, po obu jego stronach, znajdują się dwie nagie postacie (rzecz w wiejskich kościołach dość osobliwa) – to Adam i Ewa, którzy stoją na solidnych filarach, zasłonięci figowymi listkami. Nieco niżej, tuż obok prarodziców, po całkiem zewnętrznych stronach ołtarza, ustawione zostały rokokowe putta (które zawsze były dla mnie jakimś osobistym symbolem nijakości – nie miały przecież nigdy płci, nie były też ani człowiekiem, ani aniołem). Mam nadzieję, że wybaczycie mi takie uproszczenia, bo nie jestem biegły w historii sztuki, ale pozwólcie, że pociągnę tę osobistą interpretację ołtarza nieco dalej.

Otóż wspomniane bobasy zostały umieszczone na filarach, które są dziwnie przechylone, zdając się dramatycznie wykręcać i walić. Nadają tym samym całemu ołtarzowi jakąś niepokojącą dynamikę. Nie wiem, jaki był zamysł artysty, ale do mnie ta kompozycja przemawia tylko w jeden sposób: ludzkość może być stabilna tylko w wartościach jednoznacznych (centrum ołtarza zajmuje ikona Maryi z Dzieciątkiem, nad którą wrasta drzewo poznania dobra i zła, oplecione wężem – a nad nim znowu dominuje błogosławiąca światu postać Maryi). Człowiek grzęźnie i upada tam, gdzie wchodzi na opłotki relatywizmu i niejednoznaczności – choćby w imię najpiękniejszych idei. Putta są przecież wyrazem piękna, a mylone z Erosem, często bywają odnoszone do miłości zmysłowej, przelotnych impulsów i ulotnego szczęścia…

 

Odczytując tęczę…

11 maj

2016_05_TĘCZA

Dwa łuki rozpięte wczoraj nad doliną Ustrzyk …oraz trznadel – mój stały gość i osobisty symbol nadziei :)

Tęcza jako zjawisko ma dość prostą naturę – rozszczepienie światła na poszczególne widma, z których najbardziej widocznymi, idąc kolejno od zewnętrznej strony łuku, są:  czerwone, pomarańczowe, żółte, zielone, niebieskie i fioletowe. Przy silnym natężeniu zjawiska obserwować można tęczę wtórną – o łuku większym i odwróconej kolejności barw. Pomiędzy obydwoma łukami istnieje ciemniejszy obszar – tzw. „pas Aleksandra” – ciemniejszy, gdyż nie trafiają do niego odbite promienie świetlne. Oczywiście tęczy trzeba szukać zawsze po przeciwnej stronie słońca i w strefie opadów deszczu. W sprzyjających okolicznościach można zobaczyć tęczę księżycową, a znacznie częściej – wodospadową. Fizycznie tęcza nie istnieje, będąc jedynie efektem optycznym, docierającym do oczu obserwatora, odpowiednio ustawionego względem żywiołu wody i Słońca. Wszystko to ma głęboką wymowę symboliczną, ale o tym za chwilę. Najpierw prześledźmy nieco historię odniesień do tęczy w historii i kulturze.

W mitologii Greków tęcza była drogą, którą przemierzała Iris między niebem a ziemią. W Chinach wierzono, że jest szczeliną w niebie. Hindusi zaś wyobrażali sobie, że jest łukiem Indry – boga błyskawic. Wśród Skandynawów panowało przekonanie, że tęcza stanowi most łączący świat ludzi i bogów. Aborygeni mówią, że świat narodził się z tęczowego węża. Zaś w mitologii słowiańskiej tęcza przemieniała duszę zmarłego lub żyjącego człowieka w płanetnika (chmurnika), który dzięki niej zdobywał panowanie nad żywiołami atmosfery. Indiańska legenda szczepu Kri mówi: Kiedy świat jest chory i umiera, ludzie powstaną jak Wojownicy Tęczy. W Biblii tęcza stała się symbolem przymierza między Jahwe i człowiekiem – i obietnicą błogosławieństwa danego odnowionemu stworzeniu po potopie. Współcześnie do tęczy, jako symbolu pokoju i powszechnej wspólnoty, odwoływali się często hipisi. Tęczowa flaga stanowiła też symbol masońskiego zakonu, a później również wciągnięto ją na sztandary homoseksualistów i środowisk LGBT. Jaki obraz wyłania się z tej niezwykle złożonej symbolizacji?

Tęczę można tu ująć jako znak wielowymiarowy, odnoszący się do łączności z niebem, dysponowania nadprzyrodzoną siłą, mostu między światem żywych i zmarłych, śmiertelników i bogów. Staje się też tęcza obrazem pojednania, pokoju, jedności, tolerancji, często będąc w użyciu przez środowiska sobie przeciwne. A jak ją można odczytać na płaszczyźnie życia duchowego? Tęcza rodzi się ze zderzenia przeciwieństw – światła i ciemności, słońca i deszczu, jest więc jakimś zwieńczeniem wewnętrznej walki, jaką w sobie toczymy. Płynne przejścia między barwami, jak też rozpięte między wzgórzami ramiona łuku, odczytać można w kategoriach drogi, którą przemierzamy między kolejnymi etapami życia duchowego. Wreszcie pojawianie się tęczy na tle mroku i żywiołu – burzy, wodospadu, księżycowej nocy – wszystko to staje się czytelnym znakiem nadziei w sytuacjach, które zdają się ją całkowicie odbierać. I niech na zawsze tęcza pozostanie dla nas obrazem wzywającym bardziej do refleksji, niż do ideologicznej walki. A co jest Twoim osobistym odczytaniem tęczy?…